Znamy rozkład zagranicznych artystów na tegorocznym festiwalu Colours of Ostrava. W tym roku skład jest zaskakująco mocny. Indie rock reprezentować będą: The Killers, Franz Ferdinand, Phoebe Bridgers czy też Modest Mouse. Scenę taneczną reprezentować będą m.in. Martin Garrix, Meduza czy też Bakermat. Większość z Was z całą pewnością najbardziej chciałoby usłyszeć Twenty One Pilots czy też LP. Jednak ciekawie zapowiada się też występ legendarnych Tindersticks, nowojorskiej raperki Princess Nokia czy też indie-folkowych norwegów z Kings of Convenience. Poniżej wklejam grafikę z rozkładem tegorocznego festiwalu.
Zapytacie pewnie skąd ten wyskok z 2007 rokiem? Otóż w dniu dzisiejszym mija dokładnie 15 lat odkąd na bloga wrzuciłem ten WPIS. Sporo wody w Wiśle od tego momentu upłynęło, a blog wciąż istnieje. Postanowiłem z tej okazji wrócić do pamiętnego 2007 i nieco go przypomnieć dla młodszych pokoleń jak to się kiedyś żyło przed Tik-Tokiem, covidem i Robertem Lewandowskim w gazie.
Na początek małe wspomnienie moich wyczynów pisarskich. Nie będę ukrywał, że tworząc bloga miałem ledwo skończone 18 lat i nie wiele wiedziałem (w zasadzie nic nie wiedziałem) o dziennikarstwie muzycznym. Dlatego też moje pierwsze recenzje wyglądały jak jakieś notatki z wikipedi. Generalnie początkowe treści skupiały się na moich zainteresowaniach z tamtego czasu, czyli indie rocku, Milanie i filme. Blog miał formę encyklopedii, która miała za zadanie przybliżać sylwetki moich ulubionych kapel takich jak: Muse, The Killers, Bloc Party czy też Franz Ferdinand. Dopiero w latach 2008-09 nauczyłem się nieco lepiej opisywać swoje muzyczne odczucia i miałem nawet w planie poprawę starych treści, których się wstydziłem. Na szczęście tego nie zrobiłem, gdyż zdałem sobie sprawę, że to piękny wehikuł czasu, dzięki któremu mogę wejść do swojej głowy w czasach licealnych.
Zainteresowanie moimi treściami początkowo było nijakie, do momentu opublikowania pamiętnej notatki EMO. Nie wiem czy wszyscy to pamiętają, ale w tamtym czasie modnie było nosić się na tzw. EMO. Temat ten był o tyle głośny, gdyż nie wiązał się wyłącznie z modą, ale także z emocjonalnymi zachowaniami jak popadanie w depresje czy podcinanie żył. W zasadzie swoim wpisem nie odkryłem ameryki, jednak przyciągnął każdego poszukującego w wyszukiwarce słowa „emo”. Do tej pory to wpis, który jest w czołówce wyświetleń na blogu.
Rok 2007 to także moja pierwsza wizyta na festiwalu muzycznym. W tamtym czasie wybrałem się na Openera do Gdyni, gdzie grały moje ulubione zespoły z tamtego okresu, takie jak: Muse, Bloc Party, Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach czy też Beastie Boys. Całość niezgrabnie opisałem w swojej relacji, którą możecie przeczytać TUTAJ. Jak przystało na blog kulturalny zrobiłem także pierwsze podsumowanie, które wyglądało niczym jak rozdanie jakiś tandetnych nagród pokroju MTV czy Brit Award… Dziś bym umieścił tam zupełnie inne longplaye… Listę wstydu możecie zobaczyć TUTAJ.
