10 najlepszych seriali

Serial to forma przed którą raczej się bronię. Bronię się przed wciągnięciem w wir maniakalnego oglądania kolejnych odcinków. Poniżej lista seriali, którym uległem.

american-dad-50a7a9e432004

American Dad / Amerykański Tata (2005-obecnie)

Dlaczego warto?: To jeden z tych seriali, które potrafią rozśmieszyć do bólu (autentycznie!). Tytułowy Amerykański Tata to typowy amerykański twardziel pracujący w CIA, głosujący na republikan, jeżdżący wielkim SUVem i chodzący w każdą niedziele do kościoła. Poza tym bohaterami są: nie grzesząca rozumem żona Francine  , ciotowaty syn Steve, córka hipiska, kosmita Roger oraz Niemiec Klaus zamieniony w rybę. Twórcy serialu jadą po bandzie naśmiewając się dosłownie z wszystkiego i to jest zdecydowanie największy plus tego serialu.

Minusy?: Sporo czerstwych żartów, zwłaszcza w wykonaniu łysego szefa CIA i ryby Klausa. Poza tym nie wiele ciekawego do całości wnosi Hayley.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Zdecydowanie kosmita Roger! Głównie przez tą postać umieściłem Amerykańskiego Tatę w moim zestawieniu. W każdym odcinku ma inne wcielenie, różnej płci. I za każdym razem jest wybitnie komiczny. Między innymi wciela się w grubą sekretarkę, której zadaniem jest być molestowaną seksualnie przez szefa, homoseksualnego partnera Ricky’ego Martina czy też producenta muzyki Disco.

fargoFargo (2014-obecnie)

Dlaczego warto?: Tegoroczna produkcja FX to wciągająca historia, która stanowi kontynuacje wydarzeń z filmu braci Coen z 1996 roku o tym samym tytule. „Fargo” to obraz przemiany Lester Nyygarda, który z frajerowatego sprzedawcy polis ubezpieczeniowych zamienia się w zimnego, bezdusznego, cwanego człowieka sukcesu. Serial ma klimat, idealnie obrazuje zimową scenerie małej amerykańskiej miejscowości. Postacie są świetnie napisane. W żadnym serialu nie widziałem tylu ludzko, głupich postaci.

Minusy?: Wątek Stavrosa Milosa, właściciela lokalnej sieci sklepów był nieco naciągany.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Lorne Malvo, czyli zabójca idealny. Mocno charyzmatyczna postać. Malvo to przebiegły drań, jednak ma w sobie to coś co sprawia, że mu kibicujemy.

married-with-childrenMarried with Children / Świat Według Bundych (1987-1997)

Dlaczego warto? Bo to najlepszy sitcom jaki powstał kiedykolwiek. Historia Bundych w pewnym sensie jest ikoną gatunku seriali komediowych. Główną postacią serialu jest sprzedawca butów Al Bundy, który nienawidzi swojego życia. Męczy go żona zakupoholiczka Peggy, syn Bad (kujon prawiczek), córka Kelly (blondynka idiotka) oraz sąsiedzi Marcy i Steve. Z biegiem odcinków Steve’a zastępuje Jefferson, który będzie stanowił pewnego rodzaju sojusznika Ala. W każdym odcinku głowa rodziny Bundych przeżywa wzloty i upadki z naciskiem na to drugie. A jakieś 70% odcinków śmiało można nazwać legendarnymi. W pamięci szczególnie zapadł mi epizod w którym Al z uporem maniaka próbował znaleźć tytuł starej piosenki, którą usłyszał w radiu.

