Chance The Rapper nagrywa album życia

chance_the_rapper-offical-tumblrTak, to prawda. Chcance The Rapper jest w życiowej formie. Co prawda już wydany cztery lata temu „Acid Rap” stał na przyzwoitym poziomie, jednak dopiero „Coloring Book” okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Najnowszy mixtape rapera z Chicago porywa świetnymi podkładami. Beaty są urozmaicone, taneczne i energiczne. Wystarczy wsłuchać się w „No Problem” czy też „Angels” by to odkryć. Znajdziemy tutaj miejsce na gospel w „D.R.A.M. Sings Special” oraz „How Great„, lekką nutkę jazzu w „Blessings” czy też klasyczne r’n’b w „Finish Line/Drown„.

Szerokie inspiracje też są wyczuwalne na tym albumie. Przykładowo początek „Summer Friends” brzmi jak brakujący kawałek na wspomnianej niedawno przeze mnie najnowszej płycie  Bon Iver „22, A Million„. Swoją drogą to chyba najbardziej klimatyczny utwór na „Coloring Book„. Co więcej? Gitara i smyczki w końcówce „Same Drugs” przywołują mi na myśl pomarańczową twórczość Franka Oceana, natomiast mroczność „Mixtape” porównałbym do rapsów od Future. Poza tym śmiało można dopatrywać się tutaj inspiracji twórczości Kendricka Lamara oraz Kanye Westa, czyli czołówki tabeli ligowej.

coloring-bookDruga kwestia to zestaw gościnnych występów jakimi uraczył słuchaczy Chancelor Johnathan Bennett. Na płycie znajdziemy między innymi pretensjonalnego jak zwykle Kanye Westa, jarającego skręta Lil Wayne’a, Pana 2 Chainz, Future oraz Justina Biebera. Natomiast sam Chance też daje radę i rzuca dobrymi zwrotkami w stylu: „Bunch of tank top, nappy headed bike-stealing Chatham boys„. Generalnie „Coloring Book” to mocna sentymentalna rzecz. Chancelor wraca wspomnieniami do swojej 79 ulicy na, której dorastał. Wspomina swoje stare znajomości, jabłecznik swojej mamy, dom babci i rzuca na koniec „Shut UP! Start Dancing!„. Ja to kupuję.

Coloring Book” to zdecydowanie najlepsza rzecz jaka wyszła spod ręki Chance The Rappera. Płyta jest bardzo przyjemna w odbiorze, dobrze jej się słucha i nie jest naszpikowana tym gangsterskim gównem, którego czasami jest za dużo. Ile można słuchać o tych wszystkich zjaranych blantach, zaliczonych dziwkach i kilogramach złotych łańcuchów? Chancelor dokonał małego podsumowania swojego dotychczasowego życia i wyszło mu to jak najbardziej w porządku. Jeżeli poszukujecie czegoś w czarnych klimatach, zróżnicowanego, łączącego piosenki „radio friendly” z ciekawymi przemyśleniami to powinniście sięgnąć po kolorowanego Chance The Rappera! Nie pożałujecie. Ocena: 9/10.

Schoolboy Q – Blank Face

school-boy-qqJak to mają w manierze czarnoskórzy raperzy, najlepsze rzucają na początek. Tak też jest w przypadku najnowszego albumu członka Black Hippy. „Blank Face” – jego najnowsze dziecko rusza z rozmachem, jednak im dłużej trwa tym więcej z siebie potu wylewa. Pilny uczeń Quincy po raz kolejny udowadnia, że dobre rymy ma w naturze. Oczywiście momentami odrzucają nachalne wulgaryzmy wrzucane w dziury wersowe związane z brakiem pomysłów. To przecież nie komedia z młodym Sthurem i Michałem Milowiczem w roli głównej, a poważny rap album. Schoolboy Q daje popis, dzięki czemu album ten słucha się dobrze. Co nie było dla mnie oczywiste po pierwszych odsłuchach. Spodobały mi się single „John Muir” oraz „That Part„. Reszty jednak nie chciało mi się słuchać. OK OK OK OK OK.

