Regina Spektor – What We Saw From The Cheap Seats

Trochę popu w oczekiwaniu na ćwierćfinały.

Tak, faza grupowa Euro 2012 już za nami. W dniu wolnym od pojedynków europejskich gigantów warto posłuchać troszkę niezobowiązującego popu.

Regina Spektor idealnie może w tym momencie się odnaleźć. Mimo, że jej nowa płyta dupy nie urywa to została okrzyknięta najlepszym dotychczasowym albumem w dość bogatej kolekcji. „What We Saw From The Cheap Seats” to album cholernie nie równy i momentami nudny. Jednak warto posłuchać jej dla tych kilku na prawdę ciekawych i fajnych utworów. Mam tutaj na myśli szczególnie pierwszą część krążka. Początkowe utwory takie jak: „Don’t Leave Me (Ne Me Quitte Pas)”, „Patron Saint” czy „Oh Marcello” to pop z kategorii umilającej podróż do pracy z rana. Jednak im dalej idąc w las to tym ciemniej i nudniej. Całe szczęście nie muszę chodzić daleko do pracy, a co za tym idzie nigdy nie dobrnąłem do końcowej części płyty. A gdy już ją słuchałem to się dołowałem. Jest smętnie, nijako i nawet fajny głos Reginy nie rekompensuje mi czasu poświęconego dla tych paru piosenek.

Dlatego też ocena końcowa nie może być siła rzeczy wysoka a co najmniej przeciętna. Osobiście wiele bym zmienił na tej płycie. Zabrakło tutaj power popowych singli, które pozamiatałyby. Zamiast tego zaserwowano nam parę smętnych, szarych ballad z mało ciekawym tekstem. Wokalista o rosyjskim pochodzeniu ma dość spory potencjał, który słychać w bardzo przyjemnej dla ucha barwie głosu. Szkoda, że nie został do końca wykorzystany. Ocena: 5/10. Sprawdźcie tych parę piosenek o których wyżej wspominałem.

Paul McCartney – Kisses On The Bottom

Kolejny muzyczny „dinozaur” na łamach Paweuu Alternativ Blog.

Dinozaur z tego względu, że tego typu muzycy są już na wymarciu. Gdy patrzymy jak niektóre legendy muzyki staczają się lub zupełnie na starość im odpieprza (Lou Reed, Mick Jagger) to cieszymy się, że są jeszcze tacy starsi panowie jak Paul McCartney. Mimo, że ponad siedemdziesiąt lat już za nim to nadal w sercu pozostaje młodym chłopakiem, zakochanym w dodatku. Oczywiście wszystko z umiarem.

Wydawałoby się, że były członek Fab four osiągnął już praktycznie wszystko w muzyce. Jednak mimo to nadal nagrywa kolejne albumy, które może już nie zmieniają świata, ale wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem. Co tym razem sprezentował nam eks-beatles? „Kisses On The Bottom” to typowy miłosny album składający się z starych, klasycznych i jazzowych (z początku XX wieku) utworów. Dzięki pomocy takich nazwisk jak Clapton oraz Stevie Wonder a także miejsc nagrywania (te same studio w którym nagrywał między innymi Frank Sinatra) udało się uchwycić na tej płycie nie powtarzalny klimat lat ’30. McCartney wciąż ma świetny głos a jego dwie autorskie kompozycje „My Valentine” oraz „Only Our Hearts” pokazują, że jego dar pisania rewelacyjnych piosenek nie zniknął wraz z upływem lat. Nie wielu tak potrafi.

Możemy trochę kiwać nosami na to, że jest zbyt spokojnie, zbyt nużąco. Jednak ta płyta idealnie trafi jako podkład do romantycznych spotkań z lubą Panowie. Trochę romantyzmu zamiast wulgaryzmu nie zaszkodzi. To wciąż działa. Ponadto jazz ostatnim czasem przeżywa swój renesans dlatego warto sprawdzić „Kisses On The Bottom” bo to piękna, romantyczna płyta. Z pewnością jest to ciekawsza propozycja niż skomercjalizowany (ukrzyżowany) dub-step. Ocena: 6/10.

Dziun – A.M.B.A.

Ostatnio najgłośniej komentowany debiut w polskiej muzyce pop.

Dziun, która wcześniej gdzieś tam kręciła się wokół Indios Bravos, Pudelsów i Piotra Banach wydaje w tym roku własną, debiutancką płytę. Oprócz muzyki obecna w świecie mody. Pokazy mody, okładki magazynów oraz sesja w Playboyu. Niemalże człowiek renesansu. Jesteśmy naocznymi światkami jak posuwa się do przodu proces przenikania świata mody z światem muzyki.

Jednak nie chciałbym bardziej zagłębiać się w ten temat. Zostałem wywołany do głosu, gdyż po pierwsze spodobał mi się promujący singiel „Dobrze Jest” oraz fakt, że jak sama artystka się chwali na swoim blogu, jest to płyta z pogranicza popu i alternatywy. Czyli coś dla mnie. A.M.B.A. to płyta z pewnością dobrze wyprodukowana, mieszająca stylistyki i gatunki. Pop łączy się z R&B itd. Sama Dziun ładnie śpiewa, łudząco przypomina momentami nasza narodową najlepszą śpiewaczkę – Nosowską. Jednakże szwankuje parę rzeczy. Pierwsza najważniejsza: Teksty. Niestety stoją na niskim poziomie, wręcz momentami prymitywnym. Troszkę irytują, co przeszkadza w odbiorze albumu. Po drugie sama Dziun wydaje się momentami nie prawdziwa. Ja wiem, że promocja wymaga przyjmowanie różnych pozycji, ale to co cenię najbardziej u artysty to szczerość. A tego tutaj mi zabrakło.

Sam materiał na płycie uważam, za równy. Do lajtowego, niezobowiązującego słuchania pasuje i pod tym względem większych uwag nie mam. Gdyby tak wyglądały wszystkie płyty popowe w naszym kraju to znacznie lepiej by się żyło w Polsce. Z pewnością pop spod znaku Dziun stoi wyżej w hierarchii muzycznej niż nie jeden artysta lansowany z uporem maniaka przez radio. Natomiast „Dobrze jest” na chwilę obecną może być naszym hymnem narodowym w związku z wylosowanymi grupami na Euro 2012. Coś jeszcze miałem napisać, ale mi się zapomniało. Posłuchajcie. Ocena: 5/10.

Posłuchaj