Roman Polański – 6 filmów, które trzeba zobaczyć.

Roman-PolanskiRoman Polański to reżyser wybitny. Na planie filmowym to istny człowiek orkiestra. Reżyserował każdy możliwy gatunek filmowy i w każdym spisał się rewelacyjnie. Często również grał główne role w swoich filmach. Mimo skandali związanych z jego osobą trzeba go podziwiać za jego bogatą twórczość. Postanowiłem przedstawić obowiązkową listę filmów tego artysty, które trzeba po prostu zobaczyć.

nóż w wodzieNóż w wodzie (1961). „Nóż w wodzie” to film wyjątkowy z kilku powodów. Po pierwsze to debiut Polańskiego (Nie licząc wcześniejszych krótkometrażowych dzieł reżysera), który pokazał już na starcie, że reżyser z niego nietuzinkowy. Po drugie to jedyny film Polańskiego nakręcony w peerelowskiej Polsce. Fabuła może nie jest zbyt rozbudowana, opowiada historię wyjazdu pary małżonków nad jezioro. Po drodze podwożą młodego chłopaka, który będzie im również towarzyszył podczas rejsu łodzią. Mimo, że wyprawa ma charakter wypoczynkowy to nie jest to obraz stricte sielankowy.Dwójka głównych bohaterów: Andrzej i młody chłopak będą prowadzić przez cały film słowną wojnę pełną zażartych dyskusji. Polański w ciekawy sposób przedstawił tutaj dwie różne, zwalczające się osobowości młodego, głodnego wrażeń i świata chłopaka oraz Andrzeja – osobę starszą, pragmatyczną i mocno stąpająca po ziemi. Film ukazuje piękne mazurskie plenery, natomiast jazzowa muzyka w tle dodaje całości klimatu. Po tym filmie kariera w Polsce Polańskiego była skończona, władzy niestety nie spodobał się apolityczny obraz odwołujący się do innych wartości, niż te uznawane przez PZPR.

repulsionReplusion / Wstręt (1965). „Wstręt” to film zdecydowanie nie dla każdego. Opowiada on historię Carol Ledoux (W tej roli piękna Catherine Deneuve), która mieszka w jednym z londyńskich mieszkań wraz z swoją siostrą. Siostra jednak wyjeżdża na kilka dni wraz ze swoim chłopakiem co skończy się fatalnie w skutkach dla Carol, która odczuwa ogromny wstręt do mężczyzn. Polański w tym filmie w kapitalny sposób przedstawił stan psychiczny głównej bohaterki granej przez wspaniałą Catherine Deneuve. Carol odgradza się niewidzialną ścianą od otaczającej rzeczywistości. Jednak, gdy pozostaje sama w mieszkaniu jej stan znacznie się pogarsza. Miewa liczne halucynacje, stany lękowe oraz poczucie zagrożenia ze strony mężczyzn. Polański w świetny sposób nam to ukazał poprzez takie sceny jak wychodzące ręce mężczyzn ze ścian, które chcą złapać Carol a także sceny ataku w łóżku. Surrealizm tych wizji mocno mnie zachwycił i jednocześnie zszokował. Natomiast gnijące królicze mięso na talerzu jest fajną metaforą tego co się dzieje w głowie Carol. W fatalny sposób odczuje to dozorca kamienicy oraz sympatyczny mężczyzna ubiegający się o względy Carol. Pomimo, że to obraz trudny to naprawdę warto zobaczyć ten film.

