Muzyczne podsumowanie roku 2013: Wydarzenia

wydarzeniaPostanowiłem powrócić do krótkiej formuły podsumowania wydarzeń z 2009 roku i zaprezentować 10 zdarzeń 20013 roku godnych tego by je przypomnieć. Nie mam kompetencji i nie chce mi się rozpisywać na temat tego jaki był ubiegły rok w kontekście muzyki. Tak będzie szybciej i sprawniej zarówno dla moich palców jak i Waszych oczu. Miłej lektury.

10. Słaby Ars Cameralis. O koncertach i festiwalach piszę poniżej, jednak osobne miejsce chciałbym zostawić festiwalowi Ars Cameralis. Niestety w porównaniu do poprzednich, wypasionych edycji w tym roku festiwal ten nie porwał. Miałem możliwość wybrania się na każdą imprezę Ars Cameralis. Jednakże z powodu słabego line-up’u wybrałem się tylko na dwie. Oh Land mnie co prawda zachwyciło, jednak  przedłużający się wieczór poetycki przed koncertem Trupa Trupy dał mi mocno w kość. Koncert muzyków z Trójmiasta poprawił mi humor, ale z powodu krótkiego występu radość ta nie trwała długo.

9. Koncerty, koncerty. W tym roku w Polsce można było zobaczyć sporo fajnych gigów. Do Polski zawitał m.in Paul McCartney, Trail of Dead, Beyonce, A$AP Rocky oraz Foals. Z festiwali wyróżniał się szczególnie line-up Openera, który przechwycił większość potencjalnych headlinerów OFFa (więcej na ten temat poniżej). Artur Rojek postawił w tym roku na stare gitarowe smęty oraz ciekawe debiuty. Żałuje, że nie byłem zobaczyć Wu-Tang Clan na Coke Live Music Festival. Tauron po raz kolejny zmienił profil i kusił w tym roku elektroniką w stylu Moderat oraz Jon Hopkins. Natomiast na Woodstocku wybuchowa mieszanka. Z jednej strony Big Cyc i Happysad, z drugiej Kaiser Chiefs oraz Anthrax.

8. Rok powrotów. W 2013 roku po dłuższych przerwach wróciło wiele zespołów i artystów. Poza My Bloody Valentines do udanych powrotów należy wpisać także Davida Bowiego oraz The Dismemberment Plan. Mniej udanie powróciło The Pixies w którym posypał się skład oraz Nine Inch Nails. Rok 2013 był szczególnie dla starych wyjadaczy. Tempa nie zwalnia Paul McCartney, natomiast nowa płyta Nicka Cave’a podbiła większość list podsumowujących.

7. Śmierć Wojciecha Kilara. To nie tylko wielka strata dla polskiej muzyki, ale całej muzyki (tej filmowej przede wszystkim). Wojciech Kilar stworzył muzykę do takich dzieł jak: „Śmierć i Dziewczyna„, „Dracula (1992)”, „Dziewiąte Wrota„, „Pianista” oraz „Królowie Nocy„.

6. Spotify w Polsce. Sporo namieszał ten szwedzki serwis. Przykładowo z sieci zniknął mój ulubiony blog z piracką muzyką – Dark Center of The Universe. Sposób słuchania muzyki ciągle się rozwija i pomimo tego, że nie jestem fanem streamów to sam ściągnąłem również Spotify. Na plus na pewno jest łatwy dostęp do wszelakiej muzyki, na minus reklamy (no chyba, że masz konto premium) i jakość dźwięku.

5. Muchy i ich odpicowana bryka. Pamiętacie jak Muchom odpicowali brykę? Fajne autko nawet im zrobili. Jednak pod koniec września w Poznaniu ktoś buchnął autko. Zrobiła się wrzawa na fejsie a samochód znalazł się następnego dnia. Zespół w ramach podziękowań zrobił imprezę i częstował wódką, na którą się nie załapałem. Z podobnych kryminalnych nowinek warto nadmienić skradzione laserowe ręce The Flaming Lips i gitarę Dinosaur Jr.

4. Nowa płyta Kanye Westa. Z tym „Yeezusem” to nie lada problem był. Jak to cholerstwo ocenić? Gówno czy arcydzieło? Innowacja czy dziadostwo? Początkowo byłem nastawiony nieprzychylnie, jednak z czasem zmieniłem zdanie. Mam nadzieję tylko, że za parę lat nie poczuje się oszukany. Najlepszy cytat związany z Kanye:

kanye

3. Line-up Openera. Ok, przyznaje – podobał mi się i ściskało mnie w tyłku, że tam nie jadę. W końcu miał być Kendrick Lamar, Miguel, QOTSA, Nick Cave, Blur, Tame Impala, These New Puritans i Animal Collective. A w dodatku dla openerowiczów miała zagrać dodatkowo Rihanna, ot taki bonusik. Sama śmietanka z fajnymi, nowymi albumami do odegrania na żywo. Pomimo tego wszystkiego kwestie finansowe i logistyczne okazały się ważniejsze. Aha line-up Primavery był znacznie lepszy, ale w kontekście koncertów i festiwali omawiam tylko nasz kraj.

