SnowFest 2022 – Zapowiedź

Odliczanie do najważniejszego wydarzenia sezonu zimowego weszło w ostatnią fazę, ponieważ już na początku marca odbędzie się SnowFest 2022 Powered By TAURON. To święto muzyki oraz sportu w zimowej stolicy Polski – Szczyrku po raz kolejny ściągnie do siebie tłumy miłośników niebanalnych brzmień, dobrej zabawy, sportowych akrobacji, a także pysznego jedzenia. W dniach 4 i 5 marca 2022 roku wszyscy spragnieni dobrej zabawy powinni ruszyć tłumnie do Szczyrku – perły województwa Śląskiego, które z roku na rok coraz mocniej buduje swoją silną, kulturalną markę na mapie Polski. To region, który nie tylko słynie z najlepszym zjazdowych tras narciarskich, bogatej bazy noclegowej, interesującej i zróżnicowanej kultury regionalnej, ale teraz także, może poszczycić się stworzeniem idealnych warunków do rozwoju tak dużych, festiwalowych marek jak SnowFest!

Jako, że główny trzon festiwalu to występy największych gwiazd muzyki elektronicznej – w Szczyrku będziecie mogli posłuchać: międzynarodowe sławy spod znaku Chase & Status czy 2manydjs, bassowych królów jak Metrik, Culture Shock, największy polski towar eksportowy w muzyce elektronicznej – Catz`n Dogz, jedno z największych muzycznych odkryć ostatnich miesięcy – Third Son, hip-hopowych hegemonów z PRO8L3M-u, a także czołówkę polskiej sceny koncertowej – Bitamina, Łona i Webber czy festiwalowych rezydentów Last Robots i Ros Addiction. Poza wydarzeniami na głównej scenie pod skocznią Skalite w tym roku nie zabraknie także creme de la creme polskiej elektroniki, którzy zadbają o odpowiednio wysokie tempo i wysoki poziom endorfin we krwi. Na scenie Music Igloo by SportStyleStory pojawią się: disco królowie Holiday80, parkietowi weterani jak Glasse, Discox czy młodzi, ale nie odstępujący umiejętnościami poderwania tłumu: Biernaski, Nowosad czy Discoteque Crew. W tym roku również pojawią się nowe sceny, które mają zapewnić wszystkim uczestnikom festiwalu maksymalne doznania muzyczne i tak Betclic Stage przejmą: Pitti Schmitti, Invent, Eklektik, Anusz, Holly Molly i Pluszowy, serwując oryginalny miks od italo, disco i house, aż po hip-hop. Będzie także coś do czego przyzwyczaiła się SnowFestowa publiczność: mocne bassowo-trapowe uniesienia za sprawą takich wykonawców, jak Catchup, Święty Bass, DNTRT, DJ NOZ i Deyna – którzy staną się nieformalnymi ambasadorami Sceny Jelenia.

Drugim nieodłącznym elementem SnowFest 2022 Powered by TAURON to także sportowe zmagania najlepszych riderów w kraju nad Wisłą! Po rocznej, wymuszonej pandemią przerwie na scenę wraca nie tylko muzyczna odsłona SnowFest ale także SnowFest Games – jeden z największych i najbardziej widowiskowych eventów feestyle’owych w tej części Europy. Podczas nadchodzącej edycji festiwalu w dniach 4 i 5 marca 2022 roku w pojedynku o tytuł najlepszego zawodnika zmierzy się czołówka polskiej sceny snowboardowej oraz freeski, dla których zimowe sporty ekstremalne to prawdziwa pasja i sposób na życie, co będzie doskonale widoczne w ramach sportowych zmagań na skoczni Skalite! O przemianę skoczni narciarskiej w tor freestyleowy zadba ekipa Vodasodova, która słynie z wyjątkowej precyzji do detali i unikalnych międzynarodowych projektów jak X-Games czy Air&Style. Do dyspozycji zawodników zostaną oddane dwie sekcje – pierwsza z transferem na wysoki płot, druga ze skocznią typu tabletop oraz dwoma dodatkowymi wybiciami po bokach, co sprawi, że próżno szukać podobnego wydarzenia zimowego w tej części Europy.

