Kombajn do zbierania kur po wioskach – Lewa Strona Literki M

Długa przerwa. Tak się zasłuchałem nowym Radiohead. Nadal mam w głowie In Rainbows dlatego postanowiłem napisać tym razem coś o płycie polskiego Radiohead.

Polski Radiohead to nie Myslovitz. Niektórzy porównują te dwa zespoły, ale moim zdaniem Myslovitz jest bliżej raczej do Oasis. Kombajn do zbierania kur po wioskach to polski Radiohead. Mimo, że ten młody, polski i genialny zespół wydał do tej pory tylko dwie płyty i nie jest znany zbytnio to jak najbardziej można go porównać do Radiogłowych.

Ich atutem jest przede wszystkim muzyka i sposób bycia na scenie podczas koncertu. Te dwie rzeczy łączą oba zespoły, te dwie rzeczy są raczej najważniejsze niż ten cały medialny szum od którego zawsze uciekała angielska kapela.

Zacznijmy od tego, że muzyka tych dwóch zespołów nie jest dla wszystkich. Nie jest to muzyka wesoła, nie będzie jej słuchał zwykły puszczacz sygnałków. To dla niego zbyt ambitna sprawa. Pisze o tym byś się zastanowił czy przypadkiem nie spędzasz za dużo czasu przy telefonie, bo jeśli tak to nie opłaca ci się dalej czytać.

Lewa Strona Literki M mogła by być jak najbardziej jedną z płyt Radiohead. Wystarczy posłuchać Zerojedynki. Pomyłkowo można pomyśleć, że to jedna z piosenek bandy Thoma Yorka. W porównaniu z 8 piętrem to na nowym albumie mamy więcej utworów, więcej muzyki a mniej tekstów. Nie oznacza, że teksty na tym tracą bo są równie genialne jak z debiutu. „Alarmy chronią nas lecz nikt nie słucha ich” czy też „musimy kochać bo ktoś zapisał to w DNA” – nie mam pytań. Marcin Zagański ma dar.

Mamy tutaj także dużo melancholijnych nutek. Myślę tutaj o utworze „Dziecina” czy też „Chłopcy z Dynamitu„. Właściwie nie ma na tym krążku większych eksperymentów muzycznych oprócz wspomnianej Zerojedynki. Jest z pewnością więcej klawisz, elektroniki itd, lecz nie wpływa to na utwór popowo. Wszystko łączy się zgrabnie ze sobą.

Lewa Strona Literki M to na pewno dobra pozycja na długie jesienne wieczory. I na koniec ocena: 9/10. Czekam z wytchnieniem na trzecią płytę KDZKPW.

Radiohead – In Rainbows

No i się doczekaliśmy. Już rok temu miała się pojawić nowa płyta Radiohead. Nie pojawiła sie, ale Thom wyskoczył ze swoja solową płytą. Jednak już jest, można ją ściągnąć, i tylko na razie ściągnąć.

Zespół sobie wymyślił tak: daje w październiku płytę do scignięcia z internetu, każdy ustala sobie sam cenę jaką zapłaci za nią. W grudniu będzie można już kupic płytę w pudełku z bonusowymi trackami w cenie około 200 złotych. Pomysł ciekawy, ale czy każdy artysta tak teraz będzie sprzedawał albo rozdawał płyty? Jedno jest pewne, że na polskich fanach Radiohead to nie zarobi.

Dobra, teraz powiem coś niecoś o płycie. Mam ją od kilku dniu. Przesłuchałem ją kilka razy. I tak szczerze mówiąc to boje się ją zrecenzować. Bo o co mi chodzi? A no o to, że płyta teraz jest według mnie dobra, ale za pół roku może się okazać, że jest jednak genialna a ja tego teraz nie dostrzegłem, albo na odwrót, że jest słaba.

Pierwsze piosenki tak średnio mnie pociągają. Brzmi to tak jak z Erasera nieszczęsnego. Takie jakieś dziwne elektryczne nuty. Można by spróbować z tym do dyskoteki iść. Dalsza część In Rainbows niesamowita. Podoba mi się ta melancholia. Radiohead jeszcze długo zostanie poza zasięgiem. Te utwory pokazują czym jest muzyka „radiogłowych”. All I Need oraz Weird Fishes/Arpeggi idealnie odzwierciedlają wartość Radiohead. A perełką całej płyty jest utwór Jigsaw Falling Into Place. Thom Yorke jest z pewnością geniuszem w swoim fachu, ale tylko w pracy grupowej bo jego solo mnie nie powaliło, jeszcze (napisze kiedyś o tym). No i całość kończy się piękną balladą Videotape.

Płyta dobra. Dużo klawiszy, porywających melodii oraz konkretne teksty. niektóre piosenki tylko im trochę uwłaczają. Myślę, że nie potrzebnie tyle eksperymentują z muzyką. Chociaż może dzięki tym eksperymentom są dziś taką renomą? Dobra i na koniec ocen. Do ideału jeszcze brakuje, ale na 8 w pełni ta płyta zasługuje.

Clearlake – Cedars

Jeśli słuchasz indie rocka a przynajmniej sądzisz, że słuchasz indie to powinieneś wiedzieć, że istnieje zajebista płyta, która warto przesłuchać z kilku powodów:

Po pierwsze. Jeżeli lubisz klimaty w stylu The Cooper Temple Clause, Grandaddy, Coldplay itd to nawet nie powinieneś się zastanwiać przed sięgnięciem po tą płytę. Nie mówię, że brzmi to tak samo, jednak pewne podobieństwo w dźwięku jest. Nie ma przecież dwóch zespołów co by grały tak samo, nie jest to zbytnio możliwe. Płyta potrafi nas wprowadzić w taki sam nastrój tak jakbyś słuchał na przykład płyty TCTC: Kick Up the Fire, And Let the Flames Break Loose.

Po drugie. Genialny materiał na płycie. Piosenek słabych się nie dopatrzysz. Każda piosenka stoi na równym, dobrym poziomie. Ponadto jest tutaj tak genialny kawałek jak: Treat Yourself With Kindness. Opiszę go tylko jednym słowem: sieeet (to znaczy, że bardzo dobrze). Płyta jest dość zróżnicowana, są utwory i spokojniejsze (I’d Like to Hurt You, Keep Smiling)) i są też dynamiczniejsze (Can’t Feel a Thing). Czyli nie ciągnie się płyta cały czas w jednym, żmudnym tempie.

Po trzecie. I właściwie ostatnie, warto rozszerzyć swoje horyzonty muzyczne o tę płytę, która jest z pewnością najbardziej wartościową w całej dyskografii Clearlake. Cedars na pewno nie wymiata tak jak choćby The Bends (czytaj poniżej) bo nie znajdziemy tutaj tylu chwytliwych hiciorów. Nie oznacza to, że nie ma czego tutaj słuchać. Bo jest co, wszystkie 11 piosenek warto przesłuchać chociaż raz (a Treat Yourself With Kindness co najmniej dwa).

Podsumowując. Płyta na dobrym poziomie. U mnie broni się 8. Po przeczytaniu tej recenzji powinieneś się zastanowić gdzie można te płytę zdobyć. A i na koniec powiem tylko tyle, że okładka płyty lepsza niż The Bends. Znalazł się jeden detal pod którym przewyższają Radiohead.