Z grubej rury: Podsumowanie roku 2014

taylor-swift-dancing-3Rok 2014, jak każdy poprzedni rok chciałem zwieńczyć notką zawierającą krótkie recenzje płyt pominiętych acz wartych odnotowania. Jednak szkoda mi było klawiatury i palców na stukanie na temat krążków, które ponownie będę prześwietlał przy okazji podsumowania. Stąd pomysł na zręczne przejście do notki podsumowującej. Rok 2014 był dla mnie rokiem złym. Niechętnie do niego wracam, dlatego też standardowe rozwlekłe podsumowanie chce zawęzić do jednej notki. Nie będzie wydarzeń, teledysków, list gości oraz podsumowania polskiej muzyki. Pojawi się klasyczna lista płyt i singli. Wszystko to znajdziecie poniżej.

TOP 10 Płyt roku 2014:

Swans_To_Be_Kind10. Swans – To Be Kind. Szczerze powiedziawszy nowe albumy Swans podobają mi się bardziej niż te stare. A „To Be Kind” uważam za ich opus magnum. Płyta trudna, rozciągnięta i mocna. Posiada jednak to „coś” co karze mi słuchać tych rozciągniętych do granic możliwości gitarowych riffów. Dobra pozycja na surrealistyczne podróże pociągiem.

luminous9. The Horrors – Luminous. Przy okazji recenzowania tej płyty wspominałem o postępie jakim dokonała grupa The Horrors. Progres w przypadku tego krążka to słowo klucz. Czuć go zwłaszcza za sprawą zgrabnego przemycania motywów z lat 70 i 80 do współczesnego podejścia do muzyki gitarowej. Jest trans, psychodelia i melodyjność w jednym. Muzyka tego zespołu wciąż ewoluuje, a horrorsi idą w dobrym kierunku.

lp1 fka8. FKA Twigs – LP1. Najlepsza zeszłoroczna płyta z pogranicza popu i r’n’b. Osiągnięcie duże, tym bardziej, że reszta stawki nie była taka słaba (Tinashe, Liz). Pani Tahliah Debrett Barnett wyprzedziła wszystkich ze względu na emocje zawarte na swoim albumie. Intymne teksty łączą się tutaj z warstwą muzyczną cofającą nas w lata 90.

here-and-nowhere-else7. Cloud Nothings – Here And Nowhere Else. Już ich debiutanckie „Attack On Memory” mnie zachwyciło. Przed wydaniem zeszłorocznego albumu miałem lekkie obawy, gdyż myślałem, że spuszczą z tonu i dopadnie ich syndrom drugiej płyty. Na szczęście Baldi udowodnił, że nadal potrafi pisać dobre piosenki a zespół z Cleveland dalej umiejętnie łączy indie rocka z mocniejszym, punkowym brzmieniem.

spoon6. Spoon – They Want My Soul. Jeżeli chodzi o grupę Spoon to prawdziwa jest teza, że tylko co drugi album im wychodzi. Tym razem na plus wypadło zeszłoroczne „They Want My Soul„, które uraczyło mnie dobrym, przyjemnym i nieco przebojowym brzmieniem. Dobra muzyka na okres wakacyjno – jesienny.

the war on drugs lost in the dream5. The War on Drugs – Lost In The Dream. Lubię takie amerykańskie, gitarowe granie. Podczas pisania recenzji odwoływałem się do takich artystów jak Bruce Springsteen, Bob Dylan czy też Destroyer. „Lost In The Dream” podoba mi się z trzech prostych powodów. Po pierwsze ma wciągający, narkotyczny klimat. Po drugie usłyszymy na nim szeroki wachlarz inspiracji wpisujących się w moje gusta. I po trzecie nie jest to płyta na jeden raz, mimo, że momentami może się dłużyć.

