The Pains of Being Pure at Heart – Belong

Wiosna panie sierżancie, wiosna panie f…

Czekałem na tę porę roku odkąd za oknem widziałem nie odstępującą ani na chwilę srogą zimę. Wiosna to moja ulubiona pora roku, wszystko odżywa, także mój dobry nastrój i chęć słuchania czegoś bezpretensjonalnego, beztroskiego. Painsi to taki właśnie zespół, nie gigantyczny, lecz swobodnie poruszający się z gitarą w świecie syntezatora. Kompozycje na Belong tak jak na poprzednim albumie wzbudzają u mnie pozytywne reakcje. Jakby to powiedzieli masowi internetowi Ekshibicjoniści LUBIĘ TO. W porównaniu do debiutanckiego albumu jest jakby bardziej gitarowo, damski głos poszedł raczej bardziej w tył a skupiono bardziej się na fajnych melodiach na klawiszu. Dało to dość fajny efekt i przyznaje, że dobrze tego się słucha. Może i nie odkryli ameryki, ale kto by się tym przejmował w końcu wiosna idzie.

Wstaki gitarowe są na prawdę porządne, to jak wchodzi gitara w Even in Dreams przypomina mi wejście Johhnego Greenwooda w Creep. Poza tym wciąż dużo skojarzeń z My Bloody Valentine a My Terrible Friend to jakby nawiązanie do Joy Division i ich hiciora Love will tear us apart. Teksty może nie są odkrywcze: „Everyone is pretty and fun, everyone is lovely and young / Everyone is gentle and gone, but everyone’s just everyone”, ale za to nadrabiają brzmieniem.

Płyta idealnie komponuje się z moim nastrojem, gdy na ulicach robi się coraz bardziej kolorowo a szare szaliki i rękawiczki czekają w szafie na kolejną zimę. Już sobie wyobrażam piknikowanie obcowanie z naturą przy dźwiękach Belong. Dobrze też powinno zadziałać dla tych, którzy chcą podbijać miasto i serca niewiast niczym Clarence Seedorf. Ok, ja tu puszczam wodze wyobraźni a tym czasem czerwcowe obrony tuż, tuż. Posłuchajcie Belong, warto. Płyta mimo, że jest gorzko-słodka to wprowadza w dobry nastrój i pozwala cieszyć się każdą jej sekundą. Ocena: 7/10.

posłuchaj

Muzyczne podsumowanie roku 2009: Płyty

To już ostatnia część trylogii jak zapewne się domyślacie. Moje podsumowanie 2009 roku zakończę zestawieniem dziesięciu albumów, które najczęściej słuchałem. A słuchałem z prostego powodu: bo podobały mi się. Ostatnie 12 miesięcy to okres płodny w dobre wydawnictwa także miałem w czym wybierać. I na koniec, nie oczekujcie żadnych niespodzianek oraz wybaczcie mi brak niektórych płyty. Wiem, że na pewno pominąłem wiele znakomitych albumów, ale jestem tylko człowiekiem.

10. Girls – Album. Listę rozpoczniemy od debiutantów tegorocznych. Mocno hypowani przez Pitchfork, ale trzeba przyznać… słusznie. Niby nie ma tu nic oryginalnego, wszystko było, pomysł też, ale kurtka coś w tym jest, że chce się tego słuchać. Oni są jak ta czekoladka z pociągu: „zgadnij kotku co mam w środku”. Dla każdego jest to coś innego i mu to pasuje.

Przeczytaj

9. Dinosaur Jr – Farm. Kolej teraz na starego wyjadacza, prawdziwe dinozaury. Oni są legendami. I w sumie ciekawa sprawa z nimi. To oni tworzyli w latach 80 prawdziwe indie, esencje tej muzyki. Żadne New Rock Revolution, tylko oni i inne zespoły wówczas grające miały największy wpływ na to co się dzieje teraz w muzyce rockowej. Potem nie grali a gdy wrócili w 2007 roku to jak się okazało nadal potrafią zaintrygować słuchacza. Można pomyśleć nawet, że oni są jak wino. Na prawdę mało zespołów potrafi się odnaleźć i pójść z biegiem czasu do przodu, im się to udało. Szacunek.

