Piosenki o miłości nietylko na walentynki

Tak jak w tytule. Dziś 14 luty, dzień zakochanych. Zdania na temat tego dnia są podzielone. Jedni uważają, że komercja, Ameryka, po co? Inni natomiast obdarowują soje sympatie prezentami, wychodzą w ten dzień do kina na specjalna walentynkową produkcję, krążą po centrach handlowych z kwiatami. Fajnie, że jest taki dzień kiedy ludzie czują miłość. Moim zdaniem walentynki powinny być każdego dnia, w każdej nawet najzwyklejszej chwili. Jeżeli się kocha, to w każdej sytuacji. Dlatego przedstawię wam zestaw kilku piosenek miłosnych, które można posłuchać nie tylko 14 lutego, ale każdego dnia.

Elton John – Sacrifice. Czyli wyrzeczenie, poświęcenie. Bez tego nie możemy mówić o miłości. Ta druga osoba powinna być najważniejsza. Elton śpiewa o miłości, która straciła kierunek. Zabrakło poświęcenia. Nie będę wnikać jak to odnosi się do samego Eltona Johna. Piosenka jest uniwersalna dla wszystkich. Niech przypomina co powinno być najważniejsze. Poza tym jest miła do słuchania. Lekki sielankowy klimacik, powolne tempo, głos Eltona no i ten motyw gitary. A i sprawdźcie jeszcze to, tak przy okazji.

Lionel Richie – Hello. Klasyk. Tylko w oryginalnym wykonaniu, bez żadnego Liroya. On jest zbędny. Pomińmy fryzurę Lionela i jego wąsik. Piosenka mocno wymiata w kategorii wyciskacza łez. Historia tak mocnego uczucia, przeżywanie tego całym sobą i silna chęć powiedzenia prostych, ale czasem tak trudnych słów „I Love You”. Oraz refrenowe Hello wyśpiewane przez Richiego. Wymiękam. „It’s me you’re looking for?” czyjeś spojrzenie czasem tyle nam mówi. Chłopie wiemy o czym śpiewasz, podoba nam się to. I mimo, że CKOD to dissuje to nie uważam, że jest tutaj banalnie. A i nie zapomnijmy o saksofonie, który dodaje tego klimatu.

Muse – Endlessly. Matthew Bellamy, specjalista od liryki miłosnej. Czasem ciężko zrozumieć go, czasem rozumie się go zbyt dobrze. Jednak przyznam, że teksty i muzykę piszę pasującą w moje gusta. I gusta wielu, którzy docenili. Dlaczego Endlessly? Bez końca. „Hopelessly, I’ll love you endlessly. Hopelessly, I’ll give you everything”. Esencja w tych dwóch zdaniach. Posiadanie nadziei na to, że będzie się kochało zawsze, do końca i da się tej osobie totalnie wszystko. Może być coś piękniejszego? Dlaczego tylko nadzieja a nie całkowite przekonanie? Można tylko zgadywać. Być może nie mógł być z tą osobą, może inny powód? Teraz muzyka. Ten klawisz, ta linia melodyjna, perkusja, chórki. Wszystko oddaje ten podniosły klimat. Wykonanie live zdecydowanie lepsze.

Seweryn Krajewski – Wielka Miłość. Czas na reprezentanta znad Wisły. Któż nie zna Seweryna Krajewskiego? Znany zarówno z Czerwonych Gitar jak i twórczości solowej. Tyle znanych piosenek. Wielka miłość. Szlagier każdego wesela. Lekki klawisz, disco bit, chórki i wokal samego Krajewskiego, narodowego wymiatacza jeżeli chodzi o serie hitów na skalę całego kraju, zapisujących się mocno w naszą świadomość. Na pewno znacie nie jeden jego utwór bardzo dobrze. Tak odnosząc się do tekstu, to zgadzam się, że czasem czas szybko leci. „Wielka miłość nie wybiera”

The Beatles – Oh! Darling. Nie mogło zabraknąć Beatlesów. Klasyka, klasyki, ponadczasowi, zawsze modni, zawsze na miejscu. Tylko oni. Paul, John, George i Ringo. Ich twórczość to głównie piosenki miłosne, było w czym wybierać. Zdecydowałem się na Oh! Darling. Uwielbiam ten kawałek. Prośba o uwierzenie, o zaufanie. „Believe me when I tell you I’ll never do you no harm”. Chyba bez sensu jest się rozpisywanie na ten temat. Każdy wie o co chodzi. Po prostu The Beatles.

