Muse – Black Holes and Revelations.

Najnowsza płyta Muse budzi wiele sprzecznych odczuć. Jedni po przesłuchaniu kilku utworów mówią, że płyta beznadziejna, że zespół się sypie. Inni natomiast rozpływają się nad płytą.

W sumie już sama nazwa płyty na to wskazuje. Jest i czarna dziura (muzyczna dziura) są i pewne rewelacje. Nie można jednak tak naprawdę ustalić jak z tą płytą w ogóle jest. Każdy inaczej odbiera muzykę. Każdy inaczej reaguje na słowo Muse. Należy jednak znaleźć złoty środek. Zatem płyta ma swoje plusy jak i minusy.

Może zaczniemy od plusów. Widać, że zespół mocno dojrzał muzycznie. Już nie są tą chłopcy z angielskich przedmieść tylko dojrzali mężczyźni. Na Black Holes and Revelations odnajdziemy wiele różnorodnych instrumentów i dźwięków. Szczególnie widoczne jest to w Knights of Cydonia. Stado koni, lasery itd. Z reszta utwór ten jest jednym z lepszych na płycie. Szczególnie wspaniały jest riff gitarowy Bellamego, istny geniusz. Z pewnością plusem jest fachowość z jaką powstała ta płyta. Nie można powiedzieć, że coś jest nie dopracowane na tej płycie. Ponadto udało im się nieźle wykombinować z Invicible, które miało być na płycie zapchaj dziurą a stał się hitem. No i na koniec dodam, że okładka jest także dobra.

Teraz te czarne dziury o których mówiłem. Martwiące są te komercyjne hity. Na szczęście żadna piosenka nie osiągnęła pułapu polskiego MTV czy też VIVY, ale na pewno każdy kojarzy Starlight. Muse nigdy wcześniej nie nagrywał piosenek, którym było bliżej do popu aniżeli do rocka. Teraz drugi hicior. Supermassive Black Hole. We Włoszech srali po usłyszeniu tego utworu. Coś w tym jest. Utwór taneczny, może się podobać. Jednak jak doczytałem się, że nowy Muse jest sexy to dobiło mnie to doszczętnie. Do kanonu sexy należy Justin Timberlake, Rihanna i Maroon 5. Wątpię, szczerze wątpię by Muse miał zamiar robić muzykę po której chce się uprawiać sex. Te utwory z jednej strony stały sie popularne z drugiej trochę nadszarpnęły reputacją zespołu.

Z pewnością płyta się obroni takimi utworami jak: City of Delusion, Glorious czy też Assassin. Jednak każdy ma nadzieje, że zespół nie pójdzie dalej w tę stronę. 7 dla Black Holes and Revelations. Chce się powiedzieć: „Idź i nie grzesz dalej”.

Vincent i Theo.

Vincent i Theo to film reżyserii nieżyjącego już Roberta Altmana. Reżyser ten był pięciokrotnie nominowany do Oscara w kategorii najlepsza reżyseria a także zdobył złotą Palmę MFF w Cannes.

Film opowiada o relacjach pomiędzy braćmi van Gogh a także o ostatnich latach życia jednego z najsłyniejszych malarzy – Vincenta van Gogha. Theo brat Vincenta, pracuje w galerii z obrazami. Z biegiem czasu otrzymuje własną galerię w Paryżu. Vincent jest nie zadowolony z tego, że jego brat sprzedaje komercyjne obrazy a dzieła namalowane przez niego same nie trafiają do galerii. Vincent po romansie z pewną prostytutką postanawia wyjechać na południe Francji, by znaleźć natchnienie do malowania. Na miejscu jednak okazuje się, że Vincent jest ciężko chory psychicznie…

W rolę Vincenta van Gogha wcielił się Tim Root natomiast Theo zagrał Paul Rhys. Mimo, że film ma już swoje lata (został nakręcony w 1990 roku) to jest wart zobaczenia. Piękne holendersko-francuskie pejzaże, mądre wypowiedzi Vincneta i same pokazanie, jak kiedyś artyście było ciężko zachęca do obejrzenia do tego filmu. Ocena: 6/10

Bloc Party – A Weekend in the City.

5 lutego 2007 roku na światło dzienne wyszła druga płyta angielskiego zespołu Bloc Party – A Weekend in the City. Płyta została wyprodukowana przez Jacknife Lee.

Motywem Przewodnim całej płyty jest życie w mieście Londyn. Wokalista zespołu Okele Okereke postanowił wydać płytę w innym studiu przez innego producenta, przez co wiele fanów zespołu zaczęło się zastanawiać czy nowa płyta osiągnie sukces tak jak było to w przypadku debiutanckiej płyty Bloc Party – Silent Alarm. Jednak wydaje się, że zespołowi wyszło to na dobre, gdyż ominęli „syndrom drugiej płyty” a nowa płyta zaczęła zbierać dobre recenzje w Mediach.

Na szczyty list przebojów w Anglii wdrapał się pierwszy singiel „The Prayer”. Zaraz potem wyszedł drugi singiel promujący płytę: „I still remember”, który także zajmuje czołówki list przebojów w Anglii. Trzecim singlem promującym płytę będzie piosenka: „Hunting For Witches”. A Weekend in the City w odróżnieniu od debiutanckiej płyty jest bardziej zróżnicowana muzycznie, bardziej dojrzała oraz bardziej refleksyjna. Wokalista a zarazem autor tekstów – Kele Okereke opisuje rzeczywistość Londynu, którą ma na co dzień.

Podsumowując nowa płyta Bloc Party stoi na wysokim poziomie, chodź nie dla wszystkich. A Weekend in the City budzi skrajne emocje. Jednym się podoba, drugim nie. Polskim fanom zespół pokaże się na przełomie czerwca i lipca na tegorocznym Opener Festival i miejmy nadzieje udowodni prawdziwą wartość nowej płyty. Moja ocena dla płyty to 8 w skali od 1 do 10.