Świąteczna lista przebojów vol. 4

xmasO zbliżających się świętach przypominają nam centra handlowe od listopada, natomiast radiostacje od paru dni z natężoną siłą serwują nam ten sam zestaw świątecznych szlagrów. Dlatego też postanowiłem stworzyć po raz czwarty własną playlistę z piosenkami świątecznymi, których raczej nie usłyszycie w radiu i telewizji. Miłego słuchania przy kominku i choince.

Kanye West – Christmas in Harlem. W Harlemie też świętują Boże Narodzenie! A Jak! Oprócz Kanye Westa o choince nawija całkiem spora grupka w której znajdują się: Pusha T, Big Sean, Cyhi The Prince oraz Camron. Beat produkcji Hit-Boya może nie porywa, jednak jak na świąteczną rap pieśń pasuje. Wracając jeszcze na chwilę do samego Pana Westa to warto nadmienić, że nie ma tutaj ani grama samolubstwa! Jest przesłodko.

Tom Waits – Christmas Card Form A Hooker In Minneapolis. Tom Waits postanowił w swojej świątecznej piosence opowiedzieć jedną z tych historii, których raczej nie opowiada się w wigilię przy kominku. Pewna niewiasta lekkich obyczajów piszę list do Charleya. Zaczyna od przyznania się, że zaszła w ciąże. Ojca nie zna, ale postanowiła zerwać z alkoholem i narkotykami. Poznała kogoś, jednakże Mario wylądował za kratami. Dziewczyna wraca do Minneapolis i zaprasza Charleya na walentynki. Historia ponura, ale z małym promykiem słońca. W końcu święta.

Run The Jewels – The Christmas Fuckin Miracle. Ostatnia piosenka z rewelacyjnego „Run The Jewels” z typowymi świątecznymi piosenkami ma nie wiele. Co prawda pojawiają się dzwonki a w samym tytule jest pieprzony świąteczny cud jednak zarówno El-P jak i Killer Mike nie skupiają się w swoich wersach na choince i prezentach. Jest to opowieść o tym jak się nie sprzedać, zarówno w życiu jak i muzyce.

Sufjan Stevens – Christmas Unicorn. Sufjan Stevens to specjalista w dziedzinie świątecznych piosenek i kolęd. Na koncie ma 10 albumów z świątecznymi piosenkami. Na ostatniej z nich znajduje się ponad 12 minutowy „Christmas Unicorn„, który rozkręca się z minuty na minutę. Ponadto wsłuchując się w ten epicki utwór usłyszymy legendarny hit Joy Division „Love Will Tear Us Apart„. Z całą pewnością jedna z jego najlepszych kolęd.

Death Cab for Cutie – Christmas (Baby Please Come Home). Zespół Bena Gibbarda wziął na swój warsztat piosenkę Darlene Love z 1963 roku i dał radę. Bardziej smutniejsza wersja „Christmas (Baby Please Come Home)” zachwyca tak samo jak mocny, potężny oryginał w wykonaniu pani Love.

Eazy-E – Merry Muthafuckin Christmas. Kolęda w wykonaniu członka N.W.A. zaczyna się od zabawnej historii do łóżka o Eazy-E i Świętach w Compton. Dowiadujemy się z niej między innymi tego, że raper w wieku trzech lat pił whiskey. Na początku Eazy-E nawija do dobrze znanej melodii Jingle Bells, jednak z czasem wchodzi typowy hip-hopowy beat z lat 90 z charakterystycznym trzaskiem. Całość jest wulgarna i typowa dla rapu najniebezpieczniejszej dzielnicy świata. Zaleca się traktowanie z przymrużeniem oka.

XTC – Thanks for Christmas. Anglicy z XTC nagrali typową świąteczną piosenkę z dzwoneczkami i trąbkami w tle i tekstem zawierającym nadzieje, szczęście, śnieg, przyjaźń, Świętego Mikołaja itd. Niby banalnie, ale jak pięknie to brzmi. Absolutny klasyk muzyki świątecznej, kóry niestety przez radiostacje został zapomniany.

 

Kanye West – Yeezus

Kanye-WestTrzy lata temu Kanye West wydając „My Beautiful Dark Twisted Fantasy” zaserwował światu uznawany przez wielu (w tym przeze mnie) kapitalny album oparty na przepychu (co akurat momentami ujmowało w odbiorze całości). W tym roku West zrobił coś absolutnie odwrotnego. Jego najnowsze wydawnictwo nazwane „Yeezus” jest surowe, krótkie, szczupłe, momentami niedopieszczone. Bardziej przypomina brudnopis aniżeli poważną płytę. Spójrzcie tylko na sam fizyczny wygląd tego albumu. Pudełko zaklejone czerwony „plajstrem”. Jedynie co się nie zmieniło to ego autora i próby prowokacji.

