Przegląd filmowy #2 Filmy, na halloweenowy wieczór

halloweenDrugi odcinek przeglądu filmowego postanowiłem poświęcić obrazom, które bez poczucia obciachu mogę polecić Wam na halloweenowy seans filmowy. Wśród trzech dzieł wybranych przeze mnie znajduje się zapomniany klasyk „Ghost Story”, tegoroczny horror w stylu found footage „V/H/S 2” oraz „The Conjuring” Jamesa Wana.

Ghost-Story-ChowderGhost Story / Upiorna Opowieść (1981). „Ghost Story” z 1981 roku wyreżyserowany przez Johna Irvina to zapomniany klasyk kina grozy, który ostatnio odświeżył serwis horror.com.pl za co jestem jemu niezmiernie wdzięczny. Film ten opowiada historię czwórki staruszków, którzy tworzą klub nudziarzy. Ich czas zajmują straszne opowieści prze kominku i szklance brandy. Ład ten jednak zostaje zaburzony przez tajemniczą śmierć syna jednego z członków klubu – Edwarda. Wkrótce do miasta powraca jego drugi syn  Don, który podejrzewa, że śmierć jego brata nie była przypadkowa. Z czasem wychodzi na wierzch ciemna tajemnica członków klubu nudziarzy, którzy w młodości zamordowali przypadkowo obiekt swoich westchnień – Evę Galli. Okazuje się, że jej duch powraca i postanawia się zemścić. Pierwsze co urzekło mnie w tym obrazie to świetny klimat wyrażony przez obrazy ciemnych pomieszczeń oraz drewnianych, starych domów. Druga sprawa to wciągająca i przejmująca historia, która zawiera wiele retrospekcji. Tego typu klasyki horroru w odróżnieniu od dzisiejszych szmatławców wyróżniały się tym, że nie śmierdziały na kilometr banałem. 3 kwestia aktorzy. Mamy tutaj do czynienia z dość wiekową ekipą co w tego typu filmach jest ogromną rzadkością. Cała czwórka klubu nudziarzy pokazała kunszt aktorski i klasę. Młodzi im jednak nie ustępowali, a zwłaszcza Alice Krige, która wcieliła się w podwójną rolę Evy oraz Almy. Pani Krige idealnie odegrała rolę tajemniczej, obsesyjnej, urzekającej mężczyzn kobiety. Każde jej pojawienie się na ekranie wywoływało we mnie zainteresowanie oraz zmieszanie w związku z jej nieprzewidywalnym zachowaniem. Generalnie cała historia trzyma w napięciu i nie nudzi. Pomimo banalnego tytułu jest to obraz, który mogę z czystym sumieniem wam polecić na halloweenowy seans. Ocena: 9/10.

VHS2V/H/S 2 (2013). Rok temu na ekranach kin pojawił się ciekawy film „V/H/S„, który stanowił zlepek kilku historyjek nagranych w stylu Found Footage oddających hołd erze kaset wideo. W tym roku pojawiła się jego kontynuacja, której konwencja nie została zmieniona. Mamy tutaj do czynienia z czterema krótkimi sekwencjami, które łączy w całość historia prywatnych detektywów, którzy w poszukiwaniu zaginionego studenta odkrywają w pewnym domu dziwny zbiór kaset video. Oczywiście nie trzeba oglądać pierwszej części by zrozumieć sequel, gdyż każdy epizod to odrębna historia. Mamy tutaj obraz tajemniczej sekty, atak kosmitów, wysyp zombie oraz mężczyznę, który po przeszczepie oka widzi zmarłych. Oczywiście opowieści te nie są niczym nowym i mieliśmy już podobne wątki w wielu filmach grozy. Jednak dynamiczna i zwięzła prezentacja wzbudza w nas zainteresowanie. Każda sekunda tego filmu jest odpowiednio wyważona przez co nie odczuwamy nudy a seans wyjątkowo szybko nam mija. Za reżyserię filmu odpowiada mieszanka znawców tematu z debiutantami. Do pierwszej grupy należy zaliczyć Eduardo Sancheza, twórcę „Blair Witch Project„, którego nazywa się ojcem gatunku oraz Gregga Hale’a i Adama Wingarda (reżyser „A Horribble Way To Die„). Natomiast dla Simona Barretta jest to debiut reżyserski a Jason Eisener stawia dopiero pierwsze kroki w branży. W porównaniu do pierwszej części „V/H/S 2” prezentuje się o dziwo korzystniej (rzadkość dla sequeli). Wynika to z faktu, że w pierwszej części poszczególne segmenty prezentowały różny poziom. Tutaj jest on równy co wpływa pozytywnie na odbiór całości. Na plus należy również zaliczyć sceny gore a także wstawki humorzaste. Obejrzyjcie a nie pożałujecie. Ocena: 8/10.