the-fearless-vampire-killersThe Fearless Vampire Killers / Nieustraszeni pogromcy wampirów (1967). Roman Polański i komedia? Owszem! „Nieustraszeni pogromcy wampirów” to idealny przykład tego, że Polański poczucie humoru ma, i to dobre. A połączenie komedii z elementami horroru dodaje tylko smaczku. Fabuła wygląda tak samo jak większość historii o wampirach z tamtego okresu. Miejsce akcji to Transylwania, tamtejsze mroczne i zaśnieżone lasy, stary zamek Draculi i wioska zamieszkiwana przez ludzkie „pożywienie” wampirów. W miejscu tym pojawia się Profesor Abronsius wraz ze swoim asystentem Alfredem (w tej roli Roman Polański), którzy są badaczami i pogromcami wampirów. Połączenie horroru o wampirach (wiele scen ma wywoływać ciarki na plecach) z komedią to zabieg, który lubię. Przerysowane postacie (wampir homoseksualista, Profesor Abronsius) a także gagi i sceny parodiujące ówczesne horrory z lat 60 (bal wampirów, pościg na sankach) potrafią rozśmieszyć. Poza tym po raz kolejny mamy do czynienia z świetnie wytworzonym klimatem w filmie Polańskiego. Na duże brawa zasługuje scenografia filmu. Mroczny zamek, zaśnieżone lasy pełne wilków, stara, drewniana gospoda obwieszona czosnkiem stwarzają nastrój grozy. Również na plus jest muzyka w filmie. Dobra pozycja dla każdego znudzonego kolejną komedią Woody’ego Allena.

chinatownChinatown (1974). W czym tkwi sekret wspaniałości tego filmu? Po pierwsze to kapitalny kryminał zawierający ciekawą i intrygująca zagadkę. Prywatny Detektyw Gittes (w tej roli Jack Nicholson) podczas swojej rutynowej pracy udowadniania zdrad małżeńskich natrafia na „wielką sprawę” trapiącą Los Angeles. Będzie musiał zmierzyć się z chciwością i pożądaniem władzy przez brutalne elity regionu. Więcej nie powiem, by nie psuć zabawy tym, którzy filmu jeszcze nie widzieli. Po drugie „Chinatown” to film zapadający w pamięć. Wiele scen jest w taki sposób skonstruowanych, że pozostają w naszej głowie na bardzo długo. Czarno-biały obraz również robi swoje. Ten film to kolejna jedna wielka metafora życia. Chińska dzielnica, która rządzi się swoimi własnymi prawami w idealny sposób pokazuje jak wygląda cała reszta społeczeństwa. Pomimo, że żyjemy w demokratycznym państwie prawa to i tak nie wielu decyduje o losach tak wielu. W „Chinatown” Polański wskazuje nam tylko drogę, resztę dopowiadamy sobie sami. Poza tym genialna kreacja Jacka Nicholsona, który jak nikt inny świetnie wkomponował się w podstarzałego prywatnego detektywa opowiadającego w przerwie na lunch suchary swoim współpracownikom. Na zachętę dodam, że wstyd nie znać tego filmu Polańskiego.

TenantThe Tenant / Lokator (1976). Lokator na pierwszy rzut oka to film bardzo podobny do „Wstrętu” z 1965 roku. Również mamy ukazaną historię postaci niepotrafiącej się odnaleźć w nowej sytuacji, która dramatycznie kończy. Z kilkoma jednak ważnymi różnicami. Po pierwsze w roli głównej mamy Romana Polańskiego, który gra Trelkowskiego. Po drugie film kręcony był w Paryżu. Jednak po raz kolejny Polański stosuje schematy wykorzystane we wspomnianym wcześniej „Wstręcie” i „Dziecku Rosemary”. Mianowicie duszne, mieszkaniowe miejsca akcji, narastające uczucie przytłoczenia przez otoczenie, schizofreniczne postawy głównych bohaterów. Trzeba przyznać, że w te klocki Roman Polański jest dobry. Sprawdza się jako reżyser horrorów i thrillerów psychologicznych. Umiejętnie kreuje postacie, które mają problemy z przystosowaniem się a także świetnie sobie radzi z wytworzeniem klaustrofobicznej atmosfery. Poza tym w Lokatorze mamy do czynienia z tzw „pętlą czasową” w której funkcjonuje cały świat przedstawiony. Film ten mocno mnie wciągnął i zaskoczył końcówką. Roman Polański wykazał się talentem aktorskim grając główną role polskiego imigranta szukającego mieszkania w Paryżu. Natomiast scena w której podwójnie próbuje popełnić samobójstwo skacząc przez okno mocno zapada w pamięci.

