OFF Festival 2026 – Zapowiedź

Tradycyjnie już na początku sierpnia w katowickiej Dolinie Trzech Stawów odbędzie się kolejna, jubileuszowa Dwudziesta edycja legendarnego już OFF Festivalu. Miałem okazję brać już w jedenastu edycjach tej muzycznej imprezy, dzięki temu wiem jak wspaniałym doświadczeniem jest obecność na OFFie. Sprawdźmy jak zapowiada się tegoroczna edycja.

Gdzie i kiedy?

Tak jak wspomniałem we wstępie, OFF odbędzie się w katowickiej Dolinie Trzech Stawów w dniach 7-9 sierpnia. Ten, kto był w stolicy Górnego Śląska to wie, jak wiele zieleni jest w tym kojarzonym głównie z ciężkim przemysłem mieście. Dolina Trzech Stawów w sąsiedztwie lotniska Muchowiec jest właśnie taką zieloną oazą, która idealnie pasuje dla tego typu imprezy.

Kto zagra?

Główni headlinerzy to The Flaming Lips, Amyl and the Sniffers oraz Yung Lean & Bladee. Pierwszych nie trzeba zbytnio przedstawiać fanom alternatywnego grania. Założona w 1983 roku zespół z Oklahomy ma na koncie 20 albumów, jednak na OFF Festiwalu usłyszymy materiał tylko z jednej płyty. Mowa o legendarnym krążku: „Yoshimi Battles the Pink Robots”, gdzie znajdziemy takie utwory jak „Do You Realize” czy też „Fight Test”. Wayne Coyne i chłopaki wystąpili już podczas OFF Festivalu w 2010 roku i był to jeden z najlepszych koncertów na tym festiwalu. Liczymy na powtórkę! Pochodzący z Australii Amyl and the Sniffers to punk rockowa grupa, która na scenie jest od 2016 roku. Do tej pory wydali trzy albumy, z czego ostatni „Cartoon Darkness” ukazał się dwa lata temu. Yung Lean & Bladee to duet szwedzkich raperów, którzy mają na koncie wiele płyt oraz występy na najważniejszych festiwalach w Europie. Pierwszy z nich już wystąpił na OFF Festiwalu w 2016 roku, teraz pora usłyszeć duet, który wspólnie nagrał album „Psykos” w 2024 roku.

Z pozostałych nazw uwagę zwraca obecność legendarnego gitarzysy i wokalisty Johna Marra, który wybił się jako gitarzysta i kompozytor grupy The Smiths. Ma jednak także w dorobku występy w takich grupach jak m.in. Modest Mouse oraz The Cribs oraz całkiem spory zestaw solowych dokonań. Z całą pewnością artysta ma na tyle dobrego materiału, że uczestnicy OFFa poczują się doskonale. Inną głośną nazwą jest Deafheaven, o którym szerzej pisałem TUTAJ. Ciekawą pozycją wydaje się francuska wokalistka Oklou. Grająca eksperymentalny pop artystka ma do tej pory jeden album „Choke Enough” z 2025, który spotkał się z doskonałym przyjęciem przez recenzentów. Świat rapu poza szwedzkim duetem będzie reprezentował Earl Swaetshirt, którego albumy za każdym razem spotykają się z gorącym przyjęciem. Na scenę powraca Sunny Day Real Estate, którzy tworzyli z przerwami od 1992 roku do 2013 i nagrywali w legendarnym już Sub Popie. Inną legendą, która pojawi się w Katowicach jest niemiecki zespół Einstürzende Neubauten, który na koncie ma 13 albumów, z czego ostatni „Rampen” ukazał się dwa lata temu. Reprezentanci Nowej Niemieckiej Fali to przede wszystkim zamiłowanie do eksperymentów z gatunkami muzycznymi i niezwykła sceniczna ekspresja. To powinno być show.

Wyjątkowo mocno zapowiada się polska reprezentacja. Ludzie Wschodu zagrają kultową już „Nową Aleksandrię” od Siekiery. Sporo dobrego można powiedzieć o polskiej grupie jazzowej Błoto. Debiutowali w 2020 roku albumem „Erozje”, jednak to ich piąty album z zeszłego roku przniósł im spory rozgłos. Mowa o krążku „Grzyby”. Ciekawie zapowiada się występ rapera Drabusheyka. Pochodzący z Mysłowic raper (Sąsiad Artura Rojka, hehe) to reprezentant eksperymentalnego underground. Jedno jest pewnie – nie oczekujcie tradycyjnego koncertu. Poza tym wystąpią m.in. Współgłosy, Dom Zły, Mlecze, AGNT, Michał Anioł czy też Niechęć.

W jakiej cenie bilety?

W chwili obecnej trzydniowy karnet to koszt 769 zł, bilet weekendowy to wydatek rzędu 569 zł.

Pozostałe informacje?

