Muzyka na jesienną chandrę

W ostatnim czasie wyszło wiele świetnych, kapitalnych, bardzo dobrych, średnich i słabych płyt. Szkoda byłoby nie wypowiedzieć się na temat niektórych. Zatem do dzieła!

wavves-cloud-nothingsWavves x Cloud Nothings – No Life For Me (2015). Generalnie nie przepadam za wszelkiego rodzaju superbandami. To zawsze się kończy przerostem formy nad treścią, co skutecznie udowadnia chociażby Bono biorący udział w tego typu przedsięwzięciach. Jednak gdy usłyszałem, że Nathan Williams planuje nagrać coś z chłopakami z Cleavland to się lekko podjarałem. „No Life For Me” to krótki, bo około 20 minutowy materiał, który jest K-A-P-I-T-A-L-N-Y!!! Obaj liderzy, obu kapel są w ostatnim czasie w formie, co słychać na tej EP-ce. Świetne, chwytliwe melodie łączą się tutaj z zadziornymi gitarowymi riffami. Kto by się spodziewał, że przepite łajzy z Kalifornii tak idealnie dopasują się do studencików z drugiej strony Stanów. Podobno przeciwieństwa się przyciągają – to słychać na tym albumie. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

grooms cover combGrooms – Comb the Feelings Through Your Hair (2015). Kwintet z Brooklynu dzięki swojemu najnowszemu dziełu, wspomógł moją wiarę w muzykę gitarową. Cieszę się niezmiernie, że są takie zespoły jak Grooms, które potrafią jeszcze wykrzesać coś ciekawego z szeroko pojmowanego indie rocka. Nuda, przewidywalność czy też schematyczność? Nie na tym wydawnictwie. Wszystko tutaj jest odpowiednio wyważone. Czas trwania – jedna połowa piłkarskiego meczu. Poza tym przy takim materiale wydaje się to ledwie 25 minut. Melodie są nieco zimowe, depresyjne, ale zarazem wciągające i ciekawe. Nowojorski band nie odgrywa po raz kolejny tych samych dźwięków, które kiedyś słyszeliśmy. Kombinuje i stara się dodać coś od siebie. Nie ma mowy tutaj o graniu na jedno kopyto, muzycy z Grooms znaleźli swój styl, który może nie jest odkrywczy, ale ma w sobie to „coś”. A w muzycy chyba o to chodzi?  Szkoda tylko, że ta płyta przeszła bez większego echa. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

dr dre compton 2015Dr. Dre – Compton (2015). Gdy sięgałem po najnowszy album od Dre, zastanawiałem się co może jeszcze ciekawego opowiedzieć 50-letni gość. Otóż całkiem sporo. Wiele zachwytów można usłyszeć w ostatnim czasie na temat filmu „Staight Outta Compton” – czyli biografii najniebezpieczniejszej grupy hip-hopowej. Dr. Dre postanowił wrócić do tematu i opowiedzieć pewne historie dotyczące jego miasta. W końcu jak jest popyt to musi być i podaż. Pomimo, że były członek NWA nigdy nie słynną z dobrej nawijki to na „Compton” daje radę. Dobór gości jest idealny. Usłyszymy sporo nieznanych szerzej nazwisk, pojawiają się raperzy na topie (Kendrick Lamar!) jak i starzy wyjadacze (Eminem, Snoop Dogg, Xzibit). Najmocniejszym jednak punktem albumu są podkłady. Dre jako producent wciąż ma ucho do dobrych beatów w stylu starej szkoły. „Compton” to kawał dobrego hip-hopu, który udowadnia, że jego legendarny twórca wciąż jest w tej grze. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

TameImpala-Currents-560x560-560x560Tame Impala – Currents (2015). Najnowszym album Australijczyków różni się od tego co zaprezentowali 3 lata temu na „Lonerism„. Przede wszystkim więcej tutaj indie-popu wymieszanego z elektroniką od psychodelicznego rocka lat 60. Oczywiście to nie oznacza, że „Currents” to gorsze dziecko Tame Impala. To wciąż kapitalna muzyka, której chce się słuchać. Wiele bym dał, by współczesne młode zespoły tak podchodziły do indie rocka. Przyznaje jednak, że tamto wydanie ich muzyki było bardziej intrygujące… Jednakże patrząc na sprawę z drugiej  strony, należy docenić fakt, że nie siedli na laurach i nagrali coś w innym stylu. I to całkiem dobrze! Jeden z lepszych tegorocznych albumów w kategorii indie z domieszką elektroniki. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

