Kilka obrazów, kilka słów

Eh kiedyś nie miałem takich problemów z rozpoczęciem notki. Teraz nie dość, że piszę raz na ruski rok, to nie potrafię odpowiednio przejść do meritum wpisu. Walnę z grubej rury. W ostatnim czasie widziałem sporo interesujących filmów, szkoda by było nie wspomnieć o nich na blogu, prawda?

the-gift-2015Na początek zeszłoroczny thriller w reżyserii Joela Edgertona. „Dar” to historia pewnego małżeństwa, które przeprowadza się do Los Angeles. Simon (Jason Bateman) i Robyn (Rebecca Hall) nie zdążyli jeszcze rozpakować wszystkich kartonów a zyskali nowego „przyjaciela” w postaci Gordo (w tej roli sam Edgerton). Niestety z czasem ów „przyjaźń” zaczyna być problematyczna dla dwójki głównych bohaterów. Gdy jedno ze spotkań kończy się kłótnią i zerwaniem znajomości, Robyn zaczyna się martwić, że to dopiero początek kłopotów z nowym znajomym. Co więcej żona Simona odkrywa, że jej męża łączy  z Gordo przykra historia z okresu młodości.

Nie. Nie jest to typowy slasher w którym ofiara staje się katem i wymierza sprawiedliwość nożem swoim dawnym oprawcom. Choć przyznaje się, że na początku myślałem, że to będzie jeden z tych nudnych, przewidywalnych filmów. I tu miłe zaskoczenie, bo obraz Edgertona jest nieprzewidywalny! A to chyba lubimy najbardziej w thrillerach, by nas zaskakiwał.

Co prawda akcja toczy się nie za szybkim tempem, jednakże napięcie jest dawkowane w odpowiednich proporcjach. Podczas oglądania „Daru” będziecie zaciekawieni, zaangażowani i zaintrygowani od początku do końca, to macie jak w banku. Sekret tkwi w scenariuszu, który napisał sam reżyser i odtwórca głównej roli Gorda. Postacie są ciekawe ,dobrze napisane i mają swoje tajemnice, dzięki, którym nie wiemy do końca kto jest „tym dobrym” a kto „tym złym”. „Dar” to po prostu ciekawy i dobrze przemyślany film, który trzyma w napięciu do końca. Szczerze polecam. Ocena 8/10.

joy-movie-review-2015-lawrenceJoy” to odpowiednia pozycja dla wszystkich fanów talentu Jennifer Lawrence. Aktorka znana z serii „Igrzyska Śmierci„, tym razem wciela się w rolę Joy Mangano. Jest to obraz oparty na prawdziwej historii kobiety, która wymyśliła wyciskający się mop.

Reżyser David O. Russel ponownie sięga po trio Lawrence – Cooper – De Niro, z którym współpracował wcześniej przy „Poradniku Pozytywnego Myślenia” (świetny film swoją drogą). W „Joy” główne skrzypce gra Pani Lawrence, która idealnie odnajduje się w rolach doświadczonych życiem kobiet. Tym razem również to załapało. Joy to kobieta z wieloma problemami na głowie. Zdziwaczała matka żyjąca telenowelami, eks mąż mieszkający w piwnicy, specyficzny ojciec lokalny biznesmen (W tej roli Roberto De Niro), strata pracy, dzieci na głowie, dom, kredyt – to tak w przybliżeniu. Joy nie ma lekko. W dodatku, gdy jej mopowy biznes w końcu się rozkręca napotyka kolejne problemy związane z prawami autorskimi oraz firmą produkującą części.

Nie jest to może wybitne kino, ale dobrze oglądające się. Idealnie obrazuje walkę zdeterminowanej kobiety, która chce osiągnąć sukces. Ocena: 7/10

straight_outta_comptonStraight Outta Compton” to kolejny obraz biograficzny w moim zestawieniu. Film ten przedstawia historię zespołu hip-hopowego N.W.A., który powstał pod koniec lat 80 w Compton i doczekał się miana „Najniebezpieczniejszej grupy świata”.

Jest to przede wszystkim idealna pozycja dla fanów muzyki N.W.A. jak i samych sympatyków filmów muzycznych, Ale nie tylko. Dzieło Felixa Graya powinno spodobać się każdemu, ze względu na KAPITALNE zdjęcia jak i sposób przedstawienia historii muzyków. Fabuła wciąga, dowiadujemy się wielu ciekawych informacji nie tylko na temat Ice Cube’a czy też Dr. Dre, ale otrzymujemy cały kontekst społeczny, który miał nie mały wpływ na twórczość N.W.A. Ponadto swój popis dali młodzi aktorzy, którzy wcielili się w tytułowe role.