Wszelkie informacje znajdziecie na stronie http://www.off-festival.pl

https://www.tiktok.com/@paweuu.alternativ/photo/7656400399993163040

Deafheaven zagrają na OFF Festivalu – W końcu i Znowu!

Na tą wiadomość czekałem już od jakiegoś czasu. I trochę jej się spodziewałem, gdy sami zainteresowani wrzucili w swoje sociale grafikę, którą łatwo można było rozszyfrować. No, ale teraz można to powiedzieć oficjalnie. Deafheaven zagrają na tegorocznym OFF Festivalu.

Dla mnie to wybitnie dobra wiadomość, gdyż darzę grupę z San Francisco ogromnym szacunkiem. Do tej pory udało mi się tylko raz ich zobaczyć na żywo, podczas koncertu w Krakowie, gdy występowali przed Knoocked Loose. Był to występ piękny, pełen energii. Jednak zbyt krótki bym poczuł pełną satysfakcję. Zwłaszcza, że grupa ma dyskografię wybitną. Debiutowali w 2011 roku albumem „Roads To Judah„, jednak to albumem „Sunbather” z 2013 roku zyskali ogromny rozgłos. Połączyli dwa światy. Jeden skoncentrowany wokół metalowej sceny, drugi z bardziej alternatywnej strony. Różowa okładka, sposób ubierania się, fryzury no i wplatanie melodyjnych gitar w brudny styl metalu. Tak powstał nowy gatunek muzyczny – blackgaze, czyli połączenie black metalu z shoegaze. W 2015 roku powrócili do cięższego brzmienia za sprawą krążka „New Bermuda”, jednak kolejny „Ordinary Corrupt Human Love” to ponownie połączenie melodyjności z hardkorem. Na „Infinite Granite” porzuciła ciężkie brzmienie, a wokalista George Clarke zaczął nawet śpiewać. Jednak ostatni ich krążek „Lonely People With Power” to ponownie powrót do metalowych tradycji.

Deafheaven wystąpili już raz podczas OFF Festivalu w 2014 roku. Niestety nie uczestniczyłem w tej edycji, a i też nie byłem wtedy tak wielkim fanem Deafheaven jak teraz. Dlatego też cieszę się, że grupa wraca na ten katowicki festiwal muzyki alternatywnej! Przypomnę, że wystąpią z takimi artystami jak m.in. Johnny Marr, Sunny Day Real Estate, Earl Sweatshirt, Seaga Bodega czy też Yung Lean & Bladee.

15 Najlepszych płyt roku 2025

Tradycyjnie nowy rok zaczynam od podsumowania minionego roku. 2025 pod względem muzycznym był dość ciekawym rokiem dla mnie. Większość moich ulubionych artystów (Wczasy, Mac DeMarco, Deafheaven, The Horrors, Wavves) wydało nowy materiał. Niestety nie każdy był na tyle wartościowy by się znaleźć na mojej liście TOP15. Co więcej zaliczyłem sporo fajnych koncertów, no i co najważniejsze na scenę wrócił Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach. Także działo się. A jakie albumy są w mojej ocenie najlepsze? O tym poniżej.

15. Geese – Getting Killed. Podobno tylko oni są w stanie uratować tegoroczny OFF Festival przed totalną katastrofą. I może być w tym sporo prawdy, gdyż „Getting Killed” to najlepsza zeszłoroczna pozycja z okolic indie rockowych. Także, Panie Rojek, staraj się tam bardziej.

14. Bads Bunny – Debí Tirar Más Fotos. Lubicie latino-trap? Jeżeli nie wiedzieliście (tak jak ja) do tej pory, że istnieje taki gatunek to sprawdźcie najnowszy album od Bads Bunny. Uwierzcie, że poczujecie ciepły klimat pomimo panującego mrozu za oknem.

13. Kali Uchis – Sincerely. Amerykańska wokalistka o kolumbijskich korzeniach nie zwalnia tema. W 2024 roku zachwycałem się jej kapitalnym „Orquideas„, nie minął rok a ja znowu jestem pod wrażeniem. Tym razem pięknym melodiom towarzyszącym „Sincerely„. Ten album to niekończąca się ballada, tylko, że tym razem śpiewana w języku Szekspira.

12. Tame Impala – Deadbeat. Kevin Parker wrócił po pięciu latach przerwy. Wrzucił dwa single nagrane w starym stylu, by przysłonić prawdę. A prawda jest taka, że Australijczykowi znudziły się już psychodeliczne klimaty i gitarowe granie. Obrał drogę konsolety i tworzenia muzyki elektronicznej. Trochę szkoda, bo przecież uznanie zyskał za sprawą tej psychodelii zawartej na „Lonerism” oraz „Currents„. Jednak szanuje jego wybór, a elektroniczna strona Parkera jest również spoko, co udowadnia „Deadbeat„.

