Świąteczna lista przebojów vol. 4

xmasO zbliżających się świętach przypominają nam centra handlowe od listopada, natomiast radiostacje od paru dni z natężoną siłą serwują nam ten sam zestaw świątecznych szlagrów. Dlatego też postanowiłem stworzyć po raz czwarty własną playlistę z piosenkami świątecznymi, których raczej nie usłyszycie w radiu i telewizji. Miłego słuchania przy kominku i choince.

Kanye West – Christmas in Harlem. W Harlemie też świętują Boże Narodzenie! A Jak! Oprócz Kanye Westa o choince nawija całkiem spora grupka w której znajdują się: Pusha T, Big Sean, Cyhi The Prince oraz Camron. Beat produkcji Hit-Boya może nie porywa, jednak jak na świąteczną rap pieśń pasuje. Wracając jeszcze na chwilę do samego Pana Westa to warto nadmienić, że nie ma tutaj ani grama samolubstwa! Jest przesłodko.

Tom Waits – Christmas Card Form A Hooker In Minneapolis. Tom Waits postanowił w swojej świątecznej piosence opowiedzieć jedną z tych historii, których raczej nie opowiada się w wigilię przy kominku. Pewna niewiasta lekkich obyczajów piszę list do Charleya. Zaczyna od przyznania się, że zaszła w ciąże. Ojca nie zna, ale postanowiła zerwać z alkoholem i narkotykami. Poznała kogoś, jednakże Mario wylądował za kratami. Dziewczyna wraca do Minneapolis i zaprasza Charleya na walentynki. Historia ponura, ale z małym promykiem słońca. W końcu święta.

Run The Jewels – The Christmas Fuckin Miracle. Ostatnia piosenka z rewelacyjnego „Run The Jewels” z typowymi świątecznymi piosenkami ma nie wiele. Co prawda pojawiają się dzwonki a w samym tytule jest pieprzony świąteczny cud jednak zarówno El-P jak i Killer Mike nie skupiają się w swoich wersach na choince i prezentach. Jest to opowieść o tym jak się nie sprzedać, zarówno w życiu jak i muzyce.

Sufjan Stevens – Christmas Unicorn. Sufjan Stevens to specjalista w dziedzinie świątecznych piosenek i kolęd. Na koncie ma 10 albumów z świątecznymi piosenkami. Na ostatniej z nich znajduje się ponad 12 minutowy „Christmas Unicorn„, który rozkręca się z minuty na minutę. Ponadto wsłuchując się w ten epicki utwór usłyszymy legendarny hit Joy Division „Love Will Tear Us Apart„. Z całą pewnością jedna z jego najlepszych kolęd.

Death Cab for Cutie – Christmas (Baby Please Come Home). Zespół Bena Gibbarda wziął na swój warsztat piosenkę Darlene Love z 1963 roku i dał radę. Bardziej smutniejsza wersja „Christmas (Baby Please Come Home)” zachwyca tak samo jak mocny, potężny oryginał w wykonaniu pani Love.

Eazy-E – Merry Muthafuckin Christmas. Kolęda w wykonaniu członka N.W.A. zaczyna się od zabawnej historii do łóżka o Eazy-E i Świętach w Compton. Dowiadujemy się z niej między innymi tego, że raper w wieku trzech lat pił whiskey. Na początku Eazy-E nawija do dobrze znanej melodii Jingle Bells, jednak z czasem wchodzi typowy hip-hopowy beat z lat 90 z charakterystycznym trzaskiem. Całość jest wulgarna i typowa dla rapu najniebezpieczniejszej dzielnicy świata. Zaleca się traktowanie z przymrużeniem oka.

XTC – Thanks for Christmas. Anglicy z XTC nagrali typową świąteczną piosenkę z dzwoneczkami i trąbkami w tle i tekstem zawierającym nadzieje, szczęście, śnieg, przyjaźń, Świętego Mikołaja itd. Niby banalnie, ale jak pięknie to brzmi. Absolutny klasyk muzyki świątecznej, kóry niestety przez radiostacje został zapomniany.