Minusy?: Pierwszy sezon jest kinem familijnym, ostatni sezon to brak pomysłów i autoparodia.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Al Bundy oczywiście. To wokół niego kręci się cały serial. Bundy to nieudacznik życiowy. Żyje czasami liceum, kiedy to jako zawodnik lokalnej drużyny zdobył 3 przyłożenia w jednym meczu. Pracuje w sklepie obuwniczym, nienawidzi grubych kobiet, śmierdzą mu stopy i jeździ starym Dodgem. Najlepszy w nim jest jednak ten jego wymowny wyraz twarzy.

bundy

simpsons_961x421The Simpsons / Simpsonowie (1989-obecnie)

Dlaczego warto? Matt Groening stworzył najzabawniejszy serial animowany w dziejach. Simpsonowie są nadawani w stacji FOX od 1989 roku! Wiem, że są seriale dłużej emitowane jednak Simpsonowie trzymają poziom od pierwszej emisji. Co więcej odcinki zaczynają się za każdym razem różniącym się od siebie intro. Ponadto w każdym sezonie wyświetlane są specjalne wydania na halloween. Na plus należy także odznaczyć bogatą ilość znanych gości (David Duchovny, Metallica, wszyscy Beatlesi, Ronaldo itd.) Największą zaletą serialu jest jednak mnogość postaci, które tworzą szerokie spectrum osobowości.

Minusy? Ciężko czegokolwiek się doczepić. Może jedynie tego, że to bardzo dużo materiału do obejrzenia dla kogoś chcącego zobaczyć ten serial.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Poza Homerem oczywiście to będzie to zdecydowanie Barney Gumble. Kolega Homera, który wiecznie przesiaduje w barze u Moe i wiecznie ma w ręku kufel piwa. Ciągle beka, ciągle zalany, ciągle śmieszny!

sopranosThe Sopranos / Rodzina Soprano (1999-2007)

Dlaczego warto? Wyobraźcie sobie, że wszystkie najlepsze filmy gangsterskie takie jak „Ojciec Chrzestny„, „Chłopaki z Ferajny” czy „Gotti” zostały rozciągnięte do formatu serialu. Tym właśnie jest Rodzina Soprano. Brzmi to banalnie, ale uwierzcie, że takie nie jest. Przygody mafii Tony’ego Soprano to jak przystało na produkcję HBO rozciągnięta, wielowątkowa historia. Obok typowych gangsterskich elementów, pojawiają się problemy natury rodzinnej. Do historii przeszły tajemnicze sny Tony’ego, które zostały zainspirowane serialem „Twin Peaks„. Jeżeli nie macie czasu na cały serial, to polecam zobaczyć odcinki w których pokazane są sceny z sennych marzeń Pana Soprano w którego wcielił się fenomenalny, nieżyjący już James Gandolfini.

Minusy? kilka nieciekawych wątków, mało interesujących postaci i tocząca się w tempie ślimaka akcja z pierwszego sezonu.

Najlepsza scena: https://www.youtube.com/watch?v=f7vBbEG0zH0

Ulubiona postać: Tony Soprano. Jest to najbardziej rozbudowana postać całego serialu, wokół, którego kręci się cały ciąg wydarzeń. Tony to fan drogich cygar, kolorowych koszul, alkoholu, hazardu i pięknych kobiet. Jest człowiekiem, który bierze wszystko to co chce. Jednak pod maską twardego gangstera, kryje się człowiek, który ma problemy. Dużą rolę w serialu pełnią jego rozmowy z psychologiem dr Melfi.

true detectiveTrue Detective / Detektyw (2014-obecnie)

Dlaczego warto? „Detektyw” obok „Fargo” to najlepsza serialowa produkcja zeszłego roku, jak nie kilku ostatnich lat. Co w nim jest wyjątkowego? Przede wszystkim znakomita kreacja Matthew McConaughey’a, który wcielił się w postać detektywa-filozofa. Oczywiście na nie mniejsze brawa zasługuje Woody Harrelson za rolę partnera Harta. W „Detektywie” poczujemy kapitalny klimat Luizjany lat 90 oraz doświadczymy wciągającej, mrocznej historii. Akcja toczy się szybko, dzięki czemu serial sam się ogląda. Co więcej? Sporo tu symboliki, która pozytywnie wpływa na odbiór całości.

Minusy? No trochę zakończenie rozczarowuje, poza tym serial jest bezbłędny. Zresztą zobaczcie poniższą scenę nakręconą JEDNYM ujęciem. Majstersztyk.

