Niepozorny Tauron rozbił bank – relacja z Tauron Nowa Muzyka Katowice 2024

XIX edycja festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice już za nami. W minionym tygodniu miałem przyjemność wziąć udział po raz szósty w katowickim wydarzeniu spod znaku muzyki elektronicznej. Jak było? O tym dowiecie się poniżej.

Dzień I

Szczerze powiedziawszy po ogłoszonym line-upie imprezy nie wiązałem wielkich nadziei z tegoroczną edycją Taurona. W jak wielkim tkwiłem błędzie przekonałem się już pierwszego dnia. Przede wszystkim w porównaniu do poprzednich edycji festiwal zanotował ogromny progres pod względem organizacyjnym. Już na powitaniu zaskoczył mnie pozytywnie fakt, że jako media mogłem przejść przez bramki bez zbędnego przeszukiwania przez ochronę. Oczywiście nie miałem zamiaru przemycać na festiwal niedozwolonych rzeczy czy też substancji, ale zawsze nieco mnie to irytowało, gdyż czułem się jak potencjalny przestępca… A przecież przyjechałem na imprezę by ją relacjonować dla Was. Niby nic istotnego, ale takie rzeczy są mile odbierane przez media. Co więcej do strefy medialnej wróciła lodówka z napojami. Co prawda tylko woda niegazowana, ale to miły gest. Zwłaszcza, gdy temperatura na zewnątrz jest afrykańska.

To nie koniec zmian. Samo miasteczko festiwalowe rozrosło się do znacznie większego i ciekawszego. Czego tam nie było? Fryzjer, stoiska z samochodami, różnego rodzaju alkohole i piwa (Do tej pory rządziła zawsze jedna marka), więcej foodtracków, plac zabaw ze stołem do ping-ponga i koszami do koszykówki, nowa scena Kominiarz, więcej miejsc do spokojnego chillowania. Tauron pod tym względem przebija resztę śląskich festiwali. Ogromny wybór wszystkiego i przede wszystkim miejsc, gdzie można spokojnie usiąść i delektować się imprezą. Pomimo sporej liczby widowni (Około 20 tysięcy ludzi) to na miejscu w ogóle nie czuć było tłumów. Brawo Tauron, było na prawdę pięknie. Przejdźmy teraz do muzyki.

Jak wspomniałem wcześniej zestaw artystów na papierze nie był imponujący. Nauczyłem się jednak nie oceniać książki po okładce, gdyż na żywo wielu artystów potrafi zrobić robotę. Tak było i tym razem. Swoją przygodę z TNMK rozpocząłem od występu Darii ze Śląska. Mimo, że artystka jest hajpowana już od dwóch lat to dopiero teraz miałem okazję usłyszeć ją pierwszy raz live. Przyznaję, że ta niepozorna dziewczyna robi ogromne wrażenie i po jej koncercie koniecznie muszę dokładnie przyjrzeć się jej dokonaniom muzycznym. Następnie udałem się pod scenę amfiteatru by sprawdzić USO 9001. Przyznaje, że nie znałem wcześniej tej grupy muzycznej i dlatego też pozytywnie mnie zaskoczyła. Trio, które tworzą Jan Pieniążek (perkusja), Jan Gałosz (gitara), Miłosz Pieczonka (saksofon) to połączenie jazzu, hip-hopu i muzyki gitarowej. Idealnie się odnaleźli na pikniku jaki wytworzył się w amfiteatrze nieopodal budynku NOSPR. Chłopaki z pewnością spełniają wszelkie europejskie normy jakościowe. Przez posiadanie butelki z wodą nie dostałem się na koncert Kelly Moran w budynku NOSPR… (Pozostawię to bez komentarza) dlatego wybrałem się na występ Nosowskiej pod Sceną Muzyki Miasta. No cóż, był to mój kolejny koncert ów legendy polskiej muzyki. Mam do niej ogromny szacunek za dokonania z grupą Hey i solowo, jednak gdy Pani Katarzyna zaczęła rapować to uznałem, że to mi wystarczy (A był to w zasadzie początek jej występu). Pod sceną Electronic Beats sprawdziłem Panią Jin Synth i był to mocarny set muzyki klubowej.