Przeczytaj

8. The Flaming Lips – Embryonic. Ciężko dojść czy ta płyta jest wypasem czy nie. Czy Wayne Coyne i spółka się wypalili? Zdania są podzielone. Z pewnością ich wydawnictwa z lat wcześniejszych bardziej się zapisały w świadomości słuchaczy, jednak przy tej płycie wytworzyło się tyle emocji, że trzeba było to docenić. Na pewno będę próbował jeszcze to rozgryźć.

Przeczytaj

7. Bat for Lashes – Two Suns. Główną zaletą tej płyty jest to co robi wokalnie Natasha Khan, ale nie jedyna pamiętajcie moi drodzy. Bo linie melodyjne na tej płycie dają mocno radę. A w połączeniu z pięknym głosem wytwarza się coś spektakularnego, co trudno nie zauważyć i nie zatrzymać się na chwilkę.

Przeczytaj

6. The Pains of Being Pure At Heart – The Pains of Being Pure At Heart. Jestem przekonany, że to najbardziej melodyjna, letnia, radosna płyta tego roku. Nie ma co siedzieć w domu i się zasmucać. Należy czerpać z życia pełnymi garściami, cieszyć się. Oni to robią na tej płycie i ja jestem na TAK. Poza tym podoba mi się wzorowanie na My Bloody Valentine, skorzystali na tym na pewno.

Przeczytaj

5. The XX – XX. Chyba debiut roku na wyspach, zachwalani jeszcze przed wydaniem płyty w środowisku muzycznym. Swoimi balladami podbili serca słuchaczy. Mimo, że wyglądają okropnie zabawnie to muzyka w sercach im gra. Dla mnie XX to pewnego rodzaju dźwięki zamknięte gdzieś w piwnicy, płaczące, chcące wyjść na zewnątrz. jednak gdy wychodzą na zewnątrz odkrywają, że tutaj u góry nie jest lepiej. Trochę za czarno-biało by mogło być wyżej.

Przeczytaj

4. Neon Indian – Psychic Chasms. Neonowy Indianin to moje małe odkrycie tego roku, taką muzykę lubię. Jest popowo, elektronicznie, melodyjnie i co przede wszystkim ciekawie. Spodobali mi się od razu po pierwszym przesłuchaniu i tu mają duży plus, bo do niektórych zespołów musiałem dużo czasu poświęcić by się przekonać. A Ta płyta od razu trafiła w moje gusta. Już sama okładka sugeruje, że jest tutaj kolorowo a ja lubię szerokie palety kolorów dlatego Psychic Chasms wyżej niż XX.

Przeczytaj

3. Phoenix – Wolfgang Amadeus Phoenix. Nie prawda, że mocną stroną tej płyty są wyłącznie single. Bo pomijając 1901 i Lisztomanie to mamy tutaj przecież Fences gdzie wokal stanowi falset i idealnie się komponuje z resztą. Rome, który uwzględniłem w mojej liście singli a także przebojowe Lasso czy dwu częściowe, instrumentalne Love Like A Sunset. Wszystkie dziesięć utworów stoi na wysokim poziomie i nie ma tutaj żadnej zapchaj dziury, dlatego też doceniłem Francuzów i uwzględniłem ich na 3 lokacie w podsumowaniu. Poza tym chodzą głosy, że to najlepsza ich płyta. Być może, jedno jest pewne: Phoenix w tym momencie jest jednym z bardziej przebojowych zespołów niezależnych.

Przeczytaj

2. Grizzly Bear – Veckatimest. Prawdę mówiąc tylko oni mogli zagrozić Animal Collective. I mimo, że ta płyta jest na prawdę dobra to czegoś zabrakło by było to miejsce numer jeden. Nie uważam jednak, że ten album jest w którymś momencie słaby. Po prostu wyprzedzić obecnie AC to duże wyzwanie. Mógłbym ich umieścić na pierwszym miejscu, ale chyba nie miałbym argumentów by potem usprawiedliwić swoją listę. A to, że lubi ich Johnny Greenwood to wciąż za mało. Jednak mocno trzymam za nich kciuki bo to co robią nie jest stratą czasu.

