Phoenix – Wolfgang Amadeus Phoenix

Phoenix-Wolfgang-Amadeus-PhoenixNa lekcji francuskiego zawsze nam powtarzano, że Francuzi są od nas Polaczków gorsi pod tym względem, że oni z językami nie bardzo. Wyłącznie w swoim ojczystym i w żadnym innym. A jak się już uczą obcego to jest to proces trwający pół życia. Tylko jak to jest, że to oni mają zespół śpiewający w języku Szekspira odnoszący sukcesy na Świecie a my mamy The Car is On Fire, który próbuje zabłysnąć w Japonii?!?

Zapewne nauczycielka francuskiego nie znała Phoenix. Słuchając tych szalonych kolesi nie jesteś w stanie się zorientować, że to Francuzi. Przynajmniej ja. Na pewno jakiś profesor by się zorientował po przesłuchaniach trwających miesiące. Oni są świetni. Nieźle pewnie se łamią języki. W końcu nie te akcenty i te nieme „h”. Co prawda my mamy niby The Car is On Fire czy Rentona, ale o nich się nie pisze na Pitchforku. Siła języka angielskiego jest nie podważalna. Założę się, że gdyby It’s Never Been Like That było po francusku to nigdy nie usłyszelibyśmy o takim zespole jak Phoenix.

Dobra. A co na najnowszej płycie? „Jeeeest doobrzee. No bo to impreza a nie pogrzeeeb” cytując Liroya. Zgadza się. Jest tanecznie, melodyjnie, kolorowo, fajnie. Po prostu popowo. Lisztomania to jak na razie czołówka w kategorii best single. 1901 fajnie melodyjny. Fences. Tu zdania podzielone. Moim zdaniem mocniejszy punkt płyty. Lubię falsecik. Potem mamy dwu-utworowy przerywnik w postaci Love Like A Sunset Part I oraz  Love Like A Sunset Part II. Francuzi się bawią i eksperymentują. Nie można powiedzieć, że są ograniczeni. Potem wracamy znowu do naszych tradycyjnych indie-popowych nutek. Lasso z fajnymi bębnami oraz Rome, kolejny mocny punkt tej płyty. Ciary pojawiają się jak Thomas Mars powtarza „Rome Rome Rome Rome”. Poza tym tekst! „Ah I never loved you/ And if I loved you/I wouldn’t say I’m sorry oh no/I stand outside under broken leaves”. Poza tym ta gitarka w tle. Ała. Świetne. Całość zamyka Armistice z klimatycznym klawiszem.

Kolesie jarają się historią. Wcześniej przewijał się motyw Napoleona. Tym razem mamy takie bajery jak Rzymskie Koloseum, rok 1901 no i mamy rozumieć Lisztomania od Franciszka Liszta? Poza tym o co kaman z tytułem płyty? Osobiście nigdy nie interesowała mnie historia. XX wiek w miarę, ale dalej to już mnie trzęsło na samą myśl. Aczkolwiek taki koncept płyty wydaje się być fajny. Oczywiście w umiarkowanym stopniu. Pamiętacie tych skandynawskich szatanów „śpiewających” o polskich żołnierzach? Sabaton dla przypomnienia. Tu pojawia się ta przesada, ale polski patriotyzm jest na tyle silny, że ludzie tego słuchają mimo, że Szwedzi poziom prezentują marny. Nie to co Phoenix!

Dobra płyta. Merriweather Post Pavilion czy Veckatimest raczej nie przeskoczy, ale czołówka się szykuje. Jako, że nie daje połówek ani ćwiartek (może czas zacząć?) a ocena waha się pomiędzy 7 a 8 to daje 8/10.

The Car is On Fire – Ombarrops!

OMBARROPSPewne jest to, że Lake & Flames jest płytą, która da się przebić. To nie szczyt polskiej muzyki indie. Można tą dość wysoko postawioną poprzeczkę przeskoczyć a sam The Car is On Fire ma potencjał by to zrobić.