Najlepsza scena: https://www.youtube.com/watch?v=s_HuFuKiq8U

Ulubiona postać: No oczywiście, że Rust Cohle. Postać ta ukazana jest dwutorowo. Jako inteligenty, dociekliwy detektyw rozpracowujący sprawę morderstwa oraz jako zapuszczony barman zeznający w sprawie powiązanej z tą, nad którą miał przyjemność pracować. Cohle miał dość ciekawe spostrzeżenia filozoficzne, które nie podobały się jego partnerowi. Jest to postać dość skomplikowana, o ciekawej historii, która w gruncie rzeczy chce dobrze. Grający go Matthew McConaughey wzniósł się tutaj na wyżyny aktorskiego rzemiosła.

twin-peaks-e1391374613948Twin Peaks / Miasteczko Twin Peaks (1990-1991)

Dlaczego wato? Twin Peaks to idealne połączenie mainstreamu z kulturą alternatywną. Pokręcone pomysły Davida Lyncha łączą się tutaj z serialową formą. W serialu tym znajdziemy specyficzny, mroczny klimat, ciekawa zagadkę morderstwa Laury Palmer, którą swego czasu żyła Ameryka, świetną muzykę Badalamentiego oraz szeroki zakres dobrze napisanych postaci. Wielu ludzi nie zrozumiało geniuszu tego serialu, jednak do tej pory Twin Peaks uznawany jest za klasyk. Dlatego też wiele emocji wywołała wiadomość o powstaniu nowego sezonu Miasteczka Twin Peaks.

Minusy? Drugi sezon momentami nie wiedział w którą stronę ma podążać. Chwilami miałem wrażenie, że starano się już go dokręcić do końca i zakończyć.

Najlepsza scena: https://www.youtube.com/watch?v=ww-88rwt4ms

Ulubiona postać: Agent FBI Albert Rosenfield. Jego złośliwe, aczkolwiek celne uwagi rozbrajały na łopatki. Każde jego pojawienie się na ekranie wzbudzało u mnie uśmiech od ucha do ucha. Ogólnie cały zestaw agentów Federalnego Biura Śledczego to niezła ekipa. Specyficzny agent Cooper, niedosłyszący Gordon Cole (w tej roli David Lynch!) oraz Denise Bryson (David Duchnovny grający kobietę!) to mocna strona serialu.

the-walking-dead-sezon-5-the-walking-deadThe Walking Dead / Żywe Trupy (2010-obecnie)

Dlaczego warto? Bo The Walking Dead to kapitalna pozycja dla wszystkich fanów horrorów oraz filmów post apokaliptycznych. Jest sporo emocji, napięcia, krwi oraz efektów gore. Jednak to nie wszystko, twórcy serialu starają się pokazać wydarzenia przez pewien pryzmat filozoficzno-psychologiczny. Dlatego napotkamy tutaj sporo dylematów natury moralnej oraz rozmów typu „jak żyć?”. Największym jednak plusem serialu jest wiarygodne przedstawienie świata opanowanego przez plagę zombie. Nie ma tutaj superbohaterów, Rick oraz jego wierna kompania zmaga się z podstawowym problemem poszukiwania pożywienia, wody oraz schronienia. The Walking Dead jest obrazem poszukiwania swojego miejsca a zarazem dostarczycielem wielu emocji. To serial drogi w którym znajdziemy zarówno wartką akcję (bohaterowie walczą nie tylko z „walkersami”) jak i czas na pewne przemyślenia.

Minusy? Niestety nie da się ukryć, że każdy kolejny sezon staje się coraz bardziej nudniejszy. Odcinki nie są sobie równie, a akcja toczy się przemiennym tempem. Dla kogoś, kto lubi jazdę bez trzymanki nie jest to dobra opcja.

Najlepsza scena: W sumie to nie ma takiej jednej sceny. Było sporo mocnych obrazków i ciekawych przemówień, jednak bez faworyta.

