Drony, teorie spiskowe i konflikty zbrojne, czyli Muse w natarciu

muse2Muse to jedna z tych kapel z którą łączy mnie ogromny sentyment. W czasach licealnych zasłuchiwałem się w zimnym „Sunburn„, jazgotliwym „Origin of Symmetry„, epickim „Absolution” oraz patetycznym „Black Holes and Revelations„. Nie wyobrażałem sobie by nie mieć na empetrójce chociaż jednej płyty Muse. Potem przyszedł czas studiów i niezapomniany „Resistance” – płyta, którą traktuje mocno osobiście. Następny krążek „The 2nd Law” już tak nie porywał, ale również dobrze wspominam ten album ze względu na koncert w Łodzi. Minęły trzy lata i pojawił się „Drones”. Album, który niemiłosiernie mnie wkurza.

Po przesłuchaniu najnowszej płyty Brytyjczyków czuję się tak jakby bliska mi osoba robiła coś nadzwyczaj żenującego, a ja nie mógłbym jej powstrzymać. Mówiłbym: „Przestań! To absurd, nie rób tego”. A ona dalej swoje. Czuje się tak jakby AC Milan kupił Grzegorza Rasiaka za 3o mln euro i nazywał go najlepszym napastnikiem świata. Czuje się tak jakby Trybson został Prezydentem Polski. Czuje bezsilność.

drones muse„Drones” to wyjątkowo słaba płyta. Zawsze wiedziałem, że Bellamy i spółka są pozbawieni własnego stylu. Czuć było w ich muzie kombinacje różnych artystów. Na początku byli to Jeff Buckley i Radiohead. Później grupa poszła w stronę progresywnego rocka spod znaku Queen. Następnie na celownik wzięli AC/DC oraz U2. Jednak zawsze mieli smykałkę do fajnego łączenia tych brzmień i nagrywania prawdziwych gitarowych wymiataczy. Na dronach tego nie ma. Jest jedna wielka autoparodia. Zatoczyli koło. Bellamy zaczął zżynać z samego siebie.

Spójrzmy na takie „Mercy„, które brzmi jak kombinacja „Starlight” (klawiszowy motyw przewodni) i „Falling Away With You” (syntezatory). Ciężkie gitary w „The Handler” przywołują na myśl progo-rockowe zapędy z „Black Holes And Revelation„. W „Aftermath” Bellamy ponownie wciela się w skórę Jeffa Buckleya a „Reapers” nie było czasem zapychaczem na „Resistance„? Mistrzostwem w zjadaniu własnego ogona jest jednak 10 minutowy „The Globalist„. Zaczyna się w westernowym stylu jak pamiętne „Knights of Cydonia„, następnie Bellamy przechodzi w nastrój ballady z pogranicza „Sing For Absolution” oraz „Unintented„. To jednak nie koniec bo w okolicy 4:34 otrzymujemy kolejną wersję „Stockholm Syndrome” a na samym końcu wracamy ponownie do klawiszów i coś na kształt patetycznej ballady, która spokojnie znalazłaby się na „Resistance„.

Muse_DronesJak widać na „Drones” znalazło się miejsce na motywy z każdej wcześniejszej płyty Muse. To jednak nie wszystko bo taki „Psycho” brzmi jak „Personal Jesus” Depeche Mode, a Bellamy nawet nie stara się tego zbytnio ukrywać. No cóż, jestem rozczarowany, ale nie zaskoczony. Już od jakiegoś czasu widoczna była tendencja spadkowa, a tracklista, która pojawiła się na początku roku jasno dała mi do zrozumienia, żebym nie spodziewał się niczego świeżego. Nawet po okładce widać obniżenie lotów. Muse mieli zawsze ładne graficzne opakowania płyt. Ta jest nazbyt wymowna i kiczowata.

I tak o to mam na telefonie pierwszą płytę Muse, której nie chce mi się słuchać. Nawet w fragmentach. Robię to wyłącznie z recenzenckiego obowiązku. Chciałem ostatnio napisać jakąś negatywną reckę, więc czemu nie Muse? Dużo prawdy jest w twierdzeniu Bartka Chacińskiego, który porównuje Brytyjczyków do cover bandu, który fajnie się słucha na żywo, ale na płycie już nie. Ocena: 3/10.