 

10 koncertów OFF’a, których nie wolno przegapić

Znudziła mi się formuła „off’owych propozycji” dlatego też postanowiłem stworzyć jeden post, który będzie zawierał całą esencję zbliżającego się dużymi krokami off’a w postaci 10 zespołów, których po prostu NIE MOŻNA przegapić. Kolejność alfabetyczna. Zapraszam do lektury i czekam na wasze opinie.

autre-ne-veutSkąd pochodzi? Brooklyn (Stany Zjednoczone)

Z kim mamy do czynienia? Z Arthurem Ashinem, zapaleńcem, który kursuje pomiędzy muzyką r’n’b a popem. I całkiem dobrze mu to idzie!

Lektura obowiązkowa: Autre Ne Veut ma na koncie dwa albumy: „Autre Ne Veut” z 2010 i tegoroczny „Anxiety”. Obydwa należąłoby przesłuchać z wskazaniem na ten ostatni, który jest po prostu fenomenalnym dowodem na to, że muzyka r’n’b przeżywa swój renesans.

Odnośniki: allmusic.com soundcloud

cloudnothingsSkąd pochodzą? Cleveland (Stany Zjednoczone)

Z kim mamy do czynienia? Z indie rockową formacją założoną przez Dylana Baldi’ego. Zespól istnieje od 2009 roku. Słynie z energicznego, żywiołowego grania. Nikt z członków załogi się nie opieprza, zwłaszcza perkusista. Indie rock to jedynie przykrywka, w ich muzyce słychać sporo noisowego, brudnego rzempolenia wymieszanego z przyjemnym lo-fi. Jeżeli chcecie się wyskakać i wykrzyczeć na koncercie to musicie być pod sceną główną pierwszego dnia festiwalu.

Lektura obowiązkowa: Do tej pory wydali trzy, równe albumy, ale to zdecydowanie dzięki ostatniemu „Attack On Memory” się wybili na szerokie wody.

Odnośniki: allmusic.com soundcloud

deerhunterSkąd pochodzą? Atlanta (Stany Zjednoczone)

Z kim mamy do czynienia? Z indie rockowym bandem, którego mózgiem i sercem jest Bradford Cox. Lider grupy słynie ze swojej zawziętości do tworzenia cholernie dobrych utworów. Nie ważne czy nagrywa je sam jako Atlas Sound czy też ze swoim zespołem. Możemy się spodziewać ciekawego show obfitego w elegancko zapakowane piosenki.

Lektura obowiązkowa: Należałoby się skupić na tegorocznym albumie „Monomonia”, jednakże warto także sprawdzić „Halycon Digest” i „Micorcastle”.

Odnośniki: allmusic.com

Godspeed You Black EmperorSkąd pochodzą? Montreal (Kanada)

Z kim mamy do czynienia? Z legendą post-rocka. Okres ich największej aktywności to lata 1998-2002. W 2010 roku powrócili po prawie 7 latach ciszy a w zeszłym roku wydali czwarty longplay. Możemy się spodziewać widowiska bogatego w brzmienie. Najkrótsza ich piosenka ma trochę ponad 6 minut, także można się spodziewać, że zagrają 4-5 utworów, które zmienią nasze życie.

Lektura obowiązkowa: „Lift Your Skinny Fists Like Antennas to Heaven” a także zeszłoroczny „Allelujah! Don’t Bend Ascend”.

Odnośniki: allmusic.com soundcloud

mikalcroninSkąd pochodzi? Laguna Beach (Stany Zjednoczone)

Z kim mamy do czynienia? Z basistą Ty Segall, który poza działalnością solową może pochwalić się aktywnością w takich zespołach jak: Okie Dokie, Epsilons, Party Fowl oraz Moonhearts. Jak widać całkowicie poświęcony muzyce. Cronin jest reprezentantem zachodniego wybrzeża, dlatego możemy się spodziewać słonecznego garage rocka, który wraz z odpowiednią,gorącą pogodą doda offowi kalifornijskiego klimatu.

Lektura obowiązkowa: „MCII”

Odnośniki: allmusic.com

molestaSkąd pochodzą? Warszawa (Polska)

Z kim mamy do czynienia? Z Vieniem, Włodim i Pelsonem. To oni obecnie tworzą Molestę, aczkolwiek można przypuszczać, że w Katowicach pojawią się w szerszym składzie. Molesta to legenda polskiego hip-hopu, która ma na koncie wiele dobrych rapalbumów. Jednak na offie zaprezentują tylko jeden z nich, debiutancki „Skandal” z 1998. Z całkowitą pewnością nieźle się nastukamy.

