Justice – Audio, Video, Disco

Francuski Duet po czteroletniej absencji wraca z mocno równym albumem.

W 2007 roku rządzili na imprezach, potańcówkach i wszelkiego rodzaju grillach. Każdy oglądał ich fajne, kolorowe i pełne luzu teledyski (najbardziej pamiętny ten z koszulkami z „D.A.N.C.E.”). Tak, to były hity. Co tym razem nam zaserwowali Gaspard Augé oraz Xavier de Rosnay?

Tym razem obrońcy krzyża jakby z mniejszą pompą, jest mniej przebojowo i mniej tanecznie. „Audio, Video, Disco „(3 składniki sukcesu tego bandu) to album jakby bardziej przemyślany i wyrównany. Na prawdę ciężko tutaj o taki mega hit a la „D.A.N.C.E.„, można na siłę w to miejsce wciskać „On’n’On„, które jest najbardziej popowe i melodyjne czy też „Civilization”, które odznacza się fajnym refrenem, ale jednak trzeba powiedzieć jedno: sorry, to kurka nie jest „TO”. Mimo tego, że brakuje tutaj takich typowych parkietowych killerów to ta ich nowa płyta przypadła mi do gustu. Umilała mi ostatnio dość sporo czasu. Może te utwory nie będą błyszczeć na tegorocznych imprezkach, ale z pewnością będą słusznym rozwiązaniem jako podkład do polania kolejki.

Czas spędzony na słuchanie tych jedenastu kawałków upływa bardzo szybko, także uważam, że warto poświęcić czas jednej połowy meczu piłkarskiego na przesłuchanie „Audio, Video, Disco”. Album ten z pewnością nieco urozmaici jesienne wieczory i doda do nich nieco życia. Ocena: 6/10.

posłuchaj

The Field – Lopping State of Mind

Axel Willner po dwóch latach wraca z nowym materiałem.

Premiera ma odbyć się dopiero w październiku, ale magia internatu pozwala poznać ten album wcześniej i przekonać się samemu czy warto będzie wydać parę banknotów na ten krążek.

Oczywiście, że warto. Axel Willner, który ukrywa się pod prostym szyldem The Field po raz kolejny daje do zrozumienia, że w kategorii alternatywne techno nie ma sobie jeszcze równych. Szwedzki kompozytor w siedmiu, długich transowych kawałkach uchwycił sedno sprawy. Jest psychodelicznie, rytmicznie, minimalistycznie chwilami i co najważniejsze tanecznie (o czym miałem okazję się przekonać na niedawnym koncercie, gdzie odegrał część nowego materiału). Jednak nie jest tak doskonale jakby mogło się wydawać. Od początku daje się usłyszeć, że jest to już kolejna kontynuacja From Here We Go Sublime. Jednak to tak samo jakby być rozczarowanym z trzeciego tytułu mistrzowskiego zdobytego z rzędu przez waszą ulubioną drużyną.

Lopping State of Mind zaczyna się wręcz rewelacyjnie. Is This Power oraz It’s Up There stanowią mocny, energiczny opener albumu. Dalej Axel trochę zwalnia tempa by dopiero tytułowy track uświadomił nam, że będzie walczył w zestawieniach singlowych na koniec roku na wszystkich ważnych portalach muzycznych. Myślę, że ten album jest fajną częścią całej trylogii (From Here We Go Sublime + Yesterday and Today + Lopping State of Mind) wydanej przez The Field. Ogromne zasługi w tym partie gitary basowej, które są na wysokim poziomie. Dają kopa. Jesień tego roku będzie mocno taneczna. Ocena: 6/10.

posłuchaj

Junior Boys – It’s All True

Panie i Panowie, oto Oni, Junior Boys wraz z nowym albumem zatytułowanym It’s All True.

Ok, nie będę wciskał kitów, że słuchałem ich wcześniej z wypiekami na twarzy. Znałem ich utwory, zwłaszcza Last Exit z 2004 roku, jednak nigdy mnie nie porwali. Aż do dzisiaj, aż do tego albumu. It’s All True to świetny album wakacyjny. Nie oznacza to jednak, że słucham tylko muzy w stylu kokodżambo i bajabongo. O nie, nie. Już samo wydanie płyty w czerwcu sugeruje, że będzie słonecznie. Trafili w sedno. Nowy krążek to idealne tło do podróży samochodowych, na plażę, w góry, w domu, gdziekolwiek chcecie, gdziekolwiek jedziecie i cokolwiek robicie.

Przyjrzyjmy się utworom. Zaczyna się niepozornie od Itchy Fingers, który mocno nawiązuje do osiągnięć lat 80. Następnie Platime, który nie przyspiesza tempa a jedynie je zwalnia. Na wysokości 3 tracka już zaczyna się coś dziać, jednak prawdziwe dreszcze pojawiają się dopiero przy Second Chance. Zwłaszcza w refrenie, gdzie facet stara się przekonać swoją dziewoję, że to wszystko prawda. Tak to prawda, ta płyta mimo, że lekka, przyjemna, pełna elektroniki to jest świetna. Kick The Can kojarzy mi się jakoś z ostatnim Radiohead, natomiast wstęp do The Reservoir to mieszanka Grizzly Bear i Animal Collective. Na koniec chłopaki zostawili perełkę.. ba, ogromną perłę. Banan Ripple ma wszystko by stać się hymnem wakacji 2011. Nawet w tytule jest coś egzotycznego, mianowicie owoc banan. Ten 9-minutowy majstersztyk od razu wpadł mi w ucho. Utwór ma świetną konstrukcję. Z sekundy na sekundę coraz bardziej się rozkręca by wywołać pierwsze ciary na plecach w okolicach 1:21. W tym momencie poczułem się ewidentnie poproszony do tańca. Zwróćcie uwagę jak wzrasta napięcie, oczekiwanie na jakiś niesamowity wybuch i jak w tym wszystkim brzmi wokal. Mistrzowskie jest końcowe powtarzanie „No you’ ll never, no you’ll never”. Po przesłuchaniu, nie mamy pojęcia kiedy te 9 minut nam uciekło. Ahhh, już wiem z jaką piosenkę będą kojarzyły mi się goroące dni czerwca’ 11.

Posłuchajcie całości, płyta jest przyjemna, fajna i melodyjna. Gdyby udałoby się im osiągnąć ten sam efekt co na ostatnim kawałku na przestrzeni całości to byłaby 10. Momentami troszkę było zbyt usypiająco. Ocena: 8/10.

Posłuchaj