Newest Zealand – Newest Zealand

Kolejny projekt Borysa Dejnarowicza stanowiący łakomy kąsek dla fanów Lake & Flames.

Tym razem guru niezalu w Polsce, bóg w porcysowych klimatach, krytyk i muzyk w jednym nagrał album przy pomocy świty polskiej muzyki niezależnej i nie tylko. Taka Ala Boratyn (ex-Blog 27) może słucha i Radiohead, i Becka, ale już śpiewa w całkiem innych klimatach. Poza tym na płycie udzielają się w wiekszym lub mniejszym stopniu muzycy między innymi  takich zespołów jak: Muchy, Renton, The Car is On Fire, Kolorofon, Furaia Futrzaków, Afro Kolektyw czy też Mitch & Mitch. I to i tak nie wszystko.

Płyta ta jest zlepkiem piosenek, pomysłów, które powstały na przestrzeni kilku ostatnich lat. I tak jak niczym of Montreal Borys w sposób radosny śpiewa smutne rzeczy. Wyczuć można także wpływy wielu muzyków z Arielem Pinkiem na czele, ale przecież wiadomo, że Pan Dejnarowicz osłuchany chłopak jest. To i na Primavere do Barcelony się wybierze a to też zapoda deejayowskim setem jako dj laski wyrywam. Słuchając tej płyty za pierwszym razem pomyślałem, że to godna kontynuacja Lake & Flames, ostatniej płyty Car is On Fire z Borysem w składzie. Single Yous Sincerely czy też As Sure As Sunrise są fajnymi gitarowymi piosenkami popowymi ,które śmiało można by wcisnąc gdzieś pomiędzy Oh Joe a Can’t Cook (Who Cares?).

Sama płyta jest jedną z lepszych jakie wyszły w tym roku w Polsce. Może nie tak przebojowa, ale równa i melodyjna. Jest coś w niej ciekawego i uroczego zarazem.  Można ją uznać za takie fajne podsumowanie muzyczne ostatniej dekady w Polsce. Pytanie co teraz będzie robił sam Dejnarowicz dalej? Z pewnością za pare lat wyda kolejne wydawnictwa o innych nazwach, z innymi pomysłami, lecz mające te same korzenie. Nie musimy się zgadzać z jego osądami muzycznymi, ale trzeba mu przybić mocno piątkę za tworzenie fajnego popu z głową. Posłuchajcie i oceńcie sami, ja idę mielić mak. strzałka. Ocena: 7/10

posłuchaj

Tesla Boy – Modern Thrills

Один zloty internet два z telefjonom три miajcie ocy na telebimkach

heh, ale to nie miało być o tym. Wraz z ekspansją ruskich, która jest zauważalna we wszystkich sferach (nawet ja już znam cyrylicę) postanowiłem coś skrobnąć o post-cutcopy’owym bandzie z Moskwy, czyli Tesla Boy. Już rok temu było o nich głośno wraz z wydaniem ep-ki Tesla Boy EP. Wtedy to było w sumie fajniejsze, bo krótsze. Debiutancki longplay grupy jest przydługawy i gdyby go tak przyciąć i dać ciut więcej jakiegoś mentolnięcia to by wszystkim wyszło na dobre. A tak im dłużej słucham tej płytki to tym bardziej się nudzę. Nie narzekam na zawarte w niej tracki i fakt, że co nie co z tej płyty już słyszałem u wcześniejszych wykonawców (lekka maniera Cut Copy). Bo ma to swój urok i jest to synth-pop z powiewem naszych wschodnich, słowiańskich klimatów. Można się pobujać przy takim Minsk-2 na imprezie „po naszemu”, czyli tanecznej i zakrapianej jakimś Nemiroffem z papryczką.

Brakuje jednak na całym albumie jednak takiego killera, takiego totalnego wymiatacza, co by potrafił wstrząsnąć i zamieszać. Mamy za to dobrą muzykę ambitnej grupy, która zna zarówno najnowsze trendy w muzyce jak i to co było w latach 80, kiedy to Depeche Mode sprawiało ciarki na plecach. Modern Thrills jest raczej albumem dobry na kilka odsłuchów w gronie znajomych i w sumie warto go mieć nie tylko na jego „orientalność”, ale dlatego, że jest to przyzwoita muzyka i całkiem nieźle skonstruowany synth-pop. Jednak bez porywów dlatego więcej niż 6 nie mogę dać. Ocena: 6/10.

posłuchaj Electric Lady