Muzyczne podsumowanie roku 2013: Single

singleCzas na listę 20 najlepszych singli. W tym roku sporo dźwięków z pogranicza hip-hopu i r’nb, ale znalazło się także miejsce dla muzyki gitarowej. Generalnie nie przykładałem większej uwagi do kolejności. Przykładowo utwór numer 15 mógłby spokojnie być na liście 10 itd. Jednakże myślę, że udało mi się ułożyć całkiem niezłą playlistę.

eminem20. Eminem – Rap God. Ja wiem, że Eminem na „Marshall Mathers LP 2” ssie. I to strasznie. Niektórzy poczuli się oszukani, ale tak serio oczekiwał ktoś udanej kontynuacji genialnego „Marshall Mathers”? Z „Rap God” sytuacja wygląda troszkę inaczej. Em pokazuje, że jeszcze potrafi nagrać coś co nie jest totalną siarą i kompromitacją. Ten utwór się broni.

Posłuchaj

daft-punk-lucky-lead18. Daft Punk – Get Lucky. Ło matko, chyba najbardziej przehajpowana i ograna piosenka zeszłego roku. Szczerze? Rzygać mi się chce jak słyszę „Get Lucky„. No, ale doceniam siłę rażenia. Tą piosenkę słyszał chyba cały świat i wszystkim się podobała. I słusznie, bo to lekki i przyjemny w odbiorze hicior. Z resztą słyszeliście to wiecie.

Posłuchaj

blood orange18. Blood Orange – You’re Not Good Enoguh. Retromania trwa w najlepsze. Brytyjczyk Dev Hynes nie jest oczywiście pierwszym, który użył fajnych sampli i „bąknięć” basu by stworzyć utwór przywołujący w skojarzeniach rozpikselowane obrazki z Vice City. Jednak zrobił to na tyle w sprytny sposób, że nóżka sama tupie.

Posłuchaj

pusha-t-kendrick-lamar17. Pusha T (feat. Kendrick Lamar) – Nostalgia. Wspaniały storytelling w wykonaniu Pushy T i Kendricka Lamara. Pierwszy, nie młody już raper doświadczony przez życie opowiada o handlu dragami. Drugi, świeży i gorący Kendrick nawija o problemach spowodowanych przez narkotyki. A wszystko to na surowym beacie od Kanye Westa i Nottza. Props absolutny.

Posłuchaj

deerhunter216. Deerhunter – Monomania. Mało słuchałem w tamtym roku indje rocka. Nie, że nie lubię. Mało było do słuchania, pokazuje to ta lista gdzie rządzi rap z r’n’b. Jednak na Bradforda Coxa zawsze można liczyć. Jego „Monomania” (zarówno jako album i sama piosenka) podobała mi się na tyle, że mogę zarekomendować każdemu.

Posłuchaj

autre ne veut15. Autre Ne Veut – Play By Play. Opener „Anxiety” to majstersztyk. Zmiany tempa, popis wokalny Artura Ashina i wielowarstwowość brzmienia to tylko zalążek tego co by można napisać o tym utworze. Jeden z lepszych singli r’n’b zeszłego roku, który miażdży słuchacza. Jeżeli chodzi o mnie to przy tej piosence dostaje epilepsji (w pozytywnym sensie oczywiście).

Posłuchaj

Drake14. Drake – Hold On We’re Going Home. W wolnych chwilach od rapowania Drake lubi śpiewać i eksperymentować. Trzeba mu jednak przyznać, że zawsze mu to fajnie wychodzi. „Hold On We’re Going Home” to utwór osadzony w latach 80. mający w sobie coś z r’n’b, disco i popu. Od strony lirycznej nie ma żadnej niespodzianki, kolejna piosenka o miłości jakich wiele już słyszeliśmy. Jednakże utwór ten potrafi wciągnąć i czuć w tym zupełny luz.

Posłuchaj

bowie13. David Bowie – Valentines Day. Gdy jak grom z jasnego nieba pojawiła się wiadomość o nowej płycie Bowiego nie byłem tak mocno zdziwiony jaj ludzi z branży muzycznej. David Bowie to klasa sama w sobie i chociaż zdarzały mu się niejednokrotnie wpadki to „The Next Day” okazał się udanym albumem. A same „Valentine’s Day” to fajna, chwytliwa piosenka w sam raz na 14 lutego.

