CARBON Silesia Festival 2026 – Zapowiedź

Już na prawdę nie wiele dni dzieli nas od rozpoczęcia kolejnej edycji zabrzańskiego CARBON Silesia Festival. Tradycyjnie już, wrzucam w tym miejscu najważniejsze informacje dotyczące tego wyjątkowego wydarzenia.

Gdzie i kiedy?

Standardowo festiwal odbędzie się w samym czarnym sercu Górnego Śląska, czyli Sztolni Królowa Luiza w Zabrzu w dniach 19-20 czerwca. Miejsce to ma niesamowity, industrialny klimat, który idealnie komponuje się z muzyką, którą można usłyszeć ze scen Carbona.

Kto wystąpi?

Głównymymi headlinerami tegorocznej edycji festiwalu są WhoMadeWho oraz Jan Blomqvist. Pierwsi to duńskie trio, składające się z: Tomasa Høffdinga, Jeppe Kjellberga oraz Tomasa Barfoda. Ich początki sięgają roku 2003, kiedy to powstała formacja w stolicy Danii – Kopenhadze. Ich styl muzyczny to mieszanka elektroniki z rockowymi instrumentami, coś pomiędzy dance-punkiem a muzyką klubową czy też tech-housem. Do tej pory wydali 8 albumów długogrających oraz wiele (na prawdę wiele) innych wydawnictw. Miałem kiedyś okazję zobaczyć ich na żywo podczas TNMK i uwierzcie, sprawdzają się na żywo! Zwłaszcza z żywymi instrumentami. Drugi headliner to pochodzący z Berlina (stolicy techno) Jan Blomqvist. Swoją przygodę rozpoczynał od grania na gitarze w zespole punkowym. Dla muzyki rzucił inżynierię lotniczą oraz matematykę, którą studiował. Dziś jego pasje słychać w jego twórczości. Do tej pory wydał pięć długograjów, z czego ostatni „Mute” ukazał się w zeszłym roku. Na jego występie możemy także się spodziewać żywych instrumentów oraz wiele wzniosłych chwil!

Niezwykle ciekawie zapowiada się występ Demi Riquisimo. Ten urodzony w Wielkiej Brytanii i wychowany w Detroit producent oraz DJ, obecnie mieszka i tworzy w Londynie. Karierę pod tym pseudonimem rozpoczął w 2019 roku, szybko zdobywając uznanie dzięki brzmieniom inspirowanym acid house’em, italo disco oraz house’em lat 90. Jest założycielem cenionej wytwórni Semi Delicious, która świętuje już 7 lat działalności. Artysta regularnie występuje na największych festiwalach, takich jak Glastonbury, Lost Village czy Love Saves The Day. Jego nagrania ukazują się w barwach Life & Death, Ninja Tune czy Higher Ground, a do fanów artysty zaliczają się m.in. The Chemical Brothers, Pete Tong, Seth Troxler czy Job Jobse. Inną ciekawą nazwą z line-upu jest Axel Boman. Urodzony w Szwecji DJ i producent swoją drogę rozpoczął w sztokholmskiej akademii DJ-skiej Fryshuset, gdzie zamiast hip-hopu odkrył pasję do techno i house’u. Warto także wspomnieć o takich artystach jak: Sally C, Folkness, Halogenix czy też Sofia Kourtesis, którzy także pojawią się w Zabrzu.

Po raz kolejny ciekawie zapowiada się rodzima reprezentacja na Carbonie. Wystąpi m.in. legendarny duet Skalpel, którego fanom muzyki elektronicznej przedstawiać zbytnio nie trzeba czy też Kuba Sojka, Last Robots, Michał Macewicz, NOV1K, Julia Rover czy też DJ Polkomtel.

Koszt biletu?

W chwili obecnej są sprzedawane karnety dwudniowe w cenie 362,9 zł. Dostępne są również bilety jednodniowe w cenie 191,90 zł.

Pozostałe informacje?