2. Śmierć Lou Reeda. Zmarł 27 października w wieku 71 lat. Zapamiętamy go głównie dzięki jego działalności w The Velvet Underground i kapitalnym solowym płytom takim jak: „Transformer„, „The Blue Mask”, „New Sensations” czy też „New York”. A to tylko zalążek jego bogatej twórczości. Próbował też sił w filmie, jednak bez większego sukcesu. Wydawało się, że żyje pełnią życia. W 2008 roku ponownie się ożenił, trzy lata temu nagrał ostatni swój album we współpracy z Metallicą. Niestety jego organizm nie wytrzymał przeszczepu wątroby. Będzie nam brakować jego pięknych, gitarowych ballad.

1. Powrót My Bloody Valentines. Na „m b v” czekali wszyscy entuzjaści muzyki 22 lata. Oczekiwania były arcy ogromne. Na szczęście Kevin Sheilds z ekipą nie zawiedli. Co prawda sposób w jaki „dostarczyli” nam ten album pozostawia wiele do życzenia, ale kto by tam narzekał skoro materiał okazał się TAKI jaki chcielibyśmy usłyszeć. O tej płycie pisano wszędzie i  to same dobre rzeczy. W dodatku zespół ruszył w trasę i odwiedził po raz pierwszy Polskę. Ich koncert na Offie może nie był taki bosssowski, ale każdy chciał ich  usłyszeć na żywo.

Muzyczne podsumowanie roku 2013: Teledyski

teledyskiRola teledysków wydaje się być z roku na rok coraz to większa. W latach 80. i 90. służyły one do promocji w telewizji. Obecnie marketingowcy zespołów skupiają się na liczbie wyświetleń w internecie. Oczywiście rankingiem klipów pod względem liczby odsłon zajmą się inni, ja skupiłem się na obrazach ciekawych. Tradycyjnie 10 najlepszych klipów poprzedniego roku, kolejność alfabetyczna.

A$AP Rocky – Wild For The Night

Beach House – Wishes

Cut Copy – Free Your Mind

Franz Ferdinand – Evil Eye

Grizzly Bear – gun-shy

Kendrick Lamar – Bitch, Don’t Kill My Vibe

Patrick The Pan – Bubbles

Queens of The Stone Age – I Appear Missing

Run The Jewels – A Christmas Fucking Miracle

Thee Oh Sees – Toe Cutter – Thumb Buster

My słowianie – rok 2013 w polskiej muzyce

Bez nazwy 1„Wódeczka lepsza niż whiskey i giny” – to hasło przyświecało mi przy pisaniu podsumowania polskiej muzyki. Jednak zdecydowanie nie mam zamiaru pisać w notce poniżej o potworku wypuszczonym przez Donatana. W zamian poniżej znajdziecie sporo ciekawej polskiej muzyki, której chętnie słuchałem w 2013 roku.

Zacznę od szeroko pojętej alternatywy, gdyż w tym momencie należy wspomnieć album „Something of an End” od Patrick The Pan. Co prawda album Piotra Madeja ukazał się oficjalnie pod koniec grudnia 2012 roku, jednak to w 2013 roku został zauważony przez większość serwisów muzycznych. Debiut Patrick The Pan w sporym stopniu nawiązuje to jednego z najlepszych polskich krążków ever, czyli „Uwaga jedzie Tramwaj” Lenny Valentino. Zarówno w kwestii brzmienia jak i tematu teksów – czyli wspomnień z dzieciństwa. Innym albumem wartym uwagi była „Hellada” od duetu Rebeka. Sporo melodyjnej elektroniki, przebojowość, elementy retro – to najważniejsze zalety krążka od Iwony Skwarek i Bartosza Szczęsnego. Podążając tropem muzyki elektronicznej warto nadmienić „Red” od Kixnare. Dj i producent muzyczny Łukasz Maszczyński podbił nasze uszy świetnym klubowym materiałem w którym prym wiódł singiel „Gucci Dough”. Sporo zachwytów padło również w kierunku tajemniczego projektu Bokka. Myślę, że materiał na „Bokka” w pełni to uzasadnia.