the pianistaThe Pianist / Pianista (2002). Wielu mówi, że Pianista to najlepszy film Polańskiego. Dla mnie osobiście lepsze są filmy Polańskiego z lat ’60 i ’70 (jego kulminacyjny okres twórczości) natomiast Pianista to powrót do formy po latach ’80 i ’90, które były zdecydowanie słabsze. Sam reżyser mówi, że do tego filmu przygotowywał się od dawna. „Pianista” to z pewnością film ważny, opowiadający historię Władysława Szpilmana nękanego przez hitlerowskich zbrodniarzy.Miejsce i czas akcji to Warszawa w okresie II Wojny Światowej. Z pewnością film świetnie zrealizowany, dobrze opowiedziany i poruszający. Polański w młodości był świadkiem wielu scen znęcania się nad żydami co pomogło nabrać autentyczności „Pianiście”. Poza tym możemy zobaczyć zdumiewające obraz zniszczonej Warszawy a także obraz warszawskiego getta. Oscary jakie film ten zdobył z całkowitą pewnością są zasłużone, zwłaszcza dla Adriena Brody’ego za rolę Szpilmana. Jednak nie chcę pisać samych banałów na temat tego filmu. Zrobienie naprawdę dobrego filmu o wojnie to nie jest łatwa sprawa. By był to obraz przedstawiający dramat wojny, jego totalną surrealistyczną postać i prawdziwe przeżycia jej uczestników trzeba włożyć w to wiele serca. Łatwo popaść w banał pokazując samą, nieprzemyślaną przemoc lub nadmiernie epatować patosem. Polańskiemu ta sztuka się udała.

4 stycznia będziecie mieli okazję obejrzeć na antenie Canal Plus dokument: „Roman Polański: Moje Życie”. Myślę, że warto zapoznać się bliżej z tym nieszablonowym artystą.

Listopadowe propozycje filmowe

Drive (2011). Zacznę od kliku zdań dotyczących fabuły, później będą same cukierki. Bezimienny mężczyzna z Los Angeles prowadzi podwójne życie. Za dnia pracuje w warsztacie samochodowym i od czasu do czasu bierze udział w produkcjach filmowych jako kaskader. W nocy natomiast jest kierowcą na usługach przestępców. Ma swoje jasno określone zasady, których nie łamie. Pewnego dnia poznaje Irene, swoją nową sąsiadkę.  Irene i jej mały synek Benicio stają się dla niego bliscy. Rodzi się uczucie, jednak sprawa się gmatwa gdy na wolność wychodzi mąż Irene – Standard. Standard ma problem z miejscową mafią, nasz główny bohater postanawia mu pomóc. Tyle o samej fabule. Zacznę od tego, że jest to najlepszy film akcji, który powstał na przestrzeni 5-10 lat? Mi jako wymagającemu widzowi zaserwowano dokładnie to czego oczekuje od kina. Ciekawą fabułe, świetny scenariusz, idealnie dobraną muzykę, perfekcyjną pracę kamer i genialną kreacje aktorską Goslinga. Ten film ma to wszystko. Ryan Gosling swoją kreacją przypominał najlepsze role Clinta Eastwooda, człowieka, który nie mówi, ale działa! Natomiast Ron Perlman w końcu przekonał mnie, że potrafi grać gangstera.  Mimo, że film wydaje się być tak zwanym kinem samochodowym to tak na prawdę czterokołowce nie odgrywają  tutaj najważniejszej roli. Nigdy nie byłem też fanem scen pościgów, nudziły mnie już rozbijane warzywne stragany i wieczne dachowanie. Ten film wykrzesał wiele nowego w tej materii, wystarczy obejrzeć pierwszą scenę w której nie ma jakiegoś bezsensownego szarżowania samochodem bo małych uliczkach. Jest za to mocno emocjonująca ucieczka z miejsca kradzieży i jakikolwiek brak emocjo na twarzy Goslinga. Teraz kwestia muzyki. Została ona idealnie wmontowana w film i nadaje ona pewien kiczowaty klimat lat 80. Synth-popowe brzmienia Chromatics czy też duetu Kavinsky i Lovefoxxx idealnie się tutaj sprawdzają. W pamięć zapada scena w której Standard wraca do domu i dziękuje za serdeczne powitanie a w tle dogrywa mu utwór Desire. Pisząc na temat „Drive” warto także zwrócić uwagę na krwistość scen, nie zabraknie tutaj pękniętych czaszek i rozbryzganych mózgów. Krwawe sceny robią wrażenie. Cały czas myślę, że o czymś zapomniałem napisać… Może napiszę jeszcze tylko to:  Zobaczcie ten film, naprawdę warto. Ocena: 9/10.

