The Strokes – Angles

Nowa płyta The Strokes, czyli jak się ma New Rock Revolution w 2011 roku.

Można przypuszczać, że źle, ale słuchając Angles to jestem pełen podziwu, że udało im się nagrać coś dobrego. Ostatni album nowojorska grupa wydała w 2006 roku. First Impressions Of Earth był albumem w sumie spoko, ale troszkę rozczarowującym po wcześniejszych, lansiarskich rockowych płytach. Po tych pięciu latach poza singlami nie wiele pamiętam z tej płyty. Potem przyszedł czas nagrywań solo i szczerze powiedziawszy nie sądziłem, że powstanie jeszcze coś nowego pod szyldem The Strokes.

Jednak nagrali płytę, którą z pewnością będą umilać mi pierwsze wiosenne dni. Mimo, że raczej jest po staremu, bo i Julian dalej śpiewać nie umie, Moretti jest wciąż tą samą maszyną a i też raczej nie bawią się w eksperymenty zbytnio. Machu Picchu to ich Kokomo w konwencji lans indje rock’nroll for me a Under Cover Of Darkness można porównywać z debiutanckimi przebojami. You’re so right to jakby nawiązanie do These New Puritans a całość jest zwieńczona przyjemnym Life Is Simple In The Moonlight.

The Strokes to wciąż chłopaki, które lubią się polansić i to w starym dobrym stylu bez żadnych facebookowych napinek i innych pierdół. Poprzez gitary, styl bycia julka i naparzanie po garach jak robocop przez pana Morettiego, który zmienił image na bardziej „ulizanego”. Już myślałem, że wyrosłem z tych wszystkich indje zespołów jednak wciąż drzemie we mnie fan The Strokes. Muszę wygrzebać ich koszulkę z szafy, gdzieś tam powinna być pod moim zielonym kubraczkiem. Ocena: 7/10.

posłuchaj

Albert Hammond, Jr. – ¿Como Te Llama?

Albert Hammond, Jr. – gitarzysta The Strokes. Syn Alberta Hammonda. Zalety? W kontekście jego płyt jest to jego przekleństwo. Albert wiecznie w cieniu. Como Te Llama? Jak Cię nazywają? Jak Cię nazywają Albert? No jak?

Od czasu przerwy w działalności The Strokes Albert Hammond Jr. wydał dwie płyty. Pierwsza pojawiła się zaraz po First Impressions Of Earth i nazywała się Yours To Keep. Ten album tak na prawdę większości umknął. Został zepchnięta na dalszy plan. Zasłonięty przez trzecie dziecko The Strokes. A szkoda bo płyta trzymająca poziom. Natomiast w 2008 roku, czyli w tym roku Alberto postanowił wydać swój drugi solowy album. I nikt o tym nie mówi. Mówi się o powrocie The Strokes, który ma nastąpić wkrótce. I jak w takich warunkach nagrywać? koncertować? sprzedawać? Wiecznie w cieniu swojego pierwszego bandu. Ojca raczej w mniejszym stopniu. Nie jest tak znany jak chociażby sir Elton John, ale zawsze miało to jakiś wpływ na twórczość młodego Hammonda.

Jeśli myślisz, że solowe płyty Hammonda Juniora to coś w stylu The Strokes to jesteś w błędzie. W zasadzie ciężko porównywać zespół Casablancasa do muzyki, którą sam sobie tworzy Hammond. Z pewnością Hammond Junior umie lepiej śpiewać bo o Casablancasie mówi się, że nie potrafi tego dobrze robić za co mu płacą. Jednak także nie można w ten sposób porównywać. The Strokes z grzecznym Hammondem na wokalu na pewno nie osiągnąłby takiej sławy jak z Julianem buntownikiem. Zaznaczam porównywanie obu nie ma zupełnie najmniejszego sensu. Dlatego przejdę dalej.

Gitarzysta nowojorskiego bandu nagrał płytę opierająca się na alternatywnym rocku. Pojawiają się także i inne odmiany, ale to rzadkość. Płyta bazuje na utworach w spokojnym tempie i chwytliwych melodiach. Osobiście uważam, że ta płyta jest mocno melodyjna. Być może jest to jej największa zaleta. Teksty nie są mocną stroną, ale melodyjność to nadrabia. Co do gitary. Hammond to w końcu gitarzysta. Nie ma jakiś wielkich rockowych solówek. Wszystko wprowadza słuchacza w łagodny i spokojny nastrój. Zdarzają sie momenty przyśpieszenia, zwolnienia, ale i tak wszystko idzie nadal swoim tempem. Brak napierdalania, brak przynudzania. Prawdę mówiąc jest dobrze, tak ma być. Przyjemnie się tego słucha. Ciężko także wyróżniać poszczególne utwory. Wszystkie są na podobnie jednakowym poziomie. Nie ma raczej słabszych, mocniejszych momentów. Są tylko bardziej lub mniej melodyjne. Nie uważam także, by cała płyta zlewała się w bezbarwną całość.