No i oczywiście największym plusem jest muzyka. Czeka nas podróż w czasie do klimatów Los Angeles z przełomu lat 80/90. Obok muzyki N.W.A., nie zabraknie takich klasyków jak: Wu Tang Clan, Tu Pac czy też Snoop Dogg. Ocena 9/10.

 

10 najgorzej przetłumaczonych tytułów filmowych

wtf-faceOglądałem sobie ostatnio komedie romantyczną z młodym Heathem Ledgerem zatytułowaną „10 Things I Hate About You„. Fajny, lekki, przyjemny seans. Polecam. Jednak jedna rzecz mi nie dawała spokoju. Dlaczego polski tytuł tego filmu to „Zakochana złośnica„?!? Co ma piernik do wiatraka? Na podstawie tego kreatywnego tytułu postanowiłem zrobić listę 10 najgorzej przetłumaczonych tytułów filmowych. Zapraszam do lektury.

10 Things I Hate About You / Zakochana Złośnica (1999). Na początek tytuł o którym wspomniałem kilka linijek wyżej. Zupełnie nie rozumiem dlaczego polski tytuł tego filmu nie mógł brzmieć dosłownie „10 rzeczy, których w Tobie nienawidzę”. Czy polscy dystrybutorzy mają polskiego widza za idiotę, że trzeba mu w tytule wyjaśniać o czym będzie film? Pozostawiam to bez komentarza.

Cloverfield / Projekt: Monster (2008). Jak można przetłumaczyć angielską nazwę na inną angielską nazwę? To jedna z zagadek ludzkości, która za pewne nigdy nie zostanie wyjaśniona.

urlHangover part II / Kac Vegas w Bangkoku (2011). W tym miejscu mamy do czynienia z kontynuacją tłumaczenia pierwszej części. „Hangover” tłumaczone jako „Kac Vegas” można uznać za fajną grę słowami, bo w końcu łączy tytułowy kac z miejscem akcji, czyli miastem Las Vegas. Problem pojawia się w sequelu obrazu, gdyż „Kac Vegas w Bangkoku” brzmi mocno niedorzecznie.

Die Hard II / Szklana Pułapka 2 (1990). Klasyka źle przetłumaczonego tytułu, która ciągnie się od pierwszej części. O ile wtedy można było tytuł tłumaczyć nawiązaniem do miejsca akcji, to następne część serii z Johnem McClanem stanowią niewytłumaczalne kuriozum.

12 Years A Slave / Zniewolony. 12 Years A Slave (2013). Mamy tutaj do czynienia z ciekawą kombinacją. W tytule pojawia się słowo Zniewolony, co jest zrozumiałe bo film opowiada o zniewolonym, czarnoskórym mężczyźnie. Jednak po kropce pojawia się oryginalny tytuł – i tego już nie ogarniam.

Dallas Buyers Club / Witaj w Klubie (2013). Przyznam szczerze, że tytuł filmu Jeana-Marca Vallée nie jest łatwą kwestią do przetłumaczenia. Bo Klub kupców/nabywców z Dallas nie brzmi za ciekawie. Jednak wybranie „Witaj w Klubie” to jak mówienie, że parówka to mięso.

Chris-Rock-HUH-WTFInterstate 60: Episodes of the Road / Ale jazda! (2002). Film podobno dobry, nie widziałem. Jednak ten polski tytuł totalnie zniechęca by zobaczyć obraz Boba Gale’a.

Eternal Sunshine of the Spotless Mind / Zakochany bez pamięci (2004). No cóż, totalnie nie wiem dlaczego ten film tak przetłumaczyli. Swoją drogą też nie rozumiem, dlaczego ten kapitalny dramat psychologiczny ukazujący skomplikowane tajniki ludzkiej psychologii i uczuć do drugiej osoby był reklamowany jako kolejna słodka komedia romantyczna…

Prisoners / Labirynt (2013). Sprawdzałem wszystkie internetowe translatory oraz słowniki. W żadnym słowo Prisoners nie oznacza po polsku Labirynt.

