Lista życzeń – 6 koncertów, które chciałbym zobaczyć

Parę koncertów życia mam już zaliczonych jednak pozostaje nadal kilku wykonawców, których chciałbym zobaczyć na żywo. Oczywiście w mojej liście nie uwzględniam zespołów już nieistniejących lub niekoncertujących. Bycie na koncercie The Beatles czy też Blondie, Beach Boys z najlepszych czasów to wspaniała sprawa, ale wymagająca podróży w czasie. Mam nadzieje, że poniższą listę uwzględni kiedyś Artur Rojek przy doborze artystów na OFF Festiwal.

W kolejności alfabetycznej na pierwszym miejscu mojej listy znajduje się Kanadyjski zespół Arcade Fire. Zespół, który do tej pory jeszcze mnie nie zawiódł swoimi wydawnictwami. Natomiast debiutanckim albumem „Funeral” podbił moje serducho. Epickie utwory, bogato zaaranżowane wyśmienicie brzmią na żywo w wykonaniu tego licznego w członków zespołu. Uwielbiam wszelkiej maści akcenty smyczkowe, cymbałki w tle. Widziałem kiedyś ich koncert z jakiegoś francuskiego festiwalu zarejestrowany kamerą i wyglądało to na prawdę rewelacyjnie. W poprzednim roku była okazja zobaczyć ten zespół na żywo, jednak nie obraziłbym się gdyby przyjechali jeszcze raz do Polski. Może ciut bliżej śląska? Byłoby by miło.

Bon Iver to grupa, która w ostatnim czasie zanotowała ogromny wzrost popularności. Troszkę mnie to zmartwiło bo pamiętam jakim zespołem parę lat temu był Coldplay a jakim jest teraz. Nie chciałbym by Bon Iver poszli tą drogą. Justin Vernon odpowiedzialny za ten projekt udzielał się na ostatniej płycie Kanye Westa, występował w telewizji, ale na szczęście nie zgodził się na błazenadę podczas gali rozdania Grammy. Dlatego nadzieja na mały, kameralny, akustyczny koncert jest wciąż żywa. Wyobraźcie sobie to. Bon Iver z gitarą gra całą płytę „For Emma, Forever Ago”. Wiele bym dał by usłyszeć te smutne, ale piękne piosenki zaśpiewane na żywo przez tego drwala.

Cut Copy to jedna z tych kapel, którą chciałbym słuchać na żywo i tańczyć. Inaczej chyba się nie da. Gdybym był ciut bogatszy to chętnie bym im zapłacił by zagrali na moim weselu. Chciałbym poczuć miłość słuchając „Feel The Love”, wariować na podświetlanym parkiecie przy „Lights and Music”, baunsować przy „Hearts on Fire”. To byłby jeden z tych kolorowych koncertów. Oczywiście preferowałbym tracklistę złożoną głównie z największych hitów „In Ghost Colours”, ale jakby pojawiło się parę starszych i nowszych piosenek to nie czułbym się zawiedziony. Rduchu szepnij im tam w tej Australii parę słówek by odwiedzili jeszcze raz Polskę.

Kiedyś istniała taka strona internetowa z koncertami na żywo (nie pamiętam jak się nazywała), było tam wiele ciekawych pozycji do zobaczenia (Między innymi występy of Montreal). Zanim ten interesujący projekt padł to zdążyłem zobaczyć tam w całości koncert grupy Cold War Kids. To co zobaczyłem utwierdziło moje przekonanie, że gdyby ten koncert miałby miejsce w Polsce z pewnością byłbym tam w pierwszym rzędzie. Amerykańska grupa ma na swym koncie wiele świetnych piosenek, których spokojnie starczyłoby na dwu godziny gig. I tak jak w przypadku Bon Iver najlepszym miejsce na ten koncert byłby jakiś zadymiony klub lub scena leśna na Off Festiwal. Arturze apeluje!

Les Savy Fav to grupa, którą chciałbym zobaczyć z dwóch powodów. Pierwszym bez wątpienia jest postać wokalisty i lidera zespołu Tima Harringtona. Słowo wariat to za mało by opisać w pełni tą charakterystyczną postać. Koleś z łysiną, brodą, gołym brzuchem w samych gaciach szczekający to mikrofonu jest sporą atrakcją każdego koncertu. Drugi powód to zajebistość piosenek Les Savy Fav, których jestem dużym fanem. Filmik poniżej udowadnia, że ich koncerty są mocno energiczne, żywiołowe i spontaniczne. Szkoda tylko, że swoimi trasami koncertowymi omijają szerokim łukiem Europę Środkowo-Wschodnią.

Do tej pory nie mogę odżałować zeszłorocznego koncertu Sufjana Stevensa w Warszawie. Muzyka o litewskich korzeniach chciałbym zobaczyć z jednej strony w jakimś sympatycznym miejscu, gdzie w połączeniu z samą gitarą mógłby dać chwytający za serce, akustyczny występ. Z drugiej natomiast chciałbym zobaczyć go w tym wymiarze dużych sal, konfetti, balonów, kolorowych strojów, tańczących chórzystek, dopiętych skrzydeł i taneczno-elektronicznych kawałków.

 

 

Piosenki na sylwestrową noc

Sylwester już tuż, tuż. Szampan, chipsy, fajerwerki, taniec i śpiew. To wszystko będzie już niebawem, ale jaka muzyka powinna polecieć w tle? Chyba nie chcecie polegać na sylwestrowych propozycjach TVP? Która co roku serwuje zapomniane, kiczowate przeboje z lat 80 i 90? Spokojna głowa, Dj Paweuu wam pomoże. Wyselekcjonowałem 10 tanecznych, imprezowych i dobrych piosenek, przy których każdy  świetnie spędzi czas w tę kolorową noc.