Przejdźmy teraz do roku 2007. 15 lat temu Mata miał 7 lat i dopiero co nauczył się wiązać sznurowadła (albo nie?), Ariana Grande miała 14 lat i za umawianie się z nią groził prokurator a jej rówieśnikowi Dawidowi Podsiadło zaczął kiełkować pierwszy wąsik. W mainstreamie rządził Timbaland, którego hiciory leciały na każdej imprezie. Pamięta ktoś jeszcze „Give It To Me„, „The Way I Are” albo „Apologize” nagrane z OneRepublic? Najlepiej sprzedawała się Avril Lavigne i jej album „The Best Damn Thing„, której recenzja (przepisana z internetu) ukazała się w gazetce szkolnej mojego liceum, i w efekcie tego wywołało liczne niezadowolenia u czytelników 🙂 Oko chłopaków cieszyła Fergie, która rozpoczęła karierę solowo. Dziewczyny natomiast w tym czasie marzyły o umówieniu się z członkami Maroon 5 czy też Justinem Timberlakiem. Na polskiej scenie muzycznej rządziła Gosia Andrzejewicz, Doda i świeży debiutant Feel. Oczywiście ukazało się wtedy także całkiem sporo dobrej muzyki. Takie płyty jak: „Friend And Foe” Menomeny, „Untrue” Buriala, „Hissing Fauna, Are You the Destroyer?” of Montreal, „Terroromans” Much, „Strawberry Jam” Animal Collective czy też „Sound of Silver” LCD Soundsystem świadczą, że muzycznie to był bardzo dobry i owocny rok. Warto także wspomnieć, że Radiohead jako pierwszy zespół postanowił udostępnić swój nowy album „In Rainbows” w internecie nie narzucając ceny. Nową płytę radiogłowych można było ściągnąć za darmo, jak i za dowolną wpisaną kwotę.
A co tam działo się na dużym i małym ekranie? W kinach grali kolejne części Piratów z Karaibów, Harry’ego Pottera i Shreka. Tobey Maguire był w tym czasie Spidermanem a Pixar wypuścił „Ratatuj„. Ukazał się też w tym czasie takie klasyki jak: „There Will Be Blood„, „No Country for Old Men„, „The Host” czy też „Zodiac„. Netflix co prawda istniał już od 10 lat, jednak seriale wówczas oglądało się w telewizji bądź ściągało się je z torrentów. Pamiętacie takie tytuły jak: „Zagubieni„, „Heroes„, „Californication„, „Dr House” czy też „Dexter„? To były gorące seriale tamtego czasu. Co więcej w 2007 roku rozpoczęła się transmisja „Teorii Wielkiego Podrywu” oraz „Mad Mena„, natomiast zakończył się serial „Rodzina Soprano„.
W 2007 roku w Europie ukazała się konsola PlayStation 3. W tym czasie grano w takie gierki jak: „Call of Duty 4„, „FIFA 2008„, „PES 2008„, „Assassin’s Creed” czy też „GTA: Vice City Stories„. Ja osobiście w tym czasie najwięcej czasu poświęcałem niezmordowanemu FM-owi, gdzie głównie grałem Milanem lub drużynami z polskiej ligi.
A co tam w sporcie się działo? Robert Lewandowski klepał biedę w Zniczu Pruszków, Kylian Mbappe miał 9 lat i naklejał plakaty Ronaldo na ścianę a Messi rozegrał dopiero pierwszy sezon, jako podstawowy zawodnik Barcelony. W tamtym czasie rządził mój, piękny Milan z Kaką, Pirlo, Seedorfem, Nestą i Maldinim w składzie. Wygrali wówczas Ligę Mistrzów, Superpuchar Europy oraz Klubowe MŚ. W Ekstraklasie mistrzem zostało Zagłębie Lubin wyprzedzając GKS Bełchatów o jeden punkt. W tym roku przyznano Polsce i Ukrainie organizacje EURO 2012. Z innych dziecin sportu to: Adam Małysz zdobył swój czwarty i ostatni Puchar Świata w skokach narciarskich, W NBA wygrali San Antonio Spurs a najlepiej punktującym zawodnikiem był śp. Kobe Bryant.
A tak ogólnie co tam się działo w 2007 roku? To był fajny rok, pomijając fakt, że Premierem Polski był Jarosław Kaczyński… Dla mnie był to czas zmian za sprawą wejścia w pełnoletność. Szybko zdobyty dowód niestety nigdy nie został użyty do udowodnienia legalności zakupu alkoholu. Nie mniej od tego czasu z większą pewnością siebie urzędowałem w mikołowskich pubach. Co więcej w tym czasie rozpocząłem także kurs na prawo jazdy, które udało się zdobyć wraz z początkiem 2008 roku.