Posłuchaj

Festiwalowy przewodnik, czyli gdzie warto być w nadchodzące lato

Czujesz potrzebę wyjazdu na jakiś muzyczny festiwal a nie wiesz jak się za to zabrać? W końcu jest tyle festiwali w tym roku w Polsce, a hajsu starczy ledwo na jeden. Nie martw się! Wujek Paweuu stworzył dla Ciebie specjalny festiwalowy przewodnik, który pomoże Ci w tej arcyważnej, życiowej decyzji.

orangeOrange Warsaw Festiwal

Gdzie i kiedy? Warszawa, 12-14 czerwiec

Dlaczego warto tam być? Przede wszystkim kusi występ FKA Twigs. Pani Tahliah Debrett Barnett jest autorką, jednej z najciekawszych płyt zeszłego roku. Usłyszenie emocjonalnych tracków z „LP1” na żywo to jest coś. Muse i The Chemical Brothers za pewne dadzą czadu i całkiem możliwe, że przy Marku Ronsonie będzie szło potańczyć. Ponadto będzie jeszcze Metronomy i Big Sean. No i w końcu jest to impreza na otwartej przestrzeni, a nie stadionie. Co należy uznać za krok w dobrą stronę.

Minusy? Słabiutki ten line-up warszawskiej imprezy. Za te pieniądze można lepiej spędzić czas. A odgrzewane kotlety w postaci Papa Roach i Noela Callaghera tego nie zmienią.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Smartfona i modnych ciuchów.

Atrakcyjność: 35 %

openrOpen’er Festiwal

Gdzie i kiedy? Gdynia, 1-4 lipiec

Dlaczego warto tam być? Niektórzy narzekają, że z roku na rok jest coraz gorszy zestaw artystów. Prawda jest taka, że z roku na rok jest coraz lepiej! Edycja z 2007 roku, na której miałem okazję być ma się nijak do tych z ostatnich lat. Nigdzie w Polsce nie znajdziecie obecnie zestawu tak różnorodnych i będących na fali artystów. W tym roku wystąpią m.in: D’Angelo – autor najlepszej zeszłorocznej płyty, A$AP Rocky (również z świetnym, nowym materiałem), Disclosure, Modest Mouse, of Montreal, The Libertines no i Pan Drake – gwóźdź programu.

Minusy? Droooogooooooo. I w moim przypadku daleko.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Pieniędzy, dużo pieniędzy. I namiotu cyrkowego.

Atrakcyjność: 90%

legendy rockaFestiwal Legend Rocka

Gdzie i kiedy? Dolina Charlotty, 3-4 lipiec + 21 lipiec

Dlaczego warto tam być? Jesteś fanem klasycznego rocka i boisz się, że nie będziesz już miał okazji zobaczyć swoich ulubionych artystów? Musisz tam być! Ponadto miejscówka idealnie pasuje do typu imprezy: Hotel z SPA, amfiteatr z miejscami siedzącymi oraz blisko do uzdrowiska w Ustce. Wesołe jest życie staruszka!

Minusy? 300 zł za jeden występ starych pierników. Oj albo musiałbym być szalony, albo dzianym emerytowanym górnikiem by tam jechać.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: leków.

Atrakcyjność: 30 %

5248665_jarocin-festiwal-2012Jarocin Festiwal

Gdzie i kiedy? Jarocin, 17-19 lipiec

Dlaczego warto tam być? Jeżeli pragniesz powspominać stare, dobre indie rockowe czasy to zespół The Kooks Ci w tym pomoże. Poza tym będzie możliwość zobaczenia w akcji Petera Hooka, basisty Joy Division i New Order. A tak po za tym Jarocin oferuje sporo polskiej, gitarowej muzyki. Czasem lepszej, czasem gorszej.

Minusy. Słaby line-up. To już nie jest ten legendarny, rockowy festiwal.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Glanów i alkoholu.

Atrakcyjność: 25 %

audioriverAudioriver

Gdzie i kiedy? Płock, 24-26 lipiec

Dlaczego warto tam być? Bo to alternatywa dla wszelkiego rodzaju imprez typu Sunrise. Muzyka znacznie lepsza, a i szansa na spotkanie naćpanych koksików i patologicznych dziewoi dużo mniejsza. Idealna szansa by pobujać się przy fajnej muzie na plaży. Zestaw artystów nie razi wielkimi nazwami, ale zapowiada się ciekawie.