Które są mizerne. Jezu, Kanye ogarnij się. Nikogo nie bawi Jezus napisany przez Y. I czy kogoś obecnie rusza stwierdzenie jestem bogiem? W polskim hip-hopie  funkcjonuje ono od ponad 10 lat. Beatlesi używali takich porównań jak jeszcze nie było kolorowej telewizji. Już nawet Madonna na krzyżu się nie wiesza, bo to po prostu nuuuuudy. Chcesz prowokować? Ok masz do tego prawo, a nawet artystyczny obowiązek, ale zrób to w sposób oryginalny. Dobrze, że tym razem nie publikowano żadnych zdjęć z swoją kuśką.

kanye-west-yeezusPrzejdźmy jednak do samej muzyki. Po pierwszym odsłuchu „Yeezus” nie dowierzałem, że to nowa płyta Kanye. Gdzie przepych? Gdzie 50 gwiazd r’n’b i hip-hopu w jednej piosence? Gdzie bogate, aż zabardzo nafaszerowane samplami brzmienie? Na starcie Kanye wita nas dziwnymi dźwiękami i pierdami ze syntezatora do których nawija: „Yeezy season approaching / Fuck whatever y’all been / hearing / Fuck what, fuck whatever y’all been wearing / A monster about to come alive again”. Następny utwór „Black Skinhead” oparty głównie na bębnach i jakiś dziwnych okrzykach to napinka Kanye na konserwatywny świat katolików. „I’m A God” próbuje stworzyć podniosły, poważny nastrój. Jednak wypowiadany na spokojnie refren przez Kanye psuje wszystko wzbudzając jedynie politowanie.

Dalej jest lepiej. „New Slaves” to ciekawa kompozycja, która kończy się „Dziewczyną o perłowych włosach” węgierskiej grupy Omega i wokalnymi popisami Franka Oceana. „Hold My Liquer” to jedyny utwór na „Yeezus”, który spokojnie zmieścił by się na poprzednim krążku Kanye nagranym „na bogato”. Nie chodzi tylko o intro wyśpiewane przez Justina Vernona, ale sam wydźwięk całego utworu. Nad tą piosenką raper chyba posiedział troszkę dłużej. W „I’m in It” słyszymy lekkie zalążki muzyki reagge i zatrute pióro rozpustnika w pierwszym porno wersie. W „Blood On The Leaves” słyszymy trendy nowego hip-hopu i to jest zdecydowanym plusem, gdyż momentami wydawało mi się, że Kanye nagrywając ten materiał funkcjonował w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Na koniec West serwuje nam ciekawy miszmasz w postaci „Bound 2”.

Nie doszukałem się niestety w „Yeezus” wielkiego geniuszu artysty o którym sam lubi mówić przy każdej okazji. Doceniam chęć eksperymentowania i serwowania zróżnicowanym materiałem. Imitacja Death Grips to był dobry pomysł, aczkolwiek momentami Kanye West zwyczajnie się zagalopował. Poza tym szokowanie katolików już dawno przestało kogokolwiek wzruszać, nawet Papierz olał sprawę i nie wpisał Westa na listę muzyki złej i propagującej szatańskie zachowania. Jednakże trzeba oddać Westowi, że wciąż potrafi nagrać kawałek, który wyróżnia się na tle reszty. Ocena: 7/10.

Piosenki na sylwestrową noc

Sylwester już tuż, tuż. Szampan, chipsy, fajerwerki, taniec i śpiew. To wszystko będzie już niebawem, ale jaka muzyka powinna polecieć w tle? Chyba nie chcecie polegać na sylwestrowych propozycjach TVP? Która co roku serwuje zapomniane, kiczowate przeboje z lat 80 i 90? Spokojna głowa, Dj Paweuu wam pomoże. Wyselekcjonowałem 10 tanecznych, imprezowych i dobrych piosenek, przy których każdy  świetnie spędzi czas w tę kolorową noc.

Na początek imprezy, kiedy będzie się toczyć miła rozmowa i wszyscy będą jeszcze trzeźwi powinno polecieć coś co każdego wprawi w dobre samopoczucie. Myślę, że w tym momencie wszyscy powinni usłyszeć Calvina Harrisa i jego akceptowalne dźwięki w latach 80.

Kiedy już wszyscy zajęli wygodnie miejscówki, każdy wie kto jest kto i generalnie zostały obgadane wszystkie sprawy to należało by przejść do inicjacji alkoholowej. W tym momencie może coś w czarnych klimatach? Zeszłoroczny Kanye najbardziej będzie tutaj pasował.

Pierwsze koty za płoty, jest miło i uroczo. Część gości z pewnością udała się na papierosa. A co z resztą, która nie pali? Dla nich przygotowałem Hot Chip.

Wracający ludzie z cygarety są na pewno zziębnięci. My, jako dobry gospodarz musimy ich rozgrzać. Najlepiej podziała tutaj przepis wujka Barneya i jego opener z sylwestrowej playlisty.

Goście siedzą, zajadają chipsy, popijają je drinkami z parasolkami. Powoli tupią nóżkami. Może należałoby się już coś pogibać? Załatwione przy !!!.

!!! było na rozgrzewkę, teraz wchodzimy z czymś bardziej energicznym. To będzie morderczy taniec.

Uff, zmęczeni? Chwila odpoczynku i przerwy na uzupełnienie płynów. Ciężko by w tym momencie zabrakło Cut Copy.

No, ale chyba nie chcecie siedzieć do końca? Zabawa powinna trwać do rana. Troszkę klasyki nie zaszkodzi.

W dobrej zabawie, śmiechach, hihach i tańcu zapomnieliśmy, że dobiła już 12. Odliczanie, wypala szampan, toast, życzenia i fajerwerki. Do oglądania kolorowego nieba idealnie nada się Animal Collective.

Jednak na tym nie kończymy, bawimy się dalej przy dźwiękach Justice.

Przy takiej muzie nikt nie powinien się nudzić. Udanej imprezy i szczęśliwego nowego roku od ekipy Paweuu.