Lektura obowiązkowa: W tym przypadku tylko i wyłącznie „Skandal”.

Odnośniki: allmusic.com youtube

mbvSkąd pochodzą? Dublin (Irlandia)

Z kim mamy do czynienia? Z twórcami Shoegaze. My Bloody Valentine to jeden z najważniejszych zespołów w dziejach muzyki nie tylko alternatywnej. Ich zasługi są nie do przecenienia. Mistrzowie w tworzeniu tzw. ściany dźwięku. W tym roku po ponad 20 latach przerwy wrócili z nowym LP. Idealna okazja by zaprezentować się na offie. Zdecydowanie najmocniejszy punkt line-up’u.

Lektura obowiązkowa: Wszystko

Odnośniki: allmusic.com soundcloud

mykkiblancoSkąd pochodzi? Nowy Jork (Stany Zjednoczone)

Z kim mamy do czynienia? Z raperem transwestytą. Nie stroni od kontrowersyjnych stroi, zachowań czy też make-up’ów. Jednakże muzycznie się broni, gdyż jest jednym z najzdolniejszych raperów w ostatnim czasie. Możemy się spodziewać wielu nietypowych scen oraz świetnej rapowej zabawy. Minusem tego wszystkiego jest to, że gra w tym samym czasie co MBV…

Lektura obowiązkowa: No cóż nie ma tego wiele, ale powinniście znać mixtape o wymownej nazwie „Cosmic Angel: The illuminati Prince/ssa”

Odnośniki: allmusic.com soundcloud

smashingpumpkinsSkąd pochodzą? Chicago (Stany Zjednoczone)

Z kim mamy do czynienia? Z legendą lat 90. The Smashing Pumpkins to jeden z najciekawszych przedstawicieli nurtu z pogranicza pop-rocka. Postacią wiodącą w zespole jest wokalista Billy Corgan, którego teksty zmuszają do refleksji. Wyspecjalizowali się w graniu psychodelicznych ballad rockowych, które silnie oddziałują na psychikę. Headliner dużego formatu, można spodziewać się tłoku pod sceną.

Lektura obowiązkowa: Zdecydowanie trzy pierwsze LP i ostatnia „Oceania”, która jest na bardzo dobrym poziomie.

Odnośniki: allmusic.com soundcloud

zbigwodeckiSkąd pochodzą? Kraków (Polska)

Z kim mamy do czynienia? Z dwoma żywiołami. Z jednej strony legenda polskiej muzyki popowej – Zbigniew Wodecki. Znany z „Pszczólki Maja”, „Zacznij od Bacha„, „Chałupy welcome to„, niezliczonych występów na Festiwalu w Opolu oraz Tańca z gwiazdami. Z drugiej najdziwniejszy polski zespół, którego liderem jest Macio Moretti. Nie przesłuchałem ich żadnej płyty, ale na żywo są bardzo oryginalni. To połączenie już kiedyś zaistniało na antenie radia Trójki, jestem arcyciekawy jak będzie to wyglądało na off’owej głównej scenie.

Lektura obowiązkowa: W tym przypadku debiutancki album Wodeckiego z 1976 roku „Zbigniew Wodecki”.

Odnośniki: youtube

Ławka rezerwowych: Na koniec jeszcze kilka nazw bez rozpisywania się, które także warto zobaczyć.

AlunaGeorge, Austra, Blondes, Drekoty, Girls Against Boys, Gówno, Japandroids, Jens Lekman, Rebeka, Solange, The Pop Group, The Walkmen, Thee Oh Sees, Trupa Trupa, UL/KR oraz Woods.

Muzyczne podsumowanie roku 2012: Listy Gości

listy gosciListy Gości po raz pierwszy na łamach bloga pojawiły się rok temu. Wtedy mieliśmy okazję przejrzeć podsumowujące rankingi od Izy Lach, Michała Stambulskiego z Microexpressions oraz chłopaków z The Kurws. Tym razem swoje podsumowania zamieściło więcej rodzimych artystów. Zapraszam do lektury.

wiraszko

Michał Wiraszko – wokalista i lider zespołu Muchy

Ze względu na muzykę, postawę artystyczną, atmosferę, koncerty, przekaz, teksty, okładkę nerw lub polot w 2012 słuchałem tych właśnie płyt. Siedemnaście mgnień mijającego roku w porządku alfabetycznym.

