Przegląd płyt ze stycznia i lutego

Co by nie mówić, to początek 2023 roku jest muzycznie mocny. Potwierdza to ta lista płyt, ale nie tylko. W ostatnim czasie wyszło całkiem sporo interesujących albumów, które również planuje w najbliższym czasie opisać. Póki co zobaczcie co było słuchane przeze mnie w styczniu i lutym.

Iggy Pop – Every Loser. Jesteś rockmanem starej daty, masz 75 lat na karku, ponad pół wieku na scenie i chcesz wydać nowy materiał. Co to ma być? Pewnie jakieś melancholijne ballady o starych dziejach i kilka niezbyt oryginalnych utworów. Nie w przypadku Iggy’ego Popa. Ten stary, pomarszczony pierdziel wciąż myśli, że ma dwadzieścia parę lat i daje czadu. Już pierwsze minuty „Every Lost” pokazują, że to nie będzie łabędzi śpiew Jamesa Osterberga. „Got a dick and 2 balls, that’s more than you all
/ My mind’ll be sick if you I suffer the pricks
” – dość wymowny początek utworu „Frenzy”. Iggy nie pierdoli się w tańcu, i śpiewa mocno i szczerze. Jednak pomijając energię to są to całkiem dobre kompozycje. Iggy żyj wiecznie i nie bądź nigdy jak typowy polski emeryt. W zasadzie niech nikt nigdy nim nie będzie. Ocena: 7/10.

Ocena: 3.5 na 5.

Caroline Polachek – Desire, I Want To Turn Into You. Czwarty w dorobku album Pani Karoliny Polaczek stanowi jej opus magnum. Piękny, melodyjny, odkrywczy, świeży i co najważniejsze inteligentny indie-pop zawarty na tym krążku to coś czego brakowało scenie muzycznej w ostatnim czasie. Świetnie się składa, że ta płyta wychodzi akurat teraz. Bo ile pop wychodzący z r’n’b ma się dobrze, to ten uważany za „niezależny” nie miał ostatnio za wiele do zaoferowania. A „Desire, I Want To Turn Into You” to materiał, który nie można określić jako wtórny. Sama Polachek potrafi być przebojowa niczym Dua Lipa jak np. w „Bunny Is A Rider„, ale i potrafi wprawić nas w zadumę jak w „Crude Drawing Of An Angel„. Trochę szkoda, że tak krótko piszę o tej płycie w takim grupowym poście, bo coś mi się wydaje, że to może być płyta roku. Ocena: 9/10.

Ocena: 4.5 na 5.

thanks for comming – You Haven’t Missed Much. Stojąca za projektem thanks for comming Rachel Brown, wcześniej udzielała się w zespole-duecie Water From Your Eyes. Co więcej to już drugi jej długograj pod tym pseudonimem, gdyż w 2020 wydała album „No Problem„. Co tym razem zaprezentowała artystka z Chicago? Pełen zestaw akustycznych, indie-popowych utworów wpadających od razu w ucho. I być może nie stracimy wiele, gdy nie usłyszymy tych utworów – tak przynajmniej mówi przewrotnie tytuł. Jednak warto dać tej płycie szansę, bo to niezły niezalowy pop o miłości i ludzkich relacjach. Ocena: 7/10.

Ocena: 3.5 na 5.

We Are Scientists – Lobes. Wow! To oni jeszcze istnieją? Pamiętam doskonale jak słuchałem ich „With Love And Squalor” z 2005 roku. Co prawda indie band z Berkeley w stanie Kalifornia nigdy nie był wybitny, ale idealnie się wpisywał w indie rockowy szał z dekady 00. A teraz? No cóż, szału nie ma. Płytę przesłuchałem parę razy i już zdążyłem o niej zapomnieć. A to chyba nie za dobry znak, co nie? Ocena: 4/10.

Ocena: 2 na 5.

Young Fathers – Heavy Heavy. Pamiętam jak szkockie trio grało koncert w katowickiej Hipnozie z jakieś 10 lat temu. Wydawali się wtedy tacy niepozorni. Nie spodziewałem się, że najlepsze wciąż przed nimi. A tu okazuje się, że ich czwarty album już został okrzykniętym przez wielu za najlepszy. Mi jeszcze trudno to przyznać, gdyż darzę dużym sentymentem ich debiutancki krążek „Dead„. Jednak coś jest na rzeczy. „Heavy Heavy” to energicznie wymachiwany „fakas” do wszystkich, którzy sądzili, że zespół nie stać na nic więcej. Niby tylko 10 piosenek, ledwie 32 minuty i 40 sekundy, ale ile w tym energii i niespodziewanych zwrotów akcji. Chłopaki się dwoją i troją by w ciągu tej pół godziny zostać zapamiętanymi w jak najlepszy sposób. I chyba im się udało. Ocena: 8/10.

Ocena: 4 na 5.

Yo La Tengo – This Stupid World. Zespół z Hoboken w stanie New Jersey to żywa legenda indie rocka, która nieco niesłusznie znajduje się w cieniu takich zespołów jak Dinsoaur Jr, Flaming Lips czy też Wilco. „Mam To” – tak brzmi tłumaczenie nazwy zespołu z hiszpańskiego, który na scenie muzycznej jest już od 1984 roku, czyli prawie 40 lat! W tym czasie zdążyli wydać 17 albumów. Najwyżej oceniane to te z przełomu lat 90 i 2000: „I Can Hear the Heart Beating as One” oraz „And Then Nothing Turned Itself Inside-Out„. Dlatego też dobrze jest widzieć i słyszeć, że po upływie tylu lat i nagraniu tylu płyt omawiane trio wciąż potrafi przykuć uwagę słuchacza i nagrać coś więcej niż przeciętnego. Pitchfork już ogłosił „This Stupid World” jedną z najlepszych płyt w tym roku. Ja nie jestem aż tak entuzjastyczny, nie mniej doceniam najnowszą pozycję od Yo La Tengo. Nie jest to płyta wybitna, acz wpadająca w ucho i ma swoje momenty. Ocena: 7/10

Ocena: 3.5 na 5.