The Beach Boys – Wouldn’t It Be Nice. Czyż nie byłoby wspaniale cieszyć się razem każdym dniem? Spędzać go ze sobą w radości, szczęściu? Mieć zawsze uśmiech na twarzy? Być ze sobą zawsze? wsiąść ślub? budzić się każdego ranka ze sobą? Być dla siebie wszystkim? Czuć miłość? Czuć to, że komuś zależy i dawać to samo uczucie drugiej osobie? Bądźcie szczęśliwi. Posłuchajcie Beach Boysów.

Whitney Houston – I will always love you. Tytuł jest już fajny, reszta także. Hit znany równie tak dobrze jak film z którego pochodzi. Mowa o Bodyguard. Spokojne wejście, saksofonik i ten wokal w refrenie: „And I will always love you”. Nie ma co polemizować. Whitney ma głos, potężny, wspaniały głos, którego używa w dobrym celu, ale nie zawsze w dobrych piosenkach. W przypadku tej piosenki świetnie się składa, że ona ją śpiewa. Wszystko pasuje. O ile film nudzi się po którymś obejrzeniu na Polsacie czy TVN to piosenkę spokojnie można słuchać i słuchać. To by były wszystkie propozycje z mojej strony. Jest mnóstwo piosenek o miłości, ja wymieniłem ledwie parę. Na koniec życzę wam byście poczuli to o czym marzycie.

Muzyczne podsumowanie roku 2009: Single

Wybrałem zestawienie dwudziestu najciekawszych singli moim zdaniem, generalnie w tym roku pochłaniałem muzykę płytami a nie singlami, ale udało mi się utworzyć listę 20 najbardziej przebojowych dla mnie kawałków mijającego roku. Nie oczekujcie nic odkrywczego, utwory te powielają się albo nie na wielu listach podsumowujących. Oto one:

20. Lady GaGa – Paparazzi. Jej nie trzeba przedstawiać, niby Bad Romance najlepsze, ale mi jakoś w pamięci najbardziej utkwił właśnie ten kawałek, no cóż dobry jest widocznie. Jest w tym moc.

Posłuchaj

19. Handsome Furs – I’m Confused. Kanadyjskie małżeństwo, które wyjątkowo lubi nasze regiony potrafi także nagrać coś tanecznego bo I’m Confused takim utworem jest.Grubo ponad 4 minuty czystego szaleństwa.

Posłuchaj

18. The Pains Of Being Pure At Heart – Young Adult Friction. Podbili nasze serca właśnie dzięki takim utworom. I mimo, że są debiutantami to widać w tym potencjał. Poza tym, słyszycie w tym radość? Ja taaaak.

Posłuchaj

17. Cool Kids of Death feat Hallow Dog – Got 2 Kill This Dog. Zachwalałem ostatnio w playliście. Nowa twarz CKOD mi pasuje. Kuba dajesz!

Posłuchaj

16. Lily Allen – The Fear. Nie lubię jej gadania o trzecim sutku, przygodach z liceum i jej słabych coverów (Heart of Glass!), nowa płyta mnie nie zachwyciła, ale ta piosenka jest na prawdę dobra. Brzmi to jak podkład do snu, że aż nie chce się budzić.

Posłuchaj

15. Yeah Yeah Yeahs – Zero. Trzy razy Yeah. Mocno imprezowo i tanecznie. Dużo syntezatorów, ta przemiana na dobre im wyszła. Zastąpienie gitary klawiszem. Takie rzeczy to tylko w NYC.

Posłuchaj

14. Bat for Lashes – Glass. Lubię. Ten wokal uwielbiam. Nie przejmuję się tym, że niby naśladuje Kate Bush itd. Mi się podoba a ten utwór ma swój urok i ten wybuch wokalny, ona miażdży.

Posłuchaj

13. The Flaming Lips – See The Leaves. Ten utwór najbardziej mnie zachwycił z najnowszej płyty już niemal legendy jaką są flamingi. Generalnie płyta wzbudza mieszane uczucia, ale każdy docenia. Ja także doceniłem.

Posłuchaj

12. The Car is On Fire – Ombarrops! Musiał się znaleźć jakiś przedstawiciel rodzimej sceny. Warszawiacy najbardziej na to zasłużyli. Pomimo braku Borysa Dejnarowicza uważam ich za mocny punkt naszej muzyki, nadal potrafią wzbudzić zainteresowanie. Niby podobne do Taxman Beatlesów, ale pamiętacie jakie było zdziwienie jak wrzucili to na myspace?

Posłuchaj

11. Phoenix – Rome. Phoenix poraz pierwszy ale nie ostatni. Rzym trochę pominięty przez media, zasłonięty przez hity 1901 czy Lisztomania, ale moim zdaniem warto zwrócić uwagę także i na ten kawałek bo zasługuje na to w pełni.