Afrokolektyw – „Piosenki po polsku”
Bob Dylan – „Tempest”
Bat for Lashes – „The Haunted Man”
Beach House – „Bloom”
Bob Dylan – „Tempest”
Grizzly Bear – „Shields”
Hey – „Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan”
Paul Kalkbrenner – „Guten tag”
Kamp! – „Kamp!”
Kim Nowak – „Wilk”
Magnificent Muttley – „Magnificent Muttley”
Skubas – „Wilczełyko”
Smoke & Jackal – „EP1”
Tame Impala – „Lonerism”
Twin Shadow – „Confess”
Jessie Ware – „Devotion”
ZZ Top – „La Futura”

turnipfarm

Turnip Farm – Zespół z Wołowa/Bydgoszczy, twórcy jednej z lepszych indie rockowych płyt poprzedniego rocku „The Great Division”.

Marcin Lokś:

Ciężko mi wybrać 10 NAJLEPSZYCH płyt 2012 bo aż tyle nowości nie słucham, wydaje mi się że ten rok był dużo słabszy od poprzedniego jeśli chodzi o płyty.. Po prostu wymienię te płytki z ubiegłego roku, które goszczą często w moim sprzęcie ( kolejność raczej dowolna:):

– Dinosaur Jr. I Bet On Sky – komentarz zbyteczny…
– Godspeed You Black Emperor – Allelujah! Don’t Bend Ascend – drżyjcie narody!!!!
– V/A – Breaking Dawn Part. 2. Wampirza Saga przyzwyczaiła mnie do dobrych składanek, nie inaczej jest tym razem
– Calexico – Algiers, starzy wyjadacze nie składają broni
– Brad- United We Stand, patrz wyżej…
– Neil Young – Psychedelic Pills… bo tak by wypadało:)

+ sporo polskich fajnych rzeczy:
– Plum – Emergence – niezmierzone pokłady pomysłów – tym razem przekutych na bardziej melodyjne niż zwykle ostre hity
– Hard To Breathe – Grey Sky Above Our Eyes 7″Ep – jak czad to czad!
– Upside Down – Aperitif – po staremu, ale grają kali- punka najlepiej w kraju, fajne texty dla punków po 30-tce:)
– Peter J. Birch – When The Suns Rising… lokalnie a globalnie!

Tomala:

1. Converge ‚All We Love We Leave Behind’
2. Jessie Ware ‚Devotion’
3. GSYBE ‚Allelujah! Don’t Bend!Ascend!’
4. Bruce Springsteen ‚Wrecking Ball’
5. Jack White ‚Blunderbuss’

plum_nrd

Plum – rockowy band z Poznania stworzony przez braci Piekoszewskich. Twórcy zeszłorocznej płyty „Emergence”.

Rafał Piekoszewski:

  • Rocket Juice & the Moon
  • Fucked Up – Year Of The Tiger
  • My Best Fiend – In Ghostlike Fading
  • Spiritualized – Sweet Heart Sweet Light
  • Liars – WIXIW
  • The Mars Volta -¦ Noctourniquet
  • The Flaming Lips – The Flaming Lips and Heady Fwends
  • Dirty Projectors – Swing Lo Magellan
  • Can – The Lost Tapes Box Set
  • Flea – Helen Burns
  • Speech Debelle – Freedom Of Speech
  • Thee Oh Sees – Putrifiers II
  • Swans – The Seer
  • Tame Impala – Lonerism
  • Lightning Bolt – Oblivion Hunter
  • Sic Alps – Sic Alps
  • The Bad Plus- Made Possible
  • Flying Lotus – Until The Quiet Comes
  • The Gaslamp Killer – Breakthrough
  • Homeboy Sandman – First of a Living Breed
  • Jon Mueller – Death Blues
  • Turnip Farm – The Great Division
  • Chilly Gonzales – Solo Piano II

Marcin Piekoszewski:

  1. Cornelius – CM4
  2. Tame Impala – Lonerism
  3. David Byrne & St. Vincent – Love this Giant
  4. Flying Lotus –Until the Quiet Comes
  5. Flea – Helen Burns
  6. Chilly Gonzales –Solo Piano II
  7. Cat Power – Sun

gównoGówno – Zeszłoroczne punkowe objawienie, twórcy nowego gatunku muzycznego – rodeo punk oraz autorzy płyty „Czarne Rodeo”.

