YG – My Krazy Life

ygCompton – najniebezpieczniejsze miasto świata można równie śmiało nazwać kolebką gangsta rapu. W latach 90 było N.W.A, Compton’s Most Wanted i Coolio, następna dekada poza The Game nie przyniosła za wielu zdolnych raperów. Sytuacja zmienia się teraz, gdyż do mikrofonów doszło nowe pokolenie. Kendrick Lamar wraz z Black Hippy, Tyga, 2nd II None i YG to tylko część tego co te kalifornijskie miasto może nam zaoferować. O Kendricku pisałem już wielokrotnie, dziś zajmę się ostatnim z wyżej wymienionych ulicznych poetów.

YG to skrót od Young Gangster. Pod tym pseudo ukrywa się nijaki Keenon Jackson (rocznik 90). Młody raper od 2008 roku wydaje regularnie mixtape’y oraz wielokrotnie pojawiał się na płytach innych raperów takich jak: Jay Rock, Freddie Gibs czy też Wale. W 2012 roku zagrał też epizodyczne role w 3 raperskich filmach. Warto również nadmienić, że godnie reprezentuje gangsta raperów, gdyż zaliczył więzienną odsiadkę. Recenzowany przeze mnie „My Krazy Life” to debiutancki album młodego artysty, który póki co zdobywa dobre noty.

yg-my-krazy-life-deluxeKeenon Jackson od początku przyznawał, że nagrywając swój debiut inspirował się klasycznym albumem Snoop Dogga „Doggystyle„. I to słychać na tej płycie. Mamy przecież proste hooki, beaty nawiązujące do gangsta rapu lat 90 oraz ten cały klimat Compton. Poza Snoopem wyczuwa się na tym albumie inspiracje… 50 Centem i to nie jest żart.  Oczywiście nie jest to krążek w całości oldschoolowy, gdyż powiew świeżości nadaje bogata lista gości na której znajduje się między innymi wspomniany wcześniej Kendrick Lamar, Schholboy Q, Drake, Jeezy i paru innych. DJ Mustard, który zajął się produkcją w odpowiedni sposób połączył nowe trendy z tymi wypracowanymi przez takich artystó jak N.W.A. „My Krazy Life” nie jest także w całości gangsterskie, ale o tym poniżej.

Pod względem lirycznym YG skupia się przez większość czasu na gangsterskich historiach. W otwierającym album „BPT” (skrót od Bompton – czyli połączenie Blood + Compton) raper zabiera nas w podróż po najgroźniejszych dzielnicach. W „Bicken Back Being Bool” mówi wprost „Pieprz policję, lepiej dzwoń po SWAT”. Jednak to nie wszystko co znajdziemy na tej płycie. Sporo czasu poświęcił kobietom, które traktuje raczej przedmiotowo. W „Me and My Bitch” skupia się na relacjach seksualnych, w „Do It To Ya” chwali się, że potrafi traktować odpowiednio kobiety, gdyż nauczyła go tego mama. Na samym końcu YG mięknie i w „Sorry Momma” przeprasza swoją rodzicielkę za wszelkie problemy, które jej sprawił.

Reasumując „My Krazy Life” to udany album, który wnosi wiele świeżego powietrza do tematu gangsta rapu. Podobają mi się nawiązania do lat 90 przeplatane ze nowoczesnymi trendami. YG okazuje się zdolnym raperem, który potrafi sensownie składać linijki i wykazuje dobre flow. Z podkładami bywa różnie. Momentami wydają mi się zbyt toporne, jednak generalnie jest ok. Natomiast sam Keenon Jackson pod tą całą otoczką seksistowskiego gangstera zdradza nam momentami takie rzeczy do których nie przyznałbym się Tony Soprano. Ocena: 7/10.

Metronomy – Love Letters

metronomyOj hype na Metronomy w blogosferze jest ogromny. Nie będę jednak gorszy od innych i sam dorzucę kilka słów od siebie na temat „Love Letters„. Zacznę od tego, że Metronomy nigdy nie było dla mnie zespołem wybitnym. Udało im się stworzyć kilka kapitalnych utworów, jednak płyty całościowo świetnej od początku do końca nie nagrali do tej pory. Pierwszego krążka nie słyszałem, na drugim albumie „Nights Out” próbowali być jak Hot Chip a ostatnia w kolekcji „The English Rivera” miała mocne single, ale była nie równa.