RunTheJewelsRTJ24. Run The Jewels – Run The Jewels 2. Według wielu najlepszy album roku, jednak moim zdaniem przed wcześnie ogłoszony tym mianem. „RTJ2” to album przede wszystkim równy, mocny (teksty!) i mający wiele do zaoferowania. El-P ponownie stworzył dobre beaty a Killer Mike zadbał o to by historie na płycie nie nudziły. Czekam na kocią wersję.

salad days3. Mac DeMarco – Salad Days. Nieco zabawny a przede wszystkim pretensjonalny Marc DeMarco wydał w tym roku nie dość, że najlepszy album z pogranicza lo-fi i indie rocka to najprzyjemniej słuchający się materiał. „Salad Days” mówiąc potocznie samo „wchodzi”. Utwory są lekkie, przyjemne, wpadające w ucho. Jednak nie ma w tym typowej dla muzyki letniej banalności bo wszystko jest całkiem serio. Nie jestem fanem stylówy DeMarco (nie kupiłbym na aukcji jego dziurawych butów), ale jego muzyka całkiem mnie zahipnotyzowała.

problem2. PRO8L3M – Art Brut. O PRO8L3Mie napisano już chyba wszystko. Ja swoje trzy grosze rzuciłem w październiku. Jak dla mnie jest to polski album roku. „Art Brut” to przede wszystkim fenomenalne podkłady składające się z mniej lub bardziej znanych polskich przebojów z lat 70 i 80, autentyczne, osiedlowe historie opowiedziane zachrypniętym głosem rapera Oskara oraz wstawki dialogów z klasycznych polskich filmów („Sztos„, „Wielki Szu„). Mixtape ten to materiał wciągający i łączący interesy młokosów słuchających blokerskich rap płyt z wszystkimi odmianami współczesnych hipsterów. Podobno na nowy rok ma wyjść długogrający album PRO8L3M, czekam!

"Black Messiah"1. D’Angelo and The Vanguard – Black Messiah. Michael Eugene Archer wydając swój nowy album w połowie grudnia pokazał środkowy palec wszystkim frajerom robiącym muzyczne podsumowania już w listopadzie. Ludzie, ogarnijcie się. Rok kończy się 31 grudnia, a święta Bożego Narodzenia są w grudniu a nie na przełomie października i listopada. Wróćmy jednak do płyty numer 1. Po 14 latach !!! przerwy D’Angelo udowodnił, że dalej trzyma formę. „Black Messiah” to album może nie kompletny pod każdym względem, ale najlepszy jaki miałem okazję usłyszeć w zeszłym roku. Krążek ten już w momencie swojej premiery stał się klasykiem. D’Angelo momentami przybiera maskę Prince’a, słyszymy sporo gitar, chwilami przypomina to utwory The Roots. Nie jest to muzyka łatwa w odbiorze, ale mająca wiele smacznych detali, które połączone w całość dają wyśmienity rezultat.

TOP 10 Singli 2014:

zastary-kes10. ZaStary – Kęs. Za sprawą tego kawałka z niecierpliwością czekam na coś więcej od Jakuby Sikory, wokalisty Crab Invasion. „Kęs” to ciekawe połączenie lo-fi z elementami chillwave’u, czyli gatunków, które zawsze będą na propsie. Czuć sporo świeżości w tym kawałku i to jest jego największą zaletą.

Posłuchaj

againstthemooniceage9. Iceage – Against The Moon. Duńczycy porzucili w pewnym sensie nihilistyczny punk rock i zaczęli grać muzykę bardziej melodyjną i łagodną. To spore wyzwanie. Z własnego muzycznego doświadczenia wiem, że łatwiej jest nagrać hałaśliwą, szybką rockową piosenkę aniżeli wolniejszy utwór oparty na melodii. Im się to udało a wisienką na „Plowing Into the Field of Love” jest omawiany indeks numer 10. „Against The Moon” swoją strukturą i brzmieniem mocno mi przypomina The Field z ich ostatniej płyty, a chyba nie muszę powtarzać, że to genialna muzyka była.

Posłuchaj

cloudnothingsimnotpartofme8. Cloud Nothings – I’m Not Part Of Me. Dylan Baldi w tym roku dorósł do miana naczelnego kompozytora indie szlagierów. „I’m Not Part Of Me” za sprawą fajnego tekstu i warstwy muzycznej z pazurem jest właśnie tego dobrym przykładem. Za sprawą Cloud Nothings dalej wierzę w muzykę gitarową.