Film ten będziecie mieli okazję zobaczyć już 17 listopada o godzinie 20:00 na antenie Canal Plus.

The Prestige / Prestiż (2006). Christopher Nolan. Głośne nazwisko za sprawą trylogii Batmana i filmu „Incepcja”. Jednak gdyby przyjrzeć się jego twórczości to czaruje on w kinie już od dawna. Najlepszą cechą Nolana jest to, że potrafi on połączyć kino ambitne z tym mainstreamowy. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że ówczesne filmy hollywoodzkie zawierające jakąkolwiek zagadkę na koniec filmu podają nam jak na tacy wszystkie wytłumaczenia i serwują happy end. Ambitne, offowe kino natomiast pokazuje serię zdjęć nie tłumacząc nic, licząc na widza. Niestety większość ludzi nie zrozumie takiego filmu. Nolan znalazł złoty środek. Tworzy ciekawe, ambitne dzieła, które masowo się sprzedają. Takim filmem jest Prestiż. Opowiada on historię rywalizacji dwóch brytyjskich iluzjonistów Angiera i Bordena. Podzieliła ich niefortunna śmierć żony Angiera, która zginęła podczas jednej z sztuczek topiąc się w zbiorniku z wodą. Angier obwinił o śmierć Bordena. Obydwu iluzjonistów pochłonęła praca a w szczególności trik z tak zwanym przeniesieniem. Rywalizacja między nimi nie będzie miała żadnych granic. Filmowa zagadka jaką jest śmierć Angiera jest przez Nolana misternie skonstruowana. Reżyser po raz kolejny zastosował nie typową narracje. Sceny przed śmiercią Angiera mieszają się z tymi, które pokazują całą historię dalej. Wydaje się to skomplikowane, ale uwierzcie, że nie będziecie mieli problemu z zrozumieniem tej historii a zabieg ten jedynie bardziej przykuje waszą uwagę. Na oklaski zasługuje nietuzinkowa gra głównych aktorów. Christian Bale lepiej się prezentuje jako zawadiaka i mistrz ceremonii aniżeli cicha pięść sprawiedliwości (pije do Batmana). Natomiast kreacja Hugh’a Jackmana była najlepszą w jego całej karierze. W rolę Tesli wcielił się  znakomity jak zawsze David Bowie, który jak już gra, to gra w filmach dobrych (Hunger, Twin Peaks). Podoba mi się ten film pod względem wizualnym. Wszystkie szczegóły są pokazany w sposób mocno realistyczny i jedynie końcowe rozwiązania tak zwanej maszyny Tesli troszkę rozczarowują. Ocena: 8/10.