Przeczytaj

1. Animal Collective – Merriweather Post Pavilion. Od czasu Strawberry Jam mocno lansowani jako jeden z najwięcej znaczących zespołów obecnie grających. Z pewnością jest wiele w tym prawdy bo ich wydawnictwa za każdym razem zdumiewają krytyków i słuchaczy. Najnowsza płyta zwierzaków oceniana jest jako najlepsza w dorobku. Być może, nie wiem, nigdy nie miałem okazji przesłuchać ich całej dyskografii. Jednak przyznaje, że ta płyta mimo, że hypowana aż do obrzydzenia na prawdę jest wyśmienita. Nie bez powodu znajduje się na mojej liście jako numer jeden, bo trzeba przyznać, że w tym roku kolektyw z Baltimore wydał płytę do której będzie się wracało jeszcze wiele, wiele lat. Nie chciałem być na siłę oryginalny to oni najbardziej zasłużyli na to wyróżnienie.

Przeczytaj

Muzyczne podsumowanie roku 2009: Single

Wybrałem zestawienie dwudziestu najciekawszych singli moim zdaniem, generalnie w tym roku pochłaniałem muzykę płytami a nie singlami, ale udało mi się utworzyć listę 20 najbardziej przebojowych dla mnie kawałków mijającego roku. Nie oczekujcie nic odkrywczego, utwory te powielają się albo nie na wielu listach podsumowujących. Oto one:

20. Lady GaGa – Paparazzi. Jej nie trzeba przedstawiać, niby Bad Romance najlepsze, ale mi jakoś w pamięci najbardziej utkwił właśnie ten kawałek, no cóż dobry jest widocznie. Jest w tym moc.

Posłuchaj

19. Handsome Furs – I’m Confused. Kanadyjskie małżeństwo, które wyjątkowo lubi nasze regiony potrafi także nagrać coś tanecznego bo I’m Confused takim utworem jest.Grubo ponad 4 minuty czystego szaleństwa.

Posłuchaj

18. The Pains Of Being Pure At Heart – Young Adult Friction. Podbili nasze serca właśnie dzięki takim utworom. I mimo, że są debiutantami to widać w tym potencjał. Poza tym, słyszycie w tym radość? Ja taaaak.

Posłuchaj

17. Cool Kids of Death feat Hallow Dog – Got 2 Kill This Dog. Zachwalałem ostatnio w playliście. Nowa twarz CKOD mi pasuje. Kuba dajesz!

Posłuchaj

16. Lily Allen – The Fear. Nie lubię jej gadania o trzecim sutku, przygodach z liceum i jej słabych coverów (Heart of Glass!), nowa płyta mnie nie zachwyciła, ale ta piosenka jest na prawdę dobra. Brzmi to jak podkład do snu, że aż nie chce się budzić.

Posłuchaj

15. Yeah Yeah Yeahs – Zero. Trzy razy Yeah. Mocno imprezowo i tanecznie. Dużo syntezatorów, ta przemiana na dobre im wyszła. Zastąpienie gitary klawiszem. Takie rzeczy to tylko w NYC.

Posłuchaj

14. Bat for Lashes – Glass. Lubię. Ten wokal uwielbiam. Nie przejmuję się tym, że niby naśladuje Kate Bush itd. Mi się podoba a ten utwór ma swój urok i ten wybuch wokalny, ona miażdży.

Posłuchaj

13. The Flaming Lips – See The Leaves. Ten utwór najbardziej mnie zachwycił z najnowszej płyty już niemal legendy jaką są flamingi. Generalnie płyta wzbudza mieszane uczucia, ale każdy docenia. Ja także doceniłem.

Posłuchaj

12. The Car is On Fire – Ombarrops! Musiał się znaleźć jakiś przedstawiciel rodzimej sceny. Warszawiacy najbardziej na to zasłużyli. Pomimo braku Borysa Dejnarowicza uważam ich za mocny punkt naszej muzyki, nadal potrafią wzbudzić zainteresowanie. Niby podobne do Taxman Beatlesów, ale pamiętacie jakie było zdziwienie jak wrzucili to na myspace?

Posłuchaj

11. Phoenix – Rome. Phoenix poraz pierwszy ale nie ostatni. Rzym trochę pominięty przez media, zasłonięty przez hity 1901 czy Lisztomania, ale moim zdaniem warto zwrócić uwagę także i na ten kawałek bo zasługuje na to w pełni.