taco umowa o dzieloTaco Hemingway – Umowa o dzieło (2015). Temat wszelkich umów o dzieło jest mi dobrze znany. Chyba każdy z moich rówieśników w podobny sposób zaczynał dorosłe życie. Stąd chyba ten cały sukces Pana Taco. „Umowa o dzieło” stała się pewnym głosem pokolenia urodzonego na przełomie lat 80 i 90, określanego mianem pokolenia Z. Tematy poruszane przez rapera są obrazem życia przeciętnego, młodego polaka. Emigracja, słaba praca na zlecenie, imprezy, brak zainteresowania polityką, facebook, błonnik, alkohol – te i inne wątki przewijają się w ciekawych historiach, które snuje Taco. A to wszystko na tle dobrych, suchych beatach. Jedyna rzecz zasługująca na minus to flow rapera. Jednak przy takich podkładach, i takich życiowych tekstach czy to ważne? Ocena: 7/10.

Posłuchaj

 

Patronat: Faiver – Jak Jest (singiel)

Okazuje się, że nie tylko Mariusz Max Kolonko mówi jak jest. Robi to także warszawski raper Faiver w swoim najnowszym singlu „Jak Jest„.  Polska blogosfera zdążyła już go określić kombinacją Beastie Boys i Beck’a. Sam artysta określa się sformułowaniem „Antyrap”. Zachęcam do obejrzenia teledysku, który znajdziecie poniżej. Trzeba przyznać, że utwór „Jak Jest” zaostrza apetyt przed debiutanckim krążkiem Faivera.

Info o artyście znajdziecie tutaj:

http://www.faiver.pl/

https://www.facebook.com/faiversolo

 

OFF Festival 2015

offMiałem okazję być na X, jubileuszowej edycji OFF Festivalu. Ci, którzy śledzą moją twórczość na blogu za pewne dobrze wiedzą, że nie była to moja pierwsza wizyta na tym festiwalu. Nie chce mi się zbytnio pisać o kierunku jaki obrał Artur Rojek i porównywać tegorocznej edycji do poprzednich, dlatego zgrabnie przejdę do opisu występów, które udało mi się zobaczyć w tym roku.

Olivia Anna Livki

Aura panująca pod sceną główną o godzinie 15 nie była po stronie polskiej artystki. Upalne słońce jednak nie przeszkodziło Pani Livki w oddaniu półgodzinnego, energicznego występu. Polka mieszkająca na co dzień w Berlinie zaserwowała offowej widowni swoje najlepsze single takie jak: „Geek Power„, „Subways” oraz „Tel Aviv„. Olivia Anna Livki występowała we wcześniejszych edycjach festiwalu, dlatego doskonale wiedziała jak zabawić katowickich, wymagających słuchaczy. Przed tym występem patrzyłem na Panią Livki z przymrużeniem oka, jednak po ostatnich dźwiękach singla „Tel Aviv” wiedziałem, że muzyka jest jej ogromną pasją. Mam nadzieję, że będę miał jeszcze okazję kiedyś zobaczyć na żywo autorkę „Strangelivv”.

Tania O.

Grupa, która wcześniej nagrywała pod szyldem Tania Odzież zaserwowała widowni zgromadzonej pod sceną leśną całkiem przyjemny występ. Porcja psychodelicznego, melodyjnego rock ‚n rolla warszawskiej formacji była tak świeża, że na moment zapomniałem o pond 30 stopniowym upale. Utwory takie jak: „Terrible Dancer„, „Billy” oraz „I Love Your Cat” na żywo brzmią równie dobrze jak w wersji studyjnej. Tania O. potwierdzili, że warto na nich stawiać.

Hidden World

O Hidden World słyszałem wiele pochlebnych zdań. By je zweryfikować postanowiłem się udać pod scenę Trójki. Jak się okazało opinie te nie były przesadzone. Grupa z Puław dała mocny, energiczny występ na którym nie zabrakło ich najlepszych utworów takich jak: „Day full of useless words” czy też „Vows”. Dodatkowo offowa widownia mogła usłyszeć nowy utwór, który powstał tydzień wcześniej i dowiedzieć się o zabawnej anegdocie dotyczącej jego wybory do setlisty. Nie są nowym AC/DC, ale wszelkie porównania do Fucked Up są całkowicie uzasadnione.

