10 Najlepszych piosenek Franz Ferdinand

W związku z tym, że koncert Franz Ferdinand w Polsce już niebawem, postanowiłem przyjrzeć się bliżej twórczości szkockiego indie bandu. Poniżej wyselekcjonowana przeze mnie lista dziesięciu najlepszych utworów zespołu Alexa Kopranosa. Kolejność alfabetyczna, do dzieła!

Comon On Home (2004, Franz Ferdinand). Riff na początku przywołuje mi na myśl raczej The Strokes, ale to tylko pokazuje jak szerokie spektrum umiejętności pokazują Szkoci. Gdy po około minucie wchodzą klawisze (kolejne skojarzenie – Kaiser Chiefs) to robi się jeszcze ciekawiej.

Posłuchaj

Darts of Pleasure (2004, Franz Ferdinand). Swego czasu niektórzy żartowali o „Farts of Pleasure”, co oczywiście nie powinno w żaden sposób ujmować temu utworowi. Debiutancki krążek Szkotów naszpikowany był świetnymi kawałkami i to po prostu jeden z nich. 180 sekund indie rockowej przyjemności.

Posłuchaj

Do You Want To (2005, You Could Have It So Much Better). „Lucky lucky, you’re so lucky” – mimo, że Franz Ferdinand słucham raczej od święta, to tak chwytliwe zwrotki jeszcze zdarza mi się zanucić. A To chyba coś znaczy, nie?

Posłuchaj

Evil Eye (2013, Right Thoughts, Right Words, Right Action). Ostatnie płyty FF pokazują, że grupa ma coraz większe problemy z pisaniem chwytliwych singli. „Evil Eye” może nie był szczytem umiejętności, ale jest na tyle dobry, że z czysty serce umieszczam go w tej dziesiątce.

Posłuchaj

The Fallen (2005, You Could Have It So Much Better). Jeden z lepszych utworów otwierających płyty indie rockowy tamtych czasów. Świetne gitarowe riffy udowadniają, że w 2005 roku indie rock dalej ma się świetnie.

Posłuchaj

Michael (2004, Franz Ferdinand). Wyobraźcie sobie kombinacje Interpolu z okresu „Turn on the Bright Lights” z Bloc Party z lat 2005-2007. Tak właśnie brzmi piosenka nr 9 z debiutanckiej płyty Franz Ferdinand. Generalnie podejrzliwie patrzę na tego typu porównania, ale w tym przypadku, tak po prostu, JEST…

Posłuchaj

Turn It On (2009, Tonight). Świetna linia basu i jeszcze lepszy finał całego utworu. W tej piosence z sekundy na sekundę jest coraz lepiej i coraz ciekawiej. Lubię gdy napięcie jest w ten sposób dawkowane.

Posłuchaj

Take Me Out (2004, Franz Ferdinand). Jeden z najważniejszych hymnów „New Rock Revolution” i jednocześnie jedna z najlepszych piosenek nowego indie rocka. Pomijając aspekty techniczne, piosenka ma to „coś” co chwyta od razu. Depeche Mode miało swoje „Enjoy The Silance”, Radiohead „Creep” a Franz Ferdinand ma „Take Me Out„.

Posłuchaj

This Boy (2005, You Could Have It So Much Better).Niby tylko 144 sekundy, ale tyle energii w tym kawałku. Pamiętam, że swego czasu był używany w czołówce jakiegoś programu z MTV. Jednak nie za to wyróżnienie, a za ten właśnie punkowy pazur i świetny refren.

Posłuchaj

Ulysess (2009, Tonight). Doskonale pamiętam czasy studenckie, kiedy to w weekendy mieszałem naukę zagadnień politologicznych z imprezowaniem do rana w katowickich barach. W tle towarzyszył mi ten świetny singiel z ostatniej w pełni udanej płyty „Tonight: Franz Ferdinand”. Kapitalna linia basu, niezapomniany klimat oraz świetne perkusyjne przejścia – to wszystko znajdziecie w „Ulysess„.

Posłuchaj

Franz Ferdinand – Tonight: Franz Ferdinand

franz-ferdinand-tonightUbierzcie wasze przyciasne garniaki, poluzujcie krawaty, rozczochrajcie hairstyle, zamontujcie w pokoju kule dyskotekowe, podświetlane dancefloor’y, zaproście waszych indie znajomych na naszej klasie i zapodajcie Dzisiejszego wieczoru: Franz Ferdinand.

Tonihgt: Franz Ferdinand to propozycja na dziś ode mnie. Nie sądziłem, że to napiszę, ale tak jest. Ta płyta jest na prawdę dobra. Olejcie różnoraki medialny hype. Ta płyta daje radę. Ba, daje radość. Być może jest  i najlepszą w dorobku szkockiego indie-bandu. Chodź to bardzo śmiałe określenie.

Prawdę mówiąc nie brałem pod uwagę tego, że uda im się nagrać coś porównywalnie dobrego do debiutu. Postawiłem ich w jednej linii z ich brit współlokatorami na last.fm, czyli Kasabian, Kaiser Chiefs, The Fratellis itd. Uważałem, że tak jak wymienione kapele po interesujących debiutach popadną w szarość MTV2. Będą tworzyć kiepskie płyty, oceniane przez NME na 8-9, włóczyć się po wszelakich festiwalach przepełnionych dzieciakami doznającymi przy Glasvegas i nagrywać teledyski bez jaj. O jakże się myliłem kiedy usłyszałem po raz pierwszy tę płytę. Alex Kapranos z resztą mocno dojrzeli. To prawdziwe indie gwiazdy, nie jakieś brudasy.

Słyszeć tę dojrzałość od pierwszego dźwięku, który zapodaje nam Franz Ferdinand. Świetny Opener jakim jest Ulysses, czyli pierwszy singiel z płyty. Jest tanecznie, dyskotekowo, z pazurem. Jak się zmienił FF? Zacznijmy od lidera. Alex Kapranos. Zaliczony znaczny progres jeżeli chodzi o wokal. Śpiew falsetem dobrze wychodzi przy tego typu utworach. Wraz z zwolnieniem tempa prawie, że szepcze. Kapranos na tej płycie wyszedł znakomicie. Robert Hardy. Robert and his bass kicks every hard ass. Zgadza się. Gitara basowa została bardziej wyekspensowana w stosunku do poprzednich płyt co wyszło na dobre. Bo to mocny punkt tej płyty. Paul Thomson bardziej urozmaica teraz perkusje o liczne przejścia. Nie jest to już granie na jedno kopyto, rytm na dwa i jazda. Znaczny postęp w tej dziedzinie. A nie od dziś wiadomo, że ja zwracam uwagę szczególną na drum i dlatego tu jest u mnie bardzo duży plus. No i na koniec Nicholas McCarthy. Tutaj mniej to zauważalne, ale nadal ma dobre solówki.

Nie należy zapomnieć o klawiszu i wszechobecnym syntezatorze. Przecież w ciągu 8 minutowego Lucid Dreams połowa czasu to techniwakowy bicik wyrwany niczym z kompozycji Chemical Brothers czy Prodigy. Szkotom udało się to co zjebało Bloc Party na Intimacy. Jak widać zabawa z elektronika nie jest dana wszystkim.

Mimo, że płyta jest z lekksza nie równa to warto jej posłuchać bo jak na razie jest to jedna z lepszych pozycji jakie się pojawiły w tym roku. Panie i Panowie! Zapraszam do tańca. Ocena: 7\10.

Zapoznajcie się z pierwszym singlem Ulysses.