Posłuchaj

10. The XX – Crystalised. Najspokojniejszy utwór na mojej liście. Generalnie wszystkie piosenki debiutantów z Anglii nie pałają żywiołowością tylko zaprawiają w zadumę. W dobie zalewania nas przez media krociami słabizny z wysp to XX mocno wystaje z tego grona i najbardziej trafia w gusta ludzi pragnących trochę więcej od muzyki. Brawo

Posłuchaj

9. Pheonix – Lisztomania. I znowu Francuzi, którzy potrafią po angielsku. I nie dość, że potrafią to w jaki sposób! Chwała im za to. Nie będę się z tym krył jestem fanem ich nowej płyty a single z niej cieszą uszy. Lisztomania daje mocno radę, zachwyca za każdym razem tak samo.

Posłuchaj

8. Franz Ferdinand – Ulysses. Przy tej nucie zaliczałem sesje, takie moje skojarzenie co do tej piosenki. Najlepszy kawałek z ich płyty, udowodnili nim, że potencjał nie wyczerpał się na pierwszym albumie i Take Me Out.

Posłuchaj

7. Neon Indian – 6669 (I Don’t Know If You Know). Może niezbyt odkrywczo, ale podobają mi się utwory z ich płyty a najbardziej przypadł mi do gustu ten z czterema cyframi w tytule, cokolwiek one nie oznaczają…

Posłuchaj

6. La Roux – Bulletproof. Może nie grzeszy urodą, ale jej single w tym roku dominowały na parkietach. Czerpie garściami z lat 80 i wychodzi na tym bardzo dobrze. Czuć w tym trochę plastiku, ale jest pozytywnie. „Oh, baby You’re time is running out…

Posłuchaj

5. Animal Collective – My Girls. Fenomen Animal Collective polega na tym, że jak oni już coś nagrają to szczęka opada. Czasami myślę, że oni wyprzedzili muzykę. I jest to plusem ale też i w pewnym sensie minusem, dlatego nie jest to numer jeden jak na innych serwisach.

Posłuchaj

4. Jay-Z feat Alicia Keys – Empire State Of Mind. Nie mogło zabraknąć i czegoś do pobujania się. Jay-Z to pewnego rodzaju fenomen, potrafi ze wszystkiego wykrzesać 100% potencjału i czego się nie dotknie zamienia się w hit. Alicia Keys jak najbardziej na miejscu. Jego kryzys nie dotknął w tym roku.

Posłuchaj

3. Phoenix – 1901. Francuzi zdominowali listę. Znani są z tego, że ich single powalają. W moim zestawieniu po raz trzeci. Przy 1901 jest o tyle fajnie, że ten kawałek świetnie brzmi. Syntezator na początku, gitara. Człowiek się zastanawia wtedy skąd oni biorą pomysły na to? Oni wiedzą jak zabrzmieć popowo i nie stracić jednocześnie swojej wiarygodności w tym co się robi.

Posłuchaj

2. Muse – I Belong to You/Mon Coeur S’ouvre A Ta Voix – Najlepsza piosenka na Resistance, najlepszy cover nagrany przez Muse (obok Feeling Good). Świetny tekst „I can’t find the words to say…”, klaskanie, klarnet, klawisz, Bellamy śpiewający po francusku, „You’re my muuuse”. Nic dodać nic ująć. wiele wspaniałych wspomnień z tą piosenką. Można nie lubić Muse albo ich uwielbiać, ale potrafią nagrać coś co cieszy. Pomijając dziwne zapędy Bellamy’ego to trzeba mu przybić mocną piątkę za ten kawałek.Poza tym utwór ten ma znaleźć się w najnowszej części filmu Zmierzch.

Posłuchaj

1. Grizzly Bear – Two Weeks. Tak to niedźwiadki wypuścili według mnie najlepszy singiel. Two weeks w swojej prostocie (klawisz!) jest strasznie przyjemnym utworem do słuchania. Świetne chórki, do których już nas przyzwyczaili ponadto to Edward Droste dodaje klimatu swoim wokalem. Nie zapominajmy o niezbyt systematycznej perkusji, która jest ogromnym plusem tego utworu, nie idzie wyczuć czy on teraz uderzy w werbel czy talerz czy co on zrobi…

Posłuchaj

Muzyczne podsumowanie roku 2009: Wydarzenia

Witam wszystkich w nowym roku. Nie wiem jakie macie odczucia co do poprzednich dwunastu miesięcy, ale ja je wspominam bardzo miło, szczególnie drugą połowę roku, która była chyba najlepsza w życiu. Tyle o moich odczuciach co do 2009. Na ten 2010 roku chciałbym życzyć wszystkim bez wyjątku spełnienia najskrytszych marzeń, by był dla was owocny i byście mogli go dobrze wspominać. Dążcie do spełnienia waszych marzeń, odnajdzie szczęście a jeżeli już je znaleźliście to za nic nie pozwólcie go sobie zabrać. Co dla was przygotowałem tym razem? Muzyczne podsumowanie w tym roku później niż w latach wcześniejszych, ale za to w innej, lepszej formie. Podzielone na trzy części. W tej podsumuje najciekawsze wydarzenia w muzyce w perspektywie mojej osoby. Zaczynamy:

10. Pavement wraca. No wrócili, trasa koncertowa zatwierdzona. Tylko gdzie Polska?

9. Peja vs Tede. Wszystko zaczęło się od incydentu na koncercie rapera z Poznania. Generalnie trzeba przyznać, że obaj wykazali się raperskim kunsztem z tym, że Tede dla mnie bardziej przekonywujący.

8. Porcys. Głównie chciałbym zwrócić uwagę, że końcówka roku była dobra pod względem codziennych aktualizacji. Pomysł z recenzjami kilku autorów, początkowo wydawał się słaby, gdyż recenzje straciły w pewnym sensie swoją wyrazistość, ale częste update’y na plus. Poza tym szacun Borysowi za reckę nowego U2.

7. Wszechobecna Lady GaGa. Pamiętam jak kiedyś widziałem z nią wywiad w 2008 roku. Była wtedy po wydaniu jednego singla Just Dance, który szalał. Mówiła wtedy, że ciągle chce być na topie, że co singiel to lepiej, bardziej przebojowo. Uśmiechnąłem się wtedy i pomyślałem „wielu by tak chciało”. Jakie było moje zdziwienie gdy ona tak jak powiedziała tak zrobiła. Mimo, że strasznie komercyjna, nie grzesząca urodą to ma jednak ten pop w sobie.

6. The Beatles znowu w sklepach! No ten rok był dobry dla fanów Paula, Johna, Ringo i Georga. Pomijając grę The Beatles Rockband w którą nie miałem okazji zagrać, ale wydaje mi się dobra inicjatywa to na półki sklepów wróciły wszystkie płyty. All You need is Love! Yeah Yeah Yeah!

5. Ars Cameralis. Nie byłem, Grizzly Bear nie dotarli, ale sam fakt, że takie gwiazdy jak choćby wspomniane niedźwiedzie czy Andrew Bird, Yo La Tengo oraz St. Vincent mają zagościć w Katowicach były dużym newsem z pewnością lepszy line-up niż Offa. Większe nazwy, które były oczekiwany nie pojawiły się ostatecznie i to nie pozwoliło się znaleźć festiwalowi Rojka w moim zestawieniu.

4. Dobre płyty. Na początku myślałem, że nic fajnego nie wyjdzie w tym roku. Jednak patrząc na to co powstało w 2009 roku mogę powiedzieć, że dekada została przyzwoicie zakończona. Głównie dzięki takim zespołom jak Animal Collective, Grizzly Bear, Phoenix czy Neon Indian. Poza tym dobre powroty wyjadaczy: Yo La Tengo, Flaming Lips i oczywiście Dinosaur Jr.

3. The Resistance. Płyta generalnie nie porwała, nie powaliła na kolana. Wydaje się być jednak ciut lepsza od Black Holes and Revelations. Mi jednak chodzi o coś innego. O to, że o tej płycie wszędzie słyszałem. Było to wydarzenie duże. Uprising nie dość, że można było usłyszeć w każdym pubie to jest to jeden z hitów listy przebojów utworzonej przez Watykan.

2. Radiohead w Polsce. Długo oczekiwani w Polsce, bo aż 15 lat. Skrupulatnie omijali nasz kraj aż w końcu pojawiła się wiadomość, że w sierpniu, w Poznaniu wystąpi Thom Yorke i spółka. O tym gigu pisałem już tutaj. Dodam tylko, że wydarzenie trochę zostało pominięte w tych najważniejszych muzycznych mediach, ale warto było być. Radiohead dali niesamowity koncert, zapewniając rozrywkę wszystkim fanom zespołu. No i Creep na końcu. Z tą piosenką mam wyjątkowe wspomnienia.

1. Śmierć Króla. 25 czerwiec 2009 roku, wstrząsająca wiadomość. Michael Jackson nie żyje. Nie istotne czy było to morderstwo czy nie. Umarła ważna postać dla muzyki. Kontrowersyjna, ale bardzo ważna. Michael miał mocny wpływ na muzykę pop a przede wszystkim na teledyski, które obok jego tańca charakteryzowały go jako największa gwiazdę muzyki pop. Od tego dnia radia puszczały tylko jego, paradoksalnie Michael dzięki swojej śmierci znowu wrócił na światowy TOP.