Niestety późnym wieczorem pogoda się zepsuła i zaczęło dość intensywnie padać. Dlatego też oczekiwany przeze mnie występ grupy Kury na scenie Amfiteatru nie odbył się (Jak również Nihiloxica). Trochę szkoda, że nie spróbowaną upchnąć tych zespołów na scenach znajdujących się w MCK… Dlatego też by uniknąć zmoknięcia udałem się na występ austriackiego duetu Kruder & Dorfmeister AV. I było OK, jednak o wiele lepsza potańcówka odbywała się pod Secret Stage, gdzie grała Franca. Wieczór jednak należał do głównej gwiazdy całego festiwalu, czyli Roisin Murphy. Członkini grupy Moloko dała wspaniałej show, w pełni tego słowa znaczeniu. Czego tam nie było? Zmiana strojów, dzikie tańce, różne rekwizyty od kwiatów po wisior z ogromnego bobasa, różnorakie nakrycia głowy, wyjścia artystki do publiczności. Na tym występie nie dało się nudzić. Zwłaszcza, że setlista była mocarna z takimi hitami jak „The Time Is Now” czy tez „Sing It Back„. Do był występ idealny na którym zakończyłem pierwszy dzień Taurona.

Dzień II

Drugi dzień Taurona obfitował w znacznie lepszą pogodę (bez deszczu) i rywalizował z innym wielkim muzycznym wydarzeniem jakim był występ Dawida Podsiadły na Stadionie Śląskim. Z wyrazami szacunku dla Dawida, który bił w tym czasie rekord frekwencji to jednak impreza parę kilometrów dalej rozbiła bank. Sobotę rozpocząłem nieco wcześniej aniżeli piątek od występu Huberta na scenie amfiteatru. Ten zdolny raper ze Szczecina, którego wcześniej kojarzyłem wyłącznie z kolaboracji z duetem Coals zagrał kapitalny występ pod chmurką. Właśnie dla takich występów Turon to jedna z lepszych imprez muzycznych na Śląsku, jak i całej Polsce. Nie obyło się jednak bez negatywnych niespodzianek, gdyż swój występ odwołał Tuğçe Şenoğul. Nie zawiodła jednak urodzona w Lizbonie raperka IAMDDB. Co prawda na swój występ mocno się spóźniła, a później towarzysząca jej DJ-ka przez kwadrans przygotowywała publiczność na pojawienie się samej IAMDDB. Zatem artystce pozostało nieco ponad półgodziny na występ. I to w zasadzie wystarczyło bo to był najmocniejszy hip-hopowy akcent całej imprezy.

Sporym objawieniem okazał się dla mnie zespół Rat Kru, który występował na scenie Amfiteatru. Założony w 2016 roku w Poznaniu kolektyw tworzy muzykę spod znak ave, rap, techno, electropop i dub. Dopiero na Tauronie miałem okazję przekonać się, że chłopaki dobrze sobie radzą. Niesamowity spektakl wizualny zgotował uczestnikom Taurona Evian Christ, który całą scenę Tauron Music Hall zadymił gęstym dymem. Wyglądało to pięknie w parze z pulsującymi światłami. W obawie że dostanę ataku epilepsji od tej intensywności świateł opuściłem MCK w Katowicach po około kwadransie. W sobotni wieczór pojawiła się kolejna nowość, jakim był pokaz mody Pilawskiego, który zaprojektował tegoroczny merch Taurona. Pokaz trwał równe 15 minut, podczas których modelki oraz modele zaprezentowali festiwalową odzież oraz ubrania z najnowszej kolekcji Pilawskiego. Był to mój pierwszy raz podczas tego typu wydarzenie i zrobił on na mnie pozytywne wrażenie.