Reality Bites / Orbitowanie Bez Cukru (1994). Tutaj również mamy do czynienia z dziwną kreatywnością polskich dystrybutorów…

To moje propozycje, a źle przetłumaczonych tytułów filmowych jest cała masa. Wpisujcie swoje propozycje w komentarzach. Jestem ciekaw co pominąłem przy tworzeniu tej listy. Oczywiście, oprócz „Dirty Dancing” i polskiego „Wirującego Seksu” – bo to klasyk.

Ile jesteś w stanie poświęcić dla sławy? – recenzja Starry Eyes

starry-eyesIle jesteś w stanie poświęcić dla sławy? Głowna bohaterka filmu „Starry Eyes” jest w stanie oddać dla sukcesu wszystko. Zdrowie, urodę, przyjaciół, pracę…. Jednak czy takie poświęcenie jest tego warte? Zacznijmy od początku. Film wyreżyserowany przez duet Kevin Kolsch – Dennis Widmyer przedstawia typowych, młodych mieszkańców Los Angeles. Mają wielkie plany i nieprzeciętne ambicje – chcą podbić przemysł filmowy. Jednak wszystko kończy się na słowach, a ich życie to praca za najniższą krajową i nieustane imprezki. Jedynie Sarah (W tej roli Alex Essoe) nie poprzestaje na słowach i stara się realizować swoje marzenia. Pracę kelnerki w fast foodzie łączy z uczęszczaniem na wszelkiego rodzaju castingi. W końcu zostaje zauważona przez Astraeus Pictures. Jednak by otrzymać główną rolę w filmie, będzie musiała poświęcić nie tylko obecną pracę i przyjaciół, ale także duszę.

Starry Eyes” nie jest typowym horror. Brakuje tutaj rąbanki siekierą i hektolitrów krwi. Nie oznacza to jednak, że nie ma w nim krwistych scen, gdyż pojawiają się w drugiej części filmu. Duet reżyserki skupił się na przedstawieniu problemów współczesnego pokolenia X a także dążenia do sławy. Grupa przyjaciół Sary, wciąż opowiada o wielkim projekcie – o filmie, który chcą razem nakręcić. Jednak jedyna rzecz, którą obserwujemy w ich zachowaniu to imprezowanie. Wspomniana tematyka została przedstawiona w konwencji horroru, gdyż główna bohaterka by zostać gwiazdą filmową podpisuje pakt z wyznawcami szatana. By zyskać sukces musi się przekształcić i zerwać z przeszłością. Szczerze powiedziawszy – podobają mi się tego typu filmy, które pod przykrywką obrazu grozy mają ciekawe przesłanie.

Starry_Eyes_Still__1.2.3Dużym atutem „Starry Eyes” jest forma w jaki ten film został zrealizowany. Odniesienia do kina z lat 80 są widoczne gołym okiem. Długie ujęcia z dalszej perspektywy, całkowity brak efektów CGI a także elektroniczna muzyka w tle w pełni oddają duch kina grozy lat 80. Nie jest to pierwszy obraz tego typu, który oglądam w ostatnim czasie. Podobne nawiązania były zauważalne w „The Guest” oraz „Let Us Prey„. Jeżeli już mowa o muzyce, to jest ona kapitalna i dodatkowo potęguje poczucie niepewności. Wystarczy się wsłuchać w TEN utwór by zrozumieć.

Na koniec warto wspomnieć o odtwórczyni głównej roli, czyli Alex Essoe. Aktorka urodzona w Arabii Saudyjskiej nie ma bogatego filmowego CV, gdyż do tej pory grała głównie epizody. Jednak rolę opętanej Sary odegrała wprost kapitalnie. Sceny szału podczas przesłuchań czy też końcowa sekwencja przeobrażenia to majstersztyk w jej wykonaniu. Myślę, że po tym obrazie nie będzie narzekać na brak propozycji. Reszta aktorów nie wyróżniła się szczególnie, aczkolwiek odegrała dobre tło do popisu Pani Essoe.

Podsumowując „Starry Eyes” to kapitalny obraz, który łączy w sobie dramat oraz horror. Co więcej porusza ważne problemy dotyczące współcześnie żyjących młodych ludzi oraz kwestie dążenia do sławy za wszelką cenę. Obraz został zrealizowany na wzór kina lat 80, co stanowi ogromy plus. Jeżeli ktoś poszukuje horroru, który daje do myślenia oraz dodatkowo cieszy oko i ucho – powinien obejrzeć obraz duetu reżyserskiego Kolsch – Widmyer. Ocena: 8/10.