Nie było jeszcze w Polsce Facebooka, Twittera, TikToka, Instagrama. Istniały jednak już portale społecznościowe. Pamięta ktoś jeszcze Naszą Klasę? To był polski facebook, który w okolicach godzin wieczornych z powodu przeładowania ładował się niemiłosiernie długo… Funkcje Instagrama spełniał serwis Fotka.pl. Natomiast wymiana poglądów odbywała się na różnorakich forach, a do komunikacji służyło nieodżałowane Gadu-Gadu. Z zagranicznych social mediów prym wiódł MySpace oraz Last.fm, który pozwalał odkrywać nową muzykę. Mocno rozbudowana była blogosfera, stąd też pomysł na powstanie Paweuu Alternativ Blog. Od tego momentu mija 15 lat i wciąż mam energię i pomysły na nowe wpisy. Mam nadzieję, że spotkamy się tutaj ponownie za parę lat i powspominamy stare czasy. Zachęcam do wpisywania w komentarzach swoich wspominek z tego czasu. Wiem, że teraz ciężko z czytaniem czegokolwiek dłuższego w necie i pisanie komentarzy poza fb, ale liczę, że trafi się tutaj parę ciekawych spostrzeżeń 🙂
O tym, że trzymam kciuki za gdański band Trupa Trupa wiecie na blogu już od 2013 roku, kiedy to pisałem o ich drugim albumie „++”. Do ich kolejnego „Headache” często wracam ze względu na ponury, mroczny i psychodeliczny klimat. Jednak dopiero przy okazji wydania „Jolly New Songs„ zrobiło się o nich na prawdę głośno. Zwłaszcza na terenach jeszcze nie podbitych przez polską alternatywę. O Grzegorzu Kwiatkowskim i spółce pisały najbardziej znaczące zachodnie portale muzyczne z Pitchforkiem, The Quietus i Rolling Stone na czele. W 2017 roku okazało się, że mamy całkiem fajny, post-punkowy towar eksportowy, który ponownie zachwycił USA i okolice w 2019 roku przy okazji wydania „Of The Sun„. Od tamtego momentu mijają trzy lata a o zespole znowu zaczyna się robić głośno. Wszystko za sprawą nowego krążka „A Flat B„.
To w ogóle znamienne, że o nowej płycie Trupa Trupy dowiedziałem się z Pitchforka, gdy przeglądałem ich listę najnowszych recenzji. Lider grupy już nie wysyła mi wiadomości o nowych płytach, odkąd ich twórczość recenzują bardziej prestiżowe serwisy. Ja jednak nie zapominam o chłopakach z Gdańska, zwłaszcza kiedy ponownie wydali dobry longplay. A co mnie urzekło w „B Flat A„? O tym nieco więcej poniżej.
Nowa płyta Trupa Trupy to zestaw mocno psychodelicznej i mrocznej odsłony post-punku. Już w otwierającym całość „Moving” słychać całą gammę inspiracji zespołami gitarowymi z lat 80 i 90. Kolejny na liście „Kwietnik” idealnie wprowadza w ponury klimat płyty za sprawą transowej, zimnej gitary, która przywołuje na myśl takie zespoły jak Joy Division czy też Sonic Youth. Z kolei „Twich” to już esencja punku. Skandowany tekst, energiczna perkusja i fala gitar może nam kojarzyć się z dorobkiem Mission of Burma czy też Fugazi. „Lines” nieco spowalnia i wprowadza przerwę na złapanie oddechu. Utwory „Lit” czy „Far Away” utrzymują nas na dłużej w bardziej nostalgicznym stanie, jednak już przy „Uselessness” zespół powraca do swoich cięższych dział. Kwiatkowski ponownie zostawia najdłuższy utwór na sam koniec, jest nim tytułowy „B Flat A„, który brzmieniem przywołuje na myśl takie zespoły jak Swans, Mogwai czy też Yo La Tengo.
„B Flat A” to kolejny album, który wpisuje się w popularny w ostatnim czasie kanon muzyki pandemicznej. Nagrywany w czasie trwania pandemii Covid-19 daje po sobie wyczuć klimat osamotnienia i niepewności. Płyta do tej pory zbiera pozytywne recenzje, które są w pełni zasłużone. Kwiatkowski i spółka odrobili lekcje z muzyki gitarowej lat 80 i 90, co pięknie wykorzystują nagrywając ten materiał. To ich już szósty długograj i póki co pomysły na wciągającą muzykę jeszcze im się nie skończyły. Skoro zachód docenił, doceńmy i my. Ocena: 8/10.