Ulubiona postać: Daryl Dixon jest typem kolesia przy którym chciałbym być w przypadku końca świata. Koleś jest ogarnięty, zapewnia pożywienie polując, strzela z kuszy (niewyczerpalna broń), mistrz survivalu a w dodatku poczciwy z niego przyjaciel. Podejrzewam, że serial zakończy się wraz z jego śmiercią.

the wireThe Wire / Prawo Ulicy (2002-2008).

Dlaczego warto? Prawo Ulicy to trudny serial. Unika mainstremowych chwytów, przerysowanych bohaterów i ciągłej, wartkiej akcji. Ten serial to obraz życia miasta Baltimore, prawdziwego życia. W każdym z 5 sezonów pokazany z nieco odmiennej perspektywy. Ukazując prawdziwe problemy, historie, które się zdarzyły. Postacie są ciekawe, dobrze napisane. Ponadto całość została okraszona dobrą muzyką. To chyba jedyny serial, który został porównany do dokonań Dostojewskiego i Dickensa, i nie jest to porównanie na wyrost.

Minusy? No cóż, akcja czasami ciągnie się bardzo pooooowoli. Poza tym, serial momentami wydawał się przegadany. No i szczerze powiedziawszy w pierwszych sezonach mocno mnie irytowała główna postać grana przez Dominica Westa.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Mam dwa typy reprezentujące dwa przeciwległe światy. Wśród reprezentantów policji będzie to Bunky Bunk. Detektyw William Moreland to postać komiczna, nie stroniąca od żartów i alkoholu. Jednak często pokazywał swój profesjonalizm do pracy oraz ludzkie podejście do problemów. Trudno go nie lubić. Jeżeli chodzi o gangsterów to Omar, czyli człowiek legenda. Boją się go inni dilerzy, uchodzi za niezniszczalnego i ma dość ciekawą filozofię. Do tej pory mam przed oczami scenę podczas, której zeznawał w kapitalny sposób w sądzie.

mulder-scullyThe X Files / Z Archwium X (1993-2002)

Dlaczego warto? Z dzieciństwa pamiętam, że serial ten budził poczucie lęku głównie z powodu mrocznego motywu muzycznego Marka Snowa. Jednak nie chodzi o sentyment. Przygody Muldera i Scully to fenomenalny serial, który do około siódmego sezon trzymał mocno poziom. Co więcej, do pewnego momentu z sezonu na sezon był coraz lepszy. Część odcinków to oddzielne historie w których pojawiały się zagadki nawiązujące do klasyki kina grozy. Spoglądając na serial znajdziemy tutaj odniesienia do takich tytułów jak „Frankenstein„, „Coś„, „Ludzie-koty„, „Golem„, „Dziwolągi” oraz wielu, wielu innych klasyków. Pozostałe epizody poruszają główny wątek serialu dotyczący teorii spiskowych. Odcinki mają świetny klimat, przez co nie raz można poczuć gęsią skórkę oraz nie jednokrotnie potrafią rozbawić hasłami agenta Foxa Muldera.

Minusy? Ostatni sezon bez Muldera i Scully to jednak, nie to. Ogólnie, gdy zabrakło Davida Duchovnego serial stracił sens.

Najlepsza scena: https://www.youtube.com/watch?v=s0jHlOQVP8Q&feature=player_detailpage#t=101

Ulubiona postać: Oczywista, oczywistość. Agent Fox Mulder. Już wtedy pewne elementy znane z „Californication” David Duchovny przekradał do postaci Muldera. Z jednej strony fanatyk teorii spiskowych, pracoholik i rozżalony stratą siostry człowiek. Z drugiej natomiast wyluzowany gość, fan sportu, entuzjasta dobrej muzyki, kobiecy amant (nie pokazał tego w pełni), który obejrzał 42 razy najgorszy film w dziejach „Plan 9 z kosmosu”.