Minusy? Brakuje jednak jakiegoś konkret headlinera.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Markowych crocs’ów

Atrakcyjność: 55 %

woodstock-skakanka-1Przystanek Woodstock

Gdzie i kiedy? Kostrzyn nad Odrą, 30.07 – 1.08

Dlaczego warto tam być? Jest za darmo.

Minusy? Wiadomo, że na Woodstock nikt nie jedzie dla muzyki. Toteż nie ma co oceniać line-upu. Jednak wizja miliona ludzi i 50 toi-toii mnie przeraża. Dla kogoś bardziej ogarniętego życiowo tego typy „wyrwanie się” nie sprawia tyle frajdy co dla młokosa kryjącego się z piwem przed mamą.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Mydła.

Atrakcyjność: 0%

offOFF Festiwal

Gdzie i kiedy? Katowice, 7-9 sierpień

Dlaczego warto tam być? Bo to obowiązkowe miejsce na mapie festiwali dla każdego entuzjasty dobrej muzyki. W tym roku line-up nie razi, a jedynym wykonawcą, którego grzech nie zobaczyć to Run The Jewels. Nie mniej dla samego bycia „off” warto wpaść do Katowic. Nie od dziś wiadomo, że na OFF jedzie się poznać zespoły.

Minusy? Mówią na mieście, że tegoroczna edycja będzie najsłabszą. I chyba trochę w tym racji. Konkurencja rośnie, a bilety na Offa pomimo tego, że drożeją to nie gwarantują już tylu wspaniałych przeżyć.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Wąsów.

Atrakcyjność: 60 %

live festiwalKraków Live Festiwal

Gdzie i kiedy? Kraków, 20-22 sierpień

Dlaczego warto tam być? No cóż… line-up może nie jest zbytnio rozbudowany, ale będzie Kendrick Lamar. Usłyszeć jednego z najlepszych raperów wykonującego utwory z kapitalnej, tegorocznej płyty „To Pimp A Butterfly” to konkretny argument by odwiedzić Kraków. Poza tym będzie możliwość zobaczenia grupy Viet Cong, którą śmiało można nazwać odkryciem ad. 2015 oraz Foals, które zawsze jest na propsie. TV On The Radio też powinno dać radę. Poza tym była stolica Polski to świetne miejsce na zaimprezowanie.

Minusy? Poza wymienionymi wyżej artystami, nie ma w składzie artystów z kategorii „must see”. Dlatego też 250 zł to niby mało, a dużo jak na tego typu imprezę. Aczkolwiek na samego Kedricka tyle bym dał.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Do Krakowa bez maczety ani rusz.

Atrakcyjność: 60 %

1406878681-tauron-nowa-muzyka-fot-marta-ferensFestiwal Tauron Nowa Muzyka

Gdzie i kiedy? Katowice, 20-23 sierpień

Dlaczego warto tam być? Tauron warto przynajmniej raz w życiu zaliczyć, ze względu na wspaniały, industrialny klimat tej imprezy. Słuchanie zajawkowej muzyki elektronicznej na tle kopalni dostarcza wielu niezapomnianych przeżyć. Katowicka impreza ma swój niepowtarzalny klimat, który rozróżnia ją od pozostałych tego typu wydarzeń. A line-up? Co roku znajdzie się coś ciekawego. W tegorocznej edycji największą gwiazdą wydaje się być Tyler, The Creator. Poza nim usłyszymy: Autechre, DJ Koze, Rhye Ghostpoeta oraz Jamie Woona.

Minusy? Dość specyficzna publika się pojawia na Tauronie, ale czy to minus?

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Górniczego hełmu z latarką.

Atrakcyjność: 70%

Unsound-FestivalUnsound

Gdzie i kiedy? Kraków, 11-18 październik

Dlaczego warto tam być? Bo to jeszcze większa alternatywa od samego OFF’a. Jeżeli jesteś fanem niesłuchalnej muzyki i lubisz chwalić się, że słuchasz artystów, których nikt nie zna – musisz tam być!

Minusy? Nie ma już biletów… No i nie ma jeszcze programu.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Biletu

Atrakcyjność: 50%

Muzyczne podsumowanie roku 2012: Wydarzenia

wydarzeniaKolejna część podsumowania całorocznego skupiona na najważniejszych wydarzeniach z poprzedniego roku.