conjuringThe Conjuring / Obecność (2013). Szczerze powiedziawszy to nie przekonywał mnie ten film jakoś od początku. Nowo wychodzące, mainstreamowe obrazy nie wzruszają mną ze względu na ich ogromną wtórność. Nie inaczej jest z „The Conjuring” Jamesa Wana. Jest to obraz przedstawiający ograną do bólu historię nawiedzonego domu i egzorcyzmów. Słynne małżeństwo Warrenów badająca zjawiska paranormalne trafiają do domów Perronów, gdzie zakorzenił się wyjątkowo złośliwy demon. Już na początku zaserwowano nam wzbudzające śmiech „historia wydarzyła się na prawdę”. Potem mieliśmy trochę z „Laleczki Chucky”, trochę z „Egzorcysty„, całkiem sporo z „Amityville” oraz wielu, wielu innych filmów. Generalnie nic nowego. Jednak James Wan ma to coś, że potrafi z oklepanej historii zrobić coś ciekawego. Udało mu się to tworząc „Naznaczonego” a jego „Piła” to dla mnie do tej pory jeden z najlepszych horrorów okresu 00′. Siła „Obecności” tkwi w realizacji i dobrej obsadzie aktorskiej. Nie mamy tutaj do czynienia z licznymi idiotyzmami tworzącymi fabułę, natomiast postacie na swój sposób wzbudzają u nas sympatię. Druga sprawa to klimat lat 70′ a także świetna muzyka, która buduje napięcie. Generalnie przyjemnie się ten film oglądało i mogę go śmiało polecić. Ocena: 7/10.

Przegląd filmowy #1

Kolejna zmiana cyklu filmowego wynika z faktu, że nie wiem jak się za nie zabrać. Wcześniejsze miesięczne propozycje nie wypaliły ze względu na moją niekonsekwencję. Mam nadzieję, że ten pomysł zostanie na dłużej. Generalnie będę pisał o filmach ostatnio przeze mnie obejrzanych, z różnego okresu i różnych gatunkowo i co najważniejsze nie zawsze godnych polecenia (okazja do negatywnej recenzji). Na początek trzy filmy grozy: The Purge, Byzantium oraz nowa wersja Evil Dead.

The-PurgeThe Purge / Noc Oczyszczenia (2013). Co byście powiedzieli na to by raz w roku można przez całą noc robić co się żywnie chce bez żadnych przykrych konsekwencji? Podpalilibyście sąsiadowi auto? Zabili szefa z pracy wraz z jego całą rodziną? Brzmi to groźnie. „Noc oczyszczenia” przedstawia nam taką sytuację. Niedaleka przyszłość, Świat żyje w idealnym ładzie. Bezrobocie wynosi 0%, wszyscy żyją w dostatku i dobrobycie. W czym tkwi tajemnica tego sukcesu dotąd nie osiągalnego dla żadnego państwa? Raz w roku odbywa się 12 godzinna noc oczyszczenia. Policja, straż pożarna oraz pogotowie w tym czasie nie działają, natomiast każdy obywatel ma prawo popełnić legalne zabójstwo za które nie zostanie ukarany. Jedynym ograniczeniem jest wybór broni. W ten sposób sami obywatele decydują się kogo pozbyć, a ich najczęstszym celem padają bezdomni, narkomanii, pijacy oraz nielegalni imigranci.

Fabuła filmu skupia się na jednej rodzinie Sandinów mieszkającej na typowym amerykańskim przedmieściu. Głowa rodziny James dorobił się na sprzedaży urządzeń ochronnych dla domostw popiera politykę oczyszczenia jednak sam z rodziną postanawia spędzić bezpiecznie noc w domu. Niestety noc nie będzie dla nich spokojna. Syn Charlie, który nie akceptuje legalnych morderstw postanawia pomóc bezdomnemu, którego goni grupa młodych ludzi z bronią. Niestety wpuszczając go pod swój dach naraził całą rodzinę na atak psychopatycznej młodzieży z bronią. Stawiają oni warunek: Oddajcie nam tego człowieka, albo zabijemy Was wszystkich. James Sandin początkowo wie co ma zrobić, jednak z czasem traci pewność siebie. Postanawia walczyć. Po wyłamaniu ścian ochronnych dochodzi do konfrontacji. Pozostaje pytanie czy grupka młodych ludzi z bronią to ich największy wróg? Oczywiście nie odpowiem na nie, sprawdźcie sami.

