Co – Sovel to autorski projekt Izoldy Sorenson, znanej z zespołów takich jak Julia Marcell i Drekoty. Debiutancka EP-ka omawianego projektu to ciekawa pozycja wśród muzyki alternatywnej. Płyta składa się z trzech utworów. Pierwszy „Detektyw Nr 16” to kawał energicznego indie-popu, gdzie klawisze dodają melodyjności. Następny „A Small Coat” jest znacznie spokojniejszy, jednak nie mniej melodyjny. Piosenka ta zachwyca przede wszystkim wokalem Pani Sorenson oraz linią basu. Jest to zdecydowanie najlepsza pozycja na płycie, która z każdą sekundą nabiera tempa. Całość kończy nastrojowe „Dhei No”. Na albumie znajdują się również wideo nagrania z sesji nagranej w studio.
Silną stroną EP-ki są teksty, które stanowią nawiązanie do twórczości słoweńskiego poety z początku XX wieku, Srecko Kosovela. Artysta ten miał również wpływ na nazwę projektu Co – Sovel, gdyż jest to skrót od Cooperation with Kosovel. Szkoda tylko, że spośród trzech utworów tylko jeden, pierwszy jest zaśpiewany w języku polskim. Zawsze i wszędzie będę postulował śpiewanie w języku ojczystym (polskim), jednakże rozumiem wybór angielskiego ze względu na jego popularność, aspekty marketingowe a także prostotę tworzenia tekstów w języku Szekspira. Śpiewanie po polsku zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem zahaczenia o tandetę. W przypadku Izoldy Sorenson mogę śmiało powiedzieć, że słowa z „Detektyw Nr 16” zgrabnie łączą się z warstwą dźwiękową. Oceniając muzykę chciałbym wyróżnić perkusistę Jose Manuela Albana Juareza, który zdecydowanie wie co robi. Podoba mi się również wyrazisty głos Pani Sorenson, dzięki, któremu słuchanie „Live in Studio EP” jest znacznie przyjemniejsze.
„Live In Studio EP” to płyta ciekawa, dobrze napisana i zagrana. Troszkę ciężko mi się doszukać w tych trzech kompozycjach czegoś co by wyróżniało ten materiał od innych podobnych, alternatywnych albumów. Końcowa ocena nie może być zatem za wysoka, poza tym to na razie EP-ka. Z miłą chęcią posłucham w przyszłości płyty długogrającej. Ocena: 6/10.
Mam dla was smutną wiadomość. Nie jadę w tym roku na Offa. Zrywam z tradycją sięgającą 2008 roku, kiedy to po raz pierwszy uczestniczyłem w tej imprezie. Wiąże się to z kilku powodów. Jednym z nich (nie najważniejszym) jest mało porywający line-up i coraz droższy bilet. Wiem, że inne festiwale żądają za prawo do uczestnictwa w imprezie znacznie więcej i propozycja Offa jest jedną z tańszych, jednakże pragnę zaapelować z tego miejsca o ogarnięcie się w tej kwestii. Rok temu stworzyłem swój własny line-up Offa 2014. Napisałem wtedy: „Nie będę ukrywał, że liczę na to, że Rojas przeglądając internety tutaj trafi i chociaż 5 % mojego zestawienia znajdzie się na przyszłorocznym offie”. Trafiłem 2 zespoły na 66. Wynik 3.03 %. Ok, ale nie zamierzam tutaj narzekać. Mimo, że Off wygląda słabo to postanowiłem stworzyć listę 10 koncertów, których nie należy przegapić. Kolejność alfabetyczna.
Belle & Sebastian
Co prawda swoje najlepsze lata mają dawno za sobą a ostatni ich longplay wydany był cztery lata temu. Jednak na żywo wciąż potrafią zaskoczyć. 7 osobowy band ze Szkocji to niekwestionowana ikona muzyki indie. Nie oczekiwałbym jednak fajerwerków, gdyż w ich długiej dyskografii jest sporo dłużyzn. Im więcej w setliście znajdzie się utworów z pierwszych trzech płyt tym lepiej.
Chelsea Wolfe
Muzyka amerykańskiej wokalistki łączy w sobie elementy folku z mrocznym klimatem kojarzonym z metalem. Artystka porównywana do Nicka Cave’a i Portishead nagrywa od 2006 roku, kiedy to wydała własnymi siłami debiutancki krążek „Mistake In Parting„. Jednak za jej najlepsze dzieło uważa się „Apokalypsis” z 2011. Warto zobaczyć jej występ na żywo i poczuć ten specyficzny klimat.
clipping
Występu clipping żałuje najbardziej. Ich tegoroczny „CLPPNG” to kawał porządnego rapu. Hałaśliwe „midcity” też jest niczego sobie. Nie jest to może muzyka odkrywcza, jednak jest w tym moc. Przeczuwam, że to będzie najlepszy koncert całego OFFa. Posłuchajcie takich utworów jak: „Work Work”, „bouth.that” , „Get Up” i oceńcie sami.
Deafheaven
Jeżeli jesteś fanem głośnej, gitarowej muzyki to koncert Deafheaven jest absolutnym must see. Ich zeszłoroczna płyta „Sunbather” wydobywa to co najlepsze z black metalu i post-rocka. Nie liczyłbym na spokojne stanie pod barierkami, radzę zaopatrzyć się w zbroję bądź pójść na żywioł i wskoczyć w pogo.
