Tesla Boy – Modern Thrills

Один zloty internet два z telefjonom три miajcie ocy na telebimkach

heh, ale to nie miało być o tym. Wraz z ekspansją ruskich, która jest zauważalna we wszystkich sferach (nawet ja już znam cyrylicę) postanowiłem coś skrobnąć o post-cutcopy’owym bandzie z Moskwy, czyli Tesla Boy. Już rok temu było o nich głośno wraz z wydaniem ep-ki Tesla Boy EP. Wtedy to było w sumie fajniejsze, bo krótsze. Debiutancki longplay grupy jest przydługawy i gdyby go tak przyciąć i dać ciut więcej jakiegoś mentolnięcia to by wszystkim wyszło na dobre. A tak im dłużej słucham tej płytki to tym bardziej się nudzę. Nie narzekam na zawarte w niej tracki i fakt, że co nie co z tej płyty już słyszałem u wcześniejszych wykonawców (lekka maniera Cut Copy). Bo ma to swój urok i jest to synth-pop z powiewem naszych wschodnich, słowiańskich klimatów. Można się pobujać przy takim Minsk-2 na imprezie „po naszemu”, czyli tanecznej i zakrapianej jakimś Nemiroffem z papryczką.

Brakuje jednak na całym albumie jednak takiego killera, takiego totalnego wymiatacza, co by potrafił wstrząsnąć i zamieszać. Mamy za to dobrą muzykę ambitnej grupy, która zna zarówno najnowsze trendy w muzyce jak i to co było w latach 80, kiedy to Depeche Mode sprawiało ciarki na plecach. Modern Thrills jest raczej albumem dobry na kilka odsłuchów w gronie znajomych i w sumie warto go mieć nie tylko na jego „orientalność”, ale dlatego, że jest to przyzwoita muzyka i całkiem nieźle skonstruowany synth-pop. Jednak bez porywów dlatego więcej niż 6 nie mogę dać. Ocena: 6/10.

posłuchaj Electric Lady

!!! – Strange Weather, Isn’t It?

Nowe wydawnictwo potrójnego wykrzyknika nie wnosi za wiele do muzyki rozrywkowej, ani też nie jest koncept albumem na temat anomalii pogodowych, które ostatnio doświadczamy jednak z pewnością jest solidną płytą na imprezę.

No cóż, oryginalnie z pewnością na najnowszym krążku chk chk chk nie jest. Sprawdziły się sprawdzone patenty z Myth Takes, które wypuścili w świat 3 lata temu. Najwidoczniej grupa przez kolejne lata chce zabawiać na różnorakich melanżach. Jest to typowa płyta imprezowa. Dużo, dobrych gitarowych, tanecznych rytmów. Idzie poszaleć. I to zdecydowanie na plus bo Strange Weather, Isn’t It? to album solidny, pełen zgrabnych, imprezowych nutek typowych dla !!!. Jednak jeżeli ktoś szuka na tym albumie czegoś więcej to się raczej rozczaruje. W moim przypadku nie wiedziałem za bardzo co sądzić o tej płycie. Z początku byłem troszkę nie przychylnie do niej nastawiony. Wszystkie kawałki wydały mi się odrzutami z poprzedniego wydawnictwa muzyków, która zdecydowanie przypadła mi do gustu i poprzednią sesję poprawkową spędzałem przy niej. Słuchając Sweet Life i jednocześnie rozkminiając polską konstytucję.

Po paru przesłuchaniach stwierdziłem jednak, że nie ma co popadać w skrajności szukania płyty oscylujących wyżej niż 8.0. I takie Wannagain Wannagain, AM/FM czy też Steady as the Sidewalk Cracks uznałem za kawałki, które powinny odnaleźć się na każdej dobrej, imprezowej playliście. A taki przykładowy Even Judas Gave Jesus a Kiss daje całkiem niezłego kopa i dobrze się tego słucha. Jednak trzeba sobie zdać sprawę, że za parę miesięcy nie będziemy pamiętać tych kawałków. Jak każde dobre party, są one po prostu przelotne i nie zabawią na dłuższy czas w naszych głowach.

