Indie-folkowa propozycja od Taylor Swift – recenzja „Folklore”

Koronaświrusowy lockdown z początku roku wielu artystów spędziło w bardzo płodny sposób. Charli XCX dopracowała kolejny album w zaciszu swoich czterech ścian, Wczasy napisali parę nowych piosenek, które w wersji live brzmiały fajnie a Cut Copy nagrali nowy album poruszający temat zmian klimatu. Ogólnoświatowa przerwa przysłużyła się samej Taylor Swift, która przy pomocy braci Dessnerów z The National, Justina Vernonan (znanego szerzej jako Bon Iver) oraz Jacka Antonoffa nagrała jeden z najbardziej poruszających albumów w swojej szerokiej dyskografii.

Zawiedzeni mogą się poczuć na pewno wszyscy fani Miss Americany, którzy oczekiwali kolejnego popowego hitu spod znaku „Lover”, „Reputation” czy też „1989″. Artystka wraz z pomocą uznanych specjalistów od indie rocka i folku nagrała płytę spokojną, wyciszającą, osobistą i delikatną w brzmieniu. Tegoroczny longplay ukazał się dość niespodziewanie, gdyż czas od ogłoszenia premiery do wydania „Folklore” był stosunkowo krótki. Jednak reakcja na album była jednakowa – zachwyt. I to całkiem słuszny, gdyż jest to dzieło poruszające i piękne.

Najbardziej za serce chwyta „exile” nagrane wspólnie z panem Vernonem. Taki rezultat nie był dla mnie taki oczywisty, gdyż twórca „For Emma, Forever Ago” nie zawsze był wartością dodatnią na płytach, gdzie śpiewał gościnnie. Tutaj jednak udało im się stworzyć świetny duet, który zachwyca od pierwszych brzmień utworu. Już od pierwszych taktów „the 1„, wiemy, że mamy do czynienia z czymś wybitnym. Utwór ten idealnie wprowadza nas w nastrój płyty. Kolejne „cardigan” tylko utwierdza nas w przekonaniu, że dokonaliśmy dobrego wyboru stawiając na Taylor Swift. Dalej jest równie pięknie. „mirrorball” to oniryczna dream-popowa ballada, którą idealnie słucha się późnym wieczorem. Sporo emocji odnajdziemy także w „august” czy też „this is me trying„. Czy wy też uważacie, że „mad woman” to piosenka w stylu Lany Del Rey? Jeżeli tak, to jesteśmy w tej samej drużynie!

Podsumowując, najnowsza płyta od Talylor Swift to pozycja obowiązkowa dla wszystkich wrażliwców i romantyków, którzy lubią przy muzyce się wzruszyć, rozmarzyć czy też po prostu wyciszyć po ciężkim dniu. Amerykańska wokalistka dokonała świetnej transformacji z gwiazdy pop w wokalistkę folkową, która potrafi złapać za serce. Nie wiem czy to jej najlepsza płyta (poprzednie też lubię), ale jest to na pewno dzieło warte sprawdzenia. Ocena: 8/10.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.