Sigur Rós – Valtari

Legendarni Islandczycy wracają.

Ciężko jest napisać cokolwiek oryginalnego o Sigur Rós. Islandczycy od ponad dziesięciu lat grają po prostu swoje. Mają na koncie wiele świetnych płyt i jedną kosmiczną: „Ágætis byrjun„, która dla muzyki jest tym czym dla filmu „Obywatel Kane” czy też „Ojciec Chrzestny”. Mimo, że Jonsi solowo błądzi to w zespole zawsze potrafi się odnaleźć. Sigur Rós nie schodzą poniżej dobrego poziomu.

Jeżeli jakimś cudem jeszcze nie słyszałeś tego zespołu to zdecydowanie powinieneś poznać. Wypadałoby zacząć od ich epickiej płyty z 1999 roku, jednak jeżeli ktoś spróbuje ich posłuchać „od końca”, czyli od omawianej „Valtari” to generalnie nic złego się nie stanie. Bo tak na prawdę w stylu zespołu nie wiele się zmieniło. Wciąż porywają nasze serca w ten sam sposób. A jeżeli coś działa to po co to zmieniać? Ich zawsze będzie stymulowało piękno zimnej, niebieskiej Islandii. Nie chciałbym, któregoś dnia przeczytać o tym, że muzycy Sigur Rós przeprowadzili się na Hawaje i kombinują z flamenco.

Chyba większość ma jakieś skojarzenia, ciekawe wspomnienia z tym zespołem w tle. Pewne trasy, widoki z tą patetyczną muzyką w uszach. Ważne lub mało ważne chwile, momenty i wszystko to co każdy przeżył na swój własny sposób. Jestem całkowicie pewien, że „Valtari” również sprawdzi się w tej roli i każdy fan zespołu pokocha ten album. Ocena: 8/10.

 

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.