Wszystko znajdziecie na stronie http://www.carbonfestival.pl

Apokaliptyczna wizja świata po wojnie nuklearnej – recenzja filmu „Threads”

Zimna wojna, sytuacja geopolityczna, napięte stosunki na linii Stany Zjednoczone – Związek Radziecki, kryzys kubański a przede wszystkim zrzucenie bomb atomowych w Hiroszimie i Nagasaki w 1945 roku miały bezpośredni wpływ na powstanie wielu filmów, których głównym tematem była wojna nuklearna i jej efekty. Od lat 60 do 80 powstało wiele takich produkcji jak chociażby „Dr. Strangelove” Stanleya Kubricka z 1964 roku, „Gry Wojenne” (1983), „The Day After” (1983), „Fail Safe” (1964), „On The Beach” (1959) czy też „Threads” (1984). Ostatni z wspomnianych tytułów zrobił na mnie największe wrażenie, dlatego też w dzisiejszym wpisie skupie się na filmie „Nici„.

Threads” to brytyjski obraz z 1984 roku w reżyserii Micka Jacksona wyprodukowany przez stacje BBC. Fabuła skupia się na kilku bohaterach, mieszkańcach angielskiego miasta Sheffield. Ich codzienność miesza się z wiadomości na temat nadchodzącego konfliktu zbrojnego pomiędzy Nato a Układem Warszawskim. Gdy nadchodzi to co nieuchronne, jesteśmy świadkami walki o przetrwanie. Jackson w filmie „Threads” obrał formę chłodnego paradokumentu. Momenty fabularyzowane mieszają się z formą dokumentu i komentarzem narratora. Film można podzielić na trzy akty. Pierwszy pokazujący życie na chwilę przed atakiem, drugi to moment wybuchu i jego pierwsze następstwa oraz finałowy ukazujący życie mieszkańców na długo po ataku. Napięcie budowane jest stopniowo poprzez wkradające się życie bohaterów komunikaty prasowe, wiadomości radiowe i telewizyjne. Film dość rzetelnie i surowo ukazuje wszystkie wydarzenia. Bez żadnej oceny, opiniowania oraz zbędnego komentarza. Widoczne na ekranie straszliwe następstwa wojny nuklearnej są już komentarzem same w sobie.

Film nie epatuje przemocą ani zbędnym rozlewem krwi. Jednak jego seans jest wstrząsający i może być dla wielu traumatyczny. Gdyż, to co widzimy na ekranie to rzeczy realne i wydawać by się mogło coraz bardziej prawdopodobne. Zwłaszcza, że w ostatnim czasie nie brakuje konfliktów zbrojnych w różnych częściach naszego globu. Widzimy tutaj moment paniki w chwili ataku, próby ratowania dobytku, szukanie schronienia, wszelakie efekty choroby popromiennej, umieranie z głodu, wyczerpania, wyziębienia (w lipcu była zima) czy też morderstwa pomiędzy ludźmi walczącymi o żywność. Pieniądze straciły ważność, jedynie poprzez pracę można uzyskać do i tak skromnych racji żywnościowych. Do ocalałych domostw są przypisywanie ludzie do zamieszkania, całe grupy ludzi są zamykane w obozach karnych za kradzieże. Okazuje się, że Państwo całkowicie przestaje działać, a przetrwają tylko najsilniejsi.

Podsumowując, „Threads” to obraz na pewno smutny i wstrząsający. Dający jedna do myślenia. Jego dokumentalizowana forma wpływa na odbiór czegoś autentycznego. Nie ma tutaj miejsca na typowo hollywodzkie zabiegi jak nieśmiertelni i ponad naturalnie silni główni bohaterzy, wielkie wybuchy i ucieczki samochodem, wysokobudżetowe efekty specjalne oraz finałowy happy end. Jesteśmy świadkami napiętego oczekiwania na początek wojny, walki o przetrwanie i wieloletnich następstw ataków jądrowych. Pomimo upływu ponad 40 lat od premiery film wciąż przeraża i prowadzi nas do dyskusji, czy do takiego Świata dążymy? Ocena: 8/10.

Ocena: 4 na 5.