Organizacja tak dużego i zaawansowanego technicznie przedsięwzięcia możliwe jest za sprawą partnerstwa marki Porsche, która od wielu lat udowadnia, że w wyścigu technologicznym nie ma sobie równych – jednocześnie zachowując dbałość o najwyższe standardy. Gdy dodamy do tego fakt, że na miejscu czekać będzie specjalny foodmarket, skupiający najważniejszych wystawców gastronomicznych, którzy zaspokoją potrzeby nawet najbardziej wymagających podniebień to możemy mieć kompleksowy obraz najważniejszego wydarzenia polskiej zimy na którym nie może Was zabraknąć.

Więcej informacji, a także pełny festiwalowy harmonogram występów i aktywności znajdziecie na: www.snowfest.pl

Kolorowy powrót Animal Collective – recenzja albumu „Time Skiffs”

Tyle już lat minęło od wydania „Strawberry Jam” czy też „Merriweather Post Pavilion„, że niektórzy z Was mogą nawet nie pamiętać o tym jak wielkim niegdyś bandem był Animal Collective. Grupa co prawda wydawała cały czas nowe albumy. Pojawiły się takie krążki jak: „Centipede Hz” z 2012 roku czy też „Painting With” wydane cztery lata później. Ponadto członkowie zwierzęcego kolektywu wydawali także swoje solowe projekty. Jednak, żadne z tych wydawnictw nie może równać się z dokonaniami grupy z pierwszej dekady nowego stulecia. Sprawę odrobinę zmienia tegoroczny „Time Skiffs„.

Nowa propozycja zespołu z Boltimore wyjątkowo przypadła mi do gustu. Panda Bear z ekipą przypomnieli sobie jak tworzyć wciągający, psychodeliczny i eksperymentalny indie rock mocno osadzony w muzyce folkowej. Tego ostatniego zwłaszcza jest sporo na nowej płycie. Zarówno w linii melodyjnej jak i tekstach, gdzie sporo odniesień do natury (Góry, morza, mewy itd.). Co prawda, zwierzęcy kolektyw zawsze bazował na dokonaniach The Holy Modal Rounders, Simona i Garfunkela czy też Beach Boysów. Jednak na tym albumie słychać to jeszcze wyraźniej.

„Time Skiffs” w moim odczuciu jest albumem dodającym świeżości. Czego nie mogę powiedzieć o dwóch poprzednich longplayach. Co prawda „Centipede Hz” oceniłem dość wysoko, jednak to do płyt z okresu 2005-09 wracam regularnie. Czas pokaże, czy będę również chętnie wracał do tegorocznej propozycji Animal Collective. Póki co, czuję, że chętnie bym jeszcze posłuchał linii basowej z „Prester John” czy też kontemplował o życiu przy nutach „Royal and Desire„. Poza tym podoba mi się lekki, wakacyjny klimat w „Walker„. Ten odgłos cymbałków to idealny równoważnik dla huczenia wiatrów ostatnich orkanów, które przewinęły się nad Polską. Ładnie też się rozwija utwór „Cherokee„, gdzie z każdą minutą zespół się rozkręca i śpiewa o Tomu Hanksie na grillu. Mocno fantazyjna, wręcz dream-popowa rzecz. Nie sposób też nie wspomnieć o świetnym „Car Keys„, gdzie dostajemy sporą dawkę syntezatorów.

Podsumowując, „Time Skiffs” to udana propozycja od Animal Collective. Co prawda daleko jej poziomem do wydawnictw grupy sprzed dwóch dekad. Jednak jeżeli poszukujecie czegoś ciekawego, nieszablonowego i pozytywnego, to warto spróbować. Avey Tare i reszta ładnie tutaj mieszają gatunki, w efekcie czego mamy płytę, z która można spędzić sporo dobrego czasu. Ocena: 8/10.

Ocena: 4 na 5.

Wielkie problemy na małomiasteczkowym tle – recenzja serialu „Mare z Easttown”

W ostatnim czasie nadrobiłem kolejny seriale z bazy HBO, który zebrał w minionym roku sporo pozytywnych recenzji i opinii. Tym razem padło na „Mare z Easttown„, które przybliża nam pewne śledztwo w jednym z małych amerykańskich miasteczek. Czy wspomniane zachwyty są zasłużone? O tym nieco szerzej poniżej.