Występujący na Scenie Miasta Muzyki Leftfield to legendarny duet tworzony przez Neila Barnesa i Paula Daley’a. Czemu legendarny? Bo gdy w 1989 ja przychodziłem na świat, to oni już występowali w londyńskich klubach. Pomimo długiego stażu scenicznego brytyjskiemu duetowi nie zabrakło sił i werwy by porwać katowicką publikę do zabawy. Równo o północy rozpoczęły się dwa koncerty, które równie mocno chciałem sprawdzić. Wpierw udałem się pod Amfiteatr by posłuchać grupy Klawo. I był to dokładnie taki koncert jakiego się spodziewałem po festiwalowym opisie. Szalona, zahaczająca o jazz, groove i funk muzyka stanowiła idealne tło muzyczne do pełnego relaksu. Po 30 minutach ruszyłem jednak pod Tauron Music Hall, gdzie występował Clark. Artysta nieco pechowy dla festiwalu, gdyż miał wystapić już rok wcześniej. Jednak z powodów problemów wizowych odwoła swój koncert. Tym razem jednak udało mu się przybyć do Katowic i zrewanżował się za poprzednią edycję w 100 procentach. Punkt 1:00 rozpoczął się główny występ tego dnia, jakim był koncert Bicep present Chroma AV set. Bicep to didżejski duet tworzony przez Matta McBriara i Andy’ego Fergusona. Powstali w 2008 roku w Belfaście i od tego czasu wyrobili sobie ogromną markę, którą można było usłyszeć podczas Taurona. Ich muzyka idealnie połączyła się z specjalnym setem audiowizualnym Chroma, w efekcie czego otrzymaliśmy mocno spektakularny występ tego dnia. Sobotnie wojaże zwieńczyłem zahaczeniem o Chase i Status, jednak tego typu drum’n’bass nigdy nie był mi bliski, dlatego odpuściłem i zakończyłem tegoroczną edycję Tauron Nowa Muzyka.

Podsumowując, Tauron Nowa Muzyka Katowice zanotował ogromny progres organizacyjny i rozrósł się do nieporównywalnych rozmiarów względem poprzednich edycji. Pomimo, że line-up nie obfitował w wielkie nazwy poza Rosin Murphy to muzycznie impreza dała radę. Mam nadzieję, że obecny poziom zostanie zachowany i spotkamy się ponownie za rok w Katowicach.

Epicka zabawa pod kominem – relacja z CARBON Silesia Festival 2024

W miniony weekend zakończyła się czwarta edycja CARBON Silesia Festival. Impreza ponownie odbyła się w industrialnej scenerii Sztolni Luiza w Zabrzu. Był to mój trzeci raz z tym muzycznym wydarzeniem, i tak jak w poprzednich latach ponownie potwierdzam, że jest to jedna z najlepszych tego typu imprez w Polsce. Jak dokładnie było i kto wystąpił w Zabrzu? O tym dowiecie się poniżej.

Dzień I

Dzień pierwszy imprezy rozpocząłem od dokładnego sprawdzenia całej miejscówki przy dźwiękach Mniam Collective, który puszczał swój set na Carnall Stage. Pojawiło się parę nowości. Studio tatuażu, koszy do koszykówki czy też scena Fresh Faces. Widać, że organizatorzy cały czas starają się rozwijać i nie stoją w miejscu. Pierwszy koncert, który udało mi się zobaczyć to występ duetu Jeszcze na Scenie Głównej Lipton. Rodzinny kolektyw pochodzący z mazurskiej wsi to połączenie delikatnego wokalu oraz energicznej muzyki elektronicznej. Jeszcze powstali w 2021 roku i było to widać. Skromni, nieco zawstydzeni młodzi ludzi dali ogólnie ciekawy występ i zachęcili mnie do powrotu do ich muzyki. Chwilę później na tej samej scenie, przy większej frekwencji pojawił się inny duet. Mowa o Ikarvs, w skład którego wchodzą: Aleksandra i Przemek. Twórcy piosenki „Akacje” równie nie posiadają długiej historii, jednak w tym przypadku nie można było mówić o onieśmieleniu na scenie. Fikuśne stroje, dziwne pozycje, zmiany instrumentów, kolorowe wizualizacje były dopełnieniem dzikiej muzyki. Być może na scenie działo się więcej, jednak nie doszukałem się tutaj podobieństw do zespołu Arca czy też Caroline Polachek.