Tym razem Joseph Mount ze spółką postanowili nagrać krążek bardziej spójny. „Love Letters” nie ma już takich przebojowych singli, jakie były na płycie z 2011 roku. Gatunkowo zespołów wciąż porusza się w synth-popie, jednak znajdziemy tutaj sporo wpływów rocka psychodelicznego oraz muzyki gospel. Pod względem brzmienia płyta przypadła mi do gustu. Instrumentalne „Boy Racers” brzmi jak połączenie Glass Animal i Death In Vegas a tytułowe „Love Letters” ciekawie nawiązuje do popu lat 60. Poza tym do swoich faworytów zaliczyłbym także melancholijne „Never Wanted” oraz otwierający całość „The Upsetter„. Dużą rolę na albumie pełnia instrumenty klawiszowe, w „Monstrous”   już od pierwszych sekund słyszymy pianino. Gitar jest stosunkowo mało, jednak jak się pojawiają to brzmią ciekawie jak w końcówce „Month Of Sundays„.

Metronomy-Love-LettersJeżeli chodzi o warstwę liryczną to Joseph Mount z jednej strony porusza się w tematyce miłosnej, opisując rozstanie w „Never Wanted” czy też tęsknotę do ukochanej w „The Upsetter„. Z drugiej natomiast strony lider Metronomy puszcza nam oczko takimi linijkami jak: ” Reliving 1992 here / Playing „Sleeping Satellite” / Playing Prince and Deacon Blue, yeah / Playing „I Will Always Love You”, yeah” czy też „He’s got the most immaculate haircut / But with the right dye and shampoo, maybe I could too„. Generalnie teksty zawarte na płycie mogą się podobać ze względu na swoją lekkość i pewnego rodzaju dystans.

Reasumując „Love Letters” to album bardziej równy i zróżnicowany brzmieniowo niż „The English Rivera„. Brak przebojów zespół nadrabia ciekawymi brzmieniami nawiązującymi do muzyki lat 60 oraz lekkimi tekstami. Płyta z całą pewnością godna polecenia, jednakże nie zapadająca w pamięć na dłużej. Ocena 7/10.

Spring is Here Playlist

spring is hereWiosna zawsze była moim faworytem. Po męczącej, dołującej, ciemnej, mroźnej zimie można w końcu ściągnąć ciężkie ciuchy i poczuć luz. Co prawda w tym roku prawdziwej zimy nie było toteż niedawno przybyła primavera nie cieszy tak jak zwykle. Mimo to postanowiłem stworzyć okolicznościową playlistę, którą publikuje w nowej (nowoczesnej) formule. Nie będę się rozpisywał na temat poszczególnych tracków, postaram się odpowiednio scharakteryzować całość by zachęcić do odsłuchu. Na „Spring is Here” znajdziemy 20 tracków. Ilość odpowiednia by odpalić całość na cd i słuchać w samochodzie itd. Znajdziemy na niej tegoroczne nowości jak i kawałki starsze. Ciepłe, energetyczne gitary reprezentują Cloud Nothings i Wavves. Co ciekawe obie grupy nagrały wspólny album, który ma się pojawić w tym roku. Dylan Baldi mówił, że to będzie brakujące ogniwo w relacji obu zespołów – brzmi fajnie, nie?

Dalej znajdziemy sporo modnego w ostatnim czasie r’nb w wykonaniu LIZ, Tinashe czy też Jhene Aiko. Nie zabraknie oczywiście hip-hop, którym jaram się od dłuższego czasu. Poza wszędobylskim Kendrickiem Lamarem, hype’owanym SchoolBoyem i YG będzie też Drake, A$AP Rocky i Juicy J. Fani szeroko pojętej alternatywy nie powinni być zawiedzeni, gdyż na wiosennej playliście usłyszymy Niemców z Moderat, Banks, Le Youth, MØ oraz Metronomy. Z Popu też wydusiłem to co najlepsze. „Superlove” Charli XCX dla zakochanych oraz Sama Smitha. Jedyny polski akcent to uczestnik tegorocznego X Factora – grupa Crab Invasion. Miłego słuchania i cieszenia się wiosną!