Wu Lyf – Go Tell Fire To The Mountain

Jedno z tegorocznych odkryć pitchforka, czyli dlaczego gitary są jeszcze w cenie.

Zaczyna się niepozornie od kościelnych organ, jednak to już nie są przelewki. Materiał jaki zgromadzili Brytyjczycy z Wu Lyf na debiutanckim albumie wprawia nas w zachwyt i zadumę zarazem. I co najistotniejsze wszystko jest oparte na przyjemnym, lekkim i charakterystycznym brzmieniu gitar. Perkusja dodająca dynamiki to tylko dodatek oryginalnego głosu Ellery Roberts’a. Poza tym Go Tell Fire To The Mountain to zlepek dziesięciu naprawdę dobrych utworów, nic tutaj nie szwankuje. Słuchając tych piosenek mam mnóstwo skojarzeń z Wolf Parade. Tak powinien brzmieć następca Apologies to the Queen Mary (może by się nie rozpadli i zagrali wspaniały koncert w Krakowie?).

Jednak to nie Kanadyjczycy, tylko brytyjscy muzycy z Wu Lyf, debiutanci, nagrali ten album. Który z pewnością jest jednym z lepszych wydanych w tym roku z muzyką gitarową. Płytę tak dobrą, że po jej przesłuchaniu oblicze pójścia do pracy bądź nadchodzącej nieubłaganie zimy zamienia się jedynie w coś mniej istotnego. Kompozycjom zawartym towarzyszy pewnego rodzaju patos przy jednoczesnej lekkiej formie, bez jakiś topornych riffów i napinki na sięganie palcem kosmosu. To mi się podoba, to w zupełności moje klimaty. Mówiąc kolokwialnie jest chemia. Urok tych melodii będzie jeszcze z pewnością przyciągał moje ucho jeszcze przez dłuższy czas. Pojedyncze utwory do polecenia? Nie da się, każda z 10 piosenek stoi na tym samym wysokim poziomie. To jeden z tych albumów, który trzeba poznać w całości od pierwszego L Y F do ostatniego Heavy Pop. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

Iceage – New Brigade

Kto powiedział, że punk się skończył?

Chcąc wygooglować coś na temat zespołu Iceage popularna wyszukiwarka zmyłkowo nas odsyła do innego zespołu o tej samej nazwie, tyle, że z odstępem pomiędzy Ice a Age. Znając album New Brigade zupełnie nie pasowało mi to, że tamten zespół jest z Nowego Jorku, przecież ten krążek jest taki europejski. Ponadto słychać na nim wyraźnie, że to debiutancki krążek z wszelkimi cechami debiutu jak brak kompleksów i pełen luz. Iceage zespół o którym chcę wspomnieć pochodzi z Danii i na niedawno wydanym New Brigade przekonuje nas, że punk wcale się nie skończył a nagrywanie w nonkonformistycznej konwencji wcale nie musi być kolejnym odgrzewaniem starego kotleta.

Duńczycy odświeżyli nam gatunek i dodali do niego trochę życia i duńskiej energii. Energia to będzie najważniejsze słowo określające debiut Iceage. Jest ona zawarta na całym albumie, który zaczyna się od intra, które zgrabnie przechodzi w White Run, które od razu kojarzy się z matematycznością These New Puritans. Dalsze kawałki jednak okazują się czystą punkową rewolucją gitarową, hi-hat pracuje tutaj cały czas. Album jest krótki, punk z założenia taki jest. Piosenka musi być konkretna, krótka i z przekazem. Na New Brigade tylko jeden utwór wychyla się ponad trzy minuty, reszta oscyluje gdzie w regionach 120 sekund. Natomiast tekstowo można ich interpretować na wiele sposobów: „Can You Keep A Promise / Alliance Is Our Home / We’ll Stay Together / In Brotherhood It Shows”. W tym aspekcie także nie stosują bogatych zabiegów. Wszystko opiera się na prostocie i sprawia, że ten album jest tak dobrze przyswajalny. Z pewnością stają się idealnym tłem do ostatnich wydarzeń z Londynu i okolic.

Punk nie jest raczej moim ulubionym gatunkiem, nigdy nie zasłuchiwałem się zbytnio w Sex Pistols czy The Clash, jednak potrafię docenić zespołu próbujące swoich sił w tej branży. Ocena: 7/10. Posłuchaj

Kaliber 44 – 3:44

Hip-hop w tym roku na offie to temat dość pominięty, a oczekiwania były duże, zwłaszcza po zeszłorocznym świetnym występie Raekwona. Na szczęście barw czarnej muzy będzie bronił Abra dAb, który wystąpi z repertuarem swojej były grupy, Kalibra 44.

I stąd też recenzja ostatniego albumu legendarnego Kalibra 44. 3:44 to album, który pojawił się w 2000 roku, już bez udziału Magika, który odszedł do Paktofoniki a następnie popełnił samobójstwo. Jednak wciąż poziom trzymał duet braci Dab i Joka wspomagani przez Dj’a Feel-X’. Ponadto można pojawia się tutaj też tak zwany Baku Baku Skład (CNE i WSZ), ale to już raczej w ramach ciekawostki. Co można powiedzieć o tym krążku?

Katowicki skład w tym okresie był już na innym etapie hip-hopu, psycho rap znany z „Księga Tajemnicza. Prolog.” poszedł w odstawkę w jego miejsce wszedł hip-hop, który jest reprezentatywny dla śląskiej sceny hip-hopowej. Zespół jednak nie zrezygnował z podziału albumu na „akty” niczym dramat. Co jakiś czas pojawia się charakterystyczne gitarowe intro zatytułowano numerycznie „jeden”, „dwa”, „trzy” oraz finalne „cztery”, które kończy album. Na 3:44 mamy tak świetne kawałki jak Normalnie o Tej porze (każdy kojarzy ten bit) czy też Litery, gdzie Joka jak wściekły wypluwa świetne zbitki słów „najważniejsza powinna być twoja głowa, a nie ręka, dupa i noga” czy też „czy chcesz czy nie chcesz zrobią ci z głowy jajo, od jutra wszyscy z jajem popierdalają” i najlepsze „o Boże znowu Drozda! Śmiechu warte. Panie Drozda idź pan chuj z takim żartem„. Koleś miał świetne poczucie humoru a jego zwrotki były przepełnione z jednej strony ironią, z drugiej natomiast pewnego rodzaju goryczą i złością. Ja to kupuje. Ważną kwestią tego albumu są również charakterystyczne bity, które przeszły do ogólnonarodowej świadomości jak wspomniane wyżej Normalnie o Tej porze. Warto także zwrócić uwagę na egzystencjalne wywody Abra dAba w Konfrontacjach czy też lajtowe podejście do tematu w Wenie.

Kaliber 44 jest legendą hip-hopu w Polsce, utorowali drogę dla wielu innych, byli jedną z pierwszych ekip na śląsku (i w Polsce), które chwyciły za mikrofon i próbowały za pomocą muzyki wyrazić swoje emocje, nastroje, przemyślenia. I mimo, że na etapie trzeciego długogrającego albumu zespół zakończył nagrywanie to wiele wniósł do polskiej sceny muzycznej. Natomiast album 3:44 jest pozycja obowiązkowa dla każdego fana tego typu muzyki. Ocena: 8/10.

posłuchaj