W tym roku najmniej czasu spędziłem pod sceną Jungle. Być może dlatego, że najciekawsze występy rozpoczynają się tutaj najpóźniej. W piątkowy dzień sprawdziłem występujących tam Sarapata oraz Edvvina, jednak żaden z nich nie zmusił mnie do pozostania dłużej niż 5 minut. Inaczej wyglądała sprawa pod sceną Carnall. Tam trwała cały czas impreza, zwłaszcza jak występowała pochodząca z Krakowa Charlie czy też Radio Slave. Wróćmy jednak pod scenę główną, gdyż tam grał pochodzący z Francji NTO. Anthony’ego Faviera pierwszy raz widziałem live właśnie na CARBONIE 2022. Wtedy grał na mniejszej scenie i to był błąd, gdyż duża scena bardziej do niego pasuje. Założyciel wytwórni „Hungry Music” wypracował już własny, rozpoznawalny styl, ma na koncie wiele kapitalnych utworów jak chociażby „La clé des champs” i potrafi porwać tłumy do tańca. Jeżeli będziecie mieli kiedykolwiek okazję sprawdzić NTO na żywo, to zdecydowanie POLECAM! Gwiazdą wieczoru jak i całego festiwalu był norweski Röyksopp. Był to mój trzeci koncert tej grupy i ten zdecydowanie był najlepszy. Pełen energii i tanecznej muzyki set porwał ludzi do tańca i był to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów festiwalu.

Dzień II

Drugiego dnia nieco się spóźniłem, dlatego też zdążyłem zobaczyć tylko ostatni utwór grany przez Ptakova. Jednak to co zdążyłem zobaczyć brzmiało obiecująco. Sporo dobrej muzyki można było usłyszeć spod namiotu Carnall Stage, gdzie imprezę rozkręcał Nuarrrr. Ja jednak najbardziej oczekiwałem występu We Draw A. Duet Radek Krzyżanowski (Kamp!) oraz Piotrek Lewandowski (Indigo Tree) pomimo długiego scenicznego stażu widziałem po raz pierwszy. I był to strzał w dziesiątkę, gdyż muzycznie jak wizualnie koncert ten spełnił moje oczekiwania. Grupa grała zarówno starsze kawałki jak i utwory z najnowszego „New Mornings” z kapitalnym „Breeze” na koniec koncertu. Rok wcześniej równie dobrze bawiłem się podczas występu grupy Kamp! We Draw A stanowi całkowicie ciekawą jego kontynuacje.

GusGus to kolejny zespół, który widziałem już wcześniej. I nie chodzi mi o to, że przed nosem pomykał mi Birgir Þórarinsson w scenicznym stroju z lampką wina. Byłem na ich koncercie podczas jednej z edycji Tauron Nowa Muzyka. Swoją drogą Islandczycy lubią koncertować w naszym kraju i było to czuć także podczas tegorocznego Carbona. Świetny koncert. Udało mi się sprawdzić za to po raz pierwszy na żywo Goldiego, którego wspomagał Medic MC ( Z resztą tak samo jak Zero-T). Klasyka Drum’n’bassu. Oczywiście bez Pana Medica, którego już widziałem wcześniej i cały czas się zastanawiam, jak się mają te jego okrzyki do mikrofonu do muzyki w tle? Strasznie psuł mi odbiór całości… Gwiazdą wieczoru był francuski dj Vitalic, o którym słyszałem wiele dobrego. Co prawda nie ujął mnie tak jak wieczór wcześniej NTO, ale był to bardzo mocny set. Myślę, że łysy francuz spełnił całkowicie oczekiwania widowni. Z pewnością wybrał bym się ponownie na jego występ.

