British Sea Power – Do You Like Rock Music?

Witam ponownie. Słuchaliście Clinica? Kupiliście bilety na Off Festival? Jeżeli tak to spox a jeżeli was nie przekonał zespół z Liverpoolu to tym razem recenzja czegoś bardziej przystępnego, ale nadal w pełni alternatywnego.

British Sea Power jest to kolejna gwiazda, którą wyczarował nam genialny Artur Rojek. To co zrobił w tym roku jest niesamowite. Sprowadzi w jedno miejsce, do Mysłowic śmietankę alternatywnej muzy. W moim odczuciu Off Festival w tym roku przebija nawet Openera w Gdyni. Z resztą przed nami jeszcze parę recenzji zespołów, które wystąpią w małej miejscowości na Śląsku.

BSP, BSP, BSP. Co by o nich napisać. Bardzo Spokojne, Popowe melodie. Dla mnie British Sea Power to angielskie wydanie Black Rebel Motorcycle Club. Co oznacza w tym przypadku angielskie? Bardziej popowe, melodyjne. Właśnie melodyjność to główna zaleta tego zespołu, ale nie melodyjność w stylu Coldplay. Im nikt nie zarzuca, że się szmacą przez dodawanie wpadających w ucho riffów. Może dlatego, że oni zawsze tak grali? Na tej płycie jest wiele takich zabiegów, by piosenka od pierwszej sekundy wpadała słuchaczowi w ucho. Różnorakie chórki, klawisze i wspomniane wcześniej melodyjne riffy powodują, że utwory od razu się nam podobają. Muzyka British Sea Power nie potrzebuje czasu by się nam spodobała jak to bywa z niektórymi zespołami. W tym momencie punkt dla Anglików.

Na Do You Like Rock Music? jest wiele indie-popowych nutek, które powinny się spodobać każdemu, nie tylko miłośnikowi gatunku. Także na urodzinach cioci lub wujka British Sea Power jak najbardziej. Całość otwiera się od patetycznego All in It. Utwór wskazuje drogę. Dalej trafimy na Waving Flags. Co powoduje, że wpada w ucho? No te chórki oczywiście, perkusja w stylu Arcade Fire z No Cars Go. Ciekawy jest utwór Down on the Ground. Z początku brzmi to w stylu syfiastych i pozerskich zespołów z Ameryki w których gitarzyści mają różowe gitary. Jednak dalej nabiera to rozmachu i nawet fajnie brzmi. Mocny punkt płyty.

Nazwa tej płyty jest trochę myląca co do zawartości. Ciężko nazwać tą muzykę typowo rockową nawet po paru mocniejszych. Można tytuł płyty interpretować na różne sposoby, na innych serwisach już to zrobili także nie będę w to wnikał. Płyta ta wyszła na początku tego roku a już się pojawiły głosy, że to najlepszy album wydany w 2008. Ja raczej poczekałbym z taką oceną do grudnia, ale na pewno przebija on wydania takich zespołów jak Kooks czy WAS o których wcześniej pisałem.

British Sea Power to powinien być kolejny powód by wybrać się na Offa i posłuchać tej fajnej płytki w wykonaniu na żywo. Moja ocena dla Do You Like Rock Music? to 7\10.

CSS – Cansei de Ser Sexy

Music is my boyfriend/ Music is my girlfriend/ Music is my dead end/ Music’s my imaginary friend/ Music is my brother/ Music is my great grand daughter/ Music is my sister/ Music is my favorite mistress.

Jednym słowem muzyka dla CSS jest wszystkim. Wiecie, że oni są z Brazylii? Jak widać Brazylia to nie tylko samba, Ronaldinho oraz przykre telenowele. A wiecie, że zespół składa się z jednego kolesia i pięciu nagrzanych lasek? I jeszcze jedno pytanie. Wiecie co oznacza nazwa zespołu, płyty też w tym wypadku? Z języka portugalskiego (takowy jest w Brazylii) stwierdzenie to oznacza: zmęczeni byciem sexy. Już było to powiedziane kiedyś przez pewną zgrabną murzynkę, ale stwierdzenie to także świetnie pasuje do zespołu i tej płyty.

No właśnie do płyty. Sexy. To jest jedna z tych płyt gdzie muzykę można określić seksowną. Serio. I to nie przez pryzmat wyglądu kobiet w zespole. Bo w moim odczuciu nie są takie piękne… Tu chodzi o muzykę, zawsze chodziło o muzykę a nie o image zespołu. W zasadzie ciężko zdefiniować czym jest ta muzyka na Cansei de Ser Sexy. Dance Punk, Electronic, indie-pop itd. Dobra,mniejsza z tym jaki to gatunek skoro brzmi to przekonująco i mi się osobiście podoba. Ale czemu sexy? Teraz wiele osób może się dowiedzieć wreszcie coś na ten temat. Bo wcześniej pewnie myśleli, że to chodzi o wygląd. Gdyby tak było to sexy muzykę mógłby nawet nagrywać Pudzian Band. Chodzi o to brzmienie, o wokal. Wystarczy posłuchać jak Lovefoxxx wymawia słowo „bitch”. Poza tym teksty: I ain’t no art-ist/ I am an art-bitch. No tak, a poza tym ona kręci z kolesiem z Klaxons.

