Raekwon – Lost Jewlry EP

raekwon_lost_jewlry_1Kolejny udany powrót legendarnego rapera.

Szef ostatnim czasem ma dobrą passę. Niestety nie można powiedzieć tego samego o innych ziomkach z Wu-Tang Clan. Raekwon trzyma poziom i wciąż tworzy dobry hip-hop. Mam do niego ogromny szacunek za bogaty dorobek, zarówno solo jak i z Wu-Tang Clan. Oczywiście ów szacunek nie przeszkadza mi we właściwej ocenie „Lost Jewlry EP”, która moim skromnym zdaniem jest dobra.

Oczywiście to tylko EP-ka także braw na stojąco jeszcze nie będzie. Jednak takie EP-ki jak ta pokazują coś fajnego i wartościowego. Mianowicie to, że szef ma płodne dni i co najlepsze ta jego płodność twórcza stoi na wysokim poziomie. Pomijając ostatni longplay Wu-Tang Clan, który był przyzwoicie przyzwoity to wszystkie pozostałe albumy solowe Raekwona były mocno udane. Sam Rae wydaje się być we właściwym rytmie, to tak jak z ostatnimi meczami Pazziniego, kiedy grał – strzelał. Rae ma to samo – ciągle trafia gole. Wydanie tak udanej EP-ki jest niczym wejście na ostatnie 30 minut meczu i strzelenie ładnej bramy.

Oczywiście nie wszystko tutaj świeci i błyszczy tak jak tytułowa biżuteria. Momentami Rae wydawał mi się mocno naciągany, tak jak pomysł przerobienia „Feeling Good„. Poza tym bity stoją na dobrym poziomie, produkcja, nawijka – spoko luz. Aha i linijki w „86”  – palce lizać. Ogólnie dobra zapowiedź mającego pojawić się w tym roku nowego albumu „F.I.L.A.”. Poza tym w przyszłym roku ma wyjść podobno „Only Built 4 Cuban Linx… Pt. III” – jest na co czekać. Ocena: 6/10.

posłuchaj

Inc. – No World

incnoworld-608x608Nikt w poprzednim roku tak nie czarował i wabił wspaniałymi singlami jak Inc. Dlatego też, ich debiutancki album był wyczekiwany przez rzeszę ludzi, w tym mnie.

Inc. to dwu osobowy projekt Andrew i Daniela Aged. Duet braci z Los Angeles udowadnia dwie rzeczy. Po pierwsze jak robić dobrą muzę, a po drugie jak robić dobrą muzę w rodzinnym gronie. Obserwuje tę dwójkę od zeszłego roku, a konkretnie od chwili gdy usłyszałem utwór „The Place”, który jest openerem „No World”. Musze przyznać, że czekałem na tą płytę, mimo, że coraz mniej mnie „jarają” płytowe premiery i nawet MBV przesłuchałem bez większych emocji. Jedno jest jednak pewne – czekałem, doczekałem się, przesłuchałem kilkanaście razy i nie czuje się zawiedziony.

„No World” to dobry album. Pomimo umiarkowanego zadowolenia przez niektóre media to uważam, że płyta spełnia swoją rolę. Podoba mi się sposób w jaki łączą r’n’b z elementami synth-popowymi i samym popem. W odróżnieniu do pokrewnych im dusz (Purity Ring itd.) „No World” będzie wracać, będzie porównywane do innych dokonań. Nie można przejść obojętnie obok takich hiciorów jak „5 Days” czy też genialnego „Careful”.

Słuchając tej płyty uważnie (najlepiej przez słuchawki) wyłapujemy wiele ciekawych drobinek, które tworzą niezwykle dopracowaną całość. Mocno klimatyczna pozycja dla fanów nastrojowej muzyki. Pod koniec robi się trochę sennie, ale całość oceniam wysoki. Ocena: 9/10.

Posłuchaj

Iceage – You’re Nothing

Iceage-Youre-Nothing-608x608Lodowce w Danii prędko nie odpuszczą…

A to wszystko za sprawą epoki lodowcowej pełnej punkowej energii, która prosto z Kopenhagi rozprzestrzenia się po całym świecie. Wszystko zaczęło się w 2011 roku. Młody zespół o którym cały czas mowa – Iceage wydał debiutancki album „New Brigade”. Płyta świetna, energiczna, hałaśliwa, pełna kapitalnych gitarowych zagrywek i reprezentująca dumnie nowe oblicze punku – normalnie palce lizać. Mimo, że na żywo mnie nie porwali to lubiłem wracać do tamtego materiału. Teraz pojawił się nowy. A wraz z nim pewne obawy, w końcu nie wielu zespołom udaje się nagrać dobrą drugą płytę.

Im się udało, młodzi Duńczycy znaleźli sposób by płyta była podobna do poprzedniej i jednocześnie wnosiła coś nowego i świeżego. Piosenki na „You’re Nothing” również reprezentują nowe oblicze punku, są hałaśliwe, energiczne, z pazurem i pełne nihilistycznych wartości. Jednak w odróżnieniu od „New Brigade” wydają się one bardziej melodyjne, jeżeli w ogóle można o ich muzyce mówić jak o melodyjnej. Otwierający całość „Ecstasy” za sprawą perkusji odkrywa taneczne rejony Nowego Jorku lat 70. Natomiast w takim „Morals” słyszymy nawet klawisze!

Druga kwestia odnosząca się do innowacyjnych rozwiązań „You’re Nothing” to fakt, że zespół wydaje się inspirować nie tyle klasyką punka i nowej fali co współczesnymi zespołami grającymi punka, noise-rocka czy też inne gatunki pokrewne z hardcore’m. Pierwszy singiel z płyty, który słuchałem pod koniec 2012 przypominał mi stylistycznie Japandroids (Oczywiście poza wokalem). „In Haze” natomiast momentami zahaczał o mainstreamowe strony amerykańskiego rocka. Poza tym wciąż słychać tutaj wpływy Joy Division. Ocena: 7/10.

A i na koniec współcześni nihiliści

nihiliści