Adam Witkowski:

Przy próbie skonstruowania tego zestawienia, okazało się jak niewiele czasu miałem ostatnio na słuchanie muzyki. Początek 2012 upłynął mi na miksowaniu płyty zespołu Gówno – Czarne Rodeo. Następnie płynnie wszedłem w etap przygotowywanie demówek do drugiej płyty Trupa Trupa, którą właśnie nagrywamy. Zabrałem się też do pracy nad własnym albumem, czyli drugą płytą 0404 oraz realizację kawałków zespołu Towary Zastępcze. Przy pracy z dźwiękiem jestem zazwyczaj tak skupionym, że najchętniej odpoczywa się w ciszy.

Nowości które pojawiły się w mojej domowej kolekcji, zostały nagrane i przyniesione przez przyjaciół. Dwie z nich zrobiły na mnie tak ogromne wrażenie, że bez wahania chciałbym je tu wymienić. Pierwsza, to płyta Konrada Smoleńskiego i Daniela Szweda czyli BNNT. Zostałem totalnie porażony tą produkcją. Pięknie, pełnie i za razem brutalnie brzmiący album. Utwory wspaniale rozmieszczone na długości całej płyty, stanowią właściwie monolit. Wszystko się na tym albumie zgadza! Do wartości muzycznych dochodzi jeszcze okładka, której nie sposób przegapić w stosie obrzydliwych, połyskujących digi-packów. W ogóle, cała warstwa wizualna BNNT, nie tylko okładka, wybrzmiewa wraz z dźwiękami emitowanymi przez chłopaków. Nie chciałbym być w ich skórze, bo przekroczenie tak dojrzałego i dopracowanego dzieła będzie niezwykle trudne.

Kolejną produkcją, na jaką chciałbym zwrócić uwagę, jest kaseta zespołu Pustostany opublikowana przez bardzo interesujące wydawnictwo Oficyna Biedota. Materiał zawarty na tej bardzo krótkiej taśmie, swoim brzmieniem mogłaby doprowadzić do zawału serca Petera Gabriela. Wszystko tu burczy, brzęczy i ledwo co stroi. Odwrotnie jak w przypadku BNNT, czuję pewien niedosyt i czekam na kolejne plony ich działalności. Mam tylko nadzieję, że Maćkowi Salamonowi, który jest wokalistą Pustostanów, starczy czasu i nie zaniedba pracy w Gównie.

Maciej Salamon:

Zorientowałem się, że nie słucham i nie śledzę nowości. Większość albumów, które odkryłem, dostałem lub ktoś mi je puścił, zostały nagrane wcześniej. Rok 2012 spędziłem słuchając Blood Presure – The Kills (2011), Let England Shake – PJ Harvey (też 2011) The King of Limbs – Radiohead (ponownie 2011), albumów zespołu Shellack (lata 90) oraz większości płyt Sonic Youth. Jedna z niewielu nowych produkcji, która sprawiła, że dostałem ciarek, a do tego jeszcze zespół pochodzi z Polski to Gdzieś w Europie zespołu Wszaniec. Rzadko kiedy powala mnie muzyka z kraju nad Wisłą. To jest jedna z tych pozycji, którą po odsłuchaniu puszczam jeszcze raz i znowu i jeszcze raz. Nie rozumiem o czym śpiewają i w ogóle mi to nie przeszkadza. Solidna dawka punk rocka w najlepszym wydaniu.

Następnym dowodem na to, że w Polsce można nagrywać fajną muzykę jest album BNNT. Po pierwszym odsłuchu poczułem się jakby przejechał po mnie walec, co jest chyba najlepsza rekomendacją. Następnie, ten walec jeździł po mnie wielokrotnie i za każdym razem myślałem sobie: „O kurwa! Ale to jest dobre!”. I do tego, co już naprawdę rzadkie – „Jakie ładne!” – mam na myśli okładko-książke, w którą zapakowana jest płyta.