Posłuchaj

caribou cant do without you7. Caribou – Can’t Do Without You. Dan Snaith na każdym swoim albumie udowadnia, że posiada wysokie zdolności kompozycyjne. Płyty spod jego ręki przeważnie nie są równe, ale na każdej znajdzie się perełka. Na zeszłorocznym „Our Love” taką perełką jest „Can’t Do Without You„, które uwodzi niezwykłymi synthami.

Posłuchaj

macd_pass6. Mac DeMarco – Passing Out Pieces. Piosenka ta świetnie udowadnia dziwaczność Pepperoni Playboya – zobaczcie teledysk! Pod względem lirycznym zgrabnie ułożona kompozycja. Natomiast warstwa muzyczna to K-A-P-I-T-A-L-N-Y główny motyw. Oczywiście na „Salad Days” jest więcej tego typu perełek, tą jednak wyróżniłem ze względu na to, że w pełni wyraża osobowość Kanadyjczyka.

Posłuchaj

john and mary todd terje5. Todd Terje – Johnny And Mary (feat. Bryan Ferry). „Johnny And Mary” w wykonaniu duetu Todd Terje – Bryan Ferry to jeden z tych coverów, który brzmi lepiej od oryginału. Utwór jest nastrojowy, melancholijny i łapiący za serce. Trochę mało pasuje do „It’s Album Time” Szweda i też nie jest najlepszym utworem na płycie. No, ale zachwycać się Inspektorem Norsem na przełomie 2014\2015 jest bez sensowene, zwłaszcza, że utwór ten śmiga już od jakiś trzech lat.

Posłuchaj

SOHN-Artifice4. SOHN – Artifice. Christopher Taylor w poszukiwaniu spokoju zaszył się w Wiedniu, gdzie nagrywa swoje spokojne ballady. Jednak utwór „Artifice” udowadnia, że w Angliku pozostało jeszcze trochę z tanecznego, głośnego Londynu.

Posłuchaj

Tinashe-2-On-608x6083. Tinashe feat. SchoolBoy Q – 2 On. Tinashe to jedno z odkryć roku. Współpracują z nią popularni w ostatnim czasie raperzy, występuje w znanych programach telewizyjnych, podkochują się w niej recenzenci, uwielbiają fani. „Aquarius” to dobra płyta, jednak mająca parę „ale”. Co do singla „2 On” takich wątpliwości już nie mam.

Posłuchaj

Taylor-Swift-Shake-It-Off2. Taylor Swift – Shake It Off. Mówcie co chcecie, ale „Shake It Off” jest dla mnie esencją nośnego, popowego i przyjemnego w odbiorze singla. Taka Taylor Swift całkowicie mi pasuje, szkoda tylko, że całe „1989” nie jest tak dobre jak ten utwór.

Posłuchaj

Kendrick-Lamar-i1. Kendrick Lamar – I. Na początku byłem w szoku. To jest nowy Kendrick? Nie może być. Jednak z czasem (dość krótkim), odkryłem, że to jest to! Nowa odsłona rapera całkowicie zaskakuje i całkowicie jest dobra. Nagrywanie drugiej części „good kid, MAD City” czy też podobnego koncept albumu minęłoby się z celem. Lamar postanowił pójść dalej, co udowadnia radiowym, gitarowym „I„. Ciekaw jestem jak będzie wyglądał jego nowy longplay. Póki co mocny props i numer jeden na mojej liście.

Posłuchaj

Przegląd Filmowy #7

Czas po raz kolejny odkurzyć zasłużony dział filmowy. Muzyki nie słuchałem za dużo, więc nie mam na razie nic do powiedzenia w tej kwestii. Chciałbym jednak podzielić się swoimi opiniami na temat kilku filmów, które widziałem w ostatnim czasie.

mechanikNa pierwszy rzut obraz, do którego zabierałem się od dawien, dawna. Mowa o „Mechaniku” w reżyserii Brada Andersona. Film ten przedstawia historię Trevora Reznika (w tej roli okrutnie wychudzony, acz genialny Christian Bale), który cierpi na bezsenność. Dnie mijają mu na pracy w jednym z lokalnych zakładów oraz spotkaniach z prostytutką Stevie. Wieczory natomiast spędza w lotniskowej kawiarni gdzie do późnych godzin rozmawia z kelnerką Marie. Jest jednak pewien problem. Z powodu braku snu Trevor nie rozróżnia już rzeczywistości od często nawiedzających go zwidów. Zaczyna odczuwać niepokój, gdy spotyka Ivana o którym nikt z jego współpracowników nie słyszał. Zaczyna podejrzewać, że ludzie wokół są w zmowie przeciwko niemu. Prawda okaże się jednak brutalniejsza.

