SnowFest 2024 – Zapowiedź

Odliczanie do najważniejszego wydarzenia sezonu weszło w ostatnią fazę, ponieważ już na początku marca odbędzie się SnowFest Festival 2024 Powered By TAURON. To jedyny zimowy festiwal w Polsce i jednocześnie prawdziwe święto dla fanów muzyki oraz sportów. W dniach 1 i 2 marca 2024roku Szczyrk po raz kolejny ściągnie do siebie tłumy miłośników niebanalnych brzmień, dobrej zabawy, sportowych, podniebnych akrobacji, a także pysznego jedzenia.

„Główny trzon festiwalu to występy największych gwiazd muzyki -w Szczyrku będziecie mogli posłuchać przez dwa dni ponad 50 wykonawców, którzy zaprezentują się na sześciu niebanalnych scenach muzycznych. Uczestników rozgrzeją czołowi reprezentanci gatunków od elektroniki, aż po hip-hop i będąto m.in. „Rudimental, Röyksopp, Delta Heavy, DJ Marky, Gerd Janson, PRO8L3M, Kamp!, Lordofon, Kaliber 44, Św. Bass, Last Robots, Ros Addiction & MC Conrad. Muzyka to nie wszystko, bowiem o odpowiednio wysokie doznania wizualne zadbają Visualism-wznoszący od lat sztukę świateł na najwyższy poziom”–wspomina Igor Fleiszer, Dyrektor Muzyczny Festiwalu.

Będzie także coś dla miłośników mocno bassowo-trapowych uniesień, a to za sprawą takich wyjątkowych mistrzów gatunku, jak Barnim, Naro, DJ Noz, Blaki Selektah, Hubert, Truant, czy Spisek Jednego-którzy staną za dekami zjawiskowej wizualnie Sceny Jelenia. Na festiwal w wielkim stylu powraca scena BLONDE Music Bar, gdzie przez dwa dni w igloo królować będzie muzyka house a o atmosferę na parkiecie zadbają czołowi reprezentanci tego gatunku, m.in. Glasse, Novika, Duszne Granie oraz Lulu Malina.W tym roku pojawią się również nowe sceny, które zapewnią uczestnikom festiwalu maksymalne doznania muzyczne, i tak na Future Clubspodziewajcie sięoryginalnego miksu w rytmie muzyki house, klasycznego disco i rapu, a także autorskiej mieszanki nowości i największych elektronicznych bangerów. Reprezentować ją będą m.in.: NeenNah, Vinylstealer, Haade, Kraas-T.

Nieodłącznym elementem każdej edycji festiwalu są sportowe zmagania najlepszych riderów w kraju nad Wisłą! SnowFest Games Accelerated by Taycan, tojeden z największych i najbardziej widowiskowych show feestyle’owych w tej części Europy. Wpojedynku o tytuł najlepszego zawodnikaw konkurencji Big Air oraz Samsung Best Trick, zmierzy się czołówka sceny snowboardowej oraz freski. Przyśpieszenie i prędkość zawodników na skoczni gwarantuje Porsche Taycan oraz Porsche Centrum Katowice – Partner tegorocznych zawodów.

Nie należy zwlekać z planowaniem pierwszego weekendu marca w Szczyrku, bowiem w sprzedaży została ostatnia pula biletów Last Call, a poprzednie wyprzedały się przed czasem. Warto też osobiście sprawdzić niesamowitą i legendarną już atmosferę SnowFest Festival i rozpocząć sezon festiwalowy w malowniczej, zimowej scenografii.

Więcej informacji, a także pełny festiwalowy harmonogram występów i aktywności znajdziecie na: www.snowfest.pl

Nowego Radiohead nie widać, ale też jest zajebiście – recenzja „Wall of Eyes” The Smile

Nowy Projekt Thome’a Yorke’a i Johnny’ego Greenwooda ukryty pod dość przewrotną nazwą The Smile nie traci tempa. Mija półtora roku od ukazania się debiutu w postaci „A Light for Attracting Attention„, który w mojej ocenie był jedną z najlepszych płyt 2022 roku a Brytyjczycy wypuścili postanowili przedstawić światu swoje najnowsze dzieło w postaci krążka „Wall of Eyes„.

