The Pains of Being Pure at Heart – Belong

Wiosna panie sierżancie, wiosna panie f…

Czekałem na tę porę roku odkąd za oknem widziałem nie odstępującą ani na chwilę srogą zimę. Wiosna to moja ulubiona pora roku, wszystko odżywa, także mój dobry nastrój i chęć słuchania czegoś bezpretensjonalnego, beztroskiego. Painsi to taki właśnie zespół, nie gigantyczny, lecz swobodnie poruszający się z gitarą w świecie syntezatora. Kompozycje na Belong tak jak na poprzednim albumie wzbudzają u mnie pozytywne reakcje. Jakby to powiedzieli masowi internetowi Ekshibicjoniści LUBIĘ TO. W porównaniu do debiutanckiego albumu jest jakby bardziej gitarowo, damski głos poszedł raczej bardziej w tył a skupiono bardziej się na fajnych melodiach na klawiszu. Dało to dość fajny efekt i przyznaje, że dobrze tego się słucha. Może i nie odkryli ameryki, ale kto by się tym przejmował w końcu wiosna idzie.

Wstaki gitarowe są na prawdę porządne, to jak wchodzi gitara w Even in Dreams przypomina mi wejście Johhnego Greenwooda w Creep. Poza tym wciąż dużo skojarzeń z My Bloody Valentine a My Terrible Friend to jakby nawiązanie do Joy Division i ich hiciora Love will tear us apart. Teksty może nie są odkrywcze: „Everyone is pretty and fun, everyone is lovely and young / Everyone is gentle and gone, but everyone’s just everyone”, ale za to nadrabiają brzmieniem.

Płyta idealnie komponuje się z moim nastrojem, gdy na ulicach robi się coraz bardziej kolorowo a szare szaliki i rękawiczki czekają w szafie na kolejną zimę. Już sobie wyobrażam piknikowanie obcowanie z naturą przy dźwiękach Belong. Dobrze też powinno zadziałać dla tych, którzy chcą podbijać miasto i serca niewiast niczym Clarence Seedorf. Ok, ja tu puszczam wodze wyobraźni a tym czasem czerwcowe obrony tuż, tuż. Posłuchajcie Belong, warto. Płyta mimo, że jest gorzko-słodka to wprowadza w dobry nastrój i pozwala cieszyć się każdą jej sekundą. Ocena: 7/10.

posłuchaj

…And You Will Know Us By The Trail Of Dead – Tao Of The Dead

Trail of Dead wraca z nowym albumem, który udanie nawiązuje do legendarnego krążka Source Tags & Codes

…And You Will Know Us By The Trail Of Dead, czyli „Trail of Dead” zawsze należał do grona moich ulubionych wykonawców, którzy mówiąc dość kolokwialnie nie pier**** się z gitarami i grają zacnie, konkretnie, energicznie i jest to świetna muza. Jednak punktem odniesienia zawsze był album Source Tags & Codes, ponieważ nigdy przed 2002 rokiem ani też po roku mundialu w Korei i Japonii nie nagrali w miarę  dobrej płyty, która by chociaż momentami dorównywała temu niemal doskonałemu albumowi. Aż do teraz. Najnowszy album Tao of The Dead jest płytą, która zdecydowanie się sprawdza i w sumie nie wiele ustępuje swojej poprzedniczce z 2002 roku.

Kompozycje na niej zawarte pasują do siebie, są to energiczne kawałki, pełne świetnych riffów a co na plus Trail of Dead stali się bardziej melodyjnym zespołem. Perkusja nie szwankuje, nie brakuje chórków, wokal to nie tylko wyłącznie wykrzyczane hasła, ale i zaśpiewane teksty. Świetnie potrafią przechodzić z melodyjnego grania w ostre walenie. Taki The Westeland idealnie to obrazuje zmianami rytmicznymi jakie zachodzą podczas tych 2 minut i 33 sekund. A jest takich przykładów zdecydowanie więcej. Utwory nie są za długie, jednak na koniec dostajemy ponad 16-miuntowego kolosa z równie potwornym długim tytułem: Strange News From Another Planet: Know Your honor / Rule by Being Just / The Ship Impossible / Strange Epiphany / Racing and Hunting. Zespół nie dość, że bawi się ze słuchaczem swoją długą i jakby wyrwaną z kontekstu nazwą zespołu to jeszcze dopieszcza takimi utworami. Fajnie.

Mimo, że ledwie się kończy luty to już mogę stwierdzić, że ta płyta jest mocniejszym punktem 2011 roku. W kontekście muzyki hardkorowej czy też noise’owej przebijają zdecydowanie Japandroids czy też No Age. Jeżeli nudzi wam się w domu to zapodajcie ten miły albumik i trochę poszalejcie. Ocena: 8/10

posłuchaj

P.S. Okładka w klimatach pośmiertnego MJ, jakoś nigdy nie umieli trafić fajnie z tymi obrazkami na CD. yoo

Yuck – Yuck

Ciężko coś nagrać w muzyce gitarowej czego by nie zagrali chłopaki z Modest Mouse, Pavement czy też Dinosaur Jr. Jednak niektórzy wciąż próbują.

Jedyne co można zarzucić młodemu zespołowi fuuuuj to, że brakuje oryginalności na ich materiale. Nie ma tutaj niczego co by wcześniej nie zagrały legendy rocka lat 90 z wyżej wymienionymi zespołami. I ten minus jest zarazem ogromnym plusem, gdyż wzorce czerpią od najlepszych, twórców Crooked Rain, Crooked Rain czy też Lonesome Crowded West. Kompozycje są melodyjne, energiczne i z fajnym poczuciem muzycznej estetyki, która wprowadza mnie w stan poczucia „dam it’s good, really good”. Nie brakuje w niektórych momentach pazaura, taki Holing Out gdzie wokal musi rywalizować z gitarą 0 naszą uwagę. Jest też momentami spokojnie, bo już następny Suicide Policeman.

Fajnie też się zaczyna płyta od jakże ironicznie nazwanego Get Away, duży szacun za bas. Kawałki generalnie stoją na równym, dobrym poziomie. Pod względem technicznym wygląda wszystko ok, jednak nie przewiduje by pojawiła się jakaś chemia w tym wszystkim. Pojawia się dużo skojarzeń z latami 90, ale nie dissuje za zgapianie, lecz przybijam piątkę za dobre influences. I mimo, że takiej typowej indie muzy słucham coraz rzadziej to jednak przykuli moją uwagę. Na jakieś nudne, zimowe, niedzielne wieczory tudzież jako podkład pod wypełnianie pitów nada się w sam raz. Jako przystawka do nowego Radiohead czy też Trail of Dead może dobrze się sprawdzić, także polecam. Ocena: 7/10

posłuchaj