The Radio Dept. – Clinging To A Scheme

Jeżeli nie jesteście fanami gitarowego indie grania Dinosaur Jr. to polecam wybranie się pod namiot trójki gdzie będzie grała szwedzka grupa indie popwa The Radio Dept.

Clinging To A Scheme to jedna z tych płyt, która wpada w ucho już od pierwszych przesłuchań. Słychać tutaj shoegaze wymieszane z indie popem o odrobiną elektroniki. Melodie są łatwo przystępne i ogólnie miłe dla ucha jednak nadal pozostają przy tym ambitnymi utorami. Dla mnie dość sporo skojarzeń z zeszłorocznym albumem Phoenix, a dokładnie z momentami nie singlowymi. Bo ta płyta nie jest tak przebojowa by móc z niej wybierać single dekady, ale każdy kawałek począwszy od Domestic Scene do You Stopped Making Sense stoi na równym, dobrym poziomem. Żaden raczej się nie wychyla by nie dostać od innych równych kawałków w czapę.

Takie lajtowe granie dobrze wpływa na moje poczucie muzycznej estetyki. Na korzyść tych dźwięków można dodać, że w mojej playliście lecą zaraz po nich utwory Radiohead i nie wyłapuję tego od razu, że to już Thom Yorke i spółka gra swoje melodie. To już od czymś świadczy. Nie słyszałem ich wcześniejszych dokonań, ale wiem, że w muzie siedzą już prawie całą dekadę 2000-2009 a najnowsza płyta wydaje się być najlepszą w całej dyskografii wg podpowiedzi allmusic.com. No cóż tak jak w wstępie mówiłem, jeżeli nie przekonywuje was gwiazdor offowy Dinosaur Jr to myślę warto sprawdzić tych szwedów, na koncercie o północy pod dachem namiotu może wytworzyć się fajny klimat, taki jaki jest na Clinging To A Scheme. Gdzie dzięki chwytliwym riffom gitarowym, bogatej warstwie muzycznej ozdabianej rożnymi klawiszami i znudzonym jakbym wokalem Johana Duncansona tworzy się miły nastrój fajnego dnia spędzonego gdzieś w Szwecji. Pitchfork docenił, ja również. Ocena: 7/10.

posłuchajcie Heaven’s On Fire i zapalcie cygaro.

Hannah Georgas – This is Good

This is really good…

Hannah Georgas póki co jest anonimowa postacią, próbowałem się doszukać jakiś informacji na jej temat na allmusic.com. Przewrotny tytuł tego portalu, bo jednak nie cała muzyka jak się okazuje. Płytę This is Good odkryłem na pewnym blogu, który polecam. Sprawdzam tamtejszą muzę i póki co nie czuje się zawiedziony. A jest to sprawdzać i mam nadzieje, że długo tak pozostanie.

To co wiemy na temat tej Pani? Jest z Kanady. Co w pewnym sensie ma znaczenie. Dla mnie nawet istotne. Bo jak wiecie ubóstwiam kanadyjskie klimaty. Gdy zajrzycie na jej stronę myspace możecie zobaczyć długą listę wpływów, gdzie między innymi pojawiają się: The Flaming Lips, The Cranberries, Bjork, Interpol, The Strokes, The National, Radiohead, Jeff Buckley, Broken Social Scene, Modest Mouse i wiele innych artystów, którzy naprawdę dobrze że znajdują się na tej liście. Dobre wpływy to już połowa sukcesu. Teraz wystarczy nagrać równie coś dobrego.

No może This is Good nie jest płyta na miarę Grace albo You Forgot It In People. Jednak jest to naprawdę bardzo fajny indie-pop. Każda z 12 kompozycji na płycie zachwyca pewnym urokiem, taką fajnością jaką ta płyta kipi aż. Pani Georgas ma naprawdę świetną barwę głosu, którą polubimy już od pierwszego: „what’s it like for you/on your own,what do you do/do the walls talk back/do you still do those things that you do”. Warta muzyczna też jest zadowalająca, jest gitarowo ale jednocześnie popowo i melodyjnie. Oj Tak jest sporo fajnych melodii. Ta płyta powinna się spodobać każdemu.