Co tu dużo mówić? Ponownie jest znacznie lepiej niż dobrze. Pomimo, że Panowie nigdy nie pozbędą się porównań do swojego pierwotnego zespołu jakim jest Radiohead to jednak czuć tutaj luz spowodowany zupełnie odrębnym projektem. Czuć w tym radość tworzenia i tego, że Yorke na spółkę z Greenwoodem prezentują to co aktualnie im w duszy gra. A gra wiele, bo „Wall of Eyes” ponownie jest rozbudowanym i różnorodnym albumem. Dzięki szerokim nawiązaniom do m.in. prog rocka, muzyki elektronicznej, jazzu czy klasycznych beatlesowskich piosenek dzieję się tutaj całkiem wiele. Co więcej pomimo tego szerokiego wachlarzu inspiracji i wpływów jest to bardzo spójny w odbiorze album. Nawet bardziej jednolity niż jego poprzednik.

Poza muzyką swoją robotę ponownie robi warstwa liryczna. A w tej od dawna nie ma sobie równych Thome Yorke. Nie otwiera się on tutaj jak Sufjan Stevens na „Javellin” a stawia bardziej na uniwersalną, mocno filozoficzną stronę swoich tekstów poruszając tematy śmierci, przemijania a nawet minionej pandemii. W „I Quit” porusza temat nowej drogi i znalezieniu spokoju. Z kolei „Friend Of A Friend” porusza temat relacji międzyludzkich, a zwłaszcza tego jak potrafimy się odmiennie postrzegać i wpływać na innych przez pryzmat swoich oczekiwań. Cieszy fakt, że Yorke ponownie dźwiga teksty na swoich barkach i nie idzie w banał, gdyż stanowią one ważny aspekt tej i każdej płyty podpisanego jego nazwiskiem.

Każdy o tym wspomina, ale w tym przypadku nie da się inaczej. The Smile ponownie stał się sprawdzonym zamiennikiem nowej muzyki Radiohead, której w tym wypadku brak.. Ostania płyta pod tym sloganem to „Shaped Moon Pool” z 2016 roku i nie jest po prawdzie także pozycją nowej muzyki a odświeżonymi b-trackami. Także w tej materii panuje straszna posucha, którą ratują dwa ostatnie albumy The Smile. Dzięki nim zadowoleni są zarówno fani Radiohead jak i słuchacze pragnący po prostu dobrej, ambitnej muzyki. A tę tutaj otrzymujemy w każdym z tych 8 tracków. Ocena: 9/10.

P.S. 14 sierpnia w warszawskiej Progresji będzie okazja do zobaczenia The Smile na żywo.

Ocena: 4.5 na 5.

10 Najlepszych płyt 2023 roku

Muzycznie rok 2023 stał na wysokim, dobrym poziomie. Był to także bardzo dobry rok dla Pań, co pokazuje poniższa lista. Co prawda numer jeden zajął facet, ale to chyba tylko dlatego, że nie umiałem się zdecydować, którą z Pań wyróżnić i postanowiłem przyznać im kolejne miejsca na mojej liście. Jak co roku przypominam, że lista nie jest miarodajna, gdyż nie przesłuchałem wielu, wielu zapewne świetnych płyt a sama numerologia jest czysto przypadkowa. Poniższe jednak płyty najczęściej słuchałem w minionym roku i najbardziej przypadły mi do gustu.

10. Andre 3000 – New Blue Sun. Członek legendarnego hip-hopowego składu OutKast zaskoczył wszystkich (w tym mnie) doborem materiału na swoim solowym krążku. Nie był to rap a zupełnie coś nowego. I jak to ujął w tytule pierwszego utworu, taka muzyka obecnie gra w jego wnętrzu. I fajnie, że się uzewnętrznił z nią bo to bardzo wciągający materiał z pogranicza ambientu i expertimental-popu. Andre 3000 zaprasza wszystkich na niezapomnianą podróż trwającą 90 minut, polecam wam ją gdyż to coś niezapomnianego.

