10 najlepszych polskich plakatów filmowych

Być może Polska jako kraj nie może się poszczycić tyloma fenomenalnymi produkcjami filmowymi co kraje tak zwanego zachodu. Jednakże jest pewien element sztuki kina, którym Polacy mogą się pochwalić w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji czy też Niemczech. Jest to mianowicie plakat. Polskie plakaty filmowe zaczęły być słynne już pod koniec lat 40. Tak zwany okres szczytowy określa się na lata 50-60. Następne dwie dekady przyniosły kolejny powiew świeżości w tej materii. W niniejszej notce chciałbym podzielić się z wami moim TOP10 polskiego plakatu filmowego, jest co podziwiać!

Chinatown (1976, reż. Roman Polański)

chinatown

Czas Apokalipsy (1979, reż. Francis Coppola)

czas apokalipsy

Dziecko Rosemary (1968, reż. Roman Polański)

dziecko rosemary 9_6977135

Godzilla vs. Gigan (1972, reż. Jun Fukuda)

godzilla gigan

Lubię nietoperze (1986, reż. Grzegorz Warchoł)

lubie nietoperze

Mucha (1986, reż. David Cronenberg)

mucha

Obcy – Ósmy Pasażer Nostromo (1979, reż. Ridley Scott)

obcyObywatel Kane (1941, reż. Orson Welles)

obywatelkanePrzełamując Fale (1996, reż. Lars von Trier)

przełamując faleTroje i Las (1962, reż. Stanisław Wohl)

troje i las

ZAMILSKA – Untune

1zamilskaHype na ZAMILSKĄ rozpoczął singiel „Quarrel„. Piosenka szturmem wdarła się do świadomości wielu słuchaczy i mediów, które temat techno traktowały po macoszemu albo w stopniu zerowym. Utwór ten co prawda nie wprowadził niczego nowego do gatunku, jednakże połączył w sobie modną w ostatnim czasie dla techno stylistkę w takim stopniu, że końcowy efekt brzmi świeżo. Duża w tym wszystkim także zasługa teledysku, który wykorzystuje zlepki zdjęć wykorzystywanych w świecie mody. Udany singiel sprawił, że droga do sukcesu debiutu znacznie się skróciła.

Płyta „Untune” tak jak singiel „Quarrel” nie jest materiałem odkrywczym. ZAMILSKA na tyle dobrze operuje ogranymi schematami, że całość brzmi nadzwyczaj dobrze. Autorka płyty, z którą miałem okazję rozmawiać wydaje się być osobą entuzjastycznie zapatrującą na muzykę. Czuć to na tym longplayu. Utwory Natalii Zamilskiej łączą w sobie pewną surowość i chropowatość brzmienia z pewnego rodzaju tanecznością. Basy przypominają mi ostatnie dwa albumy grupy Liars. Poza tym panujący na płycie mroczny klimat przypomina mi ten z nagrań Laurel Halo. To nie jedyne inspiracje wyczuwalne na tym wydawnictwie, gdyż znajdziemy tutaj także odniesienia do Andy’ego Stotta czy też Perca.

untune zamilskaPłyta toczy się tempem jednostajnym. Na „Untune” słychać sporo klawiszowych zgrzytów, które powodują, że przed oczami staje mi industrialny widok Śląska. Być może to pozostałość po minionym Tauron Festiwal Nowa Muzyka, lub efekt zamierzony, gdyż Natalia Zamilska z pochodzenia jest Ślązaczką. Podobają mi się na płycie warstwy wokalne, które łagodzą ciężkość oraz duszność kompozycji. Ponadto na plus płyty należy zapisać produkcję, która powoduje, że płyta nie brzmi jednostajnie, nie nuży i jest całkiem przejrzysta.

