Muzyczne podsumowanie roku 2010: Teledyski

Rok 2010 już za nami. Rok dziwny, momentami dobry, momentami zły, ale pod względem muzycznym jednak pełen wartościowych melodii. Czas zatem na małe podsumowanie, które prowadzę już  po raz kolejny i tym razem wraca rubryka o teledyskach, której zabrakło w zeszłorocznym zestawieni. Jednak nie będę się bawił tutaj w cyferki, zaprezentuje 10 najfajniejszych klipów moim zdaniem, które ukazały się w roku poprzednim. A przy okazji życzę wszystkim, którzy tu zaglądają wypasionego roku 2011.

!!! – Jamie, My Intentions Are Bass

Adin, Dwa, Tri…

Arcade Fire – The Surbubs

Afromental – Rock’&Rollin Love

Foals – Miami

Gorillaz – Stylo

Katy Perry (feat. Snoop Dogg) – California Gurls

Mark Ronson & The Bussines Intl – Bang Bang Bang


People Are Awesome

Uffie – ADD SUV




Uffie – Sex Dreams and Denim Jeans

Najjaśniejsza gwiazda tegorocznego Selector Festival o której słyszeliśmy już w 2006 roku w końcu wydaje długogrający album, długo wyczekiwany w porcysowych środowiskach.

Osobiście nigdy nie rozumiałem jarania się Uffie. Po przesłuchaniu Pop The Glock nie ogarniałem fenomenu wokalistki. Jakoś mi nie leżał ten kawałek do następnych nawet się nie garnąłem. Nie rozkminiłem także zachwytów nad dzikimi sesjami zdjęciowymi, ale to akurat każdy ma inną definicje piękna. Ja mam swoją i jest dla mnie wyjątkowa. Wiadomo o gustach się nie dyskutuje. Na plus można odznaczyć udział w The Party na debiucie Justice.

Jakoś ciężko mi było sięgnąć po tą płytę. Hype otaczający pannę Hartley wydawał się nie związany z muzyką co z samą otoczką, która gdzieś cały czas się unosiła nad jej głową. Jak to gdzieś napisali:

a) jest ładna
b) jest nastoletnia
c) nawija o imprezowaniu, chlaniu i seksie
d) jest nastoletnia

A ja chciałem tylko czegoś fajnego posłuchać. I posłuchałem. Muszę przyznać, że pozytywnie się zaskoczyłem. Płyta jest na bardzo dobrym poziomie i w zasadzie mocno daje radę. Chodź zaczyna się sennie i mało przebojowo od Pop The Glock i Art Of Uff to im dalej to już tylko lepiej by w okolicach tytułowego kawałka osiągnąć apogeum. Add Suv z gościnnym występem Pharella Williamsa jest jednym z lepszych utworów na płycie. Razem z Brand New Car oraz MC Can Kiss obrazują tą bardziej imprezową część płyty. Sama Uffie stara kreować się na człowieka imprezkę. „Sometimes I wake up in my bed And I don’t know where I’ve been”. Nabrała także typowo murzyńskich przechwałek typu „I’ve got 12 milions fans”. A kolega Pharell nawija o Memento (widzieliście?), ale pasuje w tych klimatach. Bardziej mi się podobał niż w kolaboracji z Snoopem.

Z drugiej znowu strony jest dużo lekkich przyjemnych dla ucha kawałków a Uffie w swojej nawijce w First Love słyszymy opowieść o pierwszej miłości oraz zwierzenia typu: „I love it when you whisper in my ear/ You say the (sweetest) things that I wanted to hear” natomiast Hong-Kong Garden to powrót do wspomnień z miejsca gdzie dorastała. Aczkolwiek zapożyczone od zespołu Siouxsie and the Banshees. Poza tym jest jeszcze Our Song czy Illusion of Love.

Generalnie jest dość melodyjnie. Podkłady stoją na bardzo dobrym poziomie. Można się doczepić momentami do nawijki Uffie, jednak oceniając całość to wzbudziła we mnie pozytywne odczucia. Dużo dobrych hooków. Muzycznie jest na prawdę bogato. Skumajcie taki Nauneu, no może saksofon w MC Can Kiss niedorozwinięty, ale to specjalnie. Generalnie dobra muza na letnie imprezy. Joł. Ocena: 8/10

Posłuchajcie First Love