Inc. – No World

incnoworld-608x608Nikt w poprzednim roku tak nie czarował i wabił wspaniałymi singlami jak Inc. Dlatego też, ich debiutancki album był wyczekiwany przez rzeszę ludzi, w tym mnie.

Inc. to dwu osobowy projekt Andrew i Daniela Aged. Duet braci z Los Angeles udowadnia dwie rzeczy. Po pierwsze jak robić dobrą muzę, a po drugie jak robić dobrą muzę w rodzinnym gronie. Obserwuje tę dwójkę od zeszłego roku, a konkretnie od chwili gdy usłyszałem utwór „The Place”, który jest openerem „No World”. Musze przyznać, że czekałem na tą płytę, mimo, że coraz mniej mnie „jarają” płytowe premiery i nawet MBV przesłuchałem bez większych emocji. Jedno jest jednak pewne – czekałem, doczekałem się, przesłuchałem kilkanaście razy i nie czuje się zawiedziony.

„No World” to dobry album. Pomimo umiarkowanego zadowolenia przez niektóre media to uważam, że płyta spełnia swoją rolę. Podoba mi się sposób w jaki łączą r’n’b z elementami synth-popowymi i samym popem. W odróżnieniu do pokrewnych im dusz (Purity Ring itd.) „No World” będzie wracać, będzie porównywane do innych dokonań. Nie można przejść obojętnie obok takich hiciorów jak „5 Days” czy też genialnego „Careful”.

Słuchając tej płyty uważnie (najlepiej przez słuchawki) wyłapujemy wiele ciekawych drobinek, które tworzą niezwykle dopracowaną całość. Mocno klimatyczna pozycja dla fanów nastrojowej muzyki. Pod koniec robi się trochę sennie, ale całość oceniam wysoki. Ocena: 9/10.

Posłuchaj

Music Stars Wannabes Playlist vol. 1

guitarduelW ostatnim czasie dostałem całą masę muzycznego materiału od młodych zespołów oraz solowych projektów. Sporo z tego co dostałem niestety było za słabe by cokolwiek pozytywnego napisać. Jednak znalazło się kilka utworów, które mogę śmiało polecić. Czasu jak zwykle na wszystko jest za mało, dlatego postanowiłem nie kontynuować rubryki „Muzyczne odkrycia godne polecenia” tylko zawrzeć wszystko co ciekawe w jednej playliście.

City of Mirrors – We Won’t Die. Na początek młody zespół z Warszawy, który jest laureatem „tajemniczego” konkursu organizowanego przez Flyleaf oraz zdobywcą drugiej nagrody w konkursie „Fonografika Young Stage”. Sami określają się jako melodyjny rock. Po pierwszym odsłuchu „We Won’t Die” utwór ten skojarzył mi się z pop-rockową twórczością Paramore. Piosenka oparta na chwytliwej gitarze i mile brzmiącym wokalu Carolin Jacqueline nawet nie ukrywa swoich radiowych zapędów. Osobiście nie jestem fanem tego typu grania, jednakże warto docenić potencjał, który bez wątpienia w tym jednym utworze słychać. Prognoza na przyszłość: Lista przebojów MTV Rock.

Drewnofromlas – Rulewna. „Rulewna” to opener albumu Drewnofromlas „(Tu wpisz tytul)”, który ukazał się na początku tego roku. Jest to zdecydowanie najlepsza piosenka na płycie w której za sprawą brzmienia gitary doszukiwałbym się wpływów Les Savy Fav oraz wczesnego Foals. Wokalnie i lirycznie (zespół nagrywa po polsku!) Drewnofromlas balansują na cienkiej linii kiczowatości, która w odniesieniu do całej płyty niestety momentami jest przekraczana. Jednakże „Rulewna” broni się i co więcej daje radę. Stylistycznie jest to kombinacja indie z muzyką taneczną. Poza tym mam wrażenie, że to kolejny projekt, który wraca do radosnych chwil dzieciństwa. Prognoza na przyszłość: Playlista Porcys i kilka koncertów w modnych klubach dla hipsterów.

Labrador Labratories – Ride That Camel. LL to freak-folkowy zespół z Izraela. I tak jak w przypadku projektu Patrick The Pan o którym pisałem jakiś czas temu geneza powstania sięga pewnej sypialni i muzyki nagranej na zwykłym sprzęcie dostępnym w Tesco. Chciałem zwrócić uwagę na ten zespół z dwóch powodów. Po pierwsze od jakiegoś czasu muzyka z tamtego regionu coraz częściej gości w głośnikach Europy i USA, powoli można już mówić o pewnej fali w którą wpisuje się Labrador Labratories. Po drugie w ich muzie słychać niesamowitą lekkość tworzenia oraz bogate inspiracje starym dobrym rockiem lat 60. Prognoza na przyszłość: Występy na festiwalach muzycznych w Szwajcarii i Austrii.

 

Iceage – You’re Nothing

Iceage-Youre-Nothing-608x608Lodowce w Danii prędko nie odpuszczą…

A to wszystko za sprawą epoki lodowcowej pełnej punkowej energii, która prosto z Kopenhagi rozprzestrzenia się po całym świecie. Wszystko zaczęło się w 2011 roku. Młody zespół o którym cały czas mowa – Iceage wydał debiutancki album „New Brigade”. Płyta świetna, energiczna, hałaśliwa, pełna kapitalnych gitarowych zagrywek i reprezentująca dumnie nowe oblicze punku – normalnie palce lizać. Mimo, że na żywo mnie nie porwali to lubiłem wracać do tamtego materiału. Teraz pojawił się nowy. A wraz z nim pewne obawy, w końcu nie wielu zespołom udaje się nagrać dobrą drugą płytę.

Im się udało, młodzi Duńczycy znaleźli sposób by płyta była podobna do poprzedniej i jednocześnie wnosiła coś nowego i świeżego. Piosenki na „You’re Nothing” również reprezentują nowe oblicze punku, są hałaśliwe, energiczne, z pazurem i pełne nihilistycznych wartości. Jednak w odróżnieniu od „New Brigade” wydają się one bardziej melodyjne, jeżeli w ogóle można o ich muzyce mówić jak o melodyjnej. Otwierający całość „Ecstasy” za sprawą perkusji odkrywa taneczne rejony Nowego Jorku lat 70. Natomiast w takim „Morals” słyszymy nawet klawisze!

Druga kwestia odnosząca się do innowacyjnych rozwiązań „You’re Nothing” to fakt, że zespół wydaje się inspirować nie tyle klasyką punka i nowej fali co współczesnymi zespołami grającymi punka, noise-rocka czy też inne gatunki pokrewne z hardcore’m. Pierwszy singiel z płyty, który słuchałem pod koniec 2012 przypominał mi stylistycznie Japandroids (Oczywiście poza wokalem). „In Haze” natomiast momentami zahaczał o mainstreamowe strony amerykańskiego rocka. Poza tym wciąż słychać tutaj wpływy Joy Division. Ocena: 7/10.

A i na koniec współcześni nihiliści

nihiliści