The Cabin In The Woods / Dom w Głębi Lasu (2012). Gdy zobaczyłem zwiastun tego filmu w kinie to pomyślałem sobie: „o rany, kolejny badziewaty gniot”. Pozytywna ocena filmu na horror.com.pl jednak mnie zachęciła do obejrzenia. Oglądam, po pierwszych piętnastu minutach myślę: „o rany, kolejny badziewaty gniot”. Początkowa fabuła nie ujawnia niczego nowego w tymi filmie. Mamy do czynienia z piątką studencików, którzy jadą do domku w lesie. Oczywiście od razu wiadomo, że sportowiec, szkolna lafirynda, inteligentny murzyn i palacz zioła zginą na początku a przy życiu pozostanie jedynie prawe dziewczę. I gdy tak już prawie wszyscy zostali wybici przez zombie i przy życiu została tylko „dziewica” nagle stało się coś niewiarygodnego. Film wskoczył na całkiem inny tor, od tej pory zrobiło się ciekawie i do samego końca zastanawiałem się: „o rany, co dalej? co teraz będzie?”. Nie chcę spoilerować i pisać dokładnie o co chodziło, polecam każdemu zobaczyć ten film i dać się zaskoczyć. Przejdźmy do kwestii technicznych. Pod względem efektów specjalnych film ten nie wyróżnia się od innych horrorów. Nic nowego, jednakże „Dom w Głębi Lasu” łączy w sobie wiele typów filmu grozy i traktuje je z przymrużeniem oka. Początek filmu, piątka młodych ludzi i domek w lesie. Czy komuś to się skojarzyło z „Evil Dead”? Dalej postacie zombie tworzące rodzinę. Mamy tutaj połączenie motywu żywych trupów oraz rodziny odludków, czy ktoś to skojarzył z takimi filmami jak „Wzgórza mają oczy” albo „Wrong Turn”? Laboratorium obserwatorów tych wydarzeń przywołuje na myśl wszystkie filmy z serii „Cube” natomiast tajemnicza kulka i postać Trytona to jawna zrzynka z Hellraisera. Ktoś by mógł powiedzieć, co za nonsens. Otóż nie, to przemyślany zabieg, który daje ciekawy i momentami zabawny efekt. Każdy miłośnik horrorów doceni ten efektowny miszmasz filmów grozy. Ocena: 8/10.

Chcecicospowiedziec

Ostatni wpis z cyklu „Weekend z Muchami” poświęcony filmowi „Chcecicospowiedziec”.

Przed koncertem zespołu Muchy w katowickim 2B3 odbył się seans filmu „Chcecicospowiedziec”, który jest dodatkiem do najnowszego albumu poznańskiej grupy. Film został wyreżyserowany przez Grzegorza Lipca a główne role zagrali sami muzycy Much oraz Piotr Materna plus paru gości. Przed seansem Michał Wiraszko zapowiedział film słowami: „Nie traktujcie go poważnie”. Te właśnie zdanie przyświecało mi do końca seansu.

70-minutowy obraz stanowił pewien paradokument ze szczątkową fabułą. Dużo chaosu, dużo muzyki z nowej płyty, sporo humoru. Mimo wielu dłużyzn jest on jadalny i na swój sposób ciekawy. Wielką rzecz robi Piotr Materna, który odgrywa główną rolę w sposób wyśmienity,odstawiając w cień w każdej scenie Muszki. Co do członków zespołu Much to byli sobą, grali koncerty, kłócili się, wyzywali, pili alkohol, wygłupiali, opowiadali o początkach zespołu. Rutyna muzyka. Mimo, że wiele razy nie wiedziałem o czym oni do cholery mówią to trafiały się kapitalne kwestie takie jak przemyślenia perkusisty Much na temat koloru pomarańczowego czy też analiza obrazu Maryjnego wykonana przez Michała Wiraszkę.

Nie jest to jakieś wielkie dzieło filmowe, ale miało okazję zaistnieć na wielkim ekranie w Multiknach całej Polski i stanowi pewną wartość samą w sobie. Muchy mają swój film. Czekamy co dalej.