Posłuchaj

disclosure12. Disclosure – F For You. Ok na „Settle” jest pełen zestaw piosenek, które spokojnie mogłyby się znaleźć na tej liście. Jednakże postawiłem na „F For You” jako godnego reprezentanta gdyż ma to „coś” i jest pozbawiony odwracającego od braci Lawrence uwagi głośnego featuringu (tych nie brakowało na krążku). Najbardziej epicki komentarz do piosenki: „WE KNOW IT’S FROM FIFA 14, shut the fuck up man”.

Posłuchaj

Charli-XCX-True-Romance-web-725x38011. Charli XCX – You (ha ha ha). Jeden z lepszych singli na niezauważonym „True Romance”. Przyznaję, żeodkąd usłyszałem  „Stay Away” to jestem fanem twórczości młodej Brytyjki.  „You (ha ha ha)” to ten rodzaj popu na który czekałem. Fajne hooki, teksty z ironią i zdystansowany wokal Panny Charlotte Aitchison w połączeniu dały ciekawy efekt. Czekam jednak na prawdziwą bombę na nadchodzącym „SuperLove„.

Posłuchaj

kixnare110. Kixnare – Gucci Dough. O Kixnare i jego „Gucci Dough” powiedziano już chyba wszystko. Jednak warto powtórzyć. Minimalistyczny singiel producenta z Częstochowy to najlepszy polski utwór nie tylko z gatunków electro, ale muzyki w ogóle. Łukasz Maszczyński serwuje nam coś świeżego i jednocześnie wciągającego. Fajny motyw przewodni oraz sample wokalne powodują, że przybijam piątkę. Polska scena electro ma się dobrze dzięki takim utworom.

Posłuchaj

alunageorge9. AlunaGeorge – Attracting Files. Gdy tylko usłyszałem „Your Drums, Your Love” wiedziałem, że ten duet jest stworzony do tworzenia muzyki pop. George Francis ma zdolność produkowania przyjemnych melodii, co potwierdza wspominane „Attracting Files„. Mamy intrygujący motyw na samym początku, który przewija się przez resztę utworu oraz hooki. Idealnym dopełnieniem jest łagodny wokal panny Aluna Francis. Anglia zdecydowanie jest stolicą obiecującego popu.

Posłuchaj

asap-rocky-460x2508. A$AP Rocky – Fuckin Problems (feat. Drake, Kendrick Lamar, 2 Chainz). Oj śmigało się w zimę przy tej piosence. Konkretny przebój, który wywołuje dyskusje kto lepiej się zaprezentował? Towarzystwo jakie Rakim Mayers zapędził do tego utworu godne podziwu. A wszystko o tych złych kobietach i problemach z nimi związanymi. Pierwszy A$AP Rocky rzuca na przemian „nigga” i „bicz”, Drake buduje oddę do swojej kuśki a Kendrick Lamar rzuca ironią wspominając Halle Berry. A wszystko na fajnym beacie pełnym sampli (m.in. Aaliyah).

Posłuchaj

Yuck7. Yuck – Rebirth. Szczerze powiedziawszy podobało mi się Yuck z okolic debiutu, ale teraz jakby zyskali. Zmienił się wokalista, zmienił się styl. Ich zeszłoroczne „Glow & Behold” to jedno z lepszych dzieł shoegaze i jedna z nielicznych udanych prób odpowiedzi na twórczość My Bloody Valentine. „Rebirth” to potwierdza.

Posłuchaj

arctic monkeys6. Arctic Monkeys – R U Mine. Prawdopodobnie najlepsza piosenka arktycznych małp od czasu debiutu. Turner z ekipą zrzucają z siebie brytyjskie uniformy by wdziać na siebie szaty Black Sabbath i dać czasu. Kapitalne gitarowe riffy i wielka robota perkusisty. Jeden z nielicznych brytyjskich zespołów ery New Rock Revolution, który się rozwija. Dzięki Homme’owi z QOTSA wszystko idzie w dobrą stronę.

Posłuchaj

jt5. Justin Timberlake (feat. Jay-Z) – Suit & Tie. Po pierwszych odsłuchach zdania co do nowego singla Justina Timberlake były podzielone. Jedni od razu wkleili to na „walla”, inni odłożyli to na później. Być może oczekiwaliśmy czegoś innego od Timberleka, a być może dał nam TO co chcieliśmy? Ja „The 20/20 Experience” polubiłem z czasem, tak samo jak ten utwór. Jest to fajny popowy kawałek, który powinien spodobać się każdemu. Tylko ten Jay-Z odstaje pomimo tego, że jego zwrotka w tym utworze to najlepsza rzecz jaką zarapował w 2013 roku…

Posłuchaj

new-slaves4. Kanye West – New Slaves (feat. Frank Ocean). Według RapGeniusa był to najlepszy kawałek hip-hopowy zeszłego roku. Czy hip-hopowy nie wiem, na „Yeezusie” na pewno jedne z najbardziej wyróżniających się. Tak jak na całej płycie brzmienie jest noisowe i surowe. Zaczyna się dosyć ponuro a Yeezy nawija coś o nowych niewolnikach. Utwór mocno zabarwiony politycznie kończy się samplem zespołu Omega i jego „Gyöngyhajú lány” podczas którego pod nosem mamrocze coś Frank Ocean. Kanye West nie omieszkał też zrobić oryginalnej premiery tego singla wyświetlając go w 66 różnych miejscach na raz.