The Stubs

Hasłem przewodnim występu The Stubs na scenie leśnej było „gramy rock’n rolla”. Jak powiedzieli, tak zrobili. Trochę pond półgodzinny set upłynął w rytmach energicznego rocka. Szczerze powiedziawszy spodziewałem się trochę więcej po warszawiakach. Momentami miałem wrażenie, że słyszę jedną i tą samą piosenkę. Jednakże na duży plus zasługują za kontakt z widownią. Lider grupy odpowiednio potrafił odwrócić uwagę od upalnego słońca wiszącego nad Doliną Trzech Stawów. Szczególnie poruszyła mnie historia ich kierowcy. Poza tym był to pierwszy koncert w moim życiu na którym muzycy prosili widownie o solidne „Buczenie”.

Ride - kolejna legenda lat 90, która się reaktywowała

Ride – kolejna legenda lat 90, która się reaktywowała

ILOVEMAKONNEN

Pod sceną główną rozkręciła się całkiem fajna imprezka. W związku z tym, że Makonnen Sheran nie dysponuje materiałem by zapełnić godzinny gig, to jego DJ przez około 20 minut puszczał klasyki gatunku. Nigdy nie sądziłem, że na offie usłyszę Drake’a, Dr. Dre, Snoopa i 2Paca podczas jednego występu. Dobra zabawa podtrzymała się również z wejściem Makonnena. Ziomek Drake’a zapodał wszystkie swoje kawałki wraz z singlem „Tuesday„, dzięki któremu się wybił. Widać było, że mocno chciałby być drugim Aubrey’em Grahamem. Pomimo, że Makonnenowi wiele brakuje do swojego idola, to czuć w nim potencjał. Sam koncert na plus. Fajnie, że Off odkrył się bardziej na hip-hop.

Future Brown.

Moje największe rozczarowanie tej edycji. Zacznijmy od tego, że średnio porwali do tańca. Może bardziej by pasowali na Tauron? Może, ale przecież na Offie też grało wiele elektronicznych projektów. Druga sprawa to jak komicznie wyglądali na scenie. 6 osób i żadna nie wiedziała co ma robić.

Xiu Xiu gra muzykę z Twin Peaks

Jeżeli ktoś jeszcze nie widział serialu stworzonego przez Davida Lyncha i Marka Frosta to powinien szybko tą zaległość nadrobić. Zwłaszcza dlatego, że w przyszłym roku ma powstać nowy sezon Miasteczka Twin Peaks. Grupa Xiu Xiu postanowiła wziąć na warsztat muzykę z jednego z najbardziej tajemniczych seriali telewizyjnych. Jaki był efekt? Trochę inny niż oczekiwałem. Spodziewałem się dziwnych wariacji na temat muzyki Angelo Badalamentiego, jednak zabrakło mi w tym wszystkim tej tajemniczości, która panowała w serialowym soundtracku. Pomimo tego, sam występ uznaje za udany i jeden z lepszych podczas tegorocznej edycji. Jamie Stewart dwoił się i troił by oddać ducha muzyki Twin Peaks. Interpretacja Xiu Xiu przypadła mi do gustu i muszę przyznać, że momentami stałem pod sceną leśną jak zahipnotyzowany.

Ride

Offową tradycją jest zapraszanie legendarnych, gitarowych kapel, które miały ogromny wpływ na późniejszą scenę muzyczną. W tym roku padło na brytyjską formację Ride, która reaktywowała się po 13-letniej przerwie. Grupa, która ma na koncie rewelacyjny album „Nowhere” dała na scenie głównej wciągający, ciekawy pokaz swoich muzycznych umiejętności. Początkowo spodziewałem się mocnej, shogazowej ściany gitarowych dźwięków. Jednakże Ride w przeciwieństwie do My Bloody Valentine oraz Slowdive, zabrzmieli mocno britpopowo, co całkowicie można uznać za plus. Fajnie było usłyszeć na żywo takie utwory jak: „Seagull„, Polar Bear” czy też „Vapour Trail”. Pod względem technicznym był to udany spektakl a muzycy Ride wciąż utrzymują dobrą formę.

Pro8l3m

Pro8l3m i ich zeszłoroczny „Art Brut” to zdecydowanie największe odkrycie 2014 roku. Na żywo brzmią równie genialnie co na płycie. Kapitalne beaty i świetna nawijka Oskara na offowej dzikiej scenie miały moc. W dodatku kontakt z publiką stał na wysokim poziomie. To był prawdopodobnie jeden z najlepszych występów podczas tegorocznej edycji, kto nie był niech żałuje.

Son Lux

Zaczęło się nudnie, jednak pod koniec Amerykanie się rozkręcili. Ciężko nazwać ten występ dobrym, trochę nie moje klimaty. Coś mi cały czas tam nie pasowało, ale dalej nie wiem co to było. Nie zamierzam się nad tym więcej zastanawiać.