Posłuchajcie to co tworzy sobie gdzieś tam na uboczu Hammond Junior. Warto się zapoznać z tą muzyką, bo kto wie czy nie jest to zapowiedź rozpadu The Strokes? Ocena: 6\10. A tutaj jest teledysk do pierwszego singla z płyty.

Indie

Kolejny gatunek muzyczny i kolejna subkultura. Wcześniejszy wpis o emo wzbudził wiele emocji. Nadal jest najczęściej czytanym wpisem tutaj. Teraz czas na indie.

Co z tym indie chodzi? Nie mylić tego z krajem z Azji. To nie chodzi o to, że to się wzięło z ojczyzny Matki Teresy. Nazwa wzięła się od słowa independent (z ang.) co oznacza niezależny. No bo jeżeli mówimy o muzyce indie to musi być to muzyka niezależna. Początkowo było to granie absolutnie alternatywne, płyty były także wydawane w małych niezależnych wytwórniach. Jednak jak to potem bywa ktoś zwęszył interes na niezależności i doszło do tego, że obecnie komercyjne zespoły uważają się za indie.

„Kiedyś, na samym początku, reprezentanci nurtu, nieopatrznie ochrzczonego Nową Rockową Rewolucją, miewali talent i bywali przystojni. Później już tylko bywali przystojni. Dzisiaj wystarczy wpuścić na scenę byle kmiota o aparycji cmentarnego dozorcy, dać mu gitarę, dobrać mu dwóch debili z reklamy Kit-Kata, powiedzieć żeby zagrali coś skocznego najlepiej z jakąś gumową melodyjką w zanadrzu i proszzz mamy hit.” – Paweł Nowotorski.

Rzadko się zgadzam z recenzentami z Porcysa, tym razem padły mocno trafne słowa. Tak na prawdę prawdziwego indie już nie ma. Obecnie co drugi zespół a Anglii wygląda następująco: rurki we wszystkich kolorach tęczy, koszula biała, krawat i rozczesane włosy. I w dodatku te same przynudzanie. Zero pomysłu na coś nowego, na jakieś odświeżenie. co najgorsze media to promują, starają się ludziom wcisnąć shit. I co najgorsze to im się udaje:

mickav1978 (1 dzień temu) Wyświe
Gr8 song!! im gonna get the album , you sound superb!! i wish we could claim the sts back !!
Dougieissocute (1 dzień temu) Wy
I am going to see them on thursday at fat sam!!!! Canna wait )

Ostatnie takie odświeżenie w muzyce indie nastąpiło chyba po debiucie Klaxons, ale ich ochrzcili mianem New Rave (też coś o tym napiszę). Oczywiście te zespoły, które były wywarły na mnie spore wrażenie, jednak obecnie debiuty i ciągła próba zarobienia na tym pieniędzy przez media… szczerze mówiąc to mnie wkurza. Media potrafią skutecznie obrzydzić.

Skoro Indie było/jest popularne w mediach to i wiadomo, że znajdzie się grupa ludzi (w młodym wieku), którym się to spodoba. To naturalna kolej rzeczy. Subkultura Indie nie znajduje się w żadnych przedziałach tak jak choćby emo. Idą ulicą, możesz mijać setki indie i o tym nie wiedzieć. Emo widać na kilometr. Nie różnią się między sobą. Bycie indie polega na prostocie. Oczywiście można ubrać rurki, białą koszulę, krawat, jednak to nie zmienia faktu, że indie może być ktoś ze szerokimi spodniami bądź w dresie. Pojęcie indie jest szeroko rozumiane. Jedyne co wszystkich łączy to muzyka. Nie ma opcji by nie znać The Strokes, The Libertines czy też Franz Ferdinand. Nawet takich wykonawców jak The Streets, Dizzee Rascal czy Lily Allen uznaje się za indie.

W zasadzie Indie jest także wszędzie pełno, tylko nie jest to tak widoczne. I na koniec. Nie, to nie są ci co mają te dziwne trampki i czapki i słuchają Blinka.