Marcin Bober:

Daleki jestem od numerowania, wkładania do szufladek i wykonywania innych zabiegów które wprowadzają biurokratyczne maniery. Nie będę wyłaniał zwycięzcy, ganił ani nobilitował. Tak się składa że jestem bardzo regresywnym melomanem, a może i wręcz muzycznym archeologiem. Nie śledzę nowości. Od czasu do czasu jednak sięgam po nowe wydawnictwa, w których odnajduję cenione przeze mnie „retro geny”. Jednym z takich właśnie albumów jest wspaniały, dwupłytowy album grupy OM – Advaitic Songs. Nie będę opisywał zawartości muzycznej Advaitic Songs, ponieważ cytując klasyka – „rozmawianie o muzyce, to jak tańczenie o architekturze”. Polecę ją po prostu wszystkim tym którzy lubią wolno i głęboko. Drugą płytą, którą z miejsca bardzo polubiłem jest debiut polskiego zespołu The Abstinents – Punk Not Drunk. To naładowany po brzegi akumulator, z którego czerpię energię do rozruchu w ciemne zimowe poranki.

Tomek Paluczuk:

Nie wszystkie najważniejsze dla mnie płyty minionego roku zostały w nim wydane. Jest to więc raczej lista wydawnictw najczęściej przeze mnie słuchanych lub takich, które wywarły na mnie największe wrażenie. Ogromny respekt wzbudziła we mnie płyta polskiego duetu BNNT, która zarówno realizacyjnie i wydawniczo jest bardzo blisko czegoś, co w tej dziedzinie mógłbym określić moim ideałem.

Z towarów importowanych „robiłem głośniej” głównie przy psychodelicznych produkcjach rodem z Austalii i Nowej Zelandii. Głównie Tame Impala, którzy wydali w zeszłym roku bardzo dobrą płytę Lonerism, nie przebijając jednak, w mojej opinii, swojej wcześniejszej Innerspeaker, której słuchałem zdecydowanie częściej. Druga postać z ciepłych krajów to Connan Mockashin, którego w dodatku, obok wielu innych dobrych koncertów, mogłem zobaczyć i posłuchać na żywo na tegorocznym Off Festiwalu.

Na koniec trochę z kategorii muzyki relaksacyjnej. Wschody i zachody słońca w hamaku i leżaku najprzyjemniej oglądało mi się przy Chromatics – Kill for love, Metronomy – English riviera i Blood Orange – Coastal groove.

Piotr Kaliński:

Robiłem już podsumowania dla kilku portali, postanowiłem tym razem zaproponować coś od siebie, czyli dwa przykłady mej solowej twórczości z roku 2012. Pierwszy – Hatti Vatti Palms został wydany na pięknym przeźroczystym winylu, drugi Fidser – Activate (Hatti Vatti remix) w formie cyfrowej. Oba utwory to inspiracja brzmieniami z początków lat 80tych (np. Vangelis i jego Blade Runner) oraz najnowszą karnacją basowych brzmień elektronicznych, znanych pod dwoma nazwami – juke lub footwork (DJ Rashad lub składanka Planet Mu „Bangs & Works”). Czyli niekończące się arpeggiatory, sample z murzynów, wiadro reverbu  i 160 uderzeń na minutę.

pawelszupilukrentonPaweł Szupiluk – gitarzysta zespołu Renton

Poniżej 15 moich ulubionych piosenek z 2012. Nie wiem czy są to najlepsze utwory poprzedniego roku,  ale wpadły mi one w ucho na tyle że słuchałem ich wielokrotnie i zapamiętałem. Kolejność nie ma znaczenia,  a wygląda to tak:

Major Lazer – ‚Get Free’ feat. Amber. Eteryczność, minimalizm,  bujający jamajski groove i piękna, tęskna melodia; można się rozpłynąć.

Ariel Pink’s Haunted Graffiti – Mature Themes. Ariel Pink wydał bardzo dobrą płytę w zeszłym roku, a ja z tej płyty najczęściej słuchałem tytułowego utworu. Bardzo ładna, popowa, beatlesowska kompozycja, chętnie bym jej słuchał w radiu przed południem.

Bat for lashes – Laura. Dawno nie słyszałem tak emocjonalnego utworu. Uwielbiam tu  minimalizm w podkładzie, przejmujący głos Natashy,  piękne akcenty na fortepianie i trąby w refrenie.

