Vehicle Playlist – idealne piosenki do podróży samochodem

car-travel-paweuuCo prawda sezon urlopowy już za nami, a podobną listę już kiedyś stworzyłem. Jednak nie mogłem sobie odmówić odświeżenia tematu, dlatego dzisiaj na blogu znajdziecie listę 11 piosenek, które idealnie nadają się jako tło muzyczne do podróży samochodem.

Wavves – My Head Hurts (V, 2015). Na pierwszy ogień polecam utwór z ostatniej płyty Wavves. Ten kto zagląda na bloga w miarę regularnie, to wie, że twórczość Nathana Williamsa wielbię. Dlatego też, nie powinien dziwić fakt, że w moim aucie często można usłyszeć Kalifornijską kapelę. Żwawy, mocno gitarowy i melodyjny utwór sprawia, że podróż mija nam znacznie szybciej.

Posłuchaj

Kurt Vile – Pretty Pimpin (b’lieve i’m goin down…, 2015). Spokojne dźwięki gitary amerykańskiego muzyka umilą nam każdą drogę, nawet tą zakorkowaną. W jakiś dziwny sposób Kurt Vile potrafi za pomocą swojej muzyki mnie uspokoić. Masz zły dzień posłuchaj? Zdecydowanie sięgnij po zeszłoroczny album „b’lieve i’m goin down…„ bądź „Wakin on a Pretty Daze„.

Posłuchaj

Duke Dumont – Ocean Drive (Blasé Boys Club Pt. 1, 2015). Zawsze mam wyrzuty sumienia, gdy na swoich listach zamieszczam BARDZO znane piosenki, które lecą w radiu co 10 minut. Jednak Nie mogłem odpuścić tego kawałka. Zwłaszcza, że w tytule ma słowo RIDE a  w teledysku grupka młodych kobietek jeździ po mieście autem. DJ puszczał ją na moim weselu, puszczam i ja w samochodzie. Wy też pewnie jej słuchacie. I dobrze!

Posłuchaj

The Beatles – Drive My Car (Rubber Soul, 1966). Jak można robić playlistę do samochodu i zapomnieć o tym nieśmiertelnym kawałku? Co prawda w 1966 roku większość z Was nie było na świecie (Luzik, mnie też) a po polskich drogach jeździła garstka aut, ale to nie o to chodzi. Rock’nRoll w wykonaniu Liverpoolczyków to świetna muzyka do wszystkiego, zwłaszcza do samochodu.

Posłuchaj

Moderat – Bad Kingdom (Moderat II, 2013). Kiedyś niemiecki band kojarzył mi się z ucieleśnieniem nudy i braku pomysłu. Na szczęście w pewnym momencie postanowili swoje Kraftwerkowe zapędy połączyć z czystym popem. Wyszło to im na dobre, a w samochodzie aż chce się tego słuchać.

Posłuchaj

car-travel-2SOHN – Artifice (Tremors, 2014). Najbardziej energiczny i taneczny utwór z „Tremors” to idealny podkład do kręcenia kółkiem. Sprawdzone osobiście. Z czystym sercem możecie wrzucić ten utwór na swoją playlistę, trust me.

Posłuchaj

Son Lux – Lost It To Trying (Lanterns, 2013). Piosenka ta została użyta niedawno w reklamie pewnego koreańskiego samochodu. Jednak nie ze względu na ten komercyjny klip postanowiłem umieścić na swojej liście ten kawałek. Jest to po prostu bardzo przyjemna piosenka z mocno wpadającym w ucho motywem przewodnim, która przypomina mi twórczość Menomeny. A takie inspiracje lubię najbardziej.

Posłuchaj

The Chromatics – Lady (Kill For Love, 2012). Większość z Was pewnie po obejrzeniu filmu „Drive” wolałaby jeździć przy dźwiękach użytego w filmie „Tick of the Clock„. Ja bardziej polecam utwór „Lady„. Skojarzenia te same, doznania znacznie większe!

Posłuchaj

Queens of The Stone Age – Go With The Flow (Song For The Deaf, 2002). Ten utwór QOTSA zamieszczam z specjalną dedykacją dla ludzi, którzy lubią zapier….

Posłuchaj

The Vines – Ride (Winning Days, 2004). Szukałem do mojej listy jakiegoś chropowatego, indie rockowego kawałka robiącego rozpierduche. Chyba dobrze trafiłem?