Run The Jewels - Największa gwiazda tegorocznej edycji

Run The Jewels – Największa gwiazda tegorocznej edycji

Algiers

Dzięki Offowi wielu ludzi poznało tony dobrej muzyki. Moim takim największym odkryciem  tegorocznej edycji są panowie z Algiers. Cóż to był za występ! Założę się, że za rok będą headlinerem na Openerze.

Patti Smith gra „Horses”

Wielu ludzi przyjechało do Katowic tylko dla niej. Nic dziwnego, skoro mowa o legendarnej Patti Smith, która miała odegrać w całości swoje opus magnum w postaci albumu „Horses”. Pomimo 68 lat na karku Pani Smith zagrała z werwą a utwory z „Horses” brzmiały wyjątkowo dobrze. Początek koncertu był energicznym, rockowym widowiskiem. Piosenki „Free Money” czy też „Gloria” brzmiały na żywo wprost kapitalnie i nie było tam miejsca na nudę. Wraz z końcem występu Patti Smith stawała się bardziej nostalgiczna. Zadedykowała swoje utwory Jimowi Morrisonowi oraz Jimiemu Hendrixowi a także zaczęła wspominać bliskie sobie nieżyjące osoby m.in. Lou Reeda, Amy Winehouse czy też Sida Viciousa. Upamiętniła również 70 rocznicę zrzucenia bomby atomowej na Nagasaki i apelowała o niedopuszczenie do ponownej tragedii. Tego typu patetyczne rozmowy podczas muzycznych festiwali raczej mnie nie przekonywują, jednak w tym przypadku uważam to za dodatkowy element dodatni do całokształtu występu Patti Smith. Na koniec artystka zagrała dwa dodatkowe utwory w postaci „People Have the Power” oraz cover The Who „My Generation” i było to idealne zwieńczenie występu na scenie głównej.

Iceage

Iceage występował już podczas Off Festiwalu dwa lata temu. Postanowiłem wtedy poświęcić koncert headlinera – Swans, by zobaczyć młodych duńczyków w namiocie. Niestety żałowałem wówczas tej decyzji, gdyż tamten koncert był daleki od tego czego oczekiwałem. Inaczej było w tym roku. Zespół mający na koncie kapitalny album „Plowing Into the Field” w końcu miał na tyle różnorodny materiał by dać ciekawy występ. Usłyszenie na żywo energicznego „White Rune” czy też niemal countrowego „The Lord’s Favourite” przyniosło mi wiele radości. Trochę szkoda, że tak krótko zagościli na scenie. Jedynym minus tego nihilistycznego występu był brak w setliście utworu „Against the Moon”. Poza tym koncert duńczyków był jednym z najmocniejszych punktów festiwalu.

Run The Jewels.

Występ hip-hopowego duetu Run The Jewels był dla mnie najlepszym koncertem tegorocznej edycji. Ba, śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych gigów w 10 letniej historii OFF Festiwalu. Killer Mike wraz z El-P pojawili się na scenie przy dźwiękach „We Are The Champions” Queen. Po pozytywnych recenzjach jakie zebrał ich ostatni krążek „RTJ2” był to wstęp całkowicie uzasadniony. Cały, ponadgodzinny występ należy określić jednym słowem: KONKRET. Świetny materiał, którym dysponowali amerykanie sprawił, że każdy utwór w setliście był prawdziwym bangerem. Offowa widownia entuzjastycznie przyjęła Run The Jewels. Pierwsze dźwięki beatów wprowadzały publikę w istną euforię. Przy takich utworach jak „Banana Clipper” czy też „Blockbuster Night, Part 1” nikt nie stał pod sceną główną spokojnie. Jednak tym co sprawiło, że występ ten był rewelacyjny, to chemia jaka panowała pomiędzy raperami Run The Jewels. Killer Mike i El-P byli jak Beastie Boys czy też Run-DMC ze swoich najlepszych czasów. Jednak niedzielny koncert RTJ to nie tylko rozrywka przy soczystych beatach EL-P i świetnej nawijce Mike’a. Raper z Atlanty chylił czoło przed Patti Smith, która występowała na scenie głównej przed RTJ mówiąc, że jej piosenki mają wciąż aktualne przesłanie. Poruszona została także sprawa brutalności policji przed utworem „Close Your Eyes (And Count to Fuck)”. Myślę, że po takim koncercie każdy był zadowolony. Zarówno muzycy, jak i widownia zgromadzona pod sceną. Było to idealne zamknięcie jubileuszowej, X edycji OFF Festiwalu.