Tego typu filmy przedstawiające przyszłość, która zawsze jest pełna mordu i gwałtu zawsze mnie wciągały. W tym przypadku nie było inaczej. Film Jamesa DeMonaco jest sprawnie zrealizowany, a oglądanie go nie wywołuje nudy. Sam pomysł „nocy oczyszczenia” jest ciekawy, pomijając oczywiście jego nierealność (nie chce zanudzać moimi społeczno-polityczno spostrzeżeniami). Akcja jest nieco przewidywalna jednak film nadrabia mrocznym klimatem, dobrą obsadą i ciekawym zakończeniem. Szkoda, że fabułą została zawężona do jednej rodziny bo potencjał fabularny aż się prosił by odnieść się szerzej. Jednak spełnia on swoją rolę pokazując zło tego typu rozwiązań i pojawia się w dobrym czasie, gdyż debata na temat dostępności do broni ciągle jest świeżym tematem. Ocena: 6/10.

byzantium-gemma-arterton-480x245Byzantium (2012). Wydawać by się mogło, że konwencja filmów o wampirach wyczerpała się. I nie mam w tym miejscu na myśli wyłącznie arcybeznadziejnej sagi „Zmierzch” bo w ostatnich latach mieliśmy do czynienia z wieloma obrazami rujnującymi obraz mrocznych wsysaczy krwi (Dracula 2000, Blade, Fright Night). Zeszłoroczny „Byzantium” jest dowodem, że można pokazać ciekawą historię z wampirami w tle. W końcu reżyserem tego obrazu jest Neil Jordan – twórca „Wywiadu z wampirem” jednego z najlepszych filmów o krwiopijcach.

Najnowszy film Jordana pokazuje historię dwóch wampirzyc  Eleanor i Clary. Reprezentują one dwie odmienne osobowości. Pierwsza z nich to nastolatka żyjąca wspomnieniami, druga to natomiast wyuzdana, acz opiekuńcza prostytutka. Ich śladem podąża dwójka wampirów-łowców pilnujących przestrzegania wampirycznego  kodeksu. Wpływa to tryb życia głównych bohaterek, które ciągle zmieniają miejsce zamieszkania. Wampirzyce trafiają do kolejnej miejscowości, które Eleanor wydaje się znane. Postanawiają zamieszkać w hotelu „Byzantium” w którym Clara otwiera luksusowy burdel. Z czasem okazuje się, że miejsce to jest początkiem ich historii.

Jest to film dobry i ciekawy, acz niestety nie pozbawiony błędów w logice. Sama historia jest ciekawa  i wciągająca przez co do końca seansu nie towarzyszy nam nuda. Jednak oczy razi wiele filmowych głupot. Ciężko logicznie wytłumaczyć dlaczego bohaterki, które za wszelką cenę chcą być niezauważone otwierają w centrum miasta burdel oraz za każdym razem zostawiają za sobą sporą ilość trupów. Poza tym niektóre wampirze szczegóły wydają się zbytnio nie przemyślane. Przykładowo „pazur”, który zastępuje kły, tajemnicza wyspa w której człowiek zamienia się w wampira (ugryzienie już tego nie gwarantuje) czy też brak strachu przed słońcem. Jeżeli przymknie się na to oko to można przy „Byzantium” na prawdę miło spędzić czas. Zwłaszcza, że film ten nadrabia częstymi retrospekcjami, krwawymi scenami i erotyzmem. Ocena 7/10.

evildead2013Evil Dead / Martwe Zło (2013). Jestem ogromnym fanem „Martwego Zła” Sama Raimiego. Reżyser ten w idealny sposób połączył elementy grozy, humoru i kiczu. Kultowy film z 1981 roku do tej pory jest w ścisłej czołówce listy moich ulubionych horrorów. Gdy dowiedziałem się, że powstaje remake miałem mieszane uczucia. Z jednej strony wiedziałem jak wygląda sprawa współcześnie, taśmowo produkowanych remake’ów z drugiej strony  liczyłem na wyjątek od reguły. Przeliczyłem się.

Fabuła nie wprowadza zbyt wielu nowości. Tak jak w oryginale mamy do czynienia z grupką młodych ludzi wyjeżdżających do domku umieszczonym w środku lasu by spędzić miło czas. Po odnalezieniu dziwnej księgi przypadkowo wywołują tkwiące w niej zło, które zaczyna opętywać po kolei każdą z postaci. Zacznę może od pozytywów nowszej wersji Martwego Zła. Dopatrzyłem się aż dwóch. Po pierwsze są to efekt specjalne, które biją o lata świetlne te z niskobudżetowej wersji Raimiego. Po drugie skupienie się się na elemencie opętania. I to by było na tyle. Ten film to typowy amerykański remake nastawiony na zysk. Niemiłosiernie się wynudziłem podczas seansu. Postacie nie wzbudzają w nas żadnych emocji, ich dialogi załamują sztucznością a sceny, które miały straszyć śmieszą (i nie był to celowy zabieg). Po obejrzeniu czegoś takiego człowiek żałuje, że nie urodził się jakieś 40-50 lat wcześniej. To co hollywood serwuje nam obecnie to śmiech na sali. Odradzam szczerze. Ocena: 3/10.

