Earl Sweatshirt – Doris

earl-sweatshirtThebe Neruda Kgositsile, lat 19 to bohater dzisiejszej recenzji. Thebe znany również jako Earl Sweatshirt należy do hip-hopowego składu Odd Future, który zrzesza młodych, utalentowanych, acz nieco pokręconych raperów z LA. W gronie tym wyróżniali się głównie Tyler, The Creator oraz Frank Ocean. Jednak po wyjściu na światło dzienne albumu „Doris” obok wcześniej wspomnianych nazwisk będzie również wymieniać się jednym tchem: Earl Swaetshirt. Wydawać by się mogło, że „Doris” to debiut Pana Kgositsile. W końcu omawiany krążek ma wszystkie cechy pierwszej płyty (świeżość, odwaga, to „coś”) a sam raper jeszcze nie może legalnie spożywać alkoholu w Stanach. Otóż nie, Earl Sweatshirt swój debiut zaliczył już wieku 16 lat nagrywając mixtape „Earl”. W tworzeniu ów albumu pomagał Tyler, The Creator, który zajął się produkcją. Został on przyjęty pozytywnie, jednak rozszedł się bez większego echa.

Sytuacja zmienia się w 2013. Przeglądając internety nie natrafiłem na słowa, które by głosiły tezę, że „Doris” to słaba płyta. Dzięki temu albumowi młody mieszkaniec słonecznego Los Angeles wszedł do pierwszej ligi. Co takiego jest w tej płycie, że wszystkim się podoba? „Doris” to przede wszystkim kolejny, dobry album wydany w stylu znanym dla członków Odd Future. Jest mroczny, ironiczny i nowoczesny. Tym razem za produkcję nie odpowiadał sam Tyler Okonma a cały zestaw takich nazwisk jak: The Neptunes, Christian Rich, RZA, Frank Ocean czy też BadBadNotGood. Wyprodukowane przez nich beaty są ciemne, mroczne, depresyjne, ale jednocześnie wciągające i zróżnicowane. W takim „Hoarse” uwodzi nas gitara, końcówka „Chum” to zestaw bębnów a „20 Wave Caps” wykorzystuje arsenał syntezatorów. Utwory wyprodukowane przez Okonmę brzmią jak żywcem wyrwane z jego najnowszego albumu „Wolf” a kończące całość „Knight” to przeróbka Raekwona „New Wu” (Kolejna rapowa płyta i kolejne odniesienie do Wu-Tang!).

dorisKilka słów o samym Earlu Sweatshirt. Słychać, że chłopak ma talent acz jeszcze musi poćwiczyć nad samą techniką rapowania. Jego flow nie jest jeszcze tak rozpoznawalne jak gwiazd, które udzieliły się na albumie (RZA, Tyler, Mac Miller). W utworach na jego najnowszym albumie obiera raczej rolę dopowiadacza, gdyż pierwsze zwrotki wykonują artyści gościnni. Przyznać mu należy jednak, że ma głowę do tekstów. Zaczyna mocno w „Pre” gdzie przyznaje „I’m problem to niggas”. W kolejnym jednak utworze pojawiają się wątpliwości: „Only relatively famous / In the midst of a tornadoMisfitted / I’m Clark Gable / I’m not stable„. Generalnie Earl jest szczery co wyraża takimi perełkami jak: „The label don’t like me but they pay me a grip” czy też „Too black for the white kids, and too white for the blacks”. Co jednak jest najważniejsze w jego tekstach? To, że wyrażają jego przemyślenia nad tym gdzie teraz jest i jak do tego dotarł. Przyznaje, że sławę zawdzięcza Odd Future a samego Tylera uważa za swojego starszego brata. Nie ma tutaj typowych przechwalanek i opowieści o tym ile lasek zaliczył i ile koksu wciągnął.

Podsumowując „Doris” to album równy (żaden utwór nie wyróżnia się), stojący na wysokim poziomie i wyprodukowany w stylu znanym dla Odd Future. Sam Earl Sweatshirt to młody, szczery człowiek, którego stać na dużo. Liczę na to, że tegoroczny krążek to zapowiedź kolejnych świetnych dzieł w jego wykonaniu. Ocena: 8/10.

Run The Jewels – Run The Jewels

killer-mike-elpRun The Jewels to dziecko dwóch będących na fali w ostatnim czasie raperów. Mowa o El Producto, który okazuje się jednym z najzdolniejszych producentów oraz Killer Mike’u, który rapuje już od 10 lat jednak dopiero teraz pokazał swoją wielkość. Obu panów łączy fakt, że w zeszłym roku nagrali RE-WE-LA-CY-JNE albumy. „R.A.P. Music” Mike’a doceniłem na zeszłorocznym podsumowaniu, natomiast po przesłuchaniu „Cancer for Cure” żałowałem, że odkryłem ten LP dopiero w tym roku. Będąc na fali poszli za ciosem i nagrali wspólnie „Run The Jewels„.