Nie będę jak inni oceniał najnowszej płyty warszawiaków pod kątem jaka mogła by być tylko zwrócę uwagę na to jaka jest. Jasne, że oczekiwania wobec płyty były ogromne. No bo jak inaczej? Arcymistrzowska okładka w klimatach zeszłorocznego Mogwaia, nieźle popierdolony singiel na myspace i sama renoma zespołu wpłynęły tak mocno na nasze mózgi, że większość oczekiwała polskiej odpowiedzi na Animal Collective. I jakie to było zdziwienie, że oni nagrali dobrą płytę. Dlaczego tylko dobrą?!

Płyta daje radę. Nie jestem rozczarowany. Przyznaje, że gdy pierwszy raz ją odpalałem to nie wiedziałem czego się spodziewać. Wiedziałem, że będzie inaczej w porównaniu z hitami z Lake & Flames. Nie miało być już Borysa. Naczytałem się, że to będzie płyta XXI wieku itd, itp. Okazało się, że cała płyta to nie sa jakieś muzyczne eksperymenty jak w singlu o tej samej nazwie co album, gdzie pojawiają się dziwaczne instrumenty i żeński wokal. Budziło to skojarzenia od Stereolab poprzez Menomene kończąc na The Beatles. Nie od dziś wiadomo, że zespół przyznaje się do dość szerokich inspiracji swojej twórczości.

Martwiłem się jak będzie wyglądał wokal. Jęki Dejnarowicza miały swój urok i niepowtarzalny klimat. Jak się okazało moje zastrzeżenia były przesadne.Wokal brzmi może nawet lepiej chodź teksty nie powalają. O to jednak nie mam zastrzeżeń przy The Car is On Fire. Oni mają być melodyjni podczas jazdy samochodem, taneczni na koncertach i przyjemni w słuchawkach. Dla mnie to taki polski odpowiednik of Montreal. Taki bez tej całej pretensjonalnej gejowości. Taki polski, taki nasz. Ocena: 7/10.

Black Kids – Partie Traumatic

Myślałem, że są z Anglii. Na serio. Wygłodzeni kolesie z rozczochranymi czuprynami, dwie brzydko-grube baby plus kolorowe wdzianka. Wypisz, wymaluje typowy produkt MTV2 na potrzeby bogatych angielskich dzieci.

A oni tym czasem z Florydy. W sumie USA słynie z grubych bab. Kto ogląda Ala Bundy’ego ten wie. Natomiast wokalista mimo, że jest czarnuchem to po jego manierze wokalnej dochodzę do wniosku, że musiał jakiś czas przebywać na Mazurach bo zaciąga niemożliwie. Być może Floryda to takie Mazury Stanów Zjednoczonych.

Wracając do Black Kids. Mieli być odkryciem roku 2008. Nie są. Głównie z tego powodu, że na to miano nie wystarczy obecnie jedna dobra EPka i parę piosenek na płycie długogrającej. A szkoda bo pomysł w założeniu był dobry.

Miało być tanecznie, hiciarsko, słodko i przyjemnie. Powrót do przeszłości, lata 80. Niestety wyszło całkiem inaczej. Wyszło wtórnie. Powiewa nudą. Zamiast wpaść w zabawowy nastrój chce mi się ziewać. Płyta tak sobie. Przesłuchałem dwa razy i nie potrafię zanucić żadnej melodii oprócz ich pierwszego singla. Dobre piosenki z EPki Wizards of Ahhhhs plus reszta zapchajdziur. Gdyby od początku do końca płyta składała się z utworów a la I’m Not Gonna Teach Your Boyfriend How to Dance With You to ok. Ocena na 8 i debiut roku. A tym czasem ledwo 4.

Nie chce mi się już pisać jacy to oni słabi. Następnym razem napiszę o płycie, która nie zawiodła a niedawno wyszła. Tym czasem posłuchajcie jednego z najlepszych singli tego roku. Klik