Kwietniowe propozycje filmowe

Odkurzam zapomniany ostatnio dział filmowy. Na początek ukłon Briana De Palmy dla Alfreda Hitchcocka oraz jedna z najlepszych ekranizacji Kinga.

raising cainRaising Cain / Mój Brat Cain (1992). Film Braina De Palmy opowiada historię doktora Cartera Nixa, który zajmuje się dziecięcą psychologią. W otwierającej film scenie próbuje on nakłonić swoją znajomą by ta powierzyła swojego synka do ośrodka w Oslo, gdzie grupa badaczy prowadzi badania nad dziecięca psychiką. Matka dziecka nie jest tym zachwycona, nie podejrzewa jednak, że Carter za wszelką cenę będzie próbował porwać dziecko. Usypia matkę i przy pomocy swojego brata bliźniaka Caina porywa dziecko i pozbywa się matki topiąc ją w rzece. Wkrótce jednak poznajemy kolejnych bohaterów historii – żonę Cartera – Jenny, Jacka – dawną miłość Jenny oraz ojca Cartera, który uznawany jest za martwego jednakże żyje i kieruje całą nikczemną akcją porywania dzieci. Tyle tytułem wstępu. Dlaczego film ten jest wart zachodu? Po pierwsze jest to popis reżyserski Briana De Palmy – jednego z moich ulubionych reżyserów, twórcę takich filmów jak „Carrie” czy też „Carlito Way’s”. Po drugie „Mój Brat Cain” w piękny sposób nawiązuje do klasycznego thillera „Psychoza” Alfreda Hitchcocka. Oczywiście wiele osób krytykuje ten film z tego powodu, gdyż momentami podobieństwa są zbyt widoczne. Dla mnie jednak te nawiązania są ciekawym smaczkiem. W filmie również mamy do czynienia z mordercą z rozdwojoną jaźnią, w tym przypadku w jednym umyśle znajduje się kilka osób. Ponadto słynna scena zatopienia samochodu na bagnach oraz kilka zwrotów oraz miejsc akcji (motel!). Warto również zwrócić uwagę na efektowną pracę kamer, która z ogromną ciekawością pokazuje nam różne szczegóły. Poza tym sama akcja toczy się w wyjątkowo szybkim i zgrabnym tempie. Natomiast zacieranie się granic poza snem a jawą przypomina mi najlepsze filmy Davida Lyncha. Momentami nie wiemy czy to co się dzieje jest prawdziwe czy nie. Dobre, psychologiczne kino, które ze stricte horrorem ma mało wspólnego.

salem's lotSalem’s Lot / Miasteczko Salem (1979). Do Miasteczka Salem po latach wraca Ben Mears – znany i sławny pisarz. Planuje on napisać książkę na temat domu Masternów – który związany jest z wieloma miejscowymi historiami. Będzie to dla Bena wyjątkowe wyzwanie, gdyż ów dom wywołuje w nim ogromny strach z powodu doświadczeń z młodości. Okazuje się jednak, że w tym czasie do domu sprowadza się tajemniczy Pan Kurt Barlow wraz z swoim współpracownikiem Strakerem. Wkrótce zaczynają ginąć ludzie, okazuje się, że tajemniczy Barlow jest starym wampirem, który przemierza miasteczka i spija krew z ich mieszkańców zamieniając ich jednocześnie w wampiry. Ben Mears wraz z pomocą małej grupki postanawia zabić wampira. „Miasteczko Salem” z 1979 roku jest jedną z najlepszych  filmowych adaptacji Stephena Kinga – mojego ulubionego autora horrorów, twórcę takich klasyków jak „Lśnienie” czy też „Zielona Mila”. Tobe Hooper – który jest dla mnie strasznie nie równym reżyserem wykrzesał w tym 3 godzinnym obrazie esencję grozy Kinga. Mamy tutaj do czynienia z wieloma nawiązaniami do klasycznego horroru z okresu lat 30.  Tajemnicze miejsca akcji – Stary zrujnowany dom, zamglone cmentarzysko dodają klimatu. Postać wampira Barlowa to klasyczny i chyba najbardziej przerażający obraz krwiopijcy. Poza tym postać młodego Lance Kerwina – fanatyka kina grozy to puszczenie oczka do wszystkich fanów gatunku. Na początku akcja toczy się powolnym i nużącym tempem – jednak końcówka jest mistrzostwem.