Czy warto było czekać 8 lat na nowy album Modest Mouse?

modest-mouse1Starając się odpowiedzieć na powyższe pytanie, przeanalizuję najnowszy album grupy Modest Mouse. Amerykanie z Issaquah w stanie Waszyngton to żywa legenda indie rocka, którą stali się za sprawą dwóch płyt. Mowa o The Lonesome Crowded West z 1997 roku oraz The Moon & Antarctica, którego premiera odbyła się w roku Mistrzostw Europy rozgrywanych na stadionach w Holandii i Belgii. Świetne kompozycje, zadziorność, ciekawe teksty, własny styl oraz brak parcia na szkło sprawiły, że do dziś te dwa krążki uchodzą za perfekcyjne. Kolejne dwa longplaye Good News for People Who Love Bad News i We Were Dead Before the Ship Even Sank przyniosły niespodziewanie zespołowi sukces komercyjny. Potem nastała cisza.

8 lat to sporo. Oczekiwania wobec nowej płyty Modest Mouse były dość spore, aczkolwiek w moim przypadku liczyłem się z tym, że nie nawiążą do swojego kulminacyjnego okresu z lat 1997-2000. No i niestety „Strangers To Ourselves” jest mały rozczarowaniem. Co nie oznacza, że to płyta zła. Jest dobra, a gdy popatrzy się przez pryzmat dokonań innych indie rockowych bandów to można powiedzieć, że jest bardzo dobra. Jednak problem polega na tym, że od takich zespołów jak Modest Mouse zawsze wymaga się więcej.

Strangers To OurselvesZacznijmy od tego, że materiał na „Strangers To Ourselves” jest mocno nierówny. Z jednej strony usłyszymy przebojowe „Lampshades on Fire„, osobiste „Ansel” w którym wokalista Isaac Brock opowiada o śmierci brata czy też piękne, akustyczne „Coyotes„. Z drugiej jednak strony mamy „Pistol„, które pasuje do reszty jak pięść do nosa oraz cyrkowe „Sugar Boats„. Druga sprawa to zmiękczenie brzmienia. Brakuje mi na tej płycie wyszarpanych, szorstkich, surowych gitarowych riffów, efektownej perkusji i ogólnie tego dzikiego klimatu znanego chociażby z takich utworów jak „Trailer Trash” czy też „Doin’ the Cockroach„. Modest Mouse stracili pazur, jednak nie stracili swojego, wypracowanego stylu.

Takie kompozycje jak „Pups to Dust” oraz „The Tortoise and the Tourist” to kawał dobrej muzyki, której słuchałem z przyjemnością. Ogólnie całej płyty słucha się dobrze. Jest to muzyka letnia, przyjemna i wpadająca w ucho. Isaac Brock wraz z kolegami wciąż potrafi tworzyć zgrabne kompozycje. Lirycznie jest ok, Brock po raz kolejny używa specyficznych sformułowań, które dobrze komponują się z tłem muzycznym. Jednak gdy płyta się kończy, kończą się również emocje. Nie zostaje ona z nami dłużej i myślę, że w perspektywie czasu mało kto będzie pamiętał o tym wydawnictwie.

A więc warto było czekać? No cóż, ciężko odpowiedzieć jednoznacznie. Jeżeli ktoś liczył na powtórkę z The Moon & Antarctica to z całą pewnością będzie zawiedziony. Jednak jeżeli oczekujesz niezobowiązującej, przyjemnej w odbiorze płyty zespołu o znanej nazwie to jest to album dla Ciebie! „Strangers To Ourselves” to dobry longplay, ale nie rewelacyjny. Mimo to warto samemu posłuchać, sprawdzić i wyrobić własną opinię. Dla mnie jest co najwyżej nieźle. Ocena: 6/10.