Z grubej rury: Podsumowanie roku 2014

taylor-swift-dancing-3Rok 2014, jak każdy poprzedni rok chciałem zwieńczyć notką zawierającą krótkie recenzje płyt pominiętych acz wartych odnotowania. Jednak szkoda mi było klawiatury i palców na stukanie na temat krążków, które ponownie będę prześwietlał przy okazji podsumowania. Stąd pomysł na zręczne przejście do notki podsumowującej. Rok 2014 był dla mnie rokiem złym. Niechętnie do niego wracam, dlatego też standardowe rozwlekłe podsumowanie chce zawęzić do jednej notki. Nie będzie wydarzeń, teledysków, list gości oraz podsumowania polskiej muzyki. Pojawi się klasyczna lista płyt i singli. Wszystko to znajdziecie poniżej.

TOP 10 Płyt roku 2014:

Swans_To_Be_Kind10. Swans – To Be Kind. Szczerze powiedziawszy nowe albumy Swans podobają mi się bardziej niż te stare. A „To Be Kind” uważam za ich opus magnum. Płyta trudna, rozciągnięta i mocna. Posiada jednak to „coś” co karze mi słuchać tych rozciągniętych do granic możliwości gitarowych riffów. Dobra pozycja na surrealistyczne podróże pociągiem.

luminous9. The Horrors – Luminous. Przy okazji recenzowania tej płyty wspominałem o postępie jakim dokonała grupa The Horrors. Progres w przypadku tego krążka to słowo klucz. Czuć go zwłaszcza za sprawą zgrabnego przemycania motywów z lat 70 i 80 do współczesnego podejścia do muzyki gitarowej. Jest trans, psychodelia i melodyjność w jednym. Muzyka tego zespołu wciąż ewoluuje, a horrorsi idą w dobrym kierunku.

lp1 fka8. FKA Twigs – LP1. Najlepsza zeszłoroczna płyta z pogranicza popu i r’n’b. Osiągnięcie duże, tym bardziej, że reszta stawki nie była taka słaba (Tinashe, Liz). Pani Tahliah Debrett Barnett wyprzedziła wszystkich ze względu na emocje zawarte na swoim albumie. Intymne teksty łączą się tutaj z warstwą muzyczną cofającą nas w lata 90.

here-and-nowhere-else7. Cloud Nothings – Here And Nowhere Else. Już ich debiutanckie „Attack On Memory” mnie zachwyciło. Przed wydaniem zeszłorocznego albumu miałem lekkie obawy, gdyż myślałem, że spuszczą z tonu i dopadnie ich syndrom drugiej płyty. Na szczęście Baldi udowodnił, że nadal potrafi pisać dobre piosenki a zespół z Cleveland dalej umiejętnie łączy indie rocka z mocniejszym, punkowym brzmieniem.

spoon6. Spoon – They Want My Soul. Jeżeli chodzi o grupę Spoon to prawdziwa jest teza, że tylko co drugi album im wychodzi. Tym razem na plus wypadło zeszłoroczne „They Want My Soul„, które uraczyło mnie dobrym, przyjemnym i nieco przebojowym brzmieniem. Dobra muzyka na okres wakacyjno – jesienny.

the war on drugs lost in the dream5. The War on Drugs – Lost In The Dream. Lubię takie amerykańskie, gitarowe granie. Podczas pisania recenzji odwoływałem się do takich artystów jak Bruce Springsteen, Bob Dylan czy też Destroyer. „Lost In The Dream” podoba mi się z trzech prostych powodów. Po pierwsze ma wciągający, narkotyczny klimat. Po drugie usłyszymy na nim szeroki wachlarz inspiracji wpisujących się w moje gusta. I po trzecie nie jest to płyta na jeden raz, mimo, że momentami może się dłużyć.

RunTheJewelsRTJ24. Run The Jewels – Run The Jewels 2. Według wielu najlepszy album roku, jednak moim zdaniem przed wcześnie ogłoszony tym mianem. „RTJ2” to album przede wszystkim równy, mocny (teksty!) i mający wiele do zaoferowania. El-P ponownie stworzył dobre beaty a Killer Mike zadbał o to by historie na płycie nie nudziły. Czekam na kocią wersję.