The Jesus And Mary Chain
Szkoci z The Jesus And Mary Chain to absolutny klasyk. Gdyby nie oni nie byłoby shoegaze i My Bloody Valentine. Zapoznajcie się z materiałem z ich debiutanckiego „Psychocandy„, gdzie przebojowość kompozycji łączy się z hałaśliwymi gitarami. Jedyny minus to fakt, że absolutnie nie wiem czego się po nich spodziewać w 2014 roku?
Kobiety
Kobiety to jeden z tych legendarnych polskich niezależnych zespołów o których nie zapomnimy nigdy z kilku powodów. Po pierwsze ich debiutancki krążek „Kobiety” to klasyk, po drugie to oni nagrali „Marcello” oraz po trzecie w niebanalny sposób łączą alternatywę z popem. Na Offie odegrają cały debiut, palce lizać.
LE1F
Pamiętacie zeszłoroczny dylemat offa My Bloody Valentine vs. Mykki Blanco? To dzieje się znowu, gdyż o tej samej porze co LE1F gra The Jesus And Mary Chain. Po stronie rapera przemawia jednak fakt, że dobrego rapu (albo w ogóle rapu) na Offie jest bardzo, bardzo malutko. Smuteczek. Jeżeli lubicie hip-hop i podobał się wam rok temu koncert Mykki Blanco to musicie to zobaczyć.
Neutral Milk Hotel
Żaden koncert na Offie nie był tak wyczekiwany obok My Bloody Valentines jak Neutral Milk Hotel. Usłyszeć na żywo utwory z genialnego „In The Areoplane Over The Sea” to nie lada gratka dla każdego fana dobrej muzyki. Amerykanie z Ruston dzięki tej płycie na stałe wpisali się w historię muzyki alternatywnej.
Perfect Pussy
Nowojorska grupa Perfect Pussy to jeden z najciekawszych tegorocznych debiutów na Offie. „Say Yes To Love” to energiczny, hałaśliwy, jazgotliwy krążek z pogranicza noise-rocka, hardcore-punku i Lo-Fi. Wysoka ocena przyznana przez Pitchfork jest w tym przypadku jak najbardziej zasłużona. Na tym koncercie nikt nie powinien się nudzić.
Slowdive
Słyszałem głosy, że gdyby Slowdive się nie reaktywowali to nic by się nie stało. Jednak postanowili powrócić na scenę, więc głupio byłoby zignorować takie wydarzenie. Nagrali trzy płyty i każda z nich to ósemkowa sprawa.
Gdy pierwszy raz ujrzałem teledysk do utworu „Chleb” odebrałem go jako kolejną amatorską produkcję zrobioną dla beki jakich wiele na YouTube’ie. Jednak po zagłębieniu się w temat okazało się, że Mister D. to muzyczne wcielenie pisarki Doroty Masłowskiej, która ponad dekadę temu błysnęła „Wojną polską – ruską„. Co więcej, temat podchwyciły poważne (?) media węsząc w płycie głosu pokolenia, aspektów społecznych i Bóg jeden wie czego jeszcze. Osobiście nie upatrywałbym w „Społeczeństwo Jest Niemiłe” niczego więcej jak muzyki zrobionej na półserio. Co prawda Masłowska przy akompaniamencie surowych elektrycznych beatów śpiewa (a raczej próbuje śpiewać) o wszelakich tematach związanych z Polską B, czyli Rydzykiem, polityką, żabką, chlebem i Kingą Rusin jednak szukania w tym drugiego dna to zwykła nadinterpretacja.
Polska to kraj, który wciąż odczuwa proces transformacji. Pstrokate domy, wybór artystów reprezentujących kraj na Eurowizję, produkcje telewizyjne i kinowe, Weekend śpiewający po angielsku, Beyer Full podbijający chiński rynek muzyczny, to co widzicie na zdjęciach znajomych na FB to tylko fragment naszej bazarowej wrażliwości. Masłowska kontynuuje myśl nabijania się z dresiarstwa i blokosfery rozpoczętej na swoim opus magnum z 2002 roku. Książki nie czytałem, jednak teksty zawarte na płycie to perełki zabawy słowem. No bo jak się nie uśmiechnąć gdy słyszymy o „kanapce z tłustym hajsem” albo teksty w stylu „Z piątki wydała mi dwójkę. Teraz jestem trzy zeta w plecy„? Masłowska śpiewać nie potrafi i pod tym aspektem płyta jest katastrofalna. Podkłady są ok, nie grzeszą bogactwem brzmienia jednak spełniają swoją rolę na płycie.
Nie należy także zapominać o oprawie wizualnej całego projektu. Teledyski stworzone do utworów „Chleb” i „Hajs” to staranie przemyślane produkcje, które tylko udają amatorskie filmiki. Zaaranżowanie Pani Rubik a także przesyt kiczu sprawiło, że klipy te nie zaginęły w czeluściach internetu. Warto także odnotować fakt, że Mister D. pojawi się na OFF Festivalu.
Podsumowując „Społeczeństwo Jest Niemiłe” to album mocno średni, acz na swój sposób zjawiskowy. Na chwilą obecną jest zajawka, przeczuwam jednak, że w przyszłym roku mało kto będzie pamiętał o tym, że Masłowska zaczęła śpiewać. Ocena: 5/10.