Co łączy Tomka Makowieckiego i Dawida Podsiadło? Obaj wybili się w talent showach i obaj byli mocno hajpowanie w zeszłym roku. Pierwszy z nich poszedł w stronę elektroniki i klimatów Kamp! nagrywając krążek „Moizm„. Jednakże bez większych rewelacji. Większe nadzieje wiązałbym z Dawidem Podsiadło, którego „Comfort and Happiness” może być początkiem czegoś większego. Dobry materiał zaprezentowała grupa Mikromusic. Na krążku „Piękny Koniec” znajdziemy sporo elementów jazzowych, folkowych jak i stricte rockowych. Poza tym po raz kolejny zachwyca zawadiacki duet UL/KR. Ich „Alment” w uzasadniony sposób zdobywa dobre miejsca w podsumowaniach całorocznych. Dzięki Czesławowi Mozillowi zabłysnął Fismoll. Jednakże jego „At Glade” w żadnym wypadku nie można nazwać innowacyjnym czy też odkrywczym. Artysta oddaje nam do odsłuchu 10 usypiających folkowo-songwriterskich utworów. Podobnie ma się sprawa z Lilly Hates Roses i ich debiutanckim LP „Something To Happen„. Ciekawe debiuty zanotowały takie grupy jak Kinki oraz krakowskie Sound Q, które można nazwać polskim NIN. Nie zwalnia tempa Tomasz Biliński. Jego solowy projekt Coldair mieli okazję docenić fani muzyki alternatywnej w Barcelonie i Teksasie. „Whose Blood” to album bogaty aranżacyjnie, melancholijny i mogący mierzyć się z dorobkiem Bon Iver.

Rok 2013 nie był zbyt udany dla muzyki gitarowej. Jednakże pojawiło się kilka albumów wartych uwagi. Do takich krążków na pewno należy zaliczyć „++” od Trupa Trupy. Jest to solidna porcja psychodelicznego rocka nawiązującego do lat 60. i 70. który niesamowicie wciąga. Poza tym mieliśmy do czynienia z kilkoma udanymi powrotami. Grupa Świetliki powrócili po 8 latach przerwy z albumem „Sromota” i należy nazwać to udanym powrotem. Szósty album grupy Świetlickiego składa się z trzech płyt i na ostatniej z nich usłyszymy Bogusława Lindę. Poza tym w końcu doczekaliśmy się nowej płyty od Edyty Bartosiewicz. „Renovatio” polskiej wokalistki jest zagłębione w latach 90, czyli szczytowym okresie dla artystki i z pewnością jest materiałem zadowalającym fanów Edyty Bartosiewicz. Duży progres zaliczyli warszawiacy z Sorry Boys nagrywając album „Vulcano„, który często można było usłyszeć w rockowych radiostacjach. Nowy materiał zaprezentowało Myslovitz z nowym wokalistą, jednakże ich „1.577″ to absolutnie już nie moje klimaty. Oczekuję jednak niecierpliwie solowej płyty Artura Rojka, która ma się pojawić w tym roku. Nowy krążek wydał także Psychocukier, jednakże nie miałem czasu go przesłuchać. Jednak po tym zespole zawsze można spodziewać się dobrej muzyki. Na propsa zasługuje również drugi album Krzyśka Zalewskiego, który w ostatnim czasie pobierał lekcje od zespołu Muchy. Wspólna trasa z poznaniakami dobrze podziała na zwycięzce drugiej edycji Idola a jego „Zelig” to fajna płyta, która dobrze się słucha. Swój trzeci longplay wypuściło Tides From Nebula. Początek nudzi, jednak pod koniec się rozkręcają. Ciekawą pozycją jest również „Matka, Syn, Bóg” od tria: Waglewski, Fisz, Emade.

Jeżeli chodzi o hip-hop w 2013 roku to należy wymienić dwie płyty. Po pierwsze „Czarna Biała Magia” Sokoła i Marysi Starosty, czyli najbardziej innowacyjny krążek zeszłego roku. Mamy tutaj beaty od zachodnich wymiataczy, kapitalny narkotyczny klimat, różnorodnośc brzmieniową i poruszone w tekstach ważne kwestie społeczne. To był zdecydowanie najczęściej przeze mnie słuchany polski album. Drugi krążek to „Za Młodzi na Heroda” grupy Rasmentalism, który stoi na wysokim poziomie produkcyjnym i nie odstaje od zachodnich rapalbumów. W zeszłym roku przesłuchałem także najnowszy krążek Ostrego i Hadesa. Ich „Haos” nazwałbym jednie krążkiem poprawnym. Natomiast Pezet „Muzyką Rozrywkową” stara się gonić zachodnie trendy.

Niestety w 2013 roku nie słyszałem dobrych polskich płyt popowych. Radio dręczyło nas „Bałkanicą”, Kari wydała nową płytę, której nie słuchałem a Iza Lach wypuściła kilka ciekawych piosenek, które mam nadzieje są zapowiedzią czegoś większego w nowym roku. Może w 2014 będzie lepiej?

Na koniec top 10 polskich płyt, bez zbędnych komentarzy.

10. Coldair – Whose Blood

9. Bokka – Bokka

8. Trupa Trupa – ++

7. Stara Rzeka – Cień chmury nad ukrytym polem

6. Kixnare – Red

5. Ul/Kr – Alment

4. Patrick The Pan – Something of an End

3. Rasmentalism – Za Młodzi Na Heroda

2. Rebeka – Hellada

1. Sokół i Marysia Starosta – Czarna Biała Magia