9. James Blake Playing Robots Into Heaven. Jestem fanem skomplikowanych potańcówek od Jamesa Blake. W tym roku jeszcze bardziej skomplikował tworząc mniej mainstremowy materiał. Nie mniej to wciąż parkiet, tylko w innym miejscu. Jeżeli lubisz nie oczywiste rozwiązania, to spodoba ci się ta impreza.

8. billy woods / Kenny Segal: Maps. Najlepsza hip-hopowa płyta minionego roku. Prosta, prawdziwa, szczera. Bez zbędnej napinki, auto-tune’a i plastikowych bitów. Ot, dwóch kolesi się dobrało w odpowiednią parę i w ten o to sposób mamy „Maps„.

7. Piotr Kurek – Peach Blossom. Jedyna polska płyta w moim zestawieniu. Jednak w kwestii muzycznych eksperymentów Piotr Kurek nie miał sobie równych. Pitchfork również docenił, także wiecie co z tym zrobić.

6. Lana Del Rey – Did You Know That There’s a Tunnel Under Ocean Blvd. Wciąż uważam, że „Norman Fucking Rockwell!” to najdoskonalsze dzieło Lany Del Rey. Jednak zeszłoroczne dzieło artystki znajduje się równie wysoko w rankingu. Pani Del Rey wypracowała swój własny styl a ta płyta jest jego idealnym przykładem.

5. Jessie Ware – That! Feels Good! Jesteśmy żywymi świadkami tego jak Jessie Ware pięknie ewoluuje muzycznie. Zaczynała od indie-popowych ballada by wylądować w świecie tanecznego disco. I totalnie do niej to pasuje i co najlepsze to działa.

4. Caroline Polachek – Desire, I Want To Turn Into You. Co tu dużo mówić? Najlepsza popowa płyta minionego roku. Tysiące słuchaczy i dziesiątki recenzentów nie mogą się mylić.

3. Kali Uchis – Red Moon in Venus. Ta płyta jest tak urzekająca i piękna, że dziwię się, że wielu recenzentów o niej zapomniała w swoich zestawieniach. A przecież to najlepsza pozycja w dorobku artystki o kolumbijskich korzeniach. Kali Uchis nieśpiesznie, powoli wjeżdża ze swoim anielskim głosem i serwuje nam najlepszy krążek z pogranicza R&B i popu. Każdy otwór na „Red Moon in Venus” poczynając od „in My Garden…” a kończąc na „Happy Now” ma niesamowitą moc. To kapitalne 43 minuty i 22 sekundy, do których chce się wracać raz, za razem.

2. Mitski – The Land Is Inhospitable and So Are We. Chyba już tradycją się stało, że każda nowa pozycja od Mitski spotyka się moim ciepłym przyjęciem i ląduje na moich listach podsumowujących. W tym roku wyjątkowo mnie zauroczyła, gdyż w ciągu 30 minut materiału na „The Land Is Inhospitable and So Are We” zgromadziła wszystko co lubię w jej twórczości. Strasznie przypadło mi do gustu jak potrafi połączyć ciężkie, niemal grungowe gitarowe riffy z swoim łagodnym wokalem i melancholijnymi melodiami. Poza tym jest to artystka, która koniecznie musi się pojawić w Polsce z koncertem! Czekamy!

1. Sufjan Stevens – Javelin. Pan Sufjan przyzwyczaił swoich słuchaczy do tego, że najlepsze płyty wydaje w najtrudniejszych dla niego okresach. Tak było z pamiętnym „Carrie & Lowell” kiedy opłakiwał śmierć matki. To samo dotyczy najnowszego „Javelin”, gdzie opłakiwany jest jego towarzysz życia Evans Richardson. Złe wiadomości potęguje także wykryta choroba u muzyka w postaci Zespołu Guillaina-Barrégo. Strata i Ból przeradzają się w jedną z najpiękniejszych płyt minionego roku. I nie jest to melancholijny zbiór piosenek żałobnych a pewnego rodzaju terapia Stevensa, który otwiera się przed słuchaczem i pozostaje pogodny. W ten oto sposób otrzymujemy kapitalny indie-folk, który nie dołuje a podnosi na duchu. A tego nam potrzeba w obecnych, nieco chu****ch czasach….