Posłuchaj

Playlist: 10 piosenek na urodzinową imprezę

larry-fillmer-birthday-1955W dniu dzisiejszym Paweuu Alternativ Blog obchodzi swoje 8 urodziny! Gdyby blog ten był dzieckiem to za parę tygodni szedłby do Pierwszej Komunii. Przez te 8 lat wiele się wydarzyło. Zarówno na blogu, jak i moim życiu. Zapraszałem artystów do tworzenia podsumowań całorocznych, brałem udział w konkursie Blog Roku organizowanym przez Onet, relacjonowałem najważniejsze polskie festiwale a także współpracowałem z Canal Plus Film. Gdy zaczynałem tworzyć ten blog byłem licealistą, dziś już jestem po studiach i pracuję. Czuć tą zmianę w tworzonych przeze mnie tekstach. Wydaje mi się, że z każdym rokiem tworzenie tego miejsca szło mi coraz sprawniej. Przyznaję, że w ostatnim czasie trochę zaniedbałem blog. Mam jednak nadzieję, że jeszcze będziecie odwiedzać Paweuu Alternativ a ja będę tworzył ciekawe teksty. A na dziś mam specjalną playlistę urodzinową. Posłuchajcie i świętujcie 8 gyburstag Paweuu.

 

Modest Mouse – Lonesome Crowded West

Modest Mouse zalegało u mnie już od czasów licealnych, i muszę się przyznać, że odkryłem ich na nowo. Więc moi mili jeżeli jesteście sympatykami amerykańskiego niezalu bądź wszelkich innych alternatywnych szarpnięć o struny gitary to idziecie w dobrym kierunku czytając tą reckę.

Przełom lat ’90 i ’00 należał w pewnym sensie do nich. W zanadrzu kilka wyśmienitych płyt, w tym omawiana teraz Lonesome Crowded West z 1997 roku, sprawiło, że Ci kolesie z Ameryki są uznawani obecnie za żywe legendy indie. Mimo, że w 2007  pojawili się w mediach na szerszą skalę to nie utracili swojej wiarygodności. Ostatnio nawet szło ich usłyszeć na TVN-ie także co drugi polak musiał ich nieświadomie słyszeć. Jednak pamiętajcie to płyty sprzed 10 lat są legendarne.

O co kaman z tym Modest Mouse? Jeżeli jesteś fanem żywiołowego gitarowego grania, pędzącego hi-hatu, świetnych kompozycji to musisz ich sprawdzić. Poza tym ten nie typowy wokal. Isaac Brock co prawda może na początku odrzucać, ale z czasem każdy się przekona, że to co on z siebie wydobywa dodaje tylko specyficznego klimatu. Zapodajcie sobie MM i ruszcie wyobraźnią. Widzicie kaktusy? Ziemia nie widziała wody już od kilku tygodni, może nawet miesięcy. Nie jest zielono. Jedyny przejaw zieleni to gdzieniegdzie pojawiające się kaktusy. Dominuje pomarańcz, żółć i inne ciepłe… gorące kolory. Z tego gorąca koleś ubrany w potargane jeansy upieprzone w kurzu poci się nieustannie (nie jest taki „wyszybciony”) i co chwile wyciera pot w rękaw swojej koszuli w kratę (canadian indie style). Wsiadając do równie zakurzonego cadillaca swobodnie puszcza sprzęgło i rusza do przodu słuchając przy tym spokojnych pierwszych brzmień gitary Doin’ the Cockroach. Bydło na drodze nie pozwala na dalszą podróż. Zanim chłopak z farmy obok zagonił krowy na druga stronę jezdni słychać było już  „And it’s been a long time/Which agrees with this watch of mine/And I guess that I miss you, and I’m sorry/if I dissed you”. Ruszył, dalej już tylko był riff gitary Trailer Trash. Nieznane jest imię tego bohatera, możemy utożsamić go z pewnym kowbojem. Tak chodzi o Cowboy Dan.

Reszta jest już w waszej kwestii. Jeżeli nudzi Ciebie podążanie za nowoczesnymi trendami, mówiącymi „klawisz zamiast gitary”  lub słuchanie obrzydłych nowych, kolejnych, nowych-kolejnych, kolejnych-najnowszych indie kapel itd. Ekstremalnie wiele Kapel w większości po prostu beznadziejnych. To sięgając po tą płytę, która jest przepełniona energią dobrze robisz. Jest w pytę. Muszę szczerze przyznać, że jest też na swój sposób pokręcona, w taki pozytywny oczywiście. I pomijając teksty stojące na wysoki poziomie to jest to muza, którą można nawet nucić w drodze do pracy. Nie ma co zbytnio się rozpisywać dalej. Warto samemu sprawdzić. Ocena:9/10

Posłuchajcie sobie Trailer Trash, ale to jak będziecie w domu. Wykorzystajcie ładną „gniotkową” pogodę wpierw. Peace.