Zacznijmy od fabuły. Trafiamy na przedmieścia Filadelfii, do jednego z małych miasteczek stanu Pensylwania. Główną bohaterką jest detektyw policji Mare (W tej roli niesamowita Kate Winslet), która od roku bada sprawę zaginięcia nastolatki. W tym czasie dochodzi do kolejnych zbrodni. Zamordowana zostaje nastoletnia matka Erin McMenamin a kilka dni później znika kolejna nastolatka. Okazuje się, że sprawy są powiązane, dlatego też do pomocy Mare zostaje przydzielony detektyw z miasta Colin Zabel (W tej roli Evan Peters). Jednak to nie koniec problemów głównej bohaterki. Do pełnego stresów, problemów i traum z przeszłości życia dochodzi kwestia opieki nad jej kilkuletnim wnukiem. Jak potoczą się dalsze losy? Dowiemy się tego oglądając ten 7 odcinkowy serial.

Ok, przyznaję, że opis fabuły nie zachęca wybitnie do seansu. Przecież to wszystko już było. Znudzony życiem glina, małe miasteczko, tajemnicze zaginięcia nastolatek… To i inne wątki przecież wykorzystało już ze dziesiątki seriali kryminalnych: „Miasteczko Twin Peaks„, „Grzesznica„, „Detektyw” czy ostatni „Kasztanowy Ludzik” to tylko pierwsze z brzegu przykłady, a jest tego więcej. Nawet zaskakujący finał, to de facto także ograny schemat. Co zatem jest w tym serialu, czego nie ma w innych? Już śpieszę tłumaczyć:

Jedną z największych zalet jest świat przedstawiony i klimat serialu. Pięknie zobrazowana jest linia zależności pomiędzy mieszkańcami małego miasteczka z Pensylwanii. Tutaj wszyscy wszystkich znają i wszystko o wszystkich wiedzą. Serial przedstawia wiele wątków pobocznych, które ładnie się składają na obraz całego miasteczka. Poza problemami Mare i sprawą śledztwa policji mamy tutaj wątek o bracie narkomanie, zdradzie małżeńskiej, problemach związanych z dzieckiem Erin, tajemniczej przeszłości diakona Marka Burtona czy też wątek miłosny córki Mare – Shiobhan (Swoją drogą kolejny kapitalny serial z imieniem Shiv!). Nie ma tutaj nie potrzebnych dłużyzn, a każdy wątek, który wymieniłem (a jest tego więcej!) dodaje tylko kolorytu całej historii.

Podoba mi się także klimat całości. Jest nieco depresyjnie, szaro, mgliście i jak to bywa w prawdziwym życiu – nie wszystko jest idealne. Zdecydowanie wolę takie podejście do filmów czy też seriali, aniżeli kolejną hollywodzką historię nakręconą na słonecznych wzgórzach, gdzie wszystko bohaterom przychodzi z łatwością. Fajnie też, że twórcy serialu nie zapomnieli o elementach komedii. Pojawia się parę momentów, gdzie się uśmiechniemy czy też parskniemy śmiechem. I to też jest fajne, bo w końcu życie to nie tylko smutek, strach i ból.

Ważnym elementem budującym pozytywny odbiór serialu są dobrze napisane i zagrane postacie. Tytułowa postać w szczególności została w najmniejszych detalach przedstawiona. Mare z całą pewnością nie jest zero-jedynkową policjantką. Poza sprawami zawodowymi ma inne problemy i problemiki na głowie. Rozwód z mężem, samobójstwo syna, kwestia opieki nad wnukiem, znajomość z Richardem, skomplikowane relacje z członkami rodziny, a zwłaszcza ze swoją matką i idąca za nią od czasów szkolnych legenda pewnego meczu w koszykówkę. Wspaniale w tej roli odnalazła się Kate Winstlet, która przypomniała o sobie, że jest aktorką o wszechstronnych umiejętnościach. Drugim dla mnie takim wyróżniającym się aktem była gra Jean Smart, która wzbudziła we mnie wiele różnych emocji jako matka Mare.

Podsumowując, „Mare z Easttown” to serial zaskakująco dobry i wciągający. Dobrze napisane i zagrane postacie, kapitalny klimat małego miasteczka, angażująca fabuła, wielowątkowość w dość krótkiej formie oraz forma świata przedstawionego to największe atuty serialu Craiga Zobela. Jeżeli jeszcze nie widzieliście, to musicie nadrobić. Nie pożałujecie. Serial w tej chwili dostępny jest na HBO Go. Moja ocena to 9/10.

Ocena: 4.5 na 5.