salad days3. Mac DeMarco – Salad Days. Nieco zabawny a przede wszystkim pretensjonalny Marc DeMarco wydał w tym roku nie dość, że najlepszy album z pogranicza lo-fi i indie rocka to najprzyjemniej słuchający się materiał. „Salad Days” mówiąc potocznie samo „wchodzi”. Utwory są lekkie, przyjemne, wpadające w ucho. Jednak nie ma w tym typowej dla muzyki letniej banalności bo wszystko jest całkiem serio. Nie jestem fanem stylówy DeMarco (nie kupiłbym na aukcji jego dziurawych butów), ale jego muzyka całkiem mnie zahipnotyzowała.

problem2. PRO8L3M – Art Brut. O PRO8L3Mie napisano już chyba wszystko. Ja swoje trzy grosze rzuciłem w październiku. Jak dla mnie jest to polski album roku. „Art Brut” to przede wszystkim fenomenalne podkłady składające się z mniej lub bardziej znanych polskich przebojów z lat 70 i 80, autentyczne, osiedlowe historie opowiedziane zachrypniętym głosem rapera Oskara oraz wstawki dialogów z klasycznych polskich filmów („Sztos„, „Wielki Szu„). Mixtape ten to materiał wciągający i łączący interesy młokosów słuchających blokerskich rap płyt z wszystkimi odmianami współczesnych hipsterów. Podobno na nowy rok ma wyjść długogrający album PRO8L3M, czekam!

"Black Messiah"1. D’Angelo and The Vanguard – Black Messiah. Michael Eugene Archer wydając swój nowy album w połowie grudnia pokazał środkowy palec wszystkim frajerom robiącym muzyczne podsumowania już w listopadzie. Ludzie, ogarnijcie się. Rok kończy się 31 grudnia, a święta Bożego Narodzenia są w grudniu a nie na przełomie października i listopada. Wróćmy jednak do płyty numer 1. Po 14 latach !!! przerwy D’Angelo udowodnił, że dalej trzyma formę. „Black Messiah” to album może nie kompletny pod każdym względem, ale najlepszy jaki miałem okazję usłyszeć w zeszłym roku. Krążek ten już w momencie swojej premiery stał się klasykiem. D’Angelo momentami przybiera maskę Prince’a, słyszymy sporo gitar, chwilami przypomina to utwory The Roots. Nie jest to muzyka łatwa w odbiorze, ale mająca wiele smacznych detali, które połączone w całość dają wyśmienity rezultat.

TOP 10 Singli 2014:

zastary-kes10. ZaStary – Kęs. Za sprawą tego kawałka z niecierpliwością czekam na coś więcej od Jakuby Sikory, wokalisty Crab Invasion. „Kęs” to ciekawe połączenie lo-fi z elementami chillwave’u, czyli gatunków, które zawsze będą na propsie. Czuć sporo świeżości w tym kawałku i to jest jego największą zaletą.

Posłuchaj

againstthemooniceage9. Iceage – Against The Moon. Duńczycy porzucili w pewnym sensie nihilistyczny punk rock i zaczęli grać muzykę bardziej melodyjną i łagodną. To spore wyzwanie. Z własnego muzycznego doświadczenia wiem, że łatwiej jest nagrać hałaśliwą, szybką rockową piosenkę aniżeli wolniejszy utwór oparty na melodii. Im się to udało a wisienką na „Plowing Into the Field of Love” jest omawiany indeks numer 10. „Against The Moon” swoją strukturą i brzmieniem mocno mi przypomina The Field z ich ostatniej płyty, a chyba nie muszę powtarzać, że to genialna muzyka była.

Posłuchaj

cloudnothingsimnotpartofme8. Cloud Nothings – I’m Not Part Of Me. Dylan Baldi w tym roku dorósł do miana naczelnego kompozytora indie szlagierów. „I’m Not Part Of Me” za sprawą fajnego tekstu i warstwy muzycznej z pazurem jest właśnie tego dobrym przykładem. Za sprawą Cloud Nothings dalej wierzę w muzykę gitarową.