Materiał na tej płycie jest na prawdę fajowski. Każda piosenka na równym poziomie, nie ma żadnych przykrych momentów. Fajne single. Alalala i Let’s Make Love And Listen To Death From Above taneczne i miłe dla ucha. Off The Hook nie jest tak przebojowym singlem, ale nie jest to złe. Na tej płycie nie ma złych piosenek, wszystkie są fajne. Jednak najlepsza piosenka na płycie to Music Is My Hot Hot Sex. To z tego utworu fragment tekstu w lidzie. Tekst do tej piosenki świetny a na koniec zespół serwuje nam pogadankę po portugalsku co brzmi na prawdę nieźle i komponuję się z resztą.

CSS obecnie jest na topie w Anglii. Nawet córka Ambramowicza miała ich na swoich sweet 16 wraz z Klaxsonami. Trudno się nie dziwić bo grają muzykę przyjemną i taneczną zarazem. Polecam każdemu spragnionemu nowych muzycznych doznań. Ocena:7 \10.

The Car Is On Fire – Lake & Flames

Tego jeszcze tutaj nie było. Nie było recenzji płyty pop. Pop. Bo do popu trzeba zaliczyć The Car Is On Fire. Nie taki pop w stylu Ewelina Flinta albo Papa Dance. Indie-Pop. To jest znacząca różnica!

The Car Is On Fire ma to do siebie, że jako jedni z nielicznych w Polsce potrafią po angielsku. Nie wielu polskich artystów cieszy się jakimś szacunem na zachodzie a TCIOF jak najbardziej. Warto wspomnieć, że wystąpią na Glastonbury w tym roku. Ilu polskich wykonawców występuje na tego typu festiwalach? A oni tam będą…

To, że zespół z Warszawy potrafi grać fajnego, melodyjnego indie-popa w języku angielskim świadczy ich drugi album zatytułowany Lake & Flames. Na samym początku stwierdzę, że lubię ten album. Teraz napiszę dlaczego.

Przede wszystkim, że znajdujemy tutaj fajne kawałki, które wpadają w ucho. Na płycie znajdziemy spokojniejsze utwory popowe takie jak JW Construction czy też Such A Lovely bądź żwawsze rockowe kompozycje jak Ex Sex Is (Not) The Best (Title). Muzycy z zespołu dobrze trafili z wyborami singli. Can’t Cook (Who cares?), Neyorkewr oraz Oh, Joe to kawałki, których można słuchać i słuchać. Najbardziej przypadł mi do gustu utwór It’s Finally Over. Fajny wokal, fajny tekst, fajny bicik w tle. Ogólnie mocno na plus. Poza tym wyróżniają się utwory: What Life’s All About oraz When The Sun Goes Down. Nie będę porównywał utworów do poszczególnych epok muzycznych, wykonawców, gatunków jak inni. Wiadomo przecież, że Borys Dejnarowicz doznaje przy wielu wykonawcach pop.

No właśnie, w 2007 roku zespół jak to napisał na swojej stronie „przewietrzył skład”. Z ekipy odszedł Dejnarowicz. To była wiadomość, która martwiła. Bo znika jeden z głosów w wokalu. Wiadomo, że na najnowszej płycie w zasadzie każdy śpiewał i nawet fajnie to wyszło. Jednak jak widać nie przeszkadza im to w koncertowaniu, bo już mają zaklepany występ w Anglii. Zastanawia mnie decyzja Dejnarowicza. Poszło o pieniądze czy może o niezgodność z doznaniami muzycznymi muzyków? Borys obecnie pracuje nad solowym czymś, co może okazać się nawet ciekawe. W ten sposób mamy kolejnego solowego artystę muzyki pop.

Dobra to przejdę teraz do ciemnego momentu recenzji. Co mi się nie podoba na płycie Lake & Flames? 23 utwory to stanowczo za dużo. Za dużo jest tu utworów przeciętnych w zasadzie służących tak jakby przejściom, albo innym celom. Chodzi mi o takie utworki jak Iran\China, Stockholm czy też tytułowe Lake & Flames. Za dużo. Przekombinowane. Przepych. No a tak poza tym to chyba nie mogę nic złego powiedzieć. Fajna płytka. Na polskie realia to może być nawet klasyka. Ocena: 8\10. Polecam.