Na początek imprezy, kiedy będzie się toczyć miła rozmowa i wszyscy będą jeszcze trzeźwi powinno polecieć coś co każdego wprawi w dobre samopoczucie. Myślę, że w tym momencie wszyscy powinni usłyszeć Calvina Harrisa i jego akceptowalne dźwięki w latach 80.

Kiedy już wszyscy zajęli wygodnie miejscówki, każdy wie kto jest kto i generalnie zostały obgadane wszystkie sprawy to należało by przejść do inicjacji alkoholowej. W tym momencie może coś w czarnych klimatach? Zeszłoroczny Kanye najbardziej będzie tutaj pasował.

Pierwsze koty za płoty, jest miło i uroczo. Część gości z pewnością udała się na papierosa. A co z resztą, która nie pali? Dla nich przygotowałem Hot Chip.

Wracający ludzie z cygarety są na pewno zziębnięci. My, jako dobry gospodarz musimy ich rozgrzać. Najlepiej podziała tutaj przepis wujka Barneya i jego opener z sylwestrowej playlisty.

Goście siedzą, zajadają chipsy, popijają je drinkami z parasolkami. Powoli tupią nóżkami. Może należałoby się już coś pogibać? Załatwione przy !!!.

!!! było na rozgrzewkę, teraz wchodzimy z czymś bardziej energicznym. To będzie morderczy taniec.

Uff, zmęczeni? Chwila odpoczynku i przerwy na uzupełnienie płynów. Ciężko by w tym momencie zabrakło Cut Copy.

No, ale chyba nie chcecie siedzieć do końca? Zabawa powinna trwać do rana. Troszkę klasyki nie zaszkodzi.

W dobrej zabawie, śmiechach, hihach i tańcu zapomnieliśmy, że dobiła już 12. Odliczanie, wypala szampan, toast, życzenia i fajerwerki. Do oglądania kolorowego nieba idealnie nada się Animal Collective.

Jednak na tym nie kończymy, bawimy się dalej przy dźwiękach Justice.

Przy takiej muzie nikt nie powinien się nudzić. Udanej imprezy i szczęśliwego nowego roku od ekipy Paweuu.

Paweuu Playlist Grudzień

Święta, święta i po świętach. W ramach akcji zakup alko+chipsy i wyjazd na imprę, chciałbym polecić od siebie trzy kawałki w sam raz pasujące do sylwestrowej zabawy pełnej harców i kocich ruchów. Let’s Dance!

Paktofonika – Dejot rusza czarne płyty. Zacznijmy od czegoś „czarnego”, ale w naszych biało-czeronych barwach. Ekipy z Katowic nie trzeba lepiej przedstawiać. Udało im się stworzyć, fajny, dziarski kawałek w sam raz na imprezę, gdzie wszyscy się bawią póki polegną. W tle gdzieś tam plumczący basik a Magik wypluwający z siebie teksty, które są powtarzane chyba w każdych okolicznościach gdzie towarzyszką jest butelka czegoś dobrego i mocnego. Jest ogólnie zabawa na 102, wszyscy śmieją się haha. Generalnie kawałek jest fajną wymianą zdań Raha i Magika i lajtowo tego się słucha, zwłaszcza w doborowych towarzystwie. Jeżeli sylwester w tym roku na śląsku to wpadnijcie do Mikołowa czy też Katowic i odwiedźcie żyjącą ekipę PFK. Wszystko jasne kpw? Elita jest tu.

posłuchaj

Calvin Harris – Acceptable in The 80’s. Na dobrej, porządnej imprezie nie powinno zabraknąć czegoś śmierdzącego latami 80, disco klimatem a zarazem wyprodukowanym w ostatnim czasie. Wymogi spełnia pan, który śmiało twierdzi „I created Disco”. Ok wiem, kawałek nie jest jakiś odkrywczy i nawet nie jest najlepszym w wykonaniu tego angola, jednak najlepiej pasuje na sylwestrowe hulańce. Jest kiczowaty podkładzik, jakieś śmieszne klawisze, syntezatory. Poważny głos Harrisa i jęczące chórki, ale wszystko to się łączy w taneczny kawałek, przy którym można potrząść tyłkiem i bezrefleksyjnie spędzić ostatnie minuty roku. Wiadomo, że po vódce to człowiek do wszystkiego jest w stanie zatańczyć, ten kawałek śmiało możemy puścić na każdej imprezie, nawet tej nie zakrapianej.

Posłuchaj

Ladyhawke – Paris is Burning (Cut Copy Remix). W wersji oryginalnej też jest fajna ta piosenka, czuć lata 80 i generalnie te klimaty. Jednak przeróbka Australijczyków z Cut Copy dała tej piosence ciekawszego, bardziej imprezowego wymiaru. Jest jakiś syntezator, mentolnięcię, handclaping i ten transik do gibania się we wszystkie strony (że aż fst, bsb). Tempo zwalnia by móc dychnąć, otrzeć pot z czoła by znowu dać kopa do dalszych hulańców. Zabawa trwa do rana w końcu. Zatem jeżeli nie spędzacie sylwestra na białej sali, i spędzacie go radośnie z znajomymi na jakiejś bibce to poproście by dejot jak skończy ruszać czarne płyty to zapodał jeden z tych kawałków. Impreza gwarantowana (+10 zabawy jeżeli jest chrunchips).

Posłuchaj