Posłuchaj

10. The XX – Crystalised. Najspokojniejszy utwór na mojej liście. Generalnie wszystkie piosenki debiutantów z Anglii nie pałają żywiołowością tylko zaprawiają w zadumę. W dobie zalewania nas przez media krociami słabizny z wysp to XX mocno wystaje z tego grona i najbardziej trafia w gusta ludzi pragnących trochę więcej od muzyki. Brawo

Posłuchaj

9. Pheonix – Lisztomania. I znowu Francuzi, którzy potrafią po angielsku. I nie dość, że potrafią to w jaki sposób! Chwała im za to. Nie będę się z tym krył jestem fanem ich nowej płyty a single z niej cieszą uszy. Lisztomania daje mocno radę, zachwyca za każdym razem tak samo.

Posłuchaj

8. Franz Ferdinand – Ulysses. Przy tej nucie zaliczałem sesje, takie moje skojarzenie co do tej piosenki. Najlepszy kawałek z ich płyty, udowodnili nim, że potencjał nie wyczerpał się na pierwszym albumie i Take Me Out.

Posłuchaj

7. Neon Indian – 6669 (I Don’t Know If You Know). Może niezbyt odkrywczo, ale podobają mi się utwory z ich płyty a najbardziej przypadł mi do gustu ten z czterema cyframi w tytule, cokolwiek one nie oznaczają…

Posłuchaj

6. La Roux – Bulletproof. Może nie grzeszy urodą, ale jej single w tym roku dominowały na parkietach. Czerpie garściami z lat 80 i wychodzi na tym bardzo dobrze. Czuć w tym trochę plastiku, ale jest pozytywnie. „Oh, baby You’re time is running out…

Posłuchaj

5. Animal Collective – My Girls. Fenomen Animal Collective polega na tym, że jak oni już coś nagrają to szczęka opada. Czasami myślę, że oni wyprzedzili muzykę. I jest to plusem ale też i w pewnym sensie minusem, dlatego nie jest to numer jeden jak na innych serwisach.

Posłuchaj

4. Jay-Z feat Alicia Keys – Empire State Of Mind. Nie mogło zabraknąć i czegoś do pobujania się. Jay-Z to pewnego rodzaju fenomen, potrafi ze wszystkiego wykrzesać 100% potencjału i czego się nie dotknie zamienia się w hit. Alicia Keys jak najbardziej na miejscu. Jego kryzys nie dotknął w tym roku.

Posłuchaj

3. Phoenix – 1901. Francuzi zdominowali listę. Znani są z tego, że ich single powalają. W moim zestawieniu po raz trzeci. Przy 1901 jest o tyle fajnie, że ten kawałek świetnie brzmi. Syntezator na początku, gitara. Człowiek się zastanawia wtedy skąd oni biorą pomysły na to? Oni wiedzą jak zabrzmieć popowo i nie stracić jednocześnie swojej wiarygodności w tym co się robi.

Posłuchaj

2. Muse – I Belong to You/Mon Coeur S’ouvre A Ta Voix – Najlepsza piosenka na Resistance, najlepszy cover nagrany przez Muse (obok Feeling Good). Świetny tekst „I can’t find the words to say…”, klaskanie, klarnet, klawisz, Bellamy śpiewający po francusku, „You’re my muuuse”. Nic dodać nic ująć. wiele wspaniałych wspomnień z tą piosenką. Można nie lubić Muse albo ich uwielbiać, ale potrafią nagrać coś co cieszy. Pomijając dziwne zapędy Bellamy’ego to trzeba mu przybić mocną piątkę za ten kawałek.Poza tym utwór ten ma znaleźć się w najnowszej części filmu Zmierzch.

Posłuchaj

1. Grizzly Bear – Two Weeks. Tak to niedźwiadki wypuścili według mnie najlepszy singiel. Two weeks w swojej prostocie (klawisz!) jest strasznie przyjemnym utworem do słuchania. Świetne chórki, do których już nas przyzwyczaili ponadto to Edward Droste dodaje klimatu swoim wokalem. Nie zapominajmy o niezbyt systematycznej perkusji, która jest ogromnym plusem tego utworu, nie idzie wyczuć czy on teraz uderzy w werbel czy talerz czy co on zrobi…

Posłuchaj