Posłuchaj

caribou cant do without you7. Caribou – Can’t Do Without You. Dan Snaith na każdym swoim albumie udowadnia, że posiada wysokie zdolności kompozycyjne. Płyty spod jego ręki przeważnie nie są równe, ale na każdej znajdzie się perełka. Na zeszłorocznym „Our Love” taką perełką jest „Can’t Do Without You„, które uwodzi niezwykłymi synthami.

Posłuchaj

macd_pass6. Mac DeMarco – Passing Out Pieces. Piosenka ta świetnie udowadnia dziwaczność Pepperoni Playboya – zobaczcie teledysk! Pod względem lirycznym zgrabnie ułożona kompozycja. Natomiast warstwa muzyczna to K-A-P-I-T-A-L-N-Y główny motyw. Oczywiście na „Salad Days” jest więcej tego typu perełek, tą jednak wyróżniłem ze względu na to, że w pełni wyraża osobowość Kanadyjczyka.

Posłuchaj

john and mary todd terje5. Todd Terje – Johnny And Mary (feat. Bryan Ferry). „Johnny And Mary” w wykonaniu duetu Todd Terje – Bryan Ferry to jeden z tych coverów, który brzmi lepiej od oryginału. Utwór jest nastrojowy, melancholijny i łapiący za serce. Trochę mało pasuje do „It’s Album Time” Szweda i też nie jest najlepszym utworem na płycie. No, ale zachwycać się Inspektorem Norsem na przełomie 2014\2015 jest bez sensowene, zwłaszcza, że utwór ten śmiga już od jakiś trzech lat.

Posłuchaj

SOHN-Artifice4. SOHN – Artifice. Christopher Taylor w poszukiwaniu spokoju zaszył się w Wiedniu, gdzie nagrywa swoje spokojne ballady. Jednak utwór „Artifice” udowadnia, że w Angliku pozostało jeszcze trochę z tanecznego, głośnego Londynu.

Posłuchaj

Tinashe-2-On-608x6083. Tinashe feat. SchoolBoy Q – 2 On. Tinashe to jedno z odkryć roku. Współpracują z nią popularni w ostatnim czasie raperzy, występuje w znanych programach telewizyjnych, podkochują się w niej recenzenci, uwielbiają fani. „Aquarius” to dobra płyta, jednak mająca parę „ale”. Co do singla „2 On” takich wątpliwości już nie mam.

Posłuchaj

Taylor-Swift-Shake-It-Off2. Taylor Swift – Shake It Off. Mówcie co chcecie, ale „Shake It Off” jest dla mnie esencją nośnego, popowego i przyjemnego w odbiorze singla. Taka Taylor Swift całkowicie mi pasuje, szkoda tylko, że całe „1989” nie jest tak dobre jak ten utwór.

Posłuchaj

Kendrick-Lamar-i1. Kendrick Lamar – I. Na początku byłem w szoku. To jest nowy Kendrick? Nie może być. Jednak z czasem (dość krótkim), odkryłem, że to jest to! Nowa odsłona rapera całkowicie zaskakuje i całkowicie jest dobra. Nagrywanie drugiej części „good kid, MAD City” czy też podobnego koncept albumu minęłoby się z celem. Lamar postanowił pójść dalej, co udowadnia radiowym, gitarowym „I„. Ciekaw jestem jak będzie wyglądał jego nowy longplay. Póki co mocny props i numer jeden na mojej liście.

Posłuchaj

10 Najlepszych Piosenek Zespołu Muchy

MuchyW dniu dzisiejszym poznańskiemu zespołowi Muchy stuknęło 10 lat. Z tej okazji składam chłopakom najszczersze życzenia pomyślności i muzycznego dobrobytu. Jako, że bardzo lubię twórczość Michała Wiraszki i jego ekipy postanowiłem stworzyć okolicznościową listę 10 najlepszych tracków od muszek.

’93 (2010, Notoryczni Debiutanci). Najlepszy utwór z drugiego długogrającego krążka Much. Piosenka bazuje na świetnych syntezatorach przenoszących nas w lata 80 i klimaty pokroju Kombi. Na koniec dostajemy epicki śpiew chóralny, który wywołuje gęsią skórkę u największego twardziela.