Posłuchaj

Schoolboy Q – John Muir (Blank Face, 2016). Nie byłbym sobą gdybym nie dorzucił rapsów. Tegoroczny Schoolboy Q ze swoim gangsta kawałkiem wpisuje się w moją wizję jazdy samochodem perfekcyjnie. Zimny łokieć i te sprawy. Poza tym ten samochody klip dopełnia całej roboty. Nic dodać, nic ująć.

Posłuchaj

Problem PRO8L3Mu

problem 1Oto nadszedł ten moment, kiedy to legendarny już duet Oskar – Steez, ukrywający się pod nazwą PRO8L3M wydał swój debiutancki album długogrający. Oczekiwania były wielkie, gdyż wypuszczony dwa lata temu mixtape „Art Brut” doczekał się miana kultowego. Połączenie przeglądu polskiej muzyki rozrywkowej lat 70 i 80 z szorstkimi, ulicznymi opowieściami stały na bardzo wysokim poziomie i był na tyle fajne, że od razu kupiły uszy i serca słuchaczy. Co zaprezentował warszawski duet na Self Titled albumie? O tym poniżej.

Od razu zaznaczę, że moje oczekiwania i nadzieje związane z tym albumem zostały spełnione połowicznie. Wizja koncept albumu z futurystycznymi opowieściami i filmowymi nawiązaniami przypadła mi do gustu. Jednak to co wygląda apetycznie na papierze, często w rzeczywistości już tak smakowite nie jest. Przede wszystkim główną bolączką „PRO8L3MU” jest misz masz, który nam został zaserwowany. Jest zbyt pompatycznie i poważnie. Zamachy terrorystyczne w Warszawie? Zupełnie nie moje klimaty. Rozważania na temat bogactwa i luksusu? Nudzi mnie to. Seks, alkohol i hazard? Mało oryginalnie. 99 % rap albumów jest o tym. Za dużo tu roleksów, felg 24 i drogich samochodów, a za mało prawdziwych historii. Podobały mi się za to fajne nawiązania w stylu K-PAX czy też Rodziny Soprano. Jednak to za mało bym wracał do tej płyty jak do „Art Brutu„.

PROBLEM 2016Pozostaje kwestia muzyczna. Steez tym razem serwuje nam zupełnie coś innego. Elektroniczne, bogate dźwiękowo beaty cieszą ucho. Co prawda wolałem PRO8L3M w wersji z „Art Brut„, jednak nie można się rozwijać grając ciągle to samo. Formuła zawsze w pewnym momencie się wyczerpie. Poza tym byłoby to pójście na łatwiznę. Dlatego cieszy mnie taki obrót sprawy. Swoją drogą, to chciałem sprawdzić jakie zdolności twórcze ma Steez. Okazało się, że ma nosa również do nowoczesnych, zgrabnych podkładów. Mój szacunek!

Biorąc po uwagę kwestie produkcyjne i marketingowe to PRO8L3M wykonał duży krok w przód. Jednak gdzieś w tym całym wielkim, hollywoodzkim seansie filmowym o Warszawie przyszłości zgubił swoją prawdziwość i szczerość. A to był zdecydowanie największy atut, za który polubiłem warszawski raperski duet. Ocena: 6/10.

 

Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2016 – Relacja

tnmf2016W tym roku miałem okazję uczestniczyć w 11 edycji Festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Niestety ze względów osobistych mogłem być jedynie na jednym dniu katowickiego wydarzenia. Oto zapis moich spostrzeżeń z piątkowych koncertów.

Smolik i Kev Fox

Gdybym miał napisać o tym koncercie do gazety to tytuł tego artykułu brzmiałby „Kev Fox i jego niesforna gitara”. Gitary nie współpracowały tego dnia dobrze z Brytyjczykiem, w efekcie czego katowicka widownia odsłuchała najnowszy utwór grupy bez tego instrumentu. Jednak te techniczne problemy w żaden sposób nie przełożył się na mój pozytywny odbiór tego występu. Chłopaki przywrócili tego dnia rock’n rolla. Utwory z ich zeszłorocznego albumu „Smolik / Kev Fox” brzmiały na żywo rewelacyjnie. Poza kapitalnym utworem „Run” mieliśmy okazję usłyszeć także cover Led Zeppelin „Whole Lotta Love” czy też „Hollywood” z gościnnym występem Natalii Grosiak. Liczna widownia zgromadzona pod sceną główną była tym występem zachwycona, ja również.