Idealna wręcz na okres weekendu majowego. Jest radośnie, słonecznie, wesoło. Wyobraźcie sobie, że jedziecie gdzieś spędzić majówkę. Pograć w badmintona, pospacerować, pojeździć na rowerze, rozpalić ognisko, grilla, pójść na imprezę. Ta płyta idealnie umili czas w samochodzie. A gdy zabraknie słońca to Hannah Georgas przypomni wam, że radośnie może być w każdej chwili nawet gdy nie jest tak słonecznie. Wyobraziliście to sobie?

Warto wspomnieć także, że jest różnorodnie na tej płycie. The Deep End jest dość folkowy a początek mi się kojarzy z Bon Iver. Shine to typowa ballada, która jest nasiąknięta emocjami. Something for You budzi skojarzenia z latami 30-40. Całość kończy akustyczne You’ve Got A Place Called Home. Muszę przyznać, że w każdym z tych utworów Hannah Georgas jest przekonywająca.Ocena:7/10

Sprawdźcie sami

P.S. Fajna okładka

MGMT – Congratulations

Hmmm komu oni dziękują? Co to za podziękowania? Przeważnie dziękuje się na końcu a oni już na starcie mówią „Dziękuje”. Nie ma za co, ale i tak to nie wpłynie na ocenę tej płyty.

Ok walnę z grubej rury, nie jest dobrze. Ta płyta nie wygląda tak jakbym tego oczekiwał, jakby oczekiwali fani debiutu nowojorczyków, recenzenci, entuzjaści i chyba muzycy sami. Co oni kombinują na tej płycie? Po pierwszych przesłuchaniach mam takie skojarzenia: Lata ’70, dzwony, Scooby Doo i jakieś stare klawisze. Już na pierwszej płycie czuć było tego rodzaje wariacje, ale były one nie groźne i w zasadzie przesłonięte hitami. Nie byle jakimi hitami bo taki Kids to jeden z hymnów dekady, istny power-indie-pop, killer danceflooru, prosty a zarazem taki miażdżący. Pierwsza cześć płyty Oracular Spectacular była mocno przebojowa. Na najnowszym krążku nie ma takich hitów. Są tylko te utwory, które mają klimat „nie-hitów” z debiutu. Jakieś narkotyczne, hipnotyzujące odjazdy, które chyba nie mają jakiegoś większego celu. Dziwnie się słucha tej płyty.

Oczywiście są jasne punkty jak na przykład taki Siberian Breaks, czyli 12 minutowa zlepka rożnych melodii, która wpływa na naszą wyobraźnie. Raz jesteśmy gdzieś na łące, siedzimy na kurtce. Obok Las a w środku niego jakiś stary most, płynie strumyk, słońce świeci, uśmiech na twarzy. To są te dobre momenty. Innym razem budzimy się na asfalcie i dookoła jest mgła. Brakuje tej płycie między innymi jakiegoś utworu, który powali swoją przebojowością. Takiego utworu do którego chętnie będziemy wracać, każdy będzie go lubił i chętnie słuchał długo, długo później jeszcze. Do tego nas przyzwyczaili. Rozumiem, że chcieli odegrać rolę zbawicieli muzyki, jakiś przewrotny, współczesny Pink Floyd w dwójkę. Niestety nie powiodło się i w zamian tego dostaliśmy taką papkę, gdzie mieszają się dobre momenty, ze zbędnymi i takimi co są po prostu słabe. I w ogóle te tytuły piosenek. Brian Eno? WTF? Lady Dada’s Nightmare? heh. Poindyczyć przy tym się nie da. Natomiast okładka może być. Pasuje.

W sumie to nie miałem jakiś wielkich oczekiwań. Czekałem na jakiś przebój chyba. Podświadomie liczyłem, że na płycie będzie jeden – dwa utwory, które będę wałkował przez dłuższy czas a na koniec roku powiem, że to są wypas  single. Niestety nie mogę powiedzieć tak o piosenkach z Congratulations. Nie ma tu materiału na singla, Nie ma też pomysłu na dobrą, równą płytę. Jest średnio. Nic nadzwyczajnego, ale też i nic totalnie beznadziejnego. Trójka w dzienniku by była. U mnie jest piątka ale w skali do dziesięciu. Ocena: 5/10

To może sprawdźcie… Siberian Break nie, bo na You Tube nie można dłużej niż 10 minut. To może Flash Delirium. ehhh, gdzie się podziały te przeboje?