Poza tym zastanawiam się co będzie z panem Bertolaccim, gdy wyleczy kontuzje? Formacja pomocy Milanu w tym sezonie, o dziwo robi wrażenie. Niezastąpiony, wątpliwej klasy kapitan Montolivo musiał ustąpić miejsca młodemu wilkowi Locatelliemu, a walczący o każdy metr boiska Kuco rywalizuje o miejsce w wyjściowej jedenastce z młodziakiem Pasaliciem. A przecież jest też Sosa, Bonaventura oraz nieokiełznany Poli. Przypominający Joeya z Przyjaciół Pan Samolocik Montella ma trudny orzech do zgryzienia.

blank-faceO tak, zawsze chciałem to zrobić. Nie pisać o Milanie, bo już to kiedyś robiłem na blogu. Pamiętne wpisy z okazji dnia sportu, OMG. Czy ktoś jeszcze czyta moje recenzje? Mam nadzieje, że tak. Wracając jednak do „Blank Face„. Schoolboy Q robi tutaj na prawdę dobrą robotę. Szanuje to jak snuje tu te swoje gangsterskie historie, które zapewne zna wyłącznie z telewizji oraz zachwyty nad bogatymi kobiecymi wdziękami (Te już pewnie zna z reala). To po prostu kawał dobrego czarnego rapu, który być może nie jest czymś odkrywczym. Sorry, nie łudźmy się, że Quincy wymyśla proch tymi bitami. Są wybuchy, ale to jednak nie będzie nigdy album na jakiejkolwiek liście dekady. Pomimo to propsuje „Blank Face„, jeżeli podobały się wam ostatnie krążki Schoolboy’a, to ten też powinien przypaść wam do gustu. Mnie przypadł. Ocena: 7/10.

Posłuchaj

Smutny Drake, Nudny Drake

drakeNo i przyszła pora na recenzję najnowszego albumu Drake’a. Nie łatwo mi pisać o „Views„. Z prostego powodu – strasznie rozczarowała mnie ta płyta. Oczekiwania były ogromne, przecież na ten album fani czekali już od dawna. Zanim jednak to nastąpiło, Drake poczęstował nas kawałkiem tortu pod nazwą „If You Reading This ,It’s To Late„. Co prawda po pierwszym kęsie nie smakował wybornie. Wchodził w zęby i był zbyt rozmazany. Jednak po kilku przeżuciach okazało się, że to wyborne ciacho! Minął rok i Drake uraczył nas resztą swego wypieku. Jednak okazało się, że przez ten czas produkt stracił swoje właściwości i jest zwyczajnie przeterminowany!

Dość  tych kulinarnych skojarzeń. Co prawda jestem miłośnikiem spożywania dobrych posiłków i czasami oglądam Masterchefa, a ostatnio nawet trafiła w moje ręce książka Okrasy z Lidla – to jednak uważam, że co za dużo, to nie zdrowo. Bez zbędnych metafor mówię na głos – Na „Views” wieje nudą. I to straszną. Drake przyzwyczaił mnie do świetnych albumów i kapitalnych singli. Przecież „Take Care” to płyta przy której zarówno wyłem do księżyca jak i tańczyłem jak dzikus. „Nothing Was The Same” miał mocne momenty i podtrzymywał poziom a wspomniane wcześniej „If You Reading This, It’s To Late” po kilku odsłuchaniach okazuje się perełką.

views-drakePo cichu liczyłem, że to samo stanie się z „Views„. Nie stało się. A słuchałem dużo tej płyty, ciągle z tą samą nadzieją. Myłem dwa razy auto w rytmach „Views„, sprzątałem, gotowałem, jeździłem samochodem do pracy. I nic. Być może to album do słuchania podczas pełni, w fotelu z cygarem i szklaną najlepszego Whiskey. Albo przynajmniej takiego za 40 zł za 0,5 l. Ale to chyba nie chodzi by robić sobie nastrój?

Po prostu wszystko na tej płycie jest mdłe i nijakie. Już nudny wstęp „Keep The Family Close” zwiastuje śmierć od zaziewania się. Co prawda kolejny „9” daje nadzieje na coś dobrego, jednak kolejne kawałki skrupulatnie ją rozwiewają. Nie chce mi się tej płyty rozbijać na pojedyncze utwory, bo nie warto. Ogólna ocena i tak będzie słaba (Jak na Drake’a), i nawet kończący całość „Hotline Bling” nie ratuje sprawy. Trzeba przyjąć to na klatę i liczyć, że Aubrey Drake Graham ogarnie się i wróci do swojej dawnej formy. Ocena: 5/10.

Posłuchaj