Podsumowując, czwarta edycja CARBON Silesia Festival ponownie dała radę. Zaproszeni artyści w większości spełnili oczekiwania a organizatorzy dołożyli wszelkich starań by zadowolić fanów. Poczułem także ponownie kapitalny, industrialny klimat Sztolni Luiza w Zabrzu. Mam nadzieję, że ta impreza pozostanie z nami jak najdłużej w niezmienionej formule i do zobaczenia za rok!

CARBON Silesia Festival 2024 – Zapowiedź

Już za nieco trzy tygodnie odbędzie się kolejna edycja CARBON Silesia Festival. Miałem okazję brać udział w zeszłorocznej edycji (Moje wrażenia możecie sprawdzić TUTAJ) i z czystym sumieniem polecam przybyć do Sztolni Królowa Luiza w dniach 14-15 czerwca. Poniżej wrzucam garść informacji o tegorocznej edycji Carbona.

Gdzie i kiedy?

Standardowo festiwal odbędzie się w samym czarnym sercu Górnego Śląska, czyli Sztolni Królowa Luiza w Zabrzu w dniach 14-15 czerwca. Miejsce to ma niesamowity, industrialny klimat, który idealnie komponuje się z muzyką, którą można usłyszeć ze scen Carbona.

Kto wystąpi?

Głównym headlinerem tegorocznej edycji festiwalu jest norweska grupa Röyksopp. Duet tworzący muzykę z pogranicza popu, techno i elektroniki miałem okazję sprawdzić w tym roku podczas Snowfestu oraz zeszłorocznego Tauron Nowa Muzyka Katowice. Twórców takich przebojów jak: „Here She Comes Again” oraz „What Else Is There” chętnie sprawdzę ponownie w Zabrzu. Z ogromnym wytęsknieniem czekam na występ NTO. Francuski DJ grał już na Carbonie dwa lata temu i dał świetny koncert podczas, którego usłyszeć można było już legendarne „La clé des champs„. Równie dużym uznaniem cieszy się inny francuski DJ – Vitalic. Ukrywający się pod tą nazwą Pascal Arbez-Nicolas nagrywa już od ponad 20 lat i ma na koncie wiele świetnych utworów. Dobrze znani śląskiej widowni są także Islandczycy z GUSGUS. Zespół założony w 1995 roku w Reykjavicku grał już wcześniej na TNMK i jest mocnym punktem line-up’u tegorocznego CARBONA. Poza tym warto sprawdzić takich artystów jak: Goldie, Luke Alessie czy też Nick Curly.

Silna jest także polska reprezentacja. Na Carbonie usłyszymy m.in. duet Catz’N Dogz, który ma wielu fanów w kraju, jak i poza jego granicami. Bezkres to 2/3 składu legendarnego KAMP!, który w tamtym roku grał podczas CARBONA jeden z swoich ostatnich występów live. ZAMILSKA to DJ-ka, która w ostatniej dekadzie zaliczyła ogromny progres i z ciekawością sprawdzę jak potrafi porwać ludzi do tańca. W Zabrzu nie zabraknie również melodyjnej synth-popowej muzyki za sprawą grupy Jeszcze. Tworzący nią rodzeństwo pochodzące z mazurskiej wsi ma już na koncie dwa długogrające albumu, z czego ostatni : „Z tb na mieście” ukazał się rok temu. Poza tym wystąpią: Kuba Sojka, Last Robots czy też We Draw A. Pełny line-up znajdziecie TUTAJ.

Koszt biletu?

W chwili obecnej są sprzedawane karnety dwudniowe LAST CALL w cenie 299 zł. Warto nadmienić w tym miejscu, że CARBON jako nieliczny festiwal nie podniósł (lub zrobił to nieznacznie w przypadku biletów regularnych) cen swoich biletów, gdzie w przypadku pozostałych imprez tego typu różnice są znaczne.

Pozostałe informacje?

Wszystko znajdziecie na stronie http://www.carbonfestival.pl