Niechęć

Grupę Niechęć znam przede wszystkim z dobrze przyjętego albumu „Śmierć w Miękkim Futerku„. Poza tym chłopaki z tego jazz bandu swego czasu zamieścili na moim blogu, swoje podsumowanie całoroczne. Dlatego też z miłą chęcią udałem się pod scenę Red Bull by wysłuchać ich koncertu. A ten był perfekcyjny! Ich muzyka brzmi równie dobrze na żywo co na płycie, a nawet nie wiem czy nie lepiej? Podczas tego występu nie zabrakło zarówno piosenek z wspomnianego przeze mnie wcześniej albumu jak i najnowszego, tegorocznego nazwanego po prostu „Niechęć„. Dlatego też nie zabrakło najnowszego singla „Krew” czy też takich utworów jak „Rajza” czy też „Metanol„. Energiczny, wciągający występ był dodatkowo wzbogacony o dobry kontakt zespołu z publicznością. Gdyby miał okazję iść ponownie na występ Niechęci, zrobiłbym to z całą pewnością.

tnm_logo-2016-01Beneficjenci Splendoru.

W poszukiwaniu miejsca występu Beneficjentów Splendoru przez przypadek natknąłem się na końcówkę występu Pana Masayoshi Fujita w sali kameralnej NOSPR i od razu pożałowałem, że nie znalazłem się tam wcześniej. Warszawskie trio grające połączenie rapu z ostrym rockiem zaprezentowało się w ciekawej scenerii pod chmurką, jakim był amfiteatr NOSPR. Ich muzyka mocno kojarzy się z twórczością łódzkiej formacji CKOD. Ironiczne teksty przeplatają się z ostrymi gitarowymi riffami. Gitarzysta grupy wyglądał trochę jak Kudłaty ze Scooby Doo udający Matta Bellamy’ego, jednak całkowicie propsuje jego umiejętności muzyczne. Beneficjenci Splendoru zagrali fajny koncert na którym zaprezentowali zarówno starsze kawałki jak i te z tegorocznego albumu „Selfie„.

Roots Manuva

Czekałem pod sceną ze 15 minut zanim doczytałem, że koncert Brytyjskiego rapera został odwołany.

Snarky Puppy

Nie jest to do końca mój styl muzyki, jednak z tego co widziałem to ludzie świetnie się bawili przy dźwiękach Amerykańskiego bandu. Pomimo tego, że wyglądali jak szkolna orkiestra to wielkie brawa za zdolności muzyczne. Jestem otwarty na nową muzykę i taką też miałem okazję poznać.

King Midas Sound & Fennesz

W oczekiwaniu na występ gwiazdy dnia udałem się pod Tent Stage by posłuchać zupełnie nie znanego mi wcześniej King Midas Sound, który występował wraz z znanym mi Fenneszem. Występu nie zobaczyłem, ze względu na grubą warstwę dymu. Jednak najważniejsze jest to co się słyszy. A tego było sporo. Psychodeliczna, mroczna, transowa muzyka elektroniczna urozmaicała charakterystyczny klimat festiwalu. Nie porywała do tańca (trochę szkoda), ale bez pardonu wdzierała się do głów słuchaczy. To nie był zwykły koncert, to było przeżycie.

Battles

Ostatnim występem, który miałem okazję zobaczyć tego dnia był koncert Battles. To mój drugi gig Amerykanów, który miałem okazję zobaczyć. Zarówno koncert z Taurona, jak i ten z OFF Festiwalu był w wykonaniu Battles perfekcyjny. Grupa znana jest z tego, że świetnie prezentuje się na żywo. Nie inaczej było tym razem. Matematyczność i perfekcyjność królowała na scenie. Gdy trio Battles gra na scenie to główną frajdą jest obserwowanie tego jak oni grają. Oczywiście muzycznie też dali radę i zagrali swoje najlepsze utwory wraz z co chwilę wykrzykiwanym przez publikę „Atlasem„. W połowie koncertu chłopaki zrobili sobie małą pogawędkę z publicznością i oczywiście przypomnieli o polskich korzeniach basisty Dave’a Konopki. Po żartach dotyczących Donalda Trumpa ponownie zaczęli hipnotyzować swoją muzyką. Wciąż podziwiam ich perkusistę za ten wysoko ustawiony talerz. Jeżeli będziecie mieli kiedykolwiek okazję zobaczyć Battles na żywo, zróbcie to z całą pewnością!