Posłuchaj

Dzwonię (2005, Galanteria). Mój numer jeden z debiutanckiej demówki. Pamiętam, że strasznie żałowałem, że zespół nie postanowił wcisnąć tego utworu na „Terroromans„. Przecież jest tak zarąbisty i ten kapitalny refren „Nie nagram się, nie nagram się„. Coś pięknego.

Posłuchaj

Galanteria (2005, Galanteria). Wersja z dema tego utworu jakoś bardziej mi się podoba. Chociaż różnicy nie ma dużej. W ogóle lubię wracać do „Galanterii„. Przecież to najbardziej odkrywczy materiał nie tylko dla polskiego indie rocka, ale ogólnie indie rocka światowego. Utwór „Galanteria” to przykład jak w blisko cztery minuty odświeżyć gatunek, dla którego wydawać by się mogło nie ma ratunku.

Posłuchaj

Miasto Doznań (2007, Terroromans). Całkiem możliwe, że to mól ulubiony utwór poznaniaków. Aczkolwiek nie mogę tego potwierdzić w 100%. Czemu lubię ten kawałek? Po pierwsze za świetne synthy Maciejewskiego, legendarne wersy Wiraszki oraz świetne przejścia perkusji. I faktycznie, gdy utwór się kończy to wydaje się go mało.

Posłuchaj

Najważniejszy Dzień (2007, Terroromans). O rany, gdy w 2007 roku pojawił się ten utwór a ludzie z mojego rocznika świętowali osiemnastki to starałem się by na każdej imprezie urodzinowej poleciał „Najważniejszy dzień„. Jak stwierdził kiedyś Borys Dejnarowicz to piosenka o wszystkim i o niczym. Jednak bądźmy szczerzy, siła hymnów tego typu tkwi w jego prostocie.

Posłuchaj

Nie przeszkadzaj mi bo, tańczę (2012, Chcecicospowiedziec). Gdy po odejściu z zespołu Piotra Maciejewskiego wydawało się, że to będzie koniec Much pojawił się ten kawałek. Po jego wysłuchaniu odetchnąłem z ulgą, gdyż zespół wciąż brzmiał dobrze i co najważniejsze świeżo. Pozytywna energia pozostała ta sama.

Posłuchaj

Nieprzytomna z Bólu (2005, Tribute to Partia). „Nieprzytomna z Bólu” to jeden z tych coverów, który brzmi lepiej od oryginału. Zaczyna się klimatyczną gitarą by nabrać sił wraz z partią basową. Całość brzmi dość surowo, jednak i tak uwielbiam ten kawałek. Wiecie, że to pierwsza nagrana w studiu piosenka Much?

Posłuchaj

Przesilenie (2010, Notoryczni Debiutanci). Na początku było trochę hejtu i haseł typu: „co mnie obchodzą nowe Muchy”. I wiecie co, z perspektywy czasu uważam, że to gówno prawda. Lubię wracać do „Notorycznych Debiutanów” a „Przesilenie” to kapitalny kawałek, idealny na ciepłe dni. W 2010 wraz z nadejściem wiosny nie nuciłem, żadnej innej piosenki i za każdym razem szedłem na Plac Wolności, mimo, że moim mieście takowego nie ma…

Posłuchaj

Wróżby (2012, Chcecicospowiedziec). Trzecia płyta Much została przyjęta dość umiarkowanie. Jednak znalazło się na tym materiale sporo dobrych dźwięków takich jak chociażby „Wróżby„. Mroczne, depresyjne synthy połączone z świetnym tekstem Michała Wiraszki dały rewelacyjny efekt. Umarł Romeo, Niech żyje Romeo.

Posłuchaj

Zapach Wrzątku (2007, Terroromans). Esencja Much. Miejski fitness, duża vódka i wszystkie słowa na „m”. Oj zasłuchiwało się w liceum i zasłuchuje się dalej. Utwór składa się z dwóch części. Pierwsza kipie energią i gitarowymi riffami. Druga jest bardzie relaksacyjna i zaprasza nas do tańca w parach.

Posłuchaj