Jest to co prawda krótki materiał (33 minuty), ale dzięki temu zabiegowi nie znajdziemy tutaj ani jednej niepotrzebnej muzycznej sekundy. 10 piosenek zawartych na krążku, który raperzy udostępnili w sieci za friko są idealnie skomponowane. El-P wraz z Killer Mikem poszli drogą Beastie Boys wymieniając się wersami co dodaje pewnego rodzaju dynamiki. Oczywiście to Mike jest w tym duecie rozgniewanym żądłem, który rzuca rewelacyjne wersy nabijając się z Watch The Throne: „Niggas will perish in Paris, niggas is nothing but parrots” czy też przedstawia się w ten sposób: „My name is Michael Render / And we are the new Avengers„. El-P oczywiście idealnie dopełnia się swoim spokojnym głosem jednak to beaty jego produkcji najbardziej zachwycają. Mamy tutaj powrót do lat 80., sporo elektroniki i rzucone od czasu do czasu łakocie w postaci gitarowych solówek. Pod względem produkcji jest to pierwsza liga i przypomina zeszłoroczne podkłady EL-P na „Cancer for Cure„. Sam Killer Mike docenił robotę El Producto: „Producer gave me a beat / Said it’s the beat of the year / I said El-P didn’t do it / So get the fuck outta here„.

run the jewels„Run The Jewels” jest kolejnym mocnym kandydatem w walce o album roku. Swoim materiałem przebili zarówno Kanye Westa jak i nudnego Jay-Z. To co wyrabiają chłopaki za oceanu w tym roku przyprawia o ból głowy, przeważnie o tej porze wiedziałem mniej więcej komu się trafi miano numer 1. Teraz absolutnie nie wiem komu, wystarczy zobaczyć ostatnie recenzje, które wrzucam. Jednak jedno jest pewne. Kapitalne LP połączonych sił Mike’a z El-P będzie w czołówce. Nagrali oni wyśmienity krążek, z świetnymi linijkami Mike’a, elektronicznymi podkładami najwyższych lotów El-P, który dodaje nowej świeżości w hip-hopie. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że zrobili to zupełnie naturalnie bez żadnej napinki. Pozdro dla wschodniego wybrzeża. Ocena: 9/10.

Danny Brown – Old

danny brownDanny Brown – Jeden z najoryginalniejszych raperów ostatnich lat nagrywa trzeci album, który podbija serca fanów hip-hopu. Raper pochodzący z Detroit – miasta symbolu upadku pobudzał mój apetyt już od jakiegoś czasu. Wrzucane przez niego do sieci kawałki zapowiadały kawał dobrego rapu. Dwa poprzednie krążki Browna „The Hybrid” oraz „XXX” nie przeszły do historii. Inaczej ma się rzecz z „Old”, które już przed premierą nazywane było albumem roku w dziedzinie czarnej muzy.

Daniel Dewan Sewell tym razem postanawia nagrać koncept album, który podzielił na dwie części. Pierwsza oparta na klasycznych beatach to wspomnienia dawnych lat, pełne zimna Detroit, narkotyków, gangsterów, sytuacji aspołecznych oraz odniesień do rodziny. Najefektowniejszy pod tym względem jest krótki „Wonderbread” opowiadający historię wyprawy po chleb. Po drodze mały Danny spotyka ćpunów, prostytutki oraz słyszy strzały. Natomiast następne „Gremlins” naszpikowane jest spora dawką ciekawych odniesień między innymi do Wu Tang-Clan czy też „Piątku Trzynastego”. W tej części płyty możemy się natknąć na sporo ciekawych wyznań rapera typu: „Broke as fuck and no bitch to fuck / In my basement jackin’ off lonely” czy też „Smoked too many blunts, I can hear my lugs whistlin„.

old danny brownDruga część zaczyna się od „Dope song”. Ta część płyty stanowi opowieść o obecnym, starym Dannym Brownie (31 l.) i jest okraszona nowoczesnymi, plastikowymi, elektronicznymi podkładami ociekającymi tak zwanym SWAGiem. Raper porównuje się do dokonań A$ap Rocky’ego, rzuca hasło: „I’m try’na get Maybach money” i rapuje o dragach, dziwkach oraz imprezach podsumowując to wymownym „I don’t know what I’m doing”.

Na „Old” D.D. Sewell pokazuje dwa oblicza. Pierwsze, nawiązujące do klasycznego rapu lat 90. jest podróżą w głąb ciężkich wspomnień rapera. Druga natomiast to typowa narcystyczna postawa współczesnych raperów hedonistów z Rakim Mayersem na czele. Obie role zostały odegrane realistycznie, a wręcz rewelacyjnie. Ta płyta to gratka zarówno dla fanów legend rapu spod znaku Wu-Tang Clan czy też Nasa jak i dubstepowej strony nowoczesnego hip-hopu, którego sporo w ostatnim czasie. W odróżnieniu od Drake’a i nowego Kanye Westa Brown postawił na liczne featuringi, które dodają sporo urozmaicenia. Pojawia się kanadyjski duet Purity Ring, brytyjskie objawienie popu – Charli XCX czy też popularni w ostatnim czasie raperzy A$ap Rocky, Schoolboy Q czy też Ab-Soul. Jednak pierwsze skrzypce gra Danny Brown obdarzony oryginalnym flow przypominającym momentami Ol Dirty Bastarda. Kolejna mocna pozycja, która będzie walczyć o tytuł płyty roku. Ocena: 9/10.