Posłuchaj

Drake-Girls-Love-Beyonce-James-Fauntelroy3. Drake – Girls Love Beyonce (feat. James Fauntleroy). Rok 2013 należał do kanadyjskiego rapera. Obok kapitalnego albumu „Nothing Was The Same” w zeszłym roku ukazał się szereg konkretnych singli. Między innymi chwytliwe „Girls Love Beyonce„. Całość jest oparta na fajnym beacie od Noach ‚czterdzieści’ Shebiba a w refrenie słyszymy Jamesa Fauntleroy’a wyśpiewującego „Say My Name” od Distiny’s Child. Sam Drake trochę śpiewa, trochę rapuje – jak to on. I rozkminia na temat kobiet, trudności w ich zdobywaniu bez konieczności brania udziału w „grze”. Szkoda, że nie znalazł się ten track na jego zeszłorocznym LP.

Posłuchaj

davidlynch2. David Lynch (feat. Lykke Li) – I’m Waiting Here. Utwór ten znalazł się jako bonus track na „The Big Dream” i szczerze powiedziawszy chciałbym by każdy bonus był taki jak ten. To zdecydowanie najlepsza piosenka jaką wymyślił Lynch. Generalnie wszystko opiera się na prostocie gitary i maszyny perkusyjnej. Jednak sporo robi głos modnej w ostatnim czasie szwedki Lykke Li. Piękna, klimatyczna i kojąca mój umysł piosenka.

Posłuchaj

jessie-ware1. Jessie Ware – Imagine It Was Us. Brytyjka zachwyciła mnie już w 2012 roku za sprawą albumu „Devotion„. Zeszłoroczny singiel „Imagine It Was Us” nadal pozostaje w estetyce zadymionego klubu, jednakże jest utworem bardziej tanecznym. Użyte syntezatory eksplorują modną w ostatnim czasie brytyjską scenę elektro-popwoą. Gitarowe wstawki i handclaping nawiązują do przeżywającego renesans disco. Utwór ten znalazł się na amerykańskim wydaniu „Devotion” i trzeba pozazdrościć jankesom takiego „Gold Edition”. Polskie radiostacje nie doceniły ogromnego potencjału tego kawałka (nie pierwszy raz), nie wiem też jak wyglądała sytuacja na parkietach (nie bywam). Jednak u mnie ten kawałek często śmigał, życzyłbym sobie więcej takich houseowo-popowych szlagierów w 2014 roku!

Posłuchaj

Muzyczne podsumowanie roku 2013: Wydarzenia

wydarzeniaPostanowiłem powrócić do krótkiej formuły podsumowania wydarzeń z 2009 roku i zaprezentować 10 zdarzeń 20013 roku godnych tego by je przypomnieć. Nie mam kompetencji i nie chce mi się rozpisywać na temat tego jaki był ubiegły rok w kontekście muzyki. Tak będzie szybciej i sprawniej zarówno dla moich palców jak i Waszych oczu. Miłej lektury.

10. Słaby Ars Cameralis. O koncertach i festiwalach piszę poniżej, jednak osobne miejsce chciałbym zostawić festiwalowi Ars Cameralis. Niestety w porównaniu do poprzednich, wypasionych edycji w tym roku festiwal ten nie porwał. Miałem możliwość wybrania się na każdą imprezę Ars Cameralis. Jednakże z powodu słabego line-up’u wybrałem się tylko na dwie. Oh Land mnie co prawda zachwyciło, jednak  przedłużający się wieczór poetycki przed koncertem Trupa Trupy dał mi mocno w kość. Koncert muzyków z Trójmiasta poprawił mi humor, ale z powodu krótkiego występu radość ta nie trwała długo.