11. Oneohtrix Point Never – Tranquilizer. Jako coroczny uczestnik katowieckiego Tauron Nowa Muzyka Katowice w obowiązku miałem wyróżnić najnowszy album Daniela Lopatina. Główną zaletą tego materiału jest jego wysoki, równy poziom. W zeszłym roku nie było niczego z pogranicza elektroniki i ambientu.

10. Trupa Trupa – Mourners EP. Być może Grzegorz Kwiatkowski i spółka cieszą się większym uznaniem za Oceanem, niż w rodzimym kraju. Pora to zmienić, gdyż ich materiał ponownie się broni. Co prawda to tylko 13 minut muzyki, ale za to jakiej! Czekam na kolejny, konkretny krążek w klimacie post punkowym. Tym razem w formie długograja.

9. Perfume Genius – Glory. Ta płyta przypomniała mi stare dzieje, kiedy zasłuchiwałem się w takich kapelach jak Fleet Foxes czy też Wolf Parade. A że człowiek z wiekiem staje się bardziej sentymentalny to docenia fakt, że ktoś jeszcze bawi się w takie folkowe klimaty. Wiem, jestem jak ten stary pierdziel z Teraz Rocka, który do śmierci będzie słuchał tylko Pink Floyd. Czytelnicy w moim wieku i starsi mnie zrozumieją, ci młodsi jeszcze mają na ten czas. A póki co doceniam „Glory” bo to kolejny dowód na to, że Michael Alden Hadreas to dobry pieśniarz jest.

8. FKA Twigs – EUSEXUA. Pani Barnett nie rozpieszcza swoich fanów częstymi wydawnictwami. Od momentu debiutu w 2014 roku, kiedy ukazał się „LP1” wydała tylko dwa albumy. W tym zeszłoroczny „EUSEXUA”. Jednak stare porzekadło, że liczy się jakość nie ilość, ma tutaj sporo racji. Pięknie są tutaj eksponowane elektroniczne klimaty lat 90.

7. Bon Iver – SABLE, fABLE. Co prawda nie jest to „For Emma, Forever Ago„, ale nie ma źle. Poza tym drugi taki album już mu się nigdy nie trafi, a zeszłoroczny „SABLE, fABLE” na prawdę dobrze mi się słuchało.

6. Wczasy – Dżungla. Są i oni, cali na biało wjeżdżają na swoich rumakach by obwieścić, że wciąż nie jest dobrze. Wczasy kocham przede wszystkim za świetne, pełne rozgoryczenia, ironii i humoru teksty. „Dżungla” pod tym względem mnie nie rozczarowała, a wręcz przeciwnie zachwyciła. Z każdym nowym odsłuchem wyłapuje kolejne smaczki.

5. Tyler, The Creator – DON’T TAP THE GLASS. Niech nie zmyli was mainstremowy sukces utworu „Sugar On My Tongue”, który stał się wiralem. Ta płyta to coś znacznie więcej aniżeli rolki na tiktoku a sam Okonma przekonuje o tym dość często, przy wydawaniu nowych albumów.

4. Deafheaven – Lonely People With Power. Jeden z nielicznych moich ulubionych zespołów, który nowym wydawnictwem w tym roku potwierdził swoją jakość. Grupa wykonująca tzw „Blackgaze” wróciła ponownie bardziej do black, aniżeli gaze. Jednak nie brakuje tutaj melodii, za które pokochałem ich twórczość. Wciąż liczę, że pojawią się w tym roku w Polsce na czymś więcej aniżeli support.

3. The Horrors – Night Life. Na brytyjczyków z Farisem Badwanem na czele można stawiać ślepo. Goście, nie przerwanie od momentu debiutu w 2007 roku utrzymują wysoki poziom. Ba, można wręcz powiedzieć, że z każdym kolejnym krążkiem są coraz lepsi. Czy ktoś kiedykolwiek miał przez prawie dwie dekady taką tendencję wzrostową? Na „Night Life” przybierają ciuchy dawnych Depeche Mode i celebrują synth-popowe brzmienia lat 80. Słucha tego się wybornie!

2. Dijon – Baby. W swojej recenzji tego krążka obwieściłem, że odnalazł się już następca zmarłego w minionym roku D’Angelo. Zdanie podtrzymuje, to wciąż piękne i przejmujące granie spod znaku R’n’B i soulu.

1. Blood Orange – Essex Honey. Przez większą część roku nie miałem faworyta na pozycję numer jeden za miniony roku. Do momentu, aż usłyszałem „Essex Honey„. Co prawda znam twórczość Blood Orange i wiem, że gość potrafi nagrywać dobrą muzykę. Nie sądziłem jednak, że jego album odnajdzie aż takie uznanie w moim jakikolwiek rankingu. Być może to sprawa Devonté Hynesa, który wszedł na wyżyny swojej twórczość. A być może to ja, bardziej dojrzały i wrażliwy na jego muzykę. Co by jednak nie mówić, to „Essex Honey” jest wybitną płytą i trzeba to powiedzieć, by to wybrzmiało.