Gdy człowiek jest większym zagrożeniem od samego ksenomorfa – recenzja książki „Obcy: Zimna Kuźnia”

W ostatnim czasie za sprawą nieodżałowanego wydawnictwa Vesper na polskim rynku pojawiło się sporo książek z serii o Obcym. Recenzowałem już na blogu dwie z nich: „Obcy” Alana Dean Fostera oraz „Obcy: Wyjście z Cienia” Tima Lebbona. Pora na kolejną pozycję z tej serii: „Obcy: Zimna Kuźnia„, które po raz pierwszy pojawiło się w 2018 roku na rynku zachodnim a na polskim dwa lata temu. Autorem tego dzieła jest Alex White, który napisał również „Alien: Into Charybdis„, „Star Trek: Deep Space Nine: Revenant” czy też „Every Mountain Made Low„.

Fabuła książki skupia się na dwójce bohaterów (a raczej anty-bohaterów): audytorze firmy Weyland-Yutani Dorianie Sudlerze oraz badaczce doktor Blue Grace Marsalis. Miejsce akcji to stacja badawcza zwana Zimną Kuźnią, która orbituje wokół gwiazdy Kauffman. Na miejscu odbywają się liczne medyczne eksperymenty, w tym na ksenomorfach, które są tutaj hodowane. Śmiertelnie chora Doktor Marsalis próbuje tutaj stworzyć lekarstwo, które miałoby przynieść korzyść ludzkości jak i jej samej. Bohaterka nie może poruszać się samodzielnie, dlatego używa przenoszenia świadomości do androida – Markusa. Na miejsce przybywa zewnętrzny audytor firmy Weyland-Yutani – Dorian Sudler, którego celem jest sprawdzenie czy wszystko pracuje prawidłowo. Jak to zwykle bywa we wszystkich historiach z serii o Obcym, Ksenomorf nigdy nie jest długo zamknięty. Dlatego i na Zimnej Kuźni przyjdzie ludziom zmierzyć się z tym niezwykle zabójczym gatunkiem. Jednakże czy aby na pewno ksenomorf, będzie tutaj najgorszy?

Powieść Alexa White mocno skupia się na bohaterach ludzkich. W „Zimnej Kuźni” więcej horroru dostarczą nam mieszkańcy Ziemii, a ksenomorfy stanowią tutaj tylko dopełnienie grozy. Ciężko tutaj znaleźć bohatera, z którym czytelnik może się identyfikować. Może poza androidem Markusem. I może samym Obcym? Który zamiast śmiertelnego zagrożenia stanowi tutaj pewnego rodzaju ostrze sprawiedliwości. Napięcie budowane jest stopniowo, by nie mówić ospale. Akcja jest nierówna, sporo tutaj spowolnień. Jednak gdzieś w połowie książki, akcja się rozwija na tyle, że książka niesamowicie pochłania czytelnika. Sporo tutaj nawiązań do filmowej serii, jak i gry „Obcy: Izolacja„. Przykłady? Chociażby żółty chodzący holownik, który pojawił się po raz pierwszy w filmie „Obcy: Decydujące Starcie” oraz pojawienie się firmy Seegson, którą dobrze znamy z gry z 2014 roku. Widać, że Alex White ma odrobione lekcje z lore o Obcym. Co ciekawe autor jest osobą niebinarną, co można także dostrzec w książce. Przykładowo jedna z głównych postaci Blue to kobieta o innej orientacji seksualnej, która wchodzi w męskie ciało androida. Portrety psychologiczne postaci to bodajże najmocniejszy punkt omawianego dzieła. Dlatego też, jeżeli ktoś szuka dużo starć z Obcym jak w filmie: „Aliens” może być nieco rozczarowany. Mi osobiście to nie przeszkadzało i uważam, że ów książka mogłaby mieć ciekawą adaptację filmową, która z pewnością pasowała do kanonu.

Podsumowując, powieść „Obcy: Zimna Kuźnia” to interesująca powieść, która stawia na thriller psychologiczny, gdzie grozę dostarczają ludzkie postacie, które potrafią być większym zagrożeniem aniżeli sam ksenomorf. Dorian Sudler jest być może najbardziej psychopatycznym „złolem”, który pojawił się w całym uniwersum. A złożona postać doktor Blue łączy w sobie zarówno szlachetne cechy jak i te gorsze. Akcja przyśpiesza od około połowy książki i momentami niepotrzebnie zwalnia. Niemniej jest to pozycja wciągająca, która dostarczyła mi wiele frajdy późnymi wieczorami. Zdecydowanie polecam, pozycja nie tylko dla fanów serii.