Jassie Ware – Wildest Moment. Z londyńskiego undergroundowego światka do głównego obiegu – u nas ten numer grało nawet radio zet; można tylko przyklasnąć bo to piękna piosenka jest.

Solonge – Losing You. Chyba mój ulubiony mainstreamowy popowy numer z zeszłego roku. Świetna produkcja,  z jednej strony chłodna i minimalna a jednak  emocjonalna, niby retro sznyt ale w nowoczesnym wydaniu, piękne synthy,  do tego wokal i melodia która zostaje na długo w głowie.

Tame Impala – Feels Like We Only Go Backwards. Psychodeliczny lot rodem z Pink Floyd z czasów Sida Baretta;  zapodaje LSD i tańczę w euforycznym uniesieniu.

St. Lucia – Before The Dive. St. Lucia to taka gorąca wyspa na Karaibach. Chętnie bym się tam wybrał, zwłaszcza teraz kiedy u nas śnieg, mróz i zimny wiatr…ale póki co zostaje mi słuchanie tego numeru i też jest miło.

Foxygen – Make It Know. Kolejna propozycja z Nowego Yorku. Młody band, jeszcze przed debiutem płytowym. Jak to powiedział mój kolega:  „słychać kawał historii muzy: stonesów, beatlesów…”,  dodałbym jeszcze do tego starego Lou Reeda. Dużo się dzieje w warstwie harmonicznej i rytmicznej… a jaki refren!

Frank Ocean, ‚Thinkin Bout You’. Nie mogło zabraknąć Pana Franka Oceana. Mówią że to nowy Steve Wonder, ja tam nie wiem, ale ten numer podoba mi sie bardzo. Minimalizm i  oszczędne środki ale pierwszorzędny feeling i emocje, to lubię.

Jai Paul – Jasmine. Futurystyczne r&b.  Duszna, ciemna produkcja, z motorycznym jednostajnym basowym groovem,  a w tym wszystkim jasne promyki melodii.

Chrome Sparks- Send The Pain On. Kojąca zmysły, elegancka elektronika; młodzik z Brooklynu zręcznie tka tu chill-outowe melodie i upliftingowe arpegia, polecam też inne jego tracki, nie ma lipy.

Cat Power – Ruin. Sam nie wiem czemu podoba mi się ten numer, może to ta chwytliwa melodia w refrenie, a może surowe zagrywki na gitarze, a może fajny motyw pianina, a może marszowe strzały na werblu w refrenie?

rzepkaOla Rzepka – perkusista w zespołach: Drekoty, Alte Zachem, Wovoka

Rok 2012 niemal w całości pochłonęło nagrywanie płyt, głównie Persentyny, debiutu Drekotów, ale też AlteZachen, Wovoki czy Graala. W efekcie tego, ale w pewnym sensie także ze świadomego wyboru, do minimum ograniczyłam słuchanie innej muzyki. Patrząc na różne podsumowania roku dochodzę do wniosku, że sporo mnie ominęło i sporo mam do nadrobienia. To co obiło mi się o uszy to np. Grimes, głównie ze względu na klip do Genesis, chyba najlepszy klip 2012.

Jak co roku wydarzeniem roku jest dla mnie festiwal Music Unlimited w Wels – dawka muzyki,  którą odbieram tam przez 3 dni jest jak zapas jedzenia na 12 miesięcy. Nazwy, z którymi wróciłam stamtąd w tym roku to The DartingtonImprovising Trio – zespół z innej, niesamowitej epoki, Selvhenter –duński kwartet żeński z dwiema perkusistkami, saksofonistką i puzonistką, która wydaje z tego instrumentu brzmienie przesterowanej gitary – chyba więcej już nie musze wyjaśniać? Najbardziej jednak zapamiętam występ legendarnegoHanaBenninka, 70-letniego holenderskiego perkusisty, który wykonał one man show grając jedynie na werblu, podłodze, swoich butach i czasem też swojej twarzy. Myślę, że dla muzyków, którzy ograniczają się np. do siedzenia przed laptopem, powinna to być lekcja obowiązkowa jeśli chodzi o ekspresję wykonawczą muzyki.

Słowo od autora bloga:

Dziękuje wszystkim, którzy poświęcili swój cenny czas na krótki powrót do przeszłości. Życzę sukcesów w 2013, również takich o których będę mógł pisać na blogu. Być może za roku znowu się odezwę 😉