Póki co nie dostrzegłem jeszcze następców ZAMILSKIEJ. Jednak to nie koniec, gdyż sama autorka już zrobiła następny krok wydając klika dni temu „Quarrel 2”. Z pewnością będzie ciekawie, gdyż za sprawą zachodnich wykonawców i od teraz ZAMILSKIEJ gatunek techno przeżywa drugą młodość. Warto sprawdzić „Untune” ze względu na detale, przejrzystą produkcję oraz łączenie parkietowości z dusznym klimatem. Jeżeli nie jesteście przekonani do techno to ta płyta wam powinna w tym pomóc, tak jak było to w moim przypadku. Ocena: 7/10.

SOHN – Tremors

SOHNWydawać by się mogło, że w intymnym r’n’b powiedziano już wszystko za sprawą wydawnictw Jamesa Blake’a. Nic bardziej mylnego. Nijaki Christopher Taylor – anglik zamieszkujący w Wiedniu jako SOHN dołożył własną cegiełkę do gatunku jakim jest jego debiutancki album „Tremors„.

Być może ta płyta nie wnosi nic odkrywczego, nie zmienia to faktu, że niezwykle dobrze się jej słucha. Za sprawą świetnych, klimatycznych podkładów elektronicznych i urzekającego wokalu Pana Taylora. Już otwierający całość „Tempest” zachwyca pięknie wyśpiewanym” Oh Love/ Let Me Do Right / Do Wrong„. Natomiast brzmienie muzyczne rozwija się wraz z każda sekundą by pod koniec uraczyć nas fajnymi synthami. Kolejne w zestawieniu „The Wheel” po raz kolejny porusza za sprawą wyznania: „I died a week ago / There’s nothing left / It’s caught on video / The very last breath” i idealnie wkomponowanymi w synthowe beaty wstawkami gitarowymi.

Osobny rozdział na płycie to utwór „Artifice„, który znacznie wyróżnia się od reszty. Jest to najbardziej energiczny i przebojowy fragment całego materiału. Z jednej strony jest to majstersztyk, z drugiej wprowadza on pewnego rodzaju dysonans, gdyż ten utwór słabo się komponuje z spokojnym i intymnym krążkiem. Następny w kolejności „Bloodflows” powraca do spokojnego klimatu całości. Jednym z moich ulubionych utworów na albumie jest „Paralysed„. Jest to typowa ballada, którą za sprawą motywu granego na pianinie mógłbym porównać do utworów Radiohead. Sam SOHN bardzo przekonywająco śpiewa o uczuciu zakochania. Całość kończy tytułowe „Tremors„, które zachwyca linią basu.

Sohn-tremorsNa „Tremors” czuć sporo melancholii i przestrzeni. Płyta ta odzwierciedla w pełni to jaką osobą jest sam autor. Urodzony w Londynie artysta znienawidził to miasto ze względu na jego ogrom i hałas. Uciekł w spokojniejsze miejsce jakim jest Wiedeń. Byłem tam nie dawno i uwierzcie, że to najspokojniejsze miasto jakiekolwiek widziałem. Taylor znalazł w Austrii znalazł sporo przestrzeni dla siebie a także uwielbiany przez niego spokój. To słychać na płycie, gdyż większość kompozycji to piękne, melancholijne synthowe ballady. Przykładowo takie utwory jak „Veto” czy „Ransom Notes” toczą się wolnym, spokojnym tempem. Są jednak na płycie fragmenty bardziej energiczne, przebojowe takie jak „Artifice„. To z pewnością pozostałość jaka w nim pozostała po życiu w Londynie.

Podsumowując „Tremors” to ciekawa propozycja dla fanów spokojnej, melancholijnej elektronicznej muzyki z elementami r’n’b. Znajdziemy tutaj ciekawe teksty, usłyszymy piękny głos Chrithopera Taylora a także poczujemy odrobinę spokoju. Kilka linijek wcześniej wspomniałem o zespole Thome Yorke’a. Nie jest to jedyne skojarzenie z tym wydawnictwem. Słychać tutaj sporo nawiązań do Bon Iver, How To Dress Well czy też Junior Boys. Poza tym nie bez znaczenia będzie też działalność The Weeknnd i Jamesa Blake’a. Posłuchajcie SOHN i przekonajcie się sami. Warto. Ocena: 7/10.