Raekwon – Lost Jewlry EP

raekwon_lost_jewlry_1Kolejny udany powrót legendarnego rapera.

Szef ostatnim czasem ma dobrą passę. Niestety nie można powiedzieć tego samego o innych ziomkach z Wu-Tang Clan. Raekwon trzyma poziom i wciąż tworzy dobry hip-hop. Mam do niego ogromny szacunek za bogaty dorobek, zarówno solo jak i z Wu-Tang Clan. Oczywiście ów szacunek nie przeszkadza mi we właściwej ocenie „Lost Jewlry EP”, która moim skromnym zdaniem jest dobra.

Oczywiście to tylko EP-ka także braw na stojąco jeszcze nie będzie. Jednak takie EP-ki jak ta pokazują coś fajnego i wartościowego. Mianowicie to, że szef ma płodne dni i co najlepsze ta jego płodność twórcza stoi na wysokim poziomie. Pomijając ostatni longplay Wu-Tang Clan, który był przyzwoicie przyzwoity to wszystkie pozostałe albumy solowe Raekwona były mocno udane. Sam Rae wydaje się być we właściwym rytmie, to tak jak z ostatnimi meczami Pazziniego, kiedy grał – strzelał. Rae ma to samo – ciągle trafia gole. Wydanie tak udanej EP-ki jest niczym wejście na ostatnie 30 minut meczu i strzelenie ładnej bramy.

Oczywiście nie wszystko tutaj świeci i błyszczy tak jak tytułowa biżuteria. Momentami Rae wydawał mi się mocno naciągany, tak jak pomysł przerobienia „Feeling Good„. Poza tym bity stoją na dobrym poziomie, produkcja, nawijka – spoko luz. Aha i linijki w „86”  – palce lizać. Ogólnie dobra zapowiedź mającego pojawić się w tym roku nowego albumu „F.I.L.A.”. Poza tym w przyszłym roku ma wyjść podobno „Only Built 4 Cuban Linx… Pt. III” – jest na co czekać. Ocena: 6/10.

posłuchaj

A$AP Rocky – Long.Live.A$aP

longliveasapMożliwe, że pierwsza recenzowana płyta w tym roku okaże się na koniec albumem roku.

Uff, jak dobrze, że A$ap nie zdążył wydać debiutanckiej płyty w poprzednim roku, jak to miało odbyć się planowo. Niestety pomimo skończonego materiału do końca czekano na wiele pozwoleń na wykorzystanie niektórych sampli. Jest to  szczęście w tym sensie, że nie doszedł kolejny kandydat do miana płyty roku. A tak na poważnie „Long.Live.A$ap” ma zadatki na album roku?

Człowieeeeku – kontynuuje wewnętrzny dialog. Ta płyta to prawdziwa czarna perełka. Zacznijmy od tego, że A$ap Rocky a właściwie Rakim Mayers to zupełnie inna osobowość hip-hopowca. On w ogóle nie wygląda na kogoś z rapem związanego. Liczne kreacje, rozmaite stroje, kapitalny elegancko-młodzieżowy styl podpowiadają, że to może jakiś model? Ponadto sposób w jaki się promuje wskazuje, że wie gdzie celnie uderzyć by o nim dużo mówiono. Zauważcie ile jego piosenek ma teledyski! Sprawdźcie jego profil na fejsie. Żadnych pierdół. Dużo mówi o nim jego wiek. Rocznik 87, to nowe pokolenie raperów z Kendrickem Lamarem i Drakem na czele, które wychowało się na komputerach, internetach i nie musiało oglądać MTV by dowiedzieć się czegoś o muzyce.

A co z muzyką? Broni się. Ba, to nowa jakość w rapie. Mówi się, że Kendrick Lamar sprowadził z powrotem hip-hop. To co w takim razie zrobił A$ap Rocky? Jeszcze bliżej go sprowadził i dał ludziom. Kwestią czasu jest, aż ruszy cała fala nowych wykonawców na pełnej parze. O Panu Mayersie z Harlemu już w 2011 dużo się mówiło za sprawą jego mixtape’u. Był co prawda trochę nie równy, ale taka „Trilla” czy też „Wassup” do tej pory mi w głowie siedzi.

Nowa płyta to nowe podejście. Już otwierający całość „Long Live A$ap” zapowiada coś ciekawego. Psychodeliczny rap plus tekst poruszający kwestie egzystencjalne plus kapitalny refren. Następne „Goldie” z świetnym beatem prezentuje się się odmiennie. Jest to już bardziej imprezowy kawałek pełen nawiązań i nasączony skojarzeniami. Tekst również świetny, sporo tutaj fajnych linijek typu: „Yes, I’m the shit, tell me do it stink?„. Najbardziej jednak imprezowe kawałki to „Fuckin Problems” – traktujący o problemach z kobietami i „Wild For The Night” – gdzie ułomny dubstep Skrillexa okazał się strzałem w dziesiątkę! Mocnym punktem płyty jest „1 Train”. To stara szkoła hip-hopu pełna ciekawych osobowości na featuringu. W ogóle goście na „Long. Live.A$ap” są zacni. Kendrick, Drake, Santigold, Danny Brown, Joey Bada$$ i wielu innych.