Analizując bliżej poszczególne części to jak zwykle, fajne, transowe bębny. Klimatyczny basik no i różnorakie okrzyki „u-u-u-u-u aaa uu aaa uuu” itd. Czyli spoko gdzie jest parkiet? Jest to kontynuacja Myth Takes, które rok temu oceniłem na siódemkę. Tym razem więcej niż piątkę nie dam. Bo w końcu to już było. Ocena: 5/10

posłuchajcie AM/FM

Gorillaz – Plastic Beach

Damon Albarn nie próżnuję, wydawało się, że grupa Gorillaz poprzestanie na „Demon Days” na rzecz innych projektów Albarna: The Good, The Bad & The Queen, solowa działalność lidera Blur oraz parę koncertów (prawdopodobnie ostatnich) angielskiej formacji. Tymczasem na początek nowej dekady goryle wracają z nową płytą.

I jak się okazuje Damon dalej ma jaja do robienia muzy, tego nie można mu odmówić. Jednak chyba nie tego się spodziewaliśmy. Nie ma wielkiego rozczarowania. Bynajmniej z mojej strony bo oczekiwania też nie były wielkie. Gorillaz ceniłem głównie za kozackie single, całościowo nigdy nie byłem fanem. I tym razem spodziewałem się paru dobrych piosenek i tak jest w ostatecznym rozrachunku tej płyty. Kilka naprawdę dobrych utworów pojawiło się na albumie, do których chętnie wrócę. Do całej płyty raczej nie.

Doceniam ich za umiejętność wypromowania. Kolesie zrobili sobie animowany image, który oprócz sławy lidera grupy przyciąga potencjalnych odbiorców. Na ostatniej płycie obrali drogę mnogości tak zwany „featuringów”. Na „Plastic Beach” występów gościnnych jest jeszcze więcej. Pojawiają się głosy, że może przesadzają. Jednak jest to już pewna charakterystyka ich muzy. Już w 2005 Albarn zapowiedział, że od czasu do czasu pojawi się jakiś „Demon” w utworze. Tym razem jest ich sporo. I to nawet nie byle jakie nazwiska. Mamy przecież Snoopa już na początku. Pojawia się De La Soul, Paul Simonon, Lou Reed, Little Dragon i wielu innych. Także z tej strony jest mocno. Poza tym w teledysku do pierwszego singla pojawia się entuzjasta wódki Sobieski – Bruce Willis. Dlatego też jest o nich głośno przy premierze płyty.

Gorillaz jest lubiane przez wiele jednostek. Jest to spowodowane miedzy innymi mieszaniną gatunkową. W ich muzyce znajdziemy przecież wszystko. Od hip-hopu do muzyki orientalnej. Przeglądając kanały muzyczne trafiałem na videoclip Stylo na kanale rockowym, hip-hopowym czy też stacjach komercyjnych. Wszędzie Gorillaz! Na Laście póki co też szaleją, zobaczymy jak długo potrwa nawijka na „Plastic Beach”.

Wracając jednak jeszcze do samej płyty. Jest różnorodna dźwiękowo, jednakże równocześnie jest cholernie nie równa. Momentami wieje na niej nudą, ale są też i dobre momenty jak choćby Rhinestone Eyes” czy też „On Melancholy Hill”. Singlowe „Stylo” jest dla mnie nagrane na jedno kopyto, nie za wiele się tam dzieje by padać na kolana. Brakuje w moim odczuciu jednak singla killera jakim były takie hity jak  taneczne „Dare”, nieodżałowane „Feeling Good inc.” czy też legendarne „Clint Eastwood”. Ocena :5/10.

Posłuchajcie Rhinestone Eyes.