9. Koncerty, koncerty. W tym roku w Polsce można było zobaczyć sporo fajnych gigów. Do Polski zawitał m.in Paul McCartney, Trail of Dead, Beyonce, A$AP Rocky oraz Foals. Z festiwali wyróżniał się szczególnie line-up Openera, który przechwycił większość potencjalnych headlinerów OFFa (więcej na ten temat poniżej). Artur Rojek postawił w tym roku na stare gitarowe smęty oraz ciekawe debiuty. Żałuje, że nie byłem zobaczyć Wu-Tang Clan na Coke Live Music Festival. Tauron po raz kolejny zmienił profil i kusił w tym roku elektroniką w stylu Moderat oraz Jon Hopkins. Natomiast na Woodstocku wybuchowa mieszanka. Z jednej strony Big Cyc i Happysad, z drugiej Kaiser Chiefs oraz Anthrax.

8. Rok powrotów. W 2013 roku po dłuższych przerwach wróciło wiele zespołów i artystów. Poza My Bloody Valentines do udanych powrotów należy wpisać także Davida Bowiego oraz The Dismemberment Plan. Mniej udanie powróciło The Pixies w którym posypał się skład oraz Nine Inch Nails. Rok 2013 był szczególnie dla starych wyjadaczy. Tempa nie zwalnia Paul McCartney, natomiast nowa płyta Nicka Cave’a podbiła większość list podsumowujących.

7. Śmierć Wojciecha Kilara. To nie tylko wielka strata dla polskiej muzyki, ale całej muzyki (tej filmowej przede wszystkim). Wojciech Kilar stworzył muzykę do takich dzieł jak: „Śmierć i Dziewczyna„, „Dracula (1992)”, „Dziewiąte Wrota„, „Pianista” oraz „Królowie Nocy„.

6. Spotify w Polsce. Sporo namieszał ten szwedzki serwis. Przykładowo z sieci zniknął mój ulubiony blog z piracką muzyką – Dark Center of The Universe. Sposób słuchania muzyki ciągle się rozwija i pomimo tego, że nie jestem fanem streamów to sam ściągnąłem również Spotify. Na plus na pewno jest łatwy dostęp do wszelakiej muzyki, na minus reklamy (no chyba, że masz konto premium) i jakość dźwięku.

5. Muchy i ich odpicowana bryka. Pamiętacie jak Muchom odpicowali brykę? Fajne autko nawet im zrobili. Jednak pod koniec września w Poznaniu ktoś buchnął autko. Zrobiła się wrzawa na fejsie a samochód znalazł się następnego dnia. Zespół w ramach podziękowań zrobił imprezę i częstował wódką, na którą się nie załapałem. Z podobnych kryminalnych nowinek warto nadmienić skradzione laserowe ręce The Flaming Lips i gitarę Dinosaur Jr.

4. Nowa płyta Kanye Westa. Z tym „Yeezusem” to nie lada problem był. Jak to cholerstwo ocenić? Gówno czy arcydzieło? Innowacja czy dziadostwo? Początkowo byłem nastawiony nieprzychylnie, jednak z czasem zmieniłem zdanie. Mam nadzieję tylko, że za parę lat nie poczuje się oszukany. Najlepszy cytat związany z Kanye:

kanye

3. Line-up Openera. Ok, przyznaje – podobał mi się i ściskało mnie w tyłku, że tam nie jadę. W końcu miał być Kendrick Lamar, Miguel, QOTSA, Nick Cave, Blur, Tame Impala, These New Puritans i Animal Collective. A w dodatku dla openerowiczów miała zagrać dodatkowo Rihanna, ot taki bonusik. Sama śmietanka z fajnymi, nowymi albumami do odegrania na żywo. Pomimo tego wszystkiego kwestie finansowe i logistyczne okazały się ważniejsze. Aha line-up Primavery był znacznie lepszy, ale w kontekście koncertów i festiwali omawiam tylko nasz kraj.

2. Śmierć Lou Reeda. Zmarł 27 października w wieku 71 lat. Zapamiętamy go głównie dzięki jego działalności w The Velvet Underground i kapitalnym solowym płytom takim jak: „Transformer„, „The Blue Mask”, „New Sensations” czy też „New York”. A to tylko zalążek jego bogatej twórczości. Próbował też sił w filmie, jednak bez większego sukcesu. Wydawało się, że żyje pełnią życia. W 2008 roku ponownie się ożenił, trzy lata temu nagrał ostatni swój album we współpracy z Metallicą. Niestety jego organizm nie wytrzymał przeszczepu wątroby. Będzie nam brakować jego pięknych, gitarowych ballad.