Kolejny w zestawieniu „Fashion Killa” to przemyślenia na temat mody i ubioru. Jedna z lepszych piosenek  na płycie, aczkolwiek ciężko tutaj cokolwiek wyróżniać bo całość stoi na wysokim poziomie pomimo, że każda piosenka prezentuje inny, odmienny styl. Na przykład taki „Phoenix” to niby prosty i przyjemny utwór, ale czuć w niej wpływ muzyki raczej związanej z gitarami. W zasadzie A$ap przyznawał się kiedyś, gdzieś tam do słuchania Radiohead. W tym momencie o dobrą muzykę już nie trudno.

Hip-hop ma się dobrze. Dzięki takim artystom jak A$ap Rocky czarna muzyka ciągle się rozwija i zdobywa nowych słuchaczy. W tym momencie nie są to tylko łyse typki przesiadujące na ławce pod blokiem. To również Ty, Ja, Twoi hipsterscy kumple i cygan. „Long.Live.A$ap” to mocny kandydat na album roku i śmiało to mogę mówić już teraz. Kapitalne, różnorodne piosenki, świetna nawijka Rakima, doborowe towarzystwo na featuringu, rewelacyjne podkłady to niepodważalne dowody na to, że mamy do czynienia z czymś ważnym i wyjątkowym. Posłuchajcie, nie pożałujecie. Ocena: 9/10.

asap

Kendrick Lamar – Good Kid, m.A.A.d City

Dobry dzieciak, w złym mieście. Kendrick Lamar – hiphopowe odkrycie roku.

Hip-hop odkrywany jest na nowo. Stara łatka człowieka ulicy idzie do lamusa, teraz raper jest przede wszystkim artystą. Stare, dobre biadolenie, że damy radę zostało zastąpione filozofią hedonizmu. Rap się zmienia. To dobrze, gdyż ta zmiana jest tak na prawdę rozwojem. Dla starej generacji raperów pozostaje się przystosować bądź zmienić zajęcie (może produkcja?). Amerykański hip-hop przeżywa bogaty wysyp młodych, zdolnych i co najważniejsze oryginalnych. Dla udowodnienia tej tez wystarczy podać takie nazwiska jak A$AP Rocky, Tyler The Creator, The Weeknd. Jednak jest ktoś, kto bije ich na głowę. To Kendrick Lamar.

Ten 25-letni skurczybyk gdy miał zaledwie 8 lat ocierał się o 2PAC’a w teledysku do „California Love”. W wieku 22- lat miał już 3 oficjalne mixtape’y. Zainteresował się nim sam Lil Wayne. Nagrywał z Lady Gagą, Drake’em. Bez wątpienia spotkał na swojej drodze właściwych ludzi co przełożyło się na jego późniejszą twórczość. Nie bez znaczenia pozostaje także jego pochodzenie. Compton – czyli miasto, którego główną wizytówką jest wysoka liczba zabójstw, gangów i… N.W.A. Teraz już chyba dla każdego jest zrozumiała ta nazwa płyty.

„Good Kid, m.A.A.d City” to kawał dobrego hip-hop’u. Raczej nie znajdziemy tutaj niczego nowego. Jednak biorąc pod uwagę ogromną liczbę nic nowego nie wnoszących płyt hip-hopowych to można na to przymknąć oko. Zwłaszcza, że Lamar i podkłady na „Good Kid, m.A.A.d City” to jedność, dosłownie. Jest to dopiero jego drugi album a on już wypracował swój własny styl. Nie jest to zwykłe nawijanie do kolejnego bitu, który zapodał nam producent. Ta płyta to wartość sama w sobie.

Na CO należy zwrócić uwagę słuchając „Good Kid, m.A.A.d City”? Na życiowe rozkiminy w „Sing About Me, I’m Dying Of Thirst”. To najdłuższy utwór na albumie (12 minut) składający się z dwóch części i każda świetna.

„This is the life of another girl damaged by the system”

Po drugie świetne teksty. Koleś ma dar przekonywania, potrafi ująć sedno w kilku słowach. Mała próbka możliwości Kendricka:

„I wonder if I’ll ever discover
A passion like you and recover”

„I hope the universe love you today
cause the energy we bringing sure to carry away”

Po trzecie zajebistość „Backseat Freestyle”. Szczególnie interesujące intro i outro utworu, gdzie Lamar porównuje się do Martina Luthera Kinga.Poza tym wprowadza nowy lans na ilość zapalniczek.

„Martin had a dream
Martin had a dream
Kendrick have a dream

Po czwarte podkłady. Mają one swój niezwykły klimat. Na szczególną uwagę pod tym względem zasługuje „Good Kid”, gdzie swoje palce maczał Pharrell Williams. Jednak reszta wcale nie jest gorsza. Ostatnią kwestią jest kończący dzieło „Compton” z udziałem samego Dr. Dre. Po tej piosence określenie „Straight outta Compton, crazy motherfucker named Ice Cube” nabiera nowego wymiaru.

Małe podsumowanie na koniec. Świetne podkłady, jeszcze lepsze teksty, specyficzny klimat plus talent Lamara to główne atuty tej płyty. Zdecydowanie najlepsze hip-hopowe dzieło tego roku. Ocena: 9/10.