Po pierwsze „Mechanik” to absolutnie moje klimaty jeżeli chodzi o obrazy filmowe. Cała konstrukcja oraz sposób realizacji mocno przypomina dzieła Davida Lyncha. Mamy przecież liczne psychodeliczne wizje (jazda w domu strachów, zakrwawiona lodówka), bohatera nie rozróżniającego rzeczywistości od zwykłej halucynacji, ciepłe oraz industrialne miejsce akcji, zagadkę, symbolikę (lewa strona, prawa strona), poczucie zagrożenia oraz osaczenia (Co akurat może budzić skojarzenia z obrazami Romana Polańskiego). Film Andersona dodatkowo ma świetne, szare barwy, które potęgują klimat. „Mechanik” wciąga i może nie trzyma w jakimś wielkim napięciu, ale absorbuje całkowicie naszą uwagę. Poza tym moje uznanie dla Pana Bale’a, który specjalnie na potrzeby scenariusza głodził się by ważyć trochę ponad 50 kg. Szczerze polecam ten obraz, jeżeli lubicie zagadkowe filmy o specyficznym, mrocznym klimacie. Ocena: 8/10.

Dracula-Untold-Concept-TransformationNa drugi rzut dla odmiany film, który należy omijać szerokim łukiem. Takim obrazem jest tegoroczny „Dracula Untold„, czyli „Dracula Historia Nieznana„. Szczerze? Ta historia nigdy nie powinna być znana. To co zafundowali nam scenarzyści to arcy głupota. Nie chce mi się wymieniać wszystkich idiotyzmów z tego filmu, bo było ich wiele. Wspomnę tylko o tych, które mnie najbardziej bolą. Co do diabła uczyniono z postacią Draculi? Zamiast potwora, postaci tragicznej w swoim bycie otrzymaliśmy superbohatera, który w pojedynkę rozprawił się z całą armią osmańską. Druga rzecz to ten cały główny wątek, nie zrozumiały dla mnie. 100 tysięczna armia idzie na garstkę ludzi, tylko po to by pojmać syna Hrabiego? I to wszystko w dwa wieczory? Trzeci koszmar to turecki sposób na strach żołnierzy – czyli zawiązanie oczu całej armii. Bo w końcu boimy się tego co widzimy… Ten film uwłacza ikonie popkulturowej jaką jest Hrabia Dracula. Nie jest to też żaden horror, tylko zwykły film akcji. Dialogi są cienkie, fabuła naciągana, motywacje bohaterów niezrozumiałe, postacie słabo napisane. Widziałem ten film parę dni temu i nadal mnie boli, że straciłem swój cenny czas na tego gniota. Stanowczo odradzam. Ocena: 3/10.

pinNa zakończenie dzisiejszego przeglądu filmowego mam dla was perełkę z końca lat 80. Mianowicie film produkcji kanadyjskiej pod tytułem „Manekin„. Pewne rodzeństwo: Leon i Ursula żyje jak wiele rodzin. Ojciec lekarz, człowiek z zasadami oraz matka gospodyni domowa mająca fobię odnośnie porządku nie okazują za wiele uczuć swoim dzieciom. Te jednak znajdują przyjaciela w manekinie z gabinetu ojca. Po śmierci rodzicieli, Leon i Ursula mieszkają sami ze swoim „przyjacielem” Pinem. Ursula pragnie ułożyć swoje życie na nowo z nowo poznanym kolegą. Niestety inne plany ma Leon oraz przede wszystkim Pin.