1. Powrót My Bloody Valentines. Na „m b v” czekali wszyscy entuzjaści muzyki 22 lata. Oczekiwania były arcy ogromne. Na szczęście Kevin Sheilds z ekipą nie zawiedli. Co prawda sposób w jaki „dostarczyli” nam ten album pozostawia wiele do życzenia, ale kto by tam narzekał skoro materiał okazał się TAKI jaki chcielibyśmy usłyszeć. O tej płycie pisano wszędzie i  to same dobre rzeczy. W dodatku zespół ruszył w trasę i odwiedził po raz pierwszy Polskę. Ich koncert na Offie może nie był taki bosssowski, ale każdy chciał ich  usłyszeć na żywo.

Świąteczna lista przebojów vol. 4

xmasO zbliżających się świętach przypominają nam centra handlowe od listopada, natomiast radiostacje od paru dni z natężoną siłą serwują nam ten sam zestaw świątecznych szlagrów. Dlatego też postanowiłem stworzyć po raz czwarty własną playlistę z piosenkami świątecznymi, których raczej nie usłyszycie w radiu i telewizji. Miłego słuchania przy kominku i choince.

Kanye West – Christmas in Harlem. W Harlemie też świętują Boże Narodzenie! A Jak! Oprócz Kanye Westa o choince nawija całkiem spora grupka w której znajdują się: Pusha T, Big Sean, Cyhi The Prince oraz Camron. Beat produkcji Hit-Boya może nie porywa, jednak jak na świąteczną rap pieśń pasuje. Wracając jeszcze na chwilę do samego Pana Westa to warto nadmienić, że nie ma tutaj ani grama samolubstwa! Jest przesłodko.

Tom Waits – Christmas Card Form A Hooker In Minneapolis. Tom Waits postanowił w swojej świątecznej piosence opowiedzieć jedną z tych historii, których raczej nie opowiada się w wigilię przy kominku. Pewna niewiasta lekkich obyczajów piszę list do Charleya. Zaczyna od przyznania się, że zaszła w ciąże. Ojca nie zna, ale postanowiła zerwać z alkoholem i narkotykami. Poznała kogoś, jednakże Mario wylądował za kratami. Dziewczyna wraca do Minneapolis i zaprasza Charleya na walentynki. Historia ponura, ale z małym promykiem słońca. W końcu święta.

Run The Jewels – The Christmas Fuckin Miracle. Ostatnia piosenka z rewelacyjnego „Run The Jewels” z typowymi świątecznymi piosenkami ma nie wiele. Co prawda pojawiają się dzwonki a w samym tytule jest pieprzony świąteczny cud jednak zarówno El-P jak i Killer Mike nie skupiają się w swoich wersach na choince i prezentach. Jest to opowieść o tym jak się nie sprzedać, zarówno w życiu jak i muzyce.

Sufjan Stevens – Christmas Unicorn. Sufjan Stevens to specjalista w dziedzinie świątecznych piosenek i kolęd. Na koncie ma 10 albumów z świątecznymi piosenkami. Na ostatniej z nich znajduje się ponad 12 minutowy „Christmas Unicorn„, który rozkręca się z minuty na minutę. Ponadto wsłuchując się w ten epicki utwór usłyszymy legendarny hit Joy Division „Love Will Tear Us Apart„. Z całą pewnością jedna z jego najlepszych kolęd.

Death Cab for Cutie – Christmas (Baby Please Come Home). Zespół Bena Gibbarda wziął na swój warsztat piosenkę Darlene Love z 1963 roku i dał radę. Bardziej smutniejsza wersja „Christmas (Baby Please Come Home)” zachwyca tak samo jak mocny, potężny oryginał w wykonaniu pani Love.

Eazy-E – Merry Muthafuckin Christmas. Kolęda w wykonaniu członka N.W.A. zaczyna się od zabawnej historii do łóżka o Eazy-E i Świętach w Compton. Dowiadujemy się z niej między innymi tego, że raper w wieku trzech lat pił whiskey. Na początku Eazy-E nawija do dobrze znanej melodii Jingle Bells, jednak z czasem wchodzi typowy hip-hopowy beat z lat 90 z charakterystycznym trzaskiem. Całość jest wulgarna i typowa dla rapu najniebezpieczniejszej dzielnicy świata. Zaleca się traktowanie z przymrużeniem oka.

XTC – Thanks for Christmas. Anglicy z XTC nagrali typową świąteczną piosenkę z dzwoneczkami i trąbkami w tle i tekstem zawierającym nadzieje, szczęście, śnieg, przyjaźń, Świętego Mikołaja itd. Niby banalnie, ale jak pięknie to brzmi. Absolutny klasyk muzyki świątecznej, kóry niestety przez radiostacje został zapomniany.