Zacznę od najciekawszych koncertów, które można było zobaczyć w 2012 roku nad Wisłą. Z mojej perspektywy najważniejszym gigiem w którym brałem udział był występ Muse w łódzkiej Atlas Arenie. Brytyjczycy promowali w ten sposób najnowszą płytę „The 2nd Law”. Koncert był sporym przeżyciem pod względem wizualnym i muzycznym, nie zabrakło niczego z czego Muse słyną live. Druga sprawa to Off Festival 2012. Niestety miałem wrażenie, że pod względem line-upu był to jeszcze słabszy festiwal niż rok temu. Tendencja spadkowa? Trudno ocenić, mimo to i tak udało mi się zobaczyć kilka świetnych koncertów takich artystów jak: Battles, Converge, Metronomy, Death in Vegas, Doom czy też Dam-Funk. Dobrze za to radził sobie Opener. Mimo, że bazował na gwiazdach, które „już były” to i tak zazdroszczę tym, którzy mogli zobaczyć M83, Bon Iver, Public Enemy czy też New Order. Warto w tym miejscu odnotować, że część występów można było śledzić przez YouTube’a. Czwartym koncertem godnym wyróżnienia jest występ Coldplay na Stadionie Narodowym. Zespół się trochę wyrobiła a nowe piosenki nawet dają radę, mimo to wciąż tęsknie za „Parachutes”.

Muse-12

Rok 2012 był owocny w liczne powroty. Na początku roku usłyszeliśmy o powrocie hip-hopowej formacji 2 Live Crew. Mocny powrót ze zaświatów zaliczyła legendarna grupa Godspeed You! Black Emperor, która wydała ciekawy album „Allelujah! Don’t Bend! Ascend! „. Swoją działalność wznowili także: At the Drive-In, Grandaddy, The Replacements oraz Run/DMC. Warto także odnotować powrót The Rolling Stones, który w poprzednim roku świętował 5o urodziny. Rok temu pisałem o nowym zespole Micka Jaggera. Wydawało się wtedy, że to koniec Stonesów. Na szczęście wrócili i wydali nowy krążek. Szczęśliwy powrót zaliczył The Beach Boys, wracając do nagrywania piosenek o miłości, słońcu i muzyce. Inaczej natomiast potoczyły się losy takich grup jak: Das Racist (mieli być na offie!), Girls oraz Handsome Furs, które raczej nie nagrają już żadnej nowej piosenki.

izasnoop

Rok 2012 to rok ciekawych kolaboracji. Na początku roku mogliśmy zapoznać się z utworami powstałymi w wyniku połączenia sił Krzysztofa Pendercekiego i Johnny’ego Greenwooda z Radiohead. Natomiast w lato pokazał się album „OFF THE WIRE”, który powstał w efekcie spotkania Izy Lach ze Snoop Doggiem. W tym czasie dowiedzieliśmy się także, że Artu Rojek już nie zaśpiewa razem z chłopakami z Myslovitz. Legenda polskiego rocka znalazła sobie kilka dni później nowego wokalistę w postaci Michała Kowalonka z grupy Snowman.

W 2012 nie doczekaliśmy się wciąż nowej płyty Blur ani Ścianki. Frank Ocean tuż przed premiera swojej płyty „Channel ORANGE” przyznał, że lubi „pedałować” a Brytyjczycy podczas imprezy otwarcia i zamknięcia Olimpiady w Londynie dali kilku godzinny popis swojej kultury. Ważnym wydarzeniem około muzycznym było skazanie zespołu Pussy Riot na karę łagru.  W Polsce natomiast do łask powróciło disco polo za sprawą jednej piosenki – „Ona Tańczy Dla Mnie” grupy Weekend.

adam yauch

Pora zajrzeć do czarnego notesu. W poprzednim roku z życiem pożegnała się Whitney Houston. To kolejna ofiara swojej sławy i bogactwa. Mimo, że nie przesłuchałem żadnej jej całej płyty to i tak szacun za głos z lat 90. Wiosną 2012 roku świat hip-hopu wstrząsnęła wiadomość śmierci członka Beastie Boys – Adama Yaucha. Poza tym do lepszego świata przeszli: Irena Jarocka, Robin Gibb z Bee Gees, Davy Jones i wielu, wielu innych.