Zacznę od tego, że nie jest to typowy horror. W tym filmie jest sporo z dramatu psychologicznego oraz thilleru. Obraz ten genialnie ukazuje konstrukcję psychologiczną bohaterów. Mamy wyraziste postacie ojca lekarza, perfekcyjnej pani domu oraz zagubionego syna. Trochę nie pasowała mi tutaj postać Ursuli, która początkowo wydawała się pustą i głupią Kelly Bundy by po czasie zamienić się w rozsądną i pracowitą kobietę. Druga trudna w ocenie postać to Pin. Do samego końca nie wiadomo, czy manekin faktycznie żyje, czy jest tylko wymysłem chorej wyobraźni. Film wciąga, momentami bawi ale głównie szokuje. Nie jest to może kino najwyższych lotów, ale „Manekin” jest całkiem sprawnie zrealizowany i dobrze się go ogląda. Ocena: 6/10.

Restart

Review-True-Detective-03No cześć. Dawno nic nie publikowałem na blogu… Nie wynikało to z tego, że zapomniałem hasła do wordpressa czy też tego, że nie miałem pomysłów bądź natchnienia. Zabrakło dość istotnej rzeczy. Czasu. Trochę jestem zarobiony ostatnio, i raczej to się nie zmieni w najbliższym czasie. Trochę szkoda by mi było zamykać ten blog. Wiecie, wspomnienia itd. Dlatego jestem zmuszony zmienić formułę pisania. Nad czym w zasadzie myślałem od jakiegoś czasu. W internecie jest multum stron z sztywnymi recenzjami muzycznymi, relacjami itd. Kolejny blog wyglądający jak daleki kuzyn Pitchforka nie robi furory. Będę pisał bardziej luźne teksy, w typowej blogowej formule. Oczywiście tematyka pozostanie ta sama, bez obaw. Urozmaiceniem na pewno będą moje lepsze bądź gorsze, ale wciąż moje przemyślenia. Będzie prościej, przyjemniej i może trochę bardziej zabawnie. Oczywiście od czasu do czasu na pewno pojawią się bardziej rozbudowane teksty przypominające recenzje, ale to już w przypadkach kiedy jakaś płyta mnie wciągnie na maksa.

RunTheJewelsRTJ2 W ostatnim czasie nie wiele słuchałem nowej muzyki. Najwięcej czasu poświęciłem „Run The Jewels 2” z dwóch powodów. Po pierwsze obiecałem recenzje dla Outrave.net jeszcze we wrześniu. Ale ciii bo chyba zapomnieli o tym, albo i nie. Zresztą, spoko jestem profesjonalistą, napisze ten tekst na pewno w tym roku. Po drugie mam tą płytę cały czas w samochodzie, więc podróże do pracy spędzałem z dwójką amerykańskich raperów. Wnioski mam dość proste. Bardzo SPOKO album. Chyba ciut lepszy od zeszłorocznego „Run The Jewels„, chodź ręki za to bym nie dał. Materiał jest minimalnie dłuższy, bardziej wyrównany i ma swoje momenty. Propsuje mistrzowski podkład w „Lie, Cheat, Steal„, nawijkę w „Early” oraz świetne „Oh My Darling Don’t Cry„. Dissuje natomiast zwrotkę Gangsta Boo w „Love Again„, która pasuje do tej płyty jak pięść do mordy. Generalnie materiał ten wydaje mi się bardziej bezpośredni, pikantniejszy i dalej z świetnymi podkładami od EL-P. Czekam z niecierpliwością na kocią wersję Meow The Jewels.

pom pomDruga rzecz to „Pom Pom” Ariela Pinka. Cholera, muzyka tego zioma jest mocno klimatyczna. Czasami mi się wydaje, że zamiast muzyki robi sobie po prostu jaja. I wszystko to brzmi tak niechlujnie a zarazem intrygująco. Słuchając tej płyty czułem się jak jakiś amerykański odrzutek mieszkający w przyczepie na jakimś zadupiu. Wiecie świąteczne lampki jako oświetlenie, tani browar i zapocona koszula. Dobra płyta, chodź momentami zbyt pretensjonalna.

To by było na tyle moi mili. Następnym razem może pojawi się coś o filmach, a może coś o nowym Caribou, które jest nawet, nawet. Na nowy rok wypatrujcie podsumowań, pozdro. Aha